Życie to ciągły trening cz.60

Życie to ciągły trening cz.60Po śmierci swojego brata musiał zaopiekować się jego psem. W momencie w którym spadło to na jego barki, pies był w dobrej kondycji, choć miał już dziesięć lat. Jak na buldoga francuskiego dość sporo, ale nie miał wyjścia i przygarnął Tomiego pod swój dach. Zgodnie z zapiskami brata jakie prowadził w sfatygowanym już zeszycie pies miał kartę zdrowia w jednej z najlepszych lecznic w mieście. Zabrał go wtedy na badanie i kazał przesłać wszystko co mieli do lecznicy w Toruniu. Oboje nie mieli wyjścia i musieli się do siebie przekonać. Najlepszym potwierdzeniem były powitania, gdy wracał do domu. Skakał i kręcił się koło jego nóg z wigorem lepszym niż u niejednego juniora tej rasy. I właśnie widok tych przestraszonych oczu przywołał mu tamten wiosenny poranek, kiedy to po roku czasu musiał pożegnać się z Tomim. Pomimo usilnych starań weterynarza jak kroplówki i niezliczona ilość leków, pies nie jadł nic od tygodnia, chudł w oczach i miał problemy z chodzeniem. Tego poranka już nie wstał, ale widok tych błyszczących oczu zapamiętał na zawsze. Nie miał pewności czy to było błaganie o eutanazję, ale bijąc się myślami przez cały dzień uznał, że to chyba właściwy moment. Ociekając łzami wszedł do gabinetu i nie musiał wiele mówić. Zaprzyjaźniona lekarka zapewniła go, że postępuje właściwie i tylko pomoże swojemu przyjacielowi zanim skona w jeszcze gorszych mękach. Choć byli kompanami przez rok, to widok odchodzącego przyjaciela zmroził mu krew w żyłach i spowodował wyrwę w sercu, której nie zapełni już nic. Pani doktor przekazała ciało psa w odpowiednie ręce zgodnie z jego życzeniem. Po powrocie do mieszkania czuł się fatalnie obarczając się winą, że to nie on powinien decydować o śmierci najlepszego przyjaciela. Uznał nawet, że nie ma prawa nazywać się przyjacielem Tomiego bo tak nie postępuje najlepszy kompan życiowy. W specjalnym kuferku zamknął smycz i obrożę jaką sprezentował psu na jego dziesiąte urodziny. Dwa, niedokończone worki karmy i kilka paczek przysmaków zawiózł do miejskiego schroniska. Ilość psów a w szczególności smutnych oczu strasznie go przybiła. Każdy pies na swój sposób chciał się zaprezentować byle zabrać go z obozu śmierci, który nim faktycznie był, szczególnie dla starszych psów. Z dala od ciepłego domu, bez głaskania za uchem przez najlepszego właściciela, większość psów dogorywała tutaj swoich lat samotnie i bez nadziei na odrobinę szczęścia. Był bardzo poruszony tym widokiem, ale w momencie gdy odchodził Tomi obiecał mu, że żaden inny pies nie zajmie miejsca w jego sercu. Potem odwiedził oddział banku w którym miał konto i zlecił stały przelew w wysokości stu złotych na konto schroniska. Uznał, że chociaż w ten sposób nie łamiąc obietnicy Tomiego pomoże jakoś pozostałym psom.
I to co teraz zobaczył był tym przed czym się wzbraniał. Nie chciał już nigdy więcej przechodzić przez podobne piekło. Wiek psa wskazywał, że to młody osobnik. Był jednak pewien, że kiedyś rozstanie nastąpi i znów to na niego spadnie podobny obowiązek, choć los może zawsze okazać się łaskawszy i zabrać towarzysza bez jego ingerencji. Nie liczył na przypadek i nie chciałby przeżywać tego ponownie.
- Zobacz jaki śliczny- usłyszał za plecami słodki i czuły głos Agaty pełen troski i uprzejmości.
- Wiem. Przyniosę mu coś do picia, a jak znajdę to coś dobrego do zjedzenia.
Wyjął z kosza pudełko po jogurcie, które obmył i napełnił wodą. Z lodówki wygrzebał dwa klopsy i pół kotleta z wczorajszego obiadu.
Widział w oczach Agaty spojrzenie pełne entuzjazmu i wzruszenia z powodu psa, ale on nie był gotowy aby go przygarnąć. Nie był właścicielem domu i pewnie nie przekonałby jej za żadne skarby świata, że nie chce już żadnego zwierzaka. Najważniejsze decyzje podejmowali razem i niestety po sprzedaży mieszkania nie miałby gdzie wrócić w przypadku ewentualnej kłótni, której akurat nie brał pod uwagę. Dobrze wiedział, że to byłby najgłupszy z możliwych powodów do awantury, a tego chciał uniknąć za wszelką cenę.
Postawił pojemnik i pies będący pod wpływem dotyku Agaty bez obaw zanurzył język i pił chłodną wodę. Dołożył jeszcze mięso, ale najpierw pies oblizał jego palce. Odciągnął rękę przestraszony, ale nie z powodu obawy, że mu ją odgryzie tylko dlatego, że nie chciał nawiązywać żadnej więzi. Pies nie wyglądał na rasowego, ale przypominał mu te z którymi miał do czynienia, kiedy wujek zabrał go na polowanie pewnego, jesiennego popołudnia. Dwa, czarne wyżły niemieckie z pokorą przynosiły w pyskach ustrzelone przez wuja i jego kolegów bażanty. To było jego jedyne spotkanie z tymi psami, ale polubił je mocno i z chęcią odwiedzał wuja, aby z nimi się bawić. Były łagodne, posłuszne i ciekawe wszystkiego. Tylko na ten wyjazd zgodzili się rodzice twierdząc, że to chyba najmniej krwawy widok dla szesnastoletniego chłopca. Oglądał bardzo krwawe kino po kryjomu dużo wcześniej, ale inaczej wszystko wygląda na filmie, a inaczej w prawdziwym życiu.  
Agata wydawała się dziwnie spokojna i całkiem pewna siebie. W jej milczeniu był coś tajemniczego, jakby ona wiedziała co zaraz będzie i wszyscy będą szczęśliwi. Weszła do środka by skusić go do wejścia, ale ten pieskiem wzrokiem tylko się rozglądał. Olek schował auto w garażu i wszedł bocznym drzwiami do środka.
- Weź ją wciągnij do środka.
- To ona?
- Nie widziałeś?
- Nie- poszedł w kierunku drzwi i znieruchomiał.
Wyszedł przed dom, potem wokół garażu aż za bramę. Po psie nie było ani śladu. Z jednej strony poczuł ulgę, że dotrzyma obietnicy danej Tomiemu, ale z drugiej strony miał obawy czy pies sobie poradzi.  
-Jeżeli to cwana sztuka i chodzi tak od domu do domu to przetrwa bez problemu- pomyślał i wrócił do domu.
- Masz ją?
- Nie.
- Dlaczego? Co się stało?
- Musiała nawiać. Nie było jej gdy po nią poszedłem.
- Idę jej poszukać.
- Chcesz ją przygarnąć?
- A dlaczego nie? Będzie się wychowywać z małą.
Westchnął głęboko, złapał ją za rękę i usiadła mu na kolanach.  
- Czemu taki smutny jesteś?
- Nie domyślasz się?
Pokręciła głową przecząco.
- Miałem kiedyś psa. W spadku po bracie. Zostaliśmy kumplami, ale tylko na nieco ponad rok. Musiałem go uśpić, kiedy go zobaczyłem ledwo unoszącego głowę do góry- pociągnął nosem, a po jego policzkach popłynęło kilka łez.
Agata wytarła je delikatnie kciukiem i przytuliła go do ciepłej piersi.
- Współczuję. U mnie zrobił to tata. Płakałam bardzo długo. Nie wiem jak to jest w ostatnich chwilach, ale cholernie ci współczuję. Uwierz mi.
Podniósł się i pocałował ją w czubek głowy.
- Dziękuje- szepnął- Zaraz wracam.
- Gdzie idziesz?  
- Muszę się przejść.
Zobaczyła tylko jak wyprowadził auto i pojechał gdzieś bez słowa.  
Po dziesięciu minutach jazdy był na cmentarzu dla zwierząt przy Kociewskiej. Tu nie panowała grobowa atmosfera jak na ludzkim cmentarzu. Wiele, kolorowych zdjęć i różnego rodzaju zabawki zdobiły wymyślne nagrobki psów, kotów, chomików czy królików. Zdecydował się na to miejsce pod wpływem impulsu. Dla kogoś kto nigdy nie miał psa czy kota, albo traktował je jako straszak na złodzieja uwiązanych do budy metrowym łańcuchem jego pomysł wyglądał na zwykłą fanaberię. Stanął przed kamykiem z odciśniętą łapą. Pod nią kazał wyryć napis:
„Kochanemu Tomiemu.
Kiedyś znów się spotkamy, być może na spacerze.”
Wybrał liście leżące pomiędzy piłką, sznurem do gryzienia i gumowym kurczakiem, którym Tomi działał mu czasem na nerwy, ale w pełni rozumiał jego potrzebę zabawy. Nie nadusił kurczaka ale ten wrzasnął, że aż podskoczył. Spojrzał w niebo i roześmiał się zwracając uwagę starszej pani stojącej kilka grobów dalej.
- Czy to miała być twoja zgoda?- zapytał z uśmiechem na ustach nie spodziewając się już żadnej odpowiedzi.
Poukładał na nowo zabawki przewrócone przez wiatr, dotknął odciśniętej na kamieniu łapy i wyszedł z cmentarza.  




2 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 27 marca

    Bardzo smutny rozdział. Pies to tak naprawdę część rodziny i strata tak ważnego osobnika jest naprawdę sporym ciosem. To takie przykre, że psy żyją tak krótko. To najwierniejsi przyjaciele    duzo emocji włożyłeś w ten rozdział, dziękujemy    

  • Speker

    Speker · 26 marca

    Bardzo emocjonalna cześć. Uśpiłem kiedyś swojego, rodzinnego, ukochanego psa. Teraz mam własnego. Wziąłem go ze schroniska. Dokładnie opisałeś reakcję psów w schronisku. Pamiętam jak każdy na swój sposób chciał się zaprezentować. Tak jak Olek wspieram schronisko. Raz do roku na zimę przeznaczam pewną sumę i kupuję karmę, koce i zabawki, i tak rok w rok. Chociaż tak mogę im pomóc, choć chciałbym je wszystkie przygarnąć.