Życie to ciągły trening cz.69

Życie to ciągły trening cz.69Z czystej ciekawości Olek przejechał przed sklepem, pod którym doszło do jego starcia z pijakami. Faktycznie nie było żadnego, z którym miał okazję się bić. Taki widok ucieszył go poniekąd, ale pozostawiał niesmak, że to nie on wyperswadował im zostawienie jego rodziny w spokoju.  
- Ani jednego. Chłopaki mieli rację.
- Nie byłabym tego taka pewna. Alkohol to nałóg, a dla nich to miejsce spotkań. Nie łatwo tak zrezygnować od razu z takiego życia.
- Na razie spokój.
Skręcił w Lawendową. Błyskające, niebieskie światła na końcu ulicy nie napawały go optymizmem.
- To u nas?- Agata wyprostowała się na fotelu widząc światła.
- Chyba tak- Olek dodał gazu i stanął po drugiej stronie drogi- Zaczekaj chwilę. Sprawdzę, o co chodzi.
Przed bramą stał radiowóz i pojazd pogotowia, oba z włączonymi sygnałami. Taki widok zwiastował coś nieprzyjemnego.
- Czy pan jest właścicielem posesji?- zwrócił się do niego funkcjonariusz.
- Tak, to znaczy się jestem narzeczonej tamtej pani- wskazał przyglądającą się im Agatę, która zgodnie z zaleceniem Olka siedziała w aucie.
- Muszę z nią porozmawiać.
- Co tutaj się stało?
- Otrzymaliśmy zawiadomienie, że doszło do bójki.
- Jakiej bójki?  
- Tego nie wiemy. Ustalamy fakty. Mamy trzech poszkodowanych.
Olek poszedł w kierunku pogotowia i otworzył drzwi.
- Nie może pan tu wchodzić- powiedział do niego sanitariusz opatrujący trzy osoby na raz.
- Wy!- krzyknął Olek wchodząc do środka.
- Zaraz!- powstrzymał go lekarz- Kim pan jest?
- Mieszkańcem tego domu.
- Proszę wyjść.  
- To oni napadli na mnie kilka dni temu.
- Chwileczkę- za jego plecami pojawił się funkcjonariusz- Proszę pozwolić za mną.
Olek gotował się w środku, ale musiał wejść do radiowozu. Streścił im zajście sprzed kilku dni. Pokazał im blizny, a na pytanie, dlaczego nie zgłosił sprawy wytłumaczył się, że zarobił, bo zwrócił uwagę jednemu z nich. Na jego komórkę zadzwoniła Agata.
- Aleks. Co się stało?- usłyszał jej łamiący się głos.
- Wybili szyby i napisali kilka złych słów na drzwiach.
- Możemy wyjść?
- Tak. Wygląda na to, że ktoś dał im popalić- mówiąc ktoś domyślił się, że dziewczyna zrozumie, o kogo chodzi.
Rozłączyła się i zabierając nosidełko podeszła do samochodu. Zapukała w szybę, a drzwi otworzył policjant.
- Możemy porozmawiać?
- Nie zmieścimy się tutaj wszyscy. Może w domu?
- Ma pani rację. Wejdziemy do środka i ocenimy szkody.
Cała się trzęsła, kiedy zobaczyła wybite szyby i jeszcze napisy, ociekające krwią.  
„Wynoś się z tego miasta, bo inaczej zdechniesz”
- Przecież to jawna groźba pozbawienia życia.
- Na razie nie wiemy, kto to zrobił.
- Jak to nie wiecie?- Olek oburzył się bezradnością policji.
- Oni twierdzą, że przechadzali się tędy i ktoś ich napadł za potrącenie barkiem.
- A jak pan myśli skąd wzięły się te napisy?
- Próbujemy to ustalić.
- Nie zastanawia się pan, co robili na takim osiedlu jak te? Nie połączył pan faktów z tym, co wam powiedziałem?
