Życie to ciągły trening cz.77

Życie to ciągły trening cz.77Przeglądał szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju, ale nie miał zupełnie pojęcia, co powinien włożyć. Koszula, garnitur jakoś nie specjalnie był dla niego oczywistym wyborem. Czuł się zbytnio skrępowany takim stylem i był przekonany, że jak będzie mu wszystko jedno, czyli na własnym pogrzebie to pozwoli się zapakować w ten strój, bo i tak nie będzie miał nic do powiedzenia.
- Długo jeszcze?- usłyszał z dołu.
- A co? Ty już gotowa?
- Czekamy w samochodzie.
- Jasne.
Wybrał w końcu czarny t-shirt z małym logo Nike, denimowe joggery i białe adidasy. Spojrzał w lustro.
- Elegancki dresu- uśmiechnął się szyderczo i zbiegł na dół. W łazience dorwał 212 MEN i nie szczędził sobie tego dodatku. Włosy zaczesał trochę na bok za pomocą gumy i wyszedł zamykając drzwi na klucz.
- Co tak długo?
- Nie mogłem się zdecydować- tłumaczył się.
- A mówią, że to kobiety szykują się w nieskończoność.
- Zwracam honor. Byłaś szybsza.
- Pasy.
- Oczywiście- wpiął sprzączkę i odjechali.
Z małą nie mieli problemu podczas jazdy. Zasnęła znużona oczekiwaniem na ojca i spała przez całą drogę.
Rodzice Agaty czekali przed domem.
- Napijecie się kawy?- zaproponowała mama.
- Tak. Agata musi chwilę odpocząć od kierownicy- Olek wyjął fotelik z auta i starannie, aby nie obudzić małej zabrał ją do środka. Postawił na szklanym stole w salonie, aby wszyscy mieli na nią oko.
- Ależ ona urosła- zachwycał się dziadek.
- Będzie duża i silna za tatą.
- Ma pani rację. A ładna będzie po mamie- uśmiechnął się do Agaty.
- A dziękuje mój drogi, masz rację.
- Ja zawsze mam rację.
- Niech ci będzie.
- To, gdzie się wybieracie?
Spojrzeli na siebie jednoznacznie, ale odpowiedzi udzieliła Agata.
- Do kina, potem jakaś restauracja.
- Więcej nie pytam- matka poszła do kuchni zaparzyć kawę.
- Będziesz oglądał walkę?
- Jaką?- zdziwił się Olek.
- W Toruniu jest gala.
- Ach tą. Chyba nie, bo będziemy na mieście.
- To idźcie do jakiegoś pubu.
- Randka przy piwie?
- Tak tylko zasugerowałem.
- Chyba nie ma nic złego w pomyśle taty. Co ty na to?
- Chcesz oglądać rozbijanie gęb i mocne ciosy?
- A ty nie?
- Zawsze to jakaś odmiana w porównaniu z komedią romantyczną.
- Ten etap to już chyba macie za sobą moje dzieci- matka postawiła kubki z kawą na stole wracając się jeszcze po sernik.
- Nie żebym miała płakać podczas oglądania filmu, ale od czasu do czasu lubię obejrzeć coś życiowego.
- O której zamierzacie wrócić?
- Myślę, że przed północą.
- Najwyżej przenocujemy u was.
- Innego rozwiązania nie widzę- Olek upił łyk kawy i już nie mógł się doczekać starcia.

Z powrotem w Toruniu byli kilkanaście minut przed dwudziestą. Olek pochwalił się przyszłemu teściowi zabezpieczeniami i pokazał po krótce, co i jak działa.  
Na stadion żużlowy dotarli dzięki wskazaniom nawigacji, bo jeszcze nigdy nie mieli okazji przebywać w tym miejscu. Podjechał pod szlaban i przygotował zaproszenia. Opuścił szybę.
- Pana zapraszam na tamten parking.
- Daleko od wejścia?
- Proszę pana, pod same drzwi.
- Nawet nie widział pan zaproszenia.
- Dostałem jasne wytyczne- pokazał mu tablet- Auto z tym numerem rejestracyjnym miałem przekierować na parking dla posiadaczy platynowych kart.
- A ja nie mam takiej kart przecież?
- A pan na walkę czy na żużel?
- Na walkę.
- Widocznie ktoś pana lubi. Udanego widowiska.
- Dzięki- Olek zamknął szybę i pojechał na parking pod sam stadion. Miejsce do parkowania wskazał im facet w odblaskowej kamizelce. Przed wejściem czekał na nich sponsor imprezy. Widocznie musiał być dziany, bo organizacja takiej zabawy to niezły koszt.
- Tadeusz Piekarski- wyszczerzył zęby- Miło panią poznać.
- Agata, moja narzeczona- powiedział za nią i złapał za rękę akcentując ich więź.
- Jak emocje?
- Zapowiada się super. Nigdy nie byłam na walce MMA.
- Siedzicie w pierwszym rzędzie obok mnie. Można spodziewać się krwi.
- Nie takie rzeczy widziałam. W filmach rozlewa się więcej krwi.
- Zapewniam panią, że na żywo świeża krew wygląda lepiej. Chodźmy.
