Życie to ciągły trening cz.53

Życie to ciągły trening cz.53Jeden z najważniejszych dni w jego życiu zbliżał się wielkimi krokami. Brzuch Agaty w ostatnich tygodniach zwiększył swoje rozmiary a on opierając swoje ucho próbował nasłuchiwać jakichkolwiek dźwięków z niego dochodzących.  
- Nic nie mówi.
- Ze mną rozmawia całymi dniami- roześmiała się.
- A z tatą nie chce. Ja sobie z nią pogadam kiedy przyjdzie na świat- pogładził brzuch a potem pocałował go i wstając pocałował Agatę.
- Pojechałabym z tobą ale czuję, że to się zbliża.
- Dam sobie radę.  
Pomógł jej wstać i zeszli razem na dół. Zasunął za nią krzesło i zabrał się za organizację posiłku. Zaparzył dwie kawy z mlekiem. Pokroił pomidory, ogórki i ze szczypiorkiem postawił na stół. Rozpakował plastry wędzonego łososia i posmarował bułki masłem.
- Kiszone się skończyły- rzucił gmerając w lodówce.
- I tak nie mam ochoty.
- Nutella?
- Zjem łososia.
- Jak chcesz- zamknął lodówkę i usiadł naprzeciwko niej.
Odniósł wrażenie, że denerwuje się znacznie bardziej niż ona. Stale uśmiechnięta, żadnego zniechęcenia czy oznak zmęczenia. Była zaprzeczeniem stereotypu, że dziewczynka obiera urodę mamie. Jej cera była gładka i wyglądała jakby nigdy nie doświadczyła tego z czym on sam walczył przez wiele lat. Trądzik był dla niego ogromnym przekleństwem ale zmiana diety i pozytywna walka ze stresem w pewien sposób pomogły mu zmniejszyć problem prawie do minimum. Nie pytał ile przybyło jej na wadze ale nie zauważył jakichś spektakularnych zmian poza rosnącym brzuchem. Odżywiała się normalnie bez udziwnień pozwalając sobie również na przyjemności. Ręka z błyszczącym pierścionkiem zaręczynowym spoczywająca na brzuchu dawała mu spokój ale też ogromne poczucie odpowiedzialności za podjęte decyzje czy opiekę nad obiema dziewczynami. Uśmiechnął się lekko i zapełniał swój żołądek jedzeniem bo ten grał głośniej niż brzuch Agaty kiedy leżeli na łóżku być może dlatego nie mógł usłyszeć głosu ich córki.
- Chyba czas pomyśleć o aucie dla ciebie.
- Nie chcesz już mnie wozić?
- Zawsze będę waszym kierowcą. Chciałbym abyś była mobilna gdybym ja nie mógł gdzieś pojechać. Trochę się ostatnio dzieje w klubie.
- Rozumiem, że mam się zastanowić nad czymś?
- Jeżeli będziesz miała chwilę to rozejrzyj się.
- O której wrócisz?
- Wrócę na obiad- pocałował ją i wyszedł z żalem bo wolałby siedzieć z nią w domu. Wcisnął start i pomachał jej gdy patrzyła na niego w oknie.  
W klubie był kilka minut przed dziewiątą. Na recepcji nikogo nie było. Nie prowadzili listy obecności więc nie był w stanie zweryfikować czy Olka i Janek są w pracy. W automacie z odżywkami brakowało kilku smaków w tym jego ulubionego o smaku ciasteczek z czekoladą więc musiał zadowolić się smakiem kokosowym, który nijak się miał do batona bounty jaki był wyznacznikiem prawdziwego smaku kokosowego. W oczekiwaniu na nich zajął miejsce na recepcji siadając w obrotowym fotelu. Zalogował się do komputera aby sprawdzić statystyki wejść i zakupu karnetów. Wykres pokazywał wzrost sprzedanych wejściówek choć nie taki jako sobie założył kiedy otwierali nową powierzchnię do ćwiczeń. Oczywiście pomysł z przestrzenią dla ludzi w wieku emerytalnym wypalił ponad oczekiwania. Według licznika próg klubu przekraczało dziennie co najmniej 50 osób z tej grupy. Bardziej martwiła go liczba ćwiczących dzieci. Kart przypisanych do nich było tylko dziesięć. Przez chwilę zastanawiał się w jaki sposób przyciągnąć dzieciaki.  
- Nad czym tak myślisz?
- No w końcu. Gdzie Olka?
- Źle się czuje. Ja dziś będę siedział za nią.
- Widziałeś?- obrócił monitor w stronę chłopaka.
- Mało.
- Coś trzeba z tym zrobić.
- Nie mam żadnych pomysłów.
- Ale ja mam.
- Zorganizujemy dzień otwarty.
- To znaczy?
- Damy ogłoszenia do lokalnej prasy. Napiszesz ładny post na naszych stronach społecznościowych.
- No dobra. Jakie atrakcje?
- Trening pod naszym okiem. Sposób odżywiania i jego wpływ na nasze zdrowie. Rodzice się ucieszą, że dzieci zrezygnują ze słodyczy.
- To chyba nie zadziała…
- Czemu?
- Chcesz zrobić z nich mini pakerów?
- Nie. Chciałbym aby dzieci miały zapewniony ruch bo liczba zwolnień z wf-u przyprawia o ból głowy. Nie będę im kazał dźwigać jak najwięcej. Poza tym oferujemy też ściankę wspinaczkową, piłki i trampoliny więc wybór będzie spory.
- Kiedy?
- Sobota?
- Płacisz ekstra?
- Jak się spiszesz to tak.
- Przyjdę. O której musisz wyjść?
- Umówiłem się na dwunastą.  
- To nie poćwiczymy razem. Pozwolisz?
- Idź. Mam kilka telefonów do wykonania.
Zamówił dostawę odżywek i napojów izotonicznych. Dokładnie przejrzał ofertę jednej z firm dostarczających wyposażenie do siłowni bo niestety niektóre sprzęty wymagały wymiany. Cena nie była wygórowana ale wiedział, że negocjacje to podstawa do podjęcia jakichkolwiek decyzji o zakupie. Przedstawił facetowi po drugiej stronie telefonu swoje warunki dotyczące ilości nowych obciążeń, gryfów, ławeczek i stojaków. Okazało się, że nie mają na stanie kilku przedmiotów ale w zamian za wydłużone oczekiwanie dadzą mu upust 10% plus jakieś gratisy od firmy.  
Kiedy Janek wrócił nadeszła jego kolej. Przebrał się i dokończył swój program treningowy. Był zadowolony z efektów planu stronglifts ale czuł, że to nie koniec jego możliwości. Przez chwilę i to pod wpływem adrenaliny zamarzył mu się nawet udział w sportach sylwetkowych. Pod prysznicem jednak zmienił zdanie bo kiedyś czytał ile zaangażowania wymaga taki projekt. Miał przed sobą to o czym marzył. Spokojna przyszłość, kobieta życia i dziecko w drodze. Nie chciał ich teraz zostawić w tym okresie poświęcając ich dobro dla własnej satysfakcji.  