- Takie są pana przypuszczenia.
- Nie wierzę- Olek prychnął ze złości.
- Proszę się uspokoić. Nerwy nic tutaj nie pomogą.
- Ma pan rodzinę?- spojrzał na policjanta spod byka.
- Mam.
- Czy jest pan świadomy, co by tu się mogło wydarzyć gdyby była tutaj moja narzeczona, do tego z córką?
- Rozumiem pana obawy, ale na razie nic złego się nie stało.
- Nic złego?- znów prychnął- Wybite szyby i groźba śmierci to pana zdaniem nic?
- Nic złego w sensie, że nikt nie ucierpiał. Poza poszkodowanymi w bójce.
- Bandziorami- rzucił Olek, znów nerwowo.
- Na razie bandziorami są ci, którzy spuścili im łomot z nieznanych przyczyn.
Ironiczny uśmiech Olka nie uszedł uwadze drugiemu funkcjonariuszowi.
Agata położyła córkę spać i zaczęła się rozglądać po pokojach z polecenia funkcjonariusza. Przejrzała biuro, otworzyła sejf, ale wszystko było w porządku. Gotówka i kilka kosztowności było na swoim miejscu. Nie było żadnych śladów świadczących o obecności kogoś innego w tym domu. Wróciła na dół.
- Może coś do picia panowie?
Policjanci spojrzeli na siebie porozumiewawczo.
- Wszystko byle mokre i zimne proszę pani.
Agata sięgnęła do lodówki po Pepsi i Sprite. Wyjęła kostki lodu i wrzuciła kilka do małej, porcelanowej miseczki. Przyniosła szklanki i postawiła na stole.
- Proszę.
Usiadła obok Olka, naprzeciw funkcjonariuszy i dała się objąć Olkowi.
- Czy coś zginęło?
- Wydaje mi się, że wszystko na swoim miejscu.
- Poza szybami- Olek znów pozwolił sobie zadrwić.
- To już wiemy proszę pana.
- Tak tylko przypomniałem, jakby nie wszyscy zauważyli, co się tutaj stało- drwił dalej.
- Olek…
- No, co? Nie mogę patrzeć na tą bezradność policji.
- Proszę pana robimy wszystko, aby ustalić całe zajście- policjant notował coś, nie odrywając wzroku od kartki.
- Wydaje mi się, że inaczej by to wszystko wyglądało, gdyby to wydarzyło się u pana w domu.
- Mogę pana tylko zapewnić, że procedura byłaby taka sama.
- Śmiem wątpić.
- W co?
- W równość wszystkich wobec prawa.
- Jakieś złe doświadczenie?
- A żeby pan wiedział.
- Z policją?
- Też.
- Coś poważnego?
- Powiem panu, bo nie da mi pan spokoju.
- Zamieniam się w słuch.
- Mojego brata potrącił pijany kierowca. Zabił go na miejscu, łamiąc mu kręgosłup jadąc ponad setkę w terenie zabudowanym. Był pijany i naćpany. W tak dużym mieście jak Poznań nie było wolnego radiowozu i policji, aby gonić zabójcę. Był nim synek sędziego i dopiero na drugi dzień sąsiedzi zgłosili uszkodzony pojazd za domem.  
- Skąd pan wie, że był pijany i naćpany?  
- Naoczni świadkowie widzieli jak jechał wężykiem. Kilka osób potwierdziło, że miał kontakty z dilerami.
- Kontakty nie oznaczają, że musiał zażywać.  
- Czy pan jest idiotą?
- Posuwa się pan za daleko.
- Ja? Wierzy pan w to, co mówi?  
- Nie mogę nikogo osądzać bezpodstawnie. Ze względu na okoliczności i zdenerwowanie udam, że nie słyszałem pańskiej sugestii.

Olek znów chciał coś powiedzieć, ale ugryzł się w język, bo nie potrzebował kolejnych problemów.
- Czemu go nie złapali?
- To chyba zadanie policji?  
- Jest jeszcze coś takiego jak postawa obywatelska.
- Nie zadziałała, jak policja. Co by było gdyby zniszczyli samochód?
- No właśnie, co by było gdyby? Nie dowiemy się.
- Ja wiem, że uniknąłby odpowiedzialności.  
- Nie wierzy pan w wymiar sprawiedliwości?
- Nie. Skazali go na dziesięć lat, ale odebrał sobie życie zanim trafił do celi.
- Sprawiedliwości stała się zadość- podsumował policjant.
- Pan tak twierdzi?
- Życie za życie. Tego oczekuje większość rodzin po śmierci kogoś bliskiego z czyjejś ręki.
- Jego matka płakała w mediach, że to wina państwa. Bo nie było chodnika na tym fragmencie drogi. Gdyby był, to jej syn nie wjechałby w mojego brata, a tak jej syn odebrał sobie życie przez mojego brata. Rozumie pan?
- Przykro mi.
Ton głosu, jakim policjant wypowiedział te słowa był zupełnie bezbarwny i adekwatny do użycia w sytuacjach takich jak ta. Nie okazywał żalu, a tym bardziej poczucia winy za to, że organy państwowe funkcjonowały w taki, a nie inny sposób.
Jeden z policjantów wyszedł do samochodu i wrócił z aparatem w ręku. Wykonał kilka zdjęć na zewnątrz, a potem w domu.  
- Myślę, że to na razie wszystko, co możemy zrobić w tej chwili.
Agata zamknęła drzwi i wróciła do kuchni. Po krótkiej rozmowie z policjantami sanitariusz zamknął drzwi samochodu i odjechali z poszkodowanymi w kierunku szpitala.  
- Sądzisz, że chcieli nas okraść?
- Nie wiem, nie mam pojęcia.
- Nie wybaczyłbym sobie tego wszystkiego, gdyby wam coś się stało.
- Już dobrze- przytuliła go do siebie, uprzednio ocierając łzy z jego policzków.
Przez kilka minut słuchał bicia jej serca, które zaczęło wracać do normalnego rytmu.
- Powinieneś odpocząć.
- Najpierw pomogę ci z tym- wskazał skinieniem głowy leżące wszędzie szkło.  
Nachylił się, aby podnieść dwie cegły, które musiały być czynnikiem kontaktowym ze szkłem. Natychmiast przypomniał sobie film, w którym pewna kobieta w ramach zemsty za gwałt rozłupała cegłą głowę swojego oprawcy.
Zgarniał szkło bardzo wolno, aby nie obudzić córki. Kiedy skończył wybrał numer do Adama. Przez kilka minut chodził z kąta w kąt i tłumaczył przyjacielowi, co zaszło. Czuł się znacznie lepiej, że może liczyć na wsparcie w takim momencie. Nie wiedział jeszcze, w jaki sposób mu się odwdzięczy, ale najważniejsze było zapewnienie bezpieczeństwa swojej rodzinie. A wiązało się z tym załatwienie sprawy z tymi, którzy mu tych problemów przysporzyli. Wcale nie musiał się domyślać, kto sprał ich na kwaśne jabłko, ale zastanawiała go jedna rzecz. W jaki sposób doszło do konfrontacji pod bramą ich domu. Nie wierzył w przypadek i musiał się dowiedzieć, dlaczego wojownicy MMA znaleźli się w tym miejscu.  

2 komentarze

 
  • Kate-Kate

    Kate-Kate · 31 maja · 210948663

    A już było tak dobrze. Czy Olek znów będzie musiał się pakować w tarapaty? Oby nie. Wszystko zmierzało do tylko pozytywnych dni w życiu Aleksa i Agaty

  • blondeme99

    blondeme99 · 26 maja

    Wybite szyby i obraźliwe napisy? O nie, sielankowe życie Olka jest pełne zawirowań. Ah ta policja, coś czuję, że z tymi bandziorami będą jeszcze kłopoty. Ale po co oni to robią? Biedna Agata, naprawdę martwi się o swojego ukochanego. Oby teraz wszystko szło w dobrym kierunku