Ilość samochodów na parkingu świadczyła, że trybuny nie będą puste. Praktycznie każdy rywal miał swoją szatnię, ale wojownicy koniecznie chcieli jedną.
- Witaj- Tomek wyciągnął dłoń w kierunku Olka.
- Jak forma?
- Zmiażdżę go. Jest bez szans.
- A jak Andrzej?
- W kibelku. Stresuje się trochę.
- Jego szanse?
- Powinien wygrać.
- Powodzenia- Olek poklepał go plecach i wyszli z Piekarskim.  
Scena na samym środku stadionu otoczona rzędami czekoladowych foteli wyglądających na całkiem wygodne doświetlana była ogromną ilością lamp. Różnokolorowe światła były testowane przez reżysera tego spektaklu. Pokrzykiwał coś od czasu do czasu, a ludzie latali jak mrówki z kablami i stojakami.  
- Muszę was zostawić. Pojawili się kolejni goście- biznesmen odszedł udając się w kierunku wyjścia.
Rozglądali się po stadionie próbując wyobrazić sobie tłum ludzi i hałas, który rządzi tym obiektem podczas meczu ligowego. Oboje nie mieli zamiłowania do tego sportu, ale stadion zrobił wrażenie na obojgu. Trybuny zaczęły się po woli wypełniać, a i miejsca dla VIP-ów też zaczęły gościć konkretne osoby. Z bardziej rozpoznawalnych osób, głównie z gazet oraz Internetu Olek rozpoznał prezydenta miasta, wojewodę i kilku bogaczy trzęsących regionem. Każdy przyszedł w towarzystwie młodych, stale uśmiechających się dziewczyn. Dominowały czerwone i czarne suknie, a bogacze ubrani byli w marynarki.  
- Zupełnie jak na rozdaniu Oscarów- uśmiechnęła się Agata, bo sama założyła dżinsy, czarne szpilki i białą bluzkę z koronkowymi wstawkami.
- Nie aspiruję do tej klasy i nawet nie zamierzam udawać kogoś innego. Ty także wyglądasz szykownie, ale bez dramatyzmu.
- Idziemy usiąść?
- Ja bym się przeszedł po torze jeszcze.
- Skoro nalegasz.
Chwycił ją pod rękę i szli żużlowym szlakiem, co kilkadziesiąt metrów zatrzymując się, aby przyjrzeć się wszystkiemu dookoła. Na żywo wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Stadion był ogromny zachwycając swoją przestrzenią. Wrócili na swoje miejsca, kiedy do głosu doszedł organizator i główny sponsor walki.  
- Dobry wieczór wszystkim- zaczął i uśmiechnął się- Dziękuje, że przyszliście. Mam nadzieje, że gala zostanie zapamiętana na długo nie tylko ze względu na samą walkę, ale też na znajomości, jakie tutaj zawrzecie. Moi drodzy. Bawcie się dobrze.
Piekarski przekazał głos spikerowi, a ten zaczął wymieniać nazwiska walczących dziś zawodników. Zgodnie z harmonogramem ring ugości dziesięciu wojowników walczących w trzech rundach po pięć minut ze względu na okolicznościową galę pokazową walk MMA.
Pierwsza walka obyła się bez emocji, bo zaraz po pierwszym gongu gruziński wojownik znokautował naszego krajana ciosem w skroń. Publika zamarła na chwilę, ale zamroczony uderzeniem Polak przy pomocy swojego sztabu opuścił ring i udał się do szatni.  
- Jeżeli każda walka tak będzie wyglądać, to chcę stąd wyjść- szturchnęła łokciem Olka.
- A czego oczekiwałaś?
- Tyle się gadało o tej krwi…
- Weź sobie drinka.
- Jeden dla pani. A pan?- kelner zwrócił się do Olka.
- Jestem samochodem.
- A ja kelnerem- uśmiechnął się chłopak.
- Bardzo śmieszne, ale chociaż tyle podczas tej nudy. A kiedy kiełbaski?
- Jakie kiełbaski? Tylko przystawki będą.
- Ok. Zaczekam.
Na ring został zaproszony Andrzej. Olek wstał i zaczął klaskać na cześć swojego znajomego dopingując go głośno. Chłopak tylko wyszczerzył zęby obnażając ochraniacz.
- Jest twój- Olek znów krzyknął i usiadł obok Agaty.
- Nieźle się wczułeś.
- Jestem im to winny. Możesz mnie wspomóc.
- Jeszcze pomyślą, że jakaś wariatka ze mnie i lubię mordobicie.
- Nie popieram, a nawet jestem przeciwko przemocy. A szczególnie w rodzinie.
- A kto się w bójki wdawał?
- Skończyłem z tym.
- Oby.
I w tym momencie chlusnęła krew, ale dzięki refleksowi Olka nie zabryzgała bluzki Agaty.
- Chciałaś krwi- parsknął śmiechem.
- Ty lepiej spójrz, kto leży na deskach.
Olek obrócił się i jego spojrzenie spotkało się z bezwładnym wzrokiem Andrzeja.
- O boże- podszedł do samego ringu- Wstawaj. Obiecałeś, że wygrasz.
- Nie dam rady- chłopak wypluł przed siebie krew.
- Zrób to jak wtedy.
- Nie mam siły.
- Mam tam wejść i zrobić to za ciