Życie to ciągły trening cz.29

Życie to ciągły trening cz.29Kilka chwil przed południem stanęła przed drzwiami domku swoich rodziców. Poprawiła czerwoną sukienkę i zapukała.
- Cześć mamo- uścisnęła ją natychmiast.
- Agatka.
- Mamo, przecież jestem dorosła.
- Dla mnie i dla taty zawsze będziesz naszą, małą córeczką.
Takie powitanie jak zwykle sprawiło, że jej oczy zwilgotniały od łez.
- No wchodź. Co tak stoisz w tych drzwiach?- dopytywał ojciec.
Uścisnęła go równie mocno jak matkę i poszli do salonu.
- Co z Olkiem? – zapytała mama.
- Skomplikowana sprawa. Najbliższy tydzień powie wszystko.
- Jeszcze nam go nie przedstawiłaś, a był prawie w drodze na tamten świat.
- Stefan!- niemal krzyknęła żona.
- No co? Myślisz, że operacja na mózgu to jak układanie klocków lego?
- Tata ma rację. Wystarczy jeden zły ruch i można zostać kaleką.
Maria była niemal zszokowana, że córka tak stanęła murem za ojcem. Choć był surowy dla niej to zawsze dbał aby nic jej nie zabrakło.
- Co na obiad?
- Przyjdź do kuchni i zobacz.
Podążyła za mamą zostawiając ojca w salonie. Zaraz po wejściu dostrzegła nowe płytki na ścianach, srebrną lodówkę i kuchenkę gazową w tym samym kolorze.
- Jakie śliczne te płytki- nie mogła przestać chwalić gustu mamy.
- A wiesz ile jeżdżenia za nimi było?
- Współczuję tato- rzuciła w kierunku salonu.
- Ojciec nawet nie chciał słyszeć o takim lataniu.
- I co?
- Majster ze mną jeździł.
- Kto?
- Krzysiek.
- Ten Krzysiek?
Matka potwierdziła kiwnięciem głowy.
- Przecież on wyjechał do Niemiec.  
- Jest na urlopie w kraju.
- On nie jest budowlańcem. To elektryk.
- Tak. Nauczył się od innych Polaków, kiedy chodził na fuchy.
- Jak go wyłapałaś?
- Byłam u jego matki. Widziałam efekty jego pracy. Zapytałam o tego artystę a ten sam wyłonił się z pokoju.
- No proszę. A taki był nieporadny. To znaczy nie do końca wiedział co chce w życiu robić.
- Kiedy obiad?- dochodził głos z salonu.
Spojrzały na siebie wybuchając śmiechem. Nic się nie zmieniło od kiedy się wyprowadziła. Ojciec zawsze wołał tak za obiadem ale wtedy to córka przynosiła mu jedzenie. Tym razem nie zawiodła i postawiła przed nim talerz z jedzeniem.
- Jak za dawnych czasów. Moja córcia. Dziękuję.
Spojrzała na niego uśmiechając się choć widziała grymas bólu na jego twarzy, z powodu stanu jego stawów.
- Jak twoje stawy?
Machnął ręką próbując się uśmiechnąć.
- Bez protezy się nie obędzie. Przed mną jeszcze pięć lat czekania.
- Ile? Może ktoś prywatnie ci pomoże…
- Na to musiałbym mieć większą gotówkę. Odkładamy co miesiąc z mamą.
- Może będę mogła pomóc?
- Potrzeba kilkadziesiąt tysięcy. Na jedną nogę, a jeszcze gwarancji nie dają, że na sto procent pomoże.
- Pogadam z Olkiem.
- Przecież wy macie dosyć swoich wydatków. Klub do remontu.
- Nie klub, tylko nowa przestrzeń do adaptacji. To może poczekać.
- Nie może. Musi na siebie zarabiać aby się spłaciła.
- Tato…
- Słucham?
- Co jest ważniejsze pieniądze czy życie?
Spojrzał na nią badawczo. Tak jak zawsze potrafił długo myśleć nad odpowiedzią aby była dla niej lekcją.
- Załóżmy, że to ja jestem właścicielem. Remontuję obiekt, otwieram i zarabiam a z zysków podejmuję leczenie.
- Przed remontem masz kilkadziesiąt tysięcy w ręku a zysk jest góra kilka tysięcy za miesiąc. Odkładanie zabiegu w czasie nie polepszy twojej zdolności do dalszej pracy.
- A jak cię zapewnię, że wytrzymam do zabiegu?
- Coś wymyślę. Zaufaj mi.
- Mądra z ciebie dziewczyna. Dasz radę.
- Wypijesz jeszcze z nami kawę? - zapytała mama sprzątająca po obiedzie.
- Chciałabym ale obiecałam Olkowi wizytę.
- A to nie. Jedź do niego. Potrzebuje cię w powrocie do zdrowia.
- Dzięki mamo za wyrozumiałość.
- Powiedz mu, że ma nas w końcu odwiedzić a nie uciekać do szpitala- dorzucił ojciec.
- Powiem mu.  
Stali w progu obserwując jak wyjeżdża czerwonym mercedesem z podjazdu ich posesji.
- Nasza córka. Ciężko pracowała na to co ma- ucałował Marię w czoło i wrócili do domu.

