Życie to ciągły trening cz.49

Życie to ciągły trening cz.49Z żalem ale bez ani jednej uronionej łzy podjął decyzję o sprzedaży swojego mieszkania. Długo dyskutował z Agatą na ten temat ale to jemu zależało na byciu równą częścią projektu jaki sobie postawili do zrealizowania. Wyjechał kilka minut przed dwunastą choć bez problemu pokonałby tą drogę spacerem. Był zwolennikiem czerpania przyjemności z jazdy samochodem ale wraz z postępem technologii musiał się przekonać do asystentów stanowiących wyposażenie BMW. Stanął wzdłuż parkingu a samochód sam wjechał na odpowiednie miejsce z prawie milimetrową precyzją.  
Szybko się rozglądając nie dostrzegł żadnych poważniejszych zmian od momentu kiedy ostatnio tutaj był. Spółdzielnia jak zawsze ociągała się z odświeżeniem elewacji tłumacząc mu, że nie jest tak źle. Być może dla mieszkających nie było ale dla sprzedającego nieruchomość jej wygląd miał bagatelne znaczenie.
Uchylił drzwi i natychmiast otworzył wszystkie okna. Panujący zaduch był nie do wytrzymania. Spakował wszystkie ciuchy w czarne worki i postawił przy drzwiach. Przejrzał drobiazgi jakie mogłyby mu się przydać ale stwierdził, że nie będzie zaśmiecał mebli Agaty.  
Równo o trzynastej w progu stanął agent nieruchomości. Ten sam, który pośredniczył przy sprzedaży budynku obok klubu. Z uśmiechem na ustach przyjął ofertę Olka dotyczącą jego mieszkania.
- Witam- pewnym chwytem uścisnął jego dłoń i wszedł do środka natychmiast rozglądając się wkoło.
Chodził, coś zapisywał a potem zrobił kilkanaście zdjęć aparatem z szerokokątnym obiektywem. Wykonał dwa połączenia i wrócił do Aleksa do kuchni.
- Zaparzyłem dwie.
- Dzięki.
- Więc?
- To jest dobra lokalizacja, młode osiedle i spory metraż zaspokajający potrzeby dużej rodziny. Sprzeda się góra w miesiąc, tak mi się wydaje.
- Tak szybko? Myślałem, że trochę poczekam za pieniędzmi.
- Szczerze?
Olek kiwnął głową porozumiewawczo.
- Jestem agentem od prawie dziesięciu lat. W swoim kalendarzu zapisuję chętnych wraz z ich preferencjami na mieszkania w różnych miastach. Chcesz zobaczyć moją listę na Toruń?- nie czekając na jego decyzję wyjął ładnie oprawiony kalendarz z logotypem agencji i zaczął wertować kartki- Spójrz- podał mu i sięgnął po kawę.
Uśmiech na jego ustach świadczył tylko o tym, że Olek jak na tacy podał mu do zgarnięcia niezłą prowizję bo okazja była przednia. Przejrzał kilkadziesiąt nazwisk ale nic znajomego mu się nie trafiło.
- Dlaczego miesiąc?
- Większość przypadków to będzie kupno na kredyt a procedura trochę trwa.
- W sumie racja. Chcę pozbyć się wszystkiego co tutaj jest. Sprzęt agd i rtv to same nówki, ledwo używane. Podłoga wymieniona prawie rok temu w całym domu. Zresztą sam oceniłeś swoim okiem.
- Wydaje mi się, że czterysta pięćdziesiąt tysięcy to minimum jakie można zgarnąć za to mieszkanie.
- Ile?- parsknął kawą na stół.
- Rok budowy 2005, odświeżone wnętrze i sprzęt. Metrów prawie osiemdziesiąt no i garaż.  
Wyjął telefon i szybko przeliczył sobie prowizję dla agencji odejmując ją od zaproponowanej ceny i postawił mu prosty układ.
- Interesuje mnie czterysta trzydzieści. Wszystko co wywalczysz poza tą kwotą pomniejszone o prowizję agencji dostaniesz gratis.
Na te słowa zareagował tylko błyskiem w oku i pazernym uśmieszkiem od ucha do ucha.
- Stoi. Zabieram się do działania.
- Powodzenia.
Zamknął za nim drzwi i coś przeczuwał, że kwota jaką podał nie była wcale minimalna skoro natychmiast zgodził się na jego propozycję.  
- Jego zysk- wzruszył ramionami i zabrał worki do samochodu.
Zrobił szybkie zakupy w markecie i wrócił na Lawendową. Po otwarciu drzwi jego zmysły pobudził zapach obiadu, który skierował go wprost do jadalni. Stanął z workami w ręku i przyglądał się jej tanecznym krokom po kafelkach kuchni. Poruszała się całkiem lekko, przestawiając swoje nogi niczym zawodowa tancerka.
- Czyżbym odkrył jakiś talent?- zapytał z zaskoczenia.
