Życie to ciągły trening cz.89

Życie to ciągły trening cz.89Poprzedniego wieczora oboje zgodnie uznali, że na ogłoszeniu wyroku pojawi się sam. W ten sposób chciał oszczędzić Agacie nerwów, bo już i tak sporo miała przez niego przeżyć. I choć nalegała do samej północy, to nie dał się przekonać. O poranku spokojnie przesunął ją na bok i przykrył kocem. Podniósł roletę. Padał deszcz, ale dzięki potrójnym szybom nie dało się go słyszeć w środku. Nadeszła ponura jesień i zaraz pierwszego jej dnia nastąpiło oberwanie chmury. Przeciągnął się, przeczesał włosy i zajrzał do łóżeczka. Natalka spała podobnie jak Agata z prawą ręką pod głową.  
- Już niedługo zaznamy spokoju- pocałował małą a potem Agatę.
Wsypał świeże ziarna do ekspresu. Z lodówki wyjął jajka i dał im czas na ogrzanie przed gotowaniem. Po zalaniu kawy poszedł pod prysznic. Ciepła woda rozbudziła go do końca. Ogolony i wypachniony wodą po goleniu opuścił łazienkę.
Kawa w filiżankach parowała i roznosiła swój aromatyczny zapach po salonie.
- Już wstałaś?
- To ważny dzień. Chciałam ci w nim towarzyszyć.
- Wiem- pocałował jej dłonie- Nie potrzebujemy teraz ryzykować.
- Przecież będą skuci.
- Nigdy nic nie wiadomo. Gotuję jajka. Zjesz?
- Już ugotowałam. Na miękko.
- Tak długo mnie nie było?
- Robienie się na bóstwo trochę czasu zabiera- uśmiechnęła się.
- To ważny dzień…
- Myślisz, że od niego wszystko zależy?
- Nasz spokój na pewno. Przyszłość Jerzego również. Trochę mi szkoda jego rodziny. Zrobił to, o co go prosiłem, ale ich związek nie przetrwał próby czasu. Wydaje mi się, że dziewczyna zrozumiała, że nie ma dla nich wspólnej przyszłości.
- Tak w życiu bywa. Przynajmniej uwolniła się od alkoholika.
- Najważniejsze, że od jego długów- dodał i stuknął łyżeczką w jajko.
- Czasami życie na kredyt to jedyna opcja dla niektórych, ale alkoholizm za pożyczane pieniądze to już studnia bez dna.
- Trudno się z tobą nie zgodzić, ale zawsze trzeba rozważyć wszystkie dobre i złe strony takiej decyzji.
- Tylko próbując możesz realizować marzenia.
- A ja jestem twoim marzeniem?
- Powiedzmy- dodała z przekąsem.
- Ja od zawsze marzyłem o kobiecie, która pokocha mnie takiego, jakim jestem. Marzyłem o gromadce dzieci i domu pełnym hałasu.
- I ja nią jestem?
- Bez żadnych wątpliwości.
- Gromadka dzieci? Musisz nadrobić zaległości…
- Może dzisiaj?
-, Co?
- Nadrobimy zaległości- wyszczerzył zęby.
- Tak szybko?
- Najpierw kupmy dom w lesie.
- A ten ci się już nie podoba?
- Dla ciebie mogę mieszkać nawet w szałasie. Kiedyś budowaliśmy takie ze znajomymi z podwórka.
- Nie przeciekały?
- To było po burzy. Było fajnie.
- Nie wątpię. Musiałeś mieć niezłe dzieciństwo.
- A ty nie?
- Nie miałam zbyt wielu znajomych. Rodzice nie pozwalali mi na zbyt wiele.
- Żałuj. Ja po drzewach nawet chodziłem. Uprzedzając twoje pytanie nie spadłem z żadnego.
- Mistrz.
- Ma się rozumieć. A ty, co robiłaś w wolnym czasie?
- Książki, gra na pianinie i lekcje baletu.
-, Co takiego?
- Nie wiesz, co to balet?
- Jasne, że wiem. Takie tańcowanie w skarpetach?
- Pointy. I to nie są skarpety.
- Nie będę nawet dyskutował. I chciałaś to robić?
- Rodzice nie zmuszali mnie do niczego.
- Myślisz, że pozwoliliby Ci się zadawać z kimś takim jak ja?
- O ile nie namawiałbyś mnie do czegoś złego.
- Na przykład?
- Do odwiedzania lasu po zmroku czy wchodzenia do ciemnej piwnicy.
- Do ciemnego lasu sam bałbym się wejść. Do piwnicy wchodziliśmy wywoływać rusałki.
- I co, były?
- Były.
- Ładne?
- Nie. Nie chcę ich pamiętać. Taki znajomy się przebrał chcąc nam zrobić psikus. Nie wspominam tego najlepiej.  
- Jakaś krzywda z dzieciństwa?
- Nie. To nie był najlepszy widok. Facet w rajtuzach…
- Może przebrał się za baletnicę?
- Mieliśmy zawołać: Rusałko wyjdź. Okaż nam swoje wdzięki.
- I co?
- No wyszedł facet w rajtuzach.
- Przynajmniej było zabawnie.
- Dla mnie nie.
- Chyba bym pękła ze śmiechu.
- Ja nie pękałem. Zmieńmy temat.
- Czemu? Wspominanie dzieciństwa jest takie fajne. Szczególnie takiego jak twoje.
- Nie zawsze było tak różowo. Zmagaliśmy się z różnymi przeciwnościami losu. Dziękuje rodzicom za to, że się nie poddali i nie skończyłem jak taki jeden chłopak. Wąchał klej do butów z woreczka.
- Dlaczego mi o tym mówisz?
- Tak jakoś. Kiedyś widziałem jego nagrobek. Zmarł po kilku latach. Cieszę się, że nie spróbowałem, kiedy nam zaproponował.
- Mądry chłopak. Inaczej byśmy sobie tak nie pogadali.
- Kto wie.
Z góry dało się słyszeć płacz.
- Pójdę. Skończyłem śniadanie. Ty musisz coś zjeść.
- Nie mogę. Stresuję się.
- Będzie dobrze- objął ją i poszedł na górę.
Uchylił drzwi sypialni.
- Koszmary?- spojrzał na córkę, która przestała płakać, gdy się zjawił- Chodź do taty. Opowiadaj.
Przytulił ją i podszedł do okna.  
- Zobacz, jaka piękna tęcza- wskazał palcem kolorowe paski na niebie.
Oczy Natalki skupiły się na tym, co było za oknem. Patrzyła na tęczę i wracała do niego wzrokiem.
- Prawda, że wspaniała?- uśmiechnął się do niej i jej reakcja nie była inna, też posłała mu uśmiech.
Zdjął mokrego pampersa i założył czystego. Wybrał czerwone body i zabrał ją na dół.
- Mama jest tutaj.
- Chodź do mnie- Agata wyciągnęła ręce, ale mała nie.
- Teraz woli mnie.  
- Jak chcesz- mama wzruszyła ramionami.
- Ma najlepszego ojca pod słońcem.
- Który lubi się pakować w kłopoty.
- Już nie będę. Obiecuję.
- Słyszałaś?- Agata spojrzała na córkę.
- Dzisiaj wszystko zostanie zakończone.
- Trzymam cię za słowo. Zbieraj się, bo nie zdążysz.
- Wrócę z dobrymi nowinami- pocałował Agatę w usta i pobiegł na górę.
Wciągnął czarny t-shirt i jasne dżinsy. Z wieszaka zabrał czarną kurtkę.
- Trzymajcie kciuki- pożegnał się i wyjechał z garażu.
