Życie to ciągły trening cz.87

Życie to ciągły trening cz.87Pierwsza noc po powrocie ze szpitala okazała się zbawienna dla jego ciała. Obudził się wypoczęty, ale przede wszystkim bez lęku o to, że jego bliskim może się coś stać. Pomiędzy nim, a Agatą leżała Natalka. Uśmiechała się przez sen jakby coś ją rozśmieszało. Jej rozpromieniona buzia napawała go szczęściem, którego mu brakowało w ostatnich dniach. Strach i lęk przed zagrożeniem dla jego rodziny wypełniały wszystkie jego myśli. Nie bał się konfrontacji sam na sam, bo wolał oberwać i uchronić ich, ale nie będąc przy nich nie mógł im zagwarantować tego bezpieczeństwa. Podniósł telefon i odblokował ekran. Podniósł się z łóżka delikatnie i wykonał kilka zdjęć swojego szczęścia, którym chciałby się podzielić z najbliższymi, ale to było już niemożliwe. Pamiętał jeszcze słowa rodziców, kiedy się zarzekał, że nie będzie miał dzieci. Mówili mu, że to pragnienie potomstwa jest większe niż wszystko inne. Najpierw patrzysz jak mała istota pojawia się na tym dziwnym świecie, a potem stajesz przed nią i za wszelką cenę chcesz chronić przed całym tym złem. Zszedł na dół przygotować śniadanie. Do ekspresu wsypał świeże ziarna kawy. Z lodówki wyjął warzywa, łososia i masło. Rozkroił bułki i posmarował. Warzywa posiekał i poukładał na kanapkach dodając na wierzch rybę. Zadzwonił jego telefon. Nie znał tego numeru.
- Słucham?
- Dzień dobry. Starszy aspirant Maciej Bugaj.
- Dzień dobry.
- Rozmawiam z panem Olkiem?
- Przy telefonie.
- Czy mógłbym wpaść dzisiaj po południu?
- W jakiej sprawie?
- Chodzi mi o atak na pana pod stadionem.
- Wszystko już przecież powiedziałem. Moja narzeczona również.
- Pojawiły się nowe okoliczności.
- Jakie?
- Wolałbym porozmawiać osobiście.
- Niech będzie- westchnął ciężko.
- O dwunastej?
- Może być.
- W takim razie do zobaczenia.
Odłożył telefon na stoliku. Na schodach stała Agata.
- Będziemy mieć gości?
- Policjant.
- Czego chciał?
- Pojawiły się nowe okoliczności.
- Jakie?
- Nie chciał nic powiedzieć.
- Na dziesiątą muszę być w salonie.
- Jakim?
- Po odbiór mojego auta. Nie pamiętasz?
- Już jest?
- Sam przecież nalegałeś, aby się postarali.
- Mała jeszcze śpi?
- Uhm.
- Zapraszam do stołu. Już nalewam ci kawy.
Pocałowała go usta i zajęła miejsce pod oknem.
- Brakowało mi ostatnio takich poranków.  
- A czego mi brakowało? Wszystkiego. Każda godzina w szpitalu była nie do zniesienia. Gdyby nie te wszystkie leki i kable pojechałbym z wami do domu tego samego dnia, w którym się wybudziłem.
- Nie jesteś niezniszczalny.
- Jak widzisz jestem.
- Przeceniasz swoje możliwości. Pokochałam cię za charyzmę i chęć do ciężkiej pracy. Twoja pewność siebie może imponować, ale zbyt wielka jej ilość może przynieść sporo kłopotów.
- Wiem, że nie zawsze podejmowałem przemyślane decyzje, ale robiłem wszystko, aby was chronić.
- Nie chcę nawet myśleć, co by się działo- przerwał jej przykładając palec do ust.
- To się nigdy nie wydarzy. Moje słowo.
- Jesteś tego pewien, że odpuszczą?
- Niczego nie jestem pewien, ale sama powiedziałaś, że Piekarski zaoferował swoją pomoc.
- Nie wiemy czy nie ma w tym jakiegoś celu.
- Przecież cię zapewnił, że da nam spokój.
- Obietnice można składać, ale wszystko weryfikuje rzeczywistość.
- Wydaje mi się, że on nie potrzebuje rozgłosu. Idę się wykąpać. Ty zjedz w spokoju.
Poszedł na górę pod prysznic. Nie miał zbyt wiele czasu i nie relaksował się w wannie. Rana na brzuchu goiła się szybciej niż myślał, z czego był zadowolony, bo będzie mógł wznowić trening znacznie szybciej niż przypuszczał. Wciągnął dresowe spodnie i niebieską koszulkę Adidasa. Kwilenie córki zwróciło jego uwagę i wszedł do sypialni. Wyjął ją z łóżeczka.
- Tata cię przebierze i coś wybierzemy z twojej garderoby.
Wrażliwości miał w sobie tyle samo, co złości potrzebnej do osiągania szczytów swoich możliwości. Nigdy nie mógł zrozumieć postępowania tych, którzy krzywdzili tak bezbronne maleństwa maltretując je czy bez sumienia porzucając na byle śmietniku. Ile trzeba mieć w sobie zła i braku poczucia winy, aby coś takiego zrobić.
Przeszukał szuflady i w końcu wybrał dla niej czerwoną sukienkę z napisem My parents are the best. Nie pamiętał czy był przy jej wyborze, ale podobał mu się ten tekst.  
- Postaram się takim być dla ciebie- uśmiechnął się do niej i zabrał na dół.
- My już jesteśmy gotowi.
Agata siedziała z kubkiem w ręku.
- Kochanie?
- Niepokoi mnie ta nagła wizyta policjanta.
- Bez obaw. Piekarski powiedział, że odpowiednia osoba zajmie się tą sprawą.
- Zaraz wracam- Agata poszła na górę.
Nalał sobie soku pomarańczowego i zabrał córkę przed telewizor. Wybrał Animal Planet. Lektor opowiadał właśnie o instynkcie macierzyńskim gepardów, że mają przeczucie i gdy się urodzi jeden samiec w miocie to go porzucają, bo może być naznaczony chorobą niepozwalającą mu na przetrwanie.
- Co to za matka?- spojrzał na Natalkę.
Jej zdzwione spojrzenie było akceptacją jego słów.
- Ze swojej strony obiecuję ci, że będziesz w swoim życiu robić to, na co będziesz mieć ochotę.
Tym razem to on prowadził i czuł się odprężony mogąc spełnić swoją rolę, jaką była odpowiedzialność za dwie najważniejsze osoby w jego życiu. Gdy sprzedawca tylko dostrzegł ich auto natychmiast zjawił się przed wejściem do salonu.
- Skoro jesteśmy już na zewnątrz to podejdźmy do auta.
Pośród czarnych siódemek i srebrnych trójek stały też inne modele z X w nazwie, ale tylko jedna się najbardziej wyróżniała. Wybrana przez Agatę X5 w kolorze niebieskim Tanzanite aż krzyczała: Tu jestem!
- Jest naprawdę piękna- skomentował Olek.
- Wszystkie nasze auta są najwyższej, jakości- poprawił go sprzedawca.
- Co o niej sądzisz kochanie?
- Jak będzie jeździć tak jak wygląda to będzie wspaniale.
- Proszę- podał jej kluczyki.
W środku pachniało skórą, która miękka w dotyku była idealnym materiałem na rodzinne podróże. Zajął miejsce obok trzymając córkę na rękach.
- Podoba się?- spojrzał na Natalkę.
Wodziła wzrokiem po błyszczących, srebrnych listwach kokpitu.
- Może pani wyjechać- sprzedawca zamknął drzwi i pozwolił im postawić auto obok ich X6.
Siedzieli jeszcze przez chwilę w środku jakby nie mogli się nadziwić precyzji wykonania wnętrza.
- Załatwmy formalności i potem będziemy się zachwycać- otworzyła drzwi i wysiadła.
Weszli do salonu.
- Kawa? Ciastko?
- Chętnie skorzystam.
- Każę podać za chwilę. Przygotuję dokumenty dla państwa.
Zostawił ich przy stoliku obok recepcji.
- Spróbuj. Są pyszne- Olek podał jej talerzyk z czekoladowymi babeczkami.
- Wiesz ile to ma kalorii?
- Nie obchodzi mnie to. Mi nie zaszkodzi, a tobie to już wcale.  
- Namawiasz mnie do złego.
- Chcę abyś się rozkoszowała tym smakiem.
W końcu się zdecydowała.
- Postarali się.
- Sprzedaż aut to ich praca.
Po kilku minutach wrócił do nich sprzedawca z czarną teczką z wielkim logo producenta na okładce.
- Zapraszam do mojego gabinetu.
- Nie możemy tutaj?
- Jest jeszcze coś do zabrania.
- Kolejny model?- zaciekawił się.
- Aleks…
- Zbierałem kiedyś modele. Kto wie czy od kolejnej sztuki nie powrócę do swojej pasji.
- Zapraszam.
Usiedli w biurze, w którym byli kilkanaście dni wcześniej. Schludnie uporządkowany gabinet był dobrą wizytówką sprzedawcy.
- Wszystkie miejsca wymagające pani podpisu oznaczyłem kropką- podał jej formularze.
- Gdzie ten prezent?
- Olek…
Sprzedawca wstał i przeszedł na zaplecze swojego biura. Wypchnął spory karton i postawił obok Olka.
- Co to?
- Prezent dla stałych klientów.
- Od ilu samochodów klient otrzymuje status stałego?
- To już drugie auto dla państwa.  
- Rozpakuję to- wstał i zerwał taśmy z pudła. Wyjął jego zawartość i odwinął z folii. Obejrzał oba przedmioty. Fotelik dla dziecka i nosidełko sygnowane logo producenta.
- Całkiem niezłe- skomentował.
- Państwa córka będzie bezpieczna w naszych produktach.
- Oby. Czy muszę zabierać to opakowanie?
- Może zostać u nas.
- Wspaniale.
- Chyba wszystko- oddała formularze.
Sprzedawca przejrzał umowę kartka po kartce.
- Tak. To będzie wszystko.  
- Dziękujemy- Olek wziął córkę na ręce i uścisnął dłoń sprzedawcy.
Wrócili na parking.  
- Czy jeszcze w czymś mógłbym państwu pomóc?
- Gdybym miał syna zapytałbym o wersję elektryczną dla niego.
- Gdy zajdzie taka potrzeba proszę się ze mną skontaktować. Zrobię, co się da.
- Wspaniale. Kochanie jedziesz ze mną czy z mamą?
Natalka oczywiście wyciągnęła rączki w kierunku Agaty.
- No cóż. Pojadę sam.
Zamontował nosidełko na fotelu pasażera i zapiął pasy córce.
- No to w drogę.
- Życzę państwu miłego użytkowania naszych aut.
- Do widzenia- Agata zamknęła drzwi i wyjechała, jako pierwsza.  
Przez całą drogę jechał za nimi nie wpuszczając nikogo przed siebie.

Dodaj komentarz