- Wychodzę.
- Wrócisz?
- Nie. Obiecałem Agacie obiad.
- Pozdrów ją ode mnie.
Biuro Michała mieściło się w niedawno wybudowanym, szklanym biurowcu przy Kościuszki. Jakby nie patrzeć o prestiżu firmy czy kancelarii świadczy też jego lokalizacja. Mało kto zdecydowałby się na usługi prawnika mającego biuro w obdartej kamienicy. Trafiło mu się akurat wolne miejsce więc zostawił samochód i wszedł do środka. Spotykali się głównie w kawiarniach a niekiedy u siebie w mieszkaniach. Prestiż wykończenia aż bił po oczach. Jasne wnętrze zdobione dużą ilością szkła i ceramiki świadczyło tylko o jednym. Inwestor chciał stworzyć biurowiec najwyższej klasy, który będzie co miesiąc zasilał jego portfel niezłą sumką.  
- Kawa czy herbata?
- Herbata. Masz owocową?
- Znajdzie się.
W poprzedniej lokalizacji miał do dyspozycji tylko jeden gabinet więc nie zatrudniał nikogo do pomocy. Poprosił młodą dziewczynę o kawę i herbatę owocową dla Olka.
- Niezła…
- Podoba ci się?
- Ładna z niej dziewczyna ale ja już odnalazłem swoją drugą połowę.
- Zazdroszczę.  
- No to spróbuj swoich sił?
- Że z nią?
- Uhm.
- Ona ledwo skończyła dwadzieścia lat.
- Miłość nie wybiera choć nie wiem czy poleci na takiego staruszka jak ty- zaśmiał się poklepując go po plecach.
Michał zadzwonił zapytać gdzie ich napoje ale młoda nie odbierała.
- Może przejdźmy do formalności. Zgodnie z naszą umową dwadzieścia procent z kwoty osiem milionów pięćset sześćdziesiąt tysięcy wynosi milion siedemset dwanaście tysięcy.
- Skoro tak ci wyszło.
- Nie liczyłeś?
- Po co? Nie ważne ile by wyszło to muszę pokryć kwotę zobowiązania. Dziś podjadę i złożę dyspozycję przelewu chyba, że chcesz jechać ze mną?
- Nie ma potrzeby. Mam jeszcze dwie sprawy.
- Pokaż młodej ten kwit to może poczuje mięte…
- Nie chce miłości za kasę. Poza tym to dziewczyna z normalnego domu.  
- To chyba dobrze?
- Że porządna to wiem ale nie chcę kogoś kupować na siłę.
- Racja.
- Panie Michale?
- Wejdź. Natalia. Moja asystentka.
- Miło cię poznać. Aleks.
- Natalia. Trochę się nagimnastykowałam aby załatwić owocową.
- Trochę ci zeszło ale doceniam twoje zaangażowanie.
- Dziękuje. W czymś jeszcze mogę pomóc?
- Na razie nie. Dzięki.
- No proszę. Biegała za herbatą po biurowcu?
- Klient nasz pan.
- Jakby powiedziała, że nie macie to zamówiłbym kawę. Naprawdę fajna z niej dziewczyna.
- Wiem.
Leżący na biurku telefon zaczął wibrować a na ekranie wyświetliło się zdjęcie uśmiechniętej Agaty.
- Przepraszam ale muszę odebrać.  
Podszedł do okna i przesunął palcem po ekranie.
- Tak kochanie?
- Aleks to chyba już.
- Co?
- Skurcze, boli mnie.
- Cholera. Już jadę. Za kilka minut jestem.
- Co się stało?
- Agata. Zaczęło się.
- Trzymam kciuki.
Olek wybiegł nie pijąc herbaty marnując trudu nowo poznanej asystentki. Nie myślał teraz nad tym, że następnym razem nic nie dostanie. Na parking wybiegł za nim ochroniarz.
- Proszę pana?
- Nie mogę teraz. Narzeczona rodzi- wsiadł do auta i wyjechał z piskiem opon.