Obróciła się w jego stronę i obdarzyła pięknym uśmiechem z niewielkim grymasem zakłopotania na twarzy.
- Już wróciłeś? To cały twój dobytek?
- Raczej tak. Po co nam dwie lodówki czy dwie pralki?
- A coś bardziej osobistego?
- Mam kilka pamiątek ale porcelanowe figurki czy kubki raczej nie będą niezbędne u ciebie.
- Tylko kurz zbierają. Dobra decyzja.
Zaniósł worki na górę i zostawił pod szafą bo nie znalazł dla siebie miejsca. Zszedł  na dół z poczuciem satysfakcji, że piękne schody przyozdobiły ten dom.
- Umyłeś ręce?
- A co ty Rysiek z Klanu?
- Kto?
- Ten od mycia rąk, tam się myje ręce na sucho- parsknął śmiechem- Pokażę ci kiedyś na youtube.
Nie widział czy się uśmiechnęła bo zabrał się za mycie rąk tyle, że mydłem i na mokro.
- Co nam szef kuchni dziś serwuje?
- Bataty i pierś z kurczaka z mozzarellą, pomidorami i pesto.
- Zaciągnęło Italią…
- Tak jakby.
Bez ogródek opróżnił cały talerz słodkich ziemniaków dopychając się podwójną porcją piersi. Idealnie przyprawione w towarzystwie warzyw smakowały wybornie za co podziękował soczystym pocałunkiem.
- Chyba komuś smakowało- skomentowała jego zachowanie.
- Niebo w gębie.
- Dzwonił Jasiek. Zabrakło karnetów w sekcji emerytów i dzieci.
- Co?
- Śpisz jeszcze?
- Chyba nie. Czemu?
- Sprzedały się i tyle.
- Będziemy mieć same napakowane babcie i dziadków. Śmiem twierdzić, że taki wnuczek zastanowi się dwa razy przed wyłudzeniem pieniędzy.
- Zabawne. Wiesz co? To nie jest śmieszne.
- Wiem, że nie. Łatwo wykorzystać fikcyjną tragedię szczególnie wobec schorowanych ludzi. Oj nieźle bym takiego przejechał gdyby oszukał kogoś mi bliskiego. Ja nie mam już dziadków, rodziców i brata także pozostaje mi czuwać nad wami- objął ją w pasie kładąc dłoń na brzuchu.
- Wiem.
- Ja wiem, że jesteś mądrą dziewczyną i wyłapałabyś takiego cwaniaka natychmiast ale jest wiele metod w zaburzaniu prawidłowej oceny sytuacji przy podejmowaniu różnych decyzji.
- Aleks? Może odwiedzimy moją siostrę? Chyba, że masz jakieś plany na dziś?
- Trening jutro, swoje załatwiłem więc nie widzę problemu. Pozmywam i możemy jechać.
- Daruj sobie. Zmywarka sama sobie poradzi.
- A co z dziurą ozonową?
- Myślisz, że jedno mycie ją ochroni?
- No nie ale jakby tak pomyślało kilkaset tysięcy użytkowników?
- To już co innego ale musiałbyś chyba ogłosić zakaz używania zmywarek.
- W czym problem? Wyślę do sejmu takie zapytanie…
- Serio?
- Czemu nie? Wiem, że moje pokolenie jeszcze nie odczuje efektu cieplarnianego na tak wielką skalę ale nasze dziecko może być już ofiarą takich działań.
- Zbyt bardzo wybiegasz w przyszłość. Sami na to nic nie poradzimy. Idę się przebrać. A ty tak jedziesz?
Nie odpowiedział tylko poszedł z nią na górę. Ukradkiem zerkał kiedy przyglądała się swojemu ciału w lustrze. Obejmowała brzuch jakby stale mało miała kontaktu z dzieckiem. Kiedy się przebrał w jasne dżinsy i czerwony t-shirt dołączył do niej. Klęknął przed nią i przytulił się do brzucha próbując poczuć bliskość malucha. Pocałował brzuch i zszedł na dół. Nalał sobie zimnej Pepsi i włączył telewizor. Jego oczom ukazał się niezły materiał. Agenci CBŚP prowadzili karka niemalże podobnego do tego, który z kolegami spuścił mu łomot. Upewnił się, że to on dopiero kiedy dziennikarz opowiadał o całej sprawie stojąc na tle panoramy toruńskiej starówki.
- Agata chodź szybko.
Zbiegła jak najszybciej potrafiła i stanęła przy nim.
- Patrz i słuchaj.
Bydgoskie CBŚP w asyście komandosów i policjantów toruńskiej jednostki rozbiło gang sutenerów i handlarzy narkotykami. Akcja zaplanowana na godzinę szóstą była zupełnym zaskoczeniem dla przestępczego światka. Służby weszły jednocześnie do klubu fitness, znanej dyskoteki i mieszkań osób powiązanych ze sprawą. Zabezpieczono setki tysięcy papierosów bez znaków akcyzy, różnego rodzaju narkotyki w ilościach setek kilogramów, luksusowe auta, biżuterię i ogromne kwoty pieniędzy. Szacunkowa wartość narkotyków na czarnym rynku to co najmniej trzydzieści milionów złotych. Budżet skarbu państwa na samych podatkach za nielegalny obrót artykułami tytoniowymi mógł zostać uszczuplony na kilkanaście milionów złotych. To największa akcja tego typu w naszym mieście i jedna z największych w skali kraju. Nieoficjalnie mówi się, że zamieszanych w ten proceder jest ponad sto osób.