Zaparkował na podziemnym parkingu i resztę drogi do sądu pokonał pieszo. W środku czekał Piekarski ze swoimi ochroniarzami, którzy asystowali mu podczas wizyty na Bydgoskim.
- Witaj.
- Dzień dobry. Cześć- uścisnął wszystkim dłonie.
- Nie musisz się stresować- powiedział Piekarski.
- Jestem zrelaksowany.
- Nie widać tego po tobie.
- Czuje się świetnie.
- I tak trzymaj. Wyrok w tej sprawie jest oczywisty.
- Skąd ta pewność?
- Moi prawnicy są tego pewni.  
- Mam rozumieć, że się nie mylą?
- Dziewięćdziesiąt dziewięć procent spraw przez nich prowadzonych zakończyło się zgodnie z ich oczekiwaniami.
- Niezły wynik. Nadal istnieje jeden procent…
- Bez obaw. Ufam im i ich prawidłowej ocenie sytuacji.
- Dużo biorą?
- Odpowiednio- skomentował Piekarski.
- Dla jednych milion to nic, dla mnie to majątek.
- Powiedziałem ci, że pieniądze to nie wszystko. Honor jest najważniejszy.
- Żelazne zasady?
- Tak.
Dopiero, gdy zajęli swoje miejsca na sali sądowej wprowadzono oskarżonych. Spojrzenie Jerzego w kierunku Olka mogłoby zmrozić krew w żyłach niejednemu człowiekowi, ale Olek wiedział, że postąpił słusznie i wszystko rozstrzygnie się pozytywnie.
Przemowa obrońców Jerzego i Zenona o tym, że oskarżeni działali w afekcie mogłaby przekonać każdego, ale Olek nie miał wątpliwości, co do wyroku.  
Po godzinnej przerwie sędzina Beata Nowak ogłosiła wyrok.
- Zenona Balcerzaka skazuję na dwadzieścia lat pozbawienia wolności za próbę usiłowania zabójstwa Aleksandra Słowińskiego. Jerzego Kawińskiego za współudział, ale pod groźbą skazuję na pięć lat bezwzględnego więzienia.  
Olek odetchnął z ulgą, bo wyrok sądu dawał im, co najmniej dwadzieścia lat spokoju, bo o zagrożenie ze strony Jerzego nie musiał się martwić. Uznał, że ich rozmowa wyjaśniła wszystko i chłopak nie będzie chciał z nim ponownie zadzierać.
- A nie mówiłem?- zagadnął do niego po wyjściu Piekarski.
- Gratuluję. I dziękuję jednocześnie za pomoc.
- Nie ma sprawy. Zobowiązałem się do działania i cieszę się, że tak pozytywnie się to skończyło.
- Pewność siebie to podstawa w biznesie, co?
- Tak. I jeszcze konsekwencja. Jak nie będziesz stawiał na swoim, to nie masz, czego szukać w wielkim świecie.
- Nie wiem. Aż tak bardzo nie chcę zaistnieć. Liczy się moja rodzina i nasz klub. Reszta nie ma znaczenia.
- Ja swoją rodzinę straciłem.
- To znaczy?
- Żona odeszła.
- Macie dzieci?
- Syna.
- Z kim został?
- Ze mną. Zrobiłem wszystko, aby tak się stało.
- A matka?
- Odpuściła.
- Dlaczego?
- Nie ważne. Trzymaj się Olek.
Piekarski wsiadł do swojej limuzyny i odjechał.
Pod salą sądową nie było prasy. A robili przecież hałas o to, że pod stadionem doszło do porachunków mafii. Zanim wsiadł do samochodu spojrzał jeszcze w niebo.
- A jednak istnieje sprawiedliwość.
W tej samej chwili rozległ się grzmot.
- Już dobrze. Chciałem tylko przyznać ci rację, że wydałeś sprawiedliwy wyrok.
Odjechał z piskiem opon, bo znów nastał w jego życiu spokój, którego tak pragnął.

Dodaj komentarz