4 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 28 lutego

    Natura nie wybiera, dobrze, że Olek w pogotowiu, gotowy by pomóc Agacie. Emocjonujące chwile, bohatera ciekawość musi zżerać, jako świeżo upieczonego rodzica. Pomysły co do siłowni też go nie opuszczają, myśli o młodym pokoleniu, a jakże Fajnie to opisujesz, można się wczuć w sytuację bohaterów, kibicując, aby wszystko wypadło pomyślnie. Olek nie lubi szpitali, ale tym razem idzie po szczęście.

  • blondeme99

    blondeme99 · 24 lutego

    No w końcu to teraz mogę czuć się "ciocią"   Poród to naprawdę hardkor, podobno najwiekszy w zyciu kobiety. Mega trzymam za nią kciuki. Ale Agata to silna babka, dorównuje charakterem Olka pasują do siebie idealnie lecę do następnego rozdziału, bo już mnie korci  

  • Kmicic

    Kmicic · 2 lutego

    W takim momencie!? Aaaaaaaaaa pora rodzenia!!! 53   
    A teraz bardziej na poważnie, przez ten cały czas tyle się wydarzyło że głowa mała, ja nie wiem skąd ty bierzesz te wszystkie genialne pomysły? To opowiadanie jest obłędne w tym pozytywnym znaczeniu. Tyle tutaj DOBRA że musiałbym napisać streszczenie tego opowiadania by wszystko uwzględnić! To jest wspaniałe, i w końcu rodzi. Teraz tylko by dziecko 👶 było zdrowe. Aaaa I love it 💕...  
    Dziękuję za dodanie tego opowiadania i każde części z osobna, żałuję że zabrałem się za czytanie dopiero trzy dni temu a nie czytałem na bieżąco. Wyczekuję dalszych losów Olka i Agaty, jestem ciekaw jakie imię nadadzą córce. Pozdrawiam 😉

  • Speker

    Speker · 29 stycznia

    Długo kazałeś czekać na kolejny rozdział. No i mamy czas porodu?