Po skończonej relacji Agata była jak w transie. Patrzyła w ekran i nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa.
- Kto by pomyślał, że dostałem łomot od gangusów- roześmiał się wspominając nie do końca przyjemne spotkanie z ich pięściami i butami.
- Boże. Olek ty mogłeś wtedy zginąć. Przecież to bandyci z krwi i kości.
- Czy ja się im naraziłem w jakiś sposób? Przecież nie robiłem z nimi żadnych interesów.
Rzuciła mu się w objęcia i nie chciała puścić uścisku. Czuł przyspieszone bicie jej serca. Drżała i płakała w jego ramię. Nie do końca mógł sobie jeszcze uświadomić z kim mógł zadrzeć na porządnie.
- Jednak moja intuicja dobrze mi podpowiadała. Wiedziałam, że zemsta nie byłaby najlepszym rozwiązaniem.
- Dopiero teraz zrozumiałem ile mógłby stracić. Ciebie, dziecko i przyszłość, która wygląda coraz lepiej. Dziękuje za to, że wybiłaś mi tamten pomysł z głowy- teraz to on mocno ją przytulił w podzięce za wsparcie i dobrą radę.
- Cieszę się, że jesteś tutaj ze mną. Jedziemy?
Skinął głową akceptująco chwytając pilot w dłoń.  
- W drogę.
Nigdy nie rozmawiał przez telefon w aucie trzymając aparat w ręku więc włączył go na głośnomówiący. Dzwonił agent więc tym bardziej nie mógł się doczekać o czym będą rozmawiać.
- Tak szybko?
- Jeszcze nie. Ja w innej sprawie.
- Dawaj.
- Kolega będzie miał na sprzedaż albo na wynajem niezły lokal. Mógłbyś przenieść cały klub i jeszcze zostałoby sporo miejsca.
- Adres?
- Grudziądzka 123B. Wystarczy jedno słowo a umówimy się na oglądanie.
- Agata gdzie dziś była akcja?
- Na Grudziądzkiej…
- Z kim rozmawiasz?
- Z narzeczoną a co?
- Mogłeś powiedzieć, że jestem na głośniku. Dzień dobry pani.
- Witam.
- Co myślicie o mojej propozycji?
- Cena?
- Dokładnie nie wiem ale to będzie dobry interes.
Spojrzał na Agatę, która pokręciła przecząco głową. Dał jej do zrozumienia ustami, że rozumie i nie będzie się sprzeciwiał.
- Fajny z ciebie gość ale nie skorzystamy z tej propozycji.
- Dlaczego? Będzie dobra cena.
- Jakiś czas temu dostałem w dziób od tych gangusów. Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedziałem  kim są. Musiałem potem odwiedzić szpital dwa razy. Nie chcę mieć z nimi nic do czynienia i nie mógłbym żyć z tym, że robili nieciekawe interesy w tym miejscu.
- Jak chcesz. Kolejka będzie długa po ten lokal. Dzwonię do ciebie jako pierwszego bo jesteś konkretnym i odpowiedzialnym klientem.
- Cóż za pochwała. Miło z twojej strony ale podtrzymuję swoje zdanie.  
- Rozumiem. Jakby co odezwę się.
- Dzięki. Cześć.
Agata pomachała ręką w kierunku telefonu na pożegnanie.
- Nie był jakoś zły, że odmówiłeś.
- Widziałem jego zeszyt z potencjalnymi chętnymi na mieszkania do sprzedania. Uwierz mi na Toruń ma zapisanych kilka stron i to bardzo drobnym druczkiem. Bazę ma niezłą to i ten lokal z kolegą opchnie.
- Co pieniądze robią z ludźmi- westchnęła głęboko a Olek dodał gazu dobijając wskazówkę do setki.

3 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 14 lutego

    Udało mu się uniknąć niebezpieczeństwa, a gdyby nie posłuchał Agaty to strach pomyśleć. Figurki porcelana faktycznie zbierają kurz, coś w tym jest. Olek jak zawsze czuwa nad Agatą, pomagając w domu

  • Speker

    Speker · 27 gru 2018

    To tak blisko mnie się takie akcje dzieją?? Jeszcze się okaże, że Olka znam xd

  • blondeme99

    blondeme99 · 22 gru 2018

    No proszę, to nieźli bandyci. Dobrze ze Agata wybiła mu pomysł zemsty z głowy. Takie wsparcie jest na wagę złota   to teraz Olek mieszka z Agatą!   Mega jak zawsze