Tym razem to ona chciała zaskoczyć Aleksa. Kupiła bukiet czerwonych róż bo dobrze wiedziała jak uwielbia te kwiaty. Chciała zobaczyć jego reakcję gdy takie otrzyma. Z uśmiechem na ustach niemal pobiegła schodami na oddział pooperacyjny. Zapukała i weszła mając bukiet przed sobą. Nie słyszała reakcji. Nikogo nie było w środku. Chwyciła z okna wazon i przyniosła wodę. Postawiła kwiaty na oknie, które zaraz po otwarciu drzwi natychmiast rzucały się w oczy. Wyjrzała na korytarz i zobaczyła pielęgniarza pchającego łóżko na którym leżał Olek. Schowała się za parawanem łóżka stojącego po drugiej stronie sali.
Po kilku sekundach uchyliły się drzwi i wjechało łóżko. Faceci z podziwem patrzyli na kwiaty.
- Mam dylemat teraz- wycedził szeptem Olek.
- Jaki?
- Facet dostaje bukiet czerwonych róż. I nie wie co ma myśleć.
- Jak co? Ma wielbicielkę.
- Albo wielbiciela- uśmiechnął się lekko rozciągając usta.
- Albo wielbiciela- wybuchł śmiechem pielęgniarz.
- Wolę tą pierwszą wersję.
- Zostawię cię. Przemyśl to sobie na osobności. Jutro ta sama godzina. Hej.
- Do jutra. Dzięki.
Patrzył się przed siebie i dostrzegł buty za parawanem. Zaczął gadać na głos:
- Od kogo mogą być te kwiaty? Agata miała być później. Może jakaś pielęgniarka polubiła moje muskuły?- pytał powstrzymując się od śmiechu.
- Sprawdziłbym czy nie ma bileciku ale nie dam rady. Czuję się zmęczony. Nie, to jakiś absurd. To musi być moja ukochana Agata, tylko ona wie jak lubię czerwone róże. Ale gdzie ona się podziała?
Słuchała bacznie tego co mówił, próbowała się nie zdradzić ale on już odkrył jej obecność i ruszający materiał tworzący parawan.
Obrócił głowę w stronę okna i przymknął oczy. Próbował zasnąć bo zmiana opatrunku trochę go zmęczyła. Kiedy dostrzegła, że zasnął zajęła miejsce obok niego.
- Ukochana Agata- powtórzyła.
- Gdybyś wiedział jaka fala szczęścia zalała moje serce- mówiła na głos.
Gładziła jego policzek a on słuchał udając, że śpi. Jej dłonie były takie delikatne, że mógłby tak udawać całymi godzinami. Opuściła go na chwilę udając się do łazienki. Kiedy usłyszał skrzypienie drzwi otworzył oczy mówiąc:
- Czy to niebo?
- Już się obudziłeś?
- Czy to niebo? –pytał ponownie.
- Jakie niebo?
- Czy ty jesteś moim przewodnikiem?
- Olek?
- Tak?
- Śnisz czy sobie dowcipkujesz?
- Jedno i drugie.
- Co to za żarty?
- Myślałem, że jestem w niebie. Takie anioły w czerwonych sukienkach mógłbym oglądać każdego dnia.
Skinęła głową w kierunku okna.
- Widziałem. Mam chyba jakąś cichą wielbicielkę.  
- Kogo?
- Pierwszy raz w życiu dostałem bukiet czerwonych róż od dziewczyny. Mojej dziewczyny- dodał.
W jej oczach pojawił się ten blask. Ten który oznajmiał mu, że jest szczęśliwa. Patrzenie na nią sprawiało mu prawdziwą przyjemność. Nigdy nie doświadczył tak fantastycznego uczucia.  
- Kocham cię- podeszła i pocałowała go w czoło.
- Ja ciebie bardziej.
- Wiem. Chyba mam pomysł na remont klubu.
- Co tam u rodziców?
- Pytali się kiedy w końcu zechcesz ich poznać.
- Możemy dzisiaj tam pojechać. Czuję się znacznie lepiej.
- Wiem, że ty już byś chciał stąd wyjść ale nie o tym. Do kraju wrócił mój dawny znajomy ze szkoły.  
- I co chciał?
- Nic. Mama robiła remont kuchni i pomyślałam o naszym klubie.
- Coś mi się wydaje, że twoja mama miałaby dużo pracy z taką powierzchnią- uśmiechnął się lekko.
- Bardzo śmieszne. Ten znajomy to znaczy Krzysiek robił ten remont i naprawdę mi się spodobała jego praca.
- Myślisz, że da radę samemu ogarnąć klub?
- Raczej wątpię. Musiałby mieć kogoś do pomocy.
- Jeżeli dasz mi jego namiary to pogadam z nim.
- Ty musisz dojść do siebie. Pogadam z nim przy kawie, zaproszę go.
- Do siebie?
- A masz coś przeciwko?
- Jestem zazdrosny.
- Nie masz o kogo jeżeli o to ci chodzi. Nie preferuję związków na odległość.
- Kamień spadł mi z serca- westchnął głęboko.
- Mam inny pomysł.
- Jaki?
- Pojedziemy do moich rodziców abyś ich poznał. A potem pogadamy z Krzysztofem. Co ty na to?
- Pasuje.
- Adam dzwonił do mnie. Miał jakąś sprawę do ciebie.
- Zapomniałem.
- O co chodzi?
Nie chciał jej mówić o tym, że chce pożyczyć od niego kasę na remont ale okłamywanie jej nie miało sensu.
- Pożyczam od niego trochę kasy.
- Na co?
- Na remont nowego lokalu.
- Przecież ja mam na koncie odpowiednie środki.
- To był mój pomysł i ja chcę mieć w to swój wkład.
- Nie musisz.
- Ale ja chcę- uniósł się trochę, podnosząc głos.
- W porządku. A z czego będziesz mu oddawać?
- Z mojej pensji.
- To może trochę potrwać.
- Mam jeszcze kilka ważnych spraw w zanadrzu. Skombinuje gotówkę.
- Ukrywasz coś przede mną? -zapytała podejrzliwie.
- Nie chcę za bardzo zdradzać szczegółów. Obiecuję, że dowiesz się jako pierwsza, kiedy będę pewny swego.
Nie rozumiała co miał na myśli ale wierzyła, że ma plan.
- Ufasz mi?- zapytał patrząc prosto w jej oczy.
- Tak- dodała bez zastanowienia.
- Dziękuje. To bardzo ważna sprawa dla mnie. Jestem ci wdzięczny, że nie wnikasz.
- Mam nadzieję, że to nic co mogłoby choć trochę naginać prawo.
- Nic a nic. Wszystko całkowicie legalne.
- Co to za pielęgniarz?
- Marian. Zabawny gość.
- Skąd wiesz?
- Opowiada mi żarty.
- A pozostały personel?
- Widziałem taką jedną, fajną pielęgniarkę.
Spojrzała na niego dość groźnie.
- Bez obaw. Miała obrączkę.
- To nic nie znaczy. Nawet mężatki lubią poflirtować.
- Być może ale ja jestem już zajęty- podniósł jej rękę do góry.
- Miło z twojej strony, że pamiętasz o mnie podczas takich sytuacji.
Spojrzał ponownie na ten okazały bukiet. Jeszcze mocniej zacisnął jej dłoń roniąc przy tym kilka łez. Ona natychmiast dostrzegła spływające po policzkach drobne łzy. Otarła je swoją delikatną dłonią próbując się dowiedzieć dlaczego płacze.
- Coś się stało?
Spojrzał ponownie na nią szukając słów.
- Bo wiesz…
Dała mu chwilę na ochłonięcie.
- Ja naprawdę nie mam nikogo innego niż ty. Te kwiaty, twoja obecność tak wiele dla mnie znaczy. Ja nigdy nie doświadczyłem takiej opieki- chwycił jej drugą rękę.
- Tworzymy parę no nie? Musimy się wspierać.
- Przyszedłem do twojego klubu w poszukiwaniu pracy a dostałem coś więcej. Uczucie bez którego nie potrafię sobie wyobrazić swojego życia.
- Widocznie ktoś skierował twoje kroki do Agata Gym.
- Albo równie dobrze pociągnął za odpowiednie sznurki.
- To już zależy od ciebie.
Zamyślił się przez chwilę patrząc w sufit. Przestał wierzyć i wcale nie czuł się z tym jakoś gorzej. Był pewien tego co chciał w życiu robić, z kim chciał się spotykać. Miał przed sobą dziewczynę bez której nie wyobrażał sobie kolejnego poranka.
- Chciałbym już wrócić do domu.
- Na to nie mam wpływu. Ale możemy pójść na telewizor jeżeli chcesz.
- Zatargasz mnie tam?
Skinęła tylko głową i wypchnęła łóżko za korytarz. Obejrzeli jeden ze znanych teleturniejów a potem E=mc2. Była pod wrażeniem, że uśmiechał się będąc w takim stanie. Nie dotrwał do końca i zasnął oparty o jej ramię. Zsunęła jego głowę i zaprowadziła z powrotem do sali. Posiedziała jeszcze z nim kilka minut po czym pocałowała w policzek i wróciła do domu.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 8 lis 2018

    Wspaniali rodzice, na pewno polubią Olka. Wspaniałe jest to, jak ze sobą rozmawiają, Agata robi mu niespodzianki, może na nią liczyć. Przekomarzają się, ale to jest słodkie. Nawet taki siłacz jak Olek potrafi uronić łzę, bo ma dobre serce. Świetna część.

  • blondeme99

    blondeme99 · 29 lip 2018

    Ojejku   Romantiko   Czy może być coś lepszego od prawdziwej miłości? Tak cudnie się to czyta, sprawiasz, że czuję się tak, jakbym była obok Olka i Agaty i im się przypatrywała   (tylko nic im nie mów, że ich obserwuję ) miłość wisi w powietrzu Ciekawe czy rodzice Agaty polubią Olka apropo kocham jego poczucie humoru, jest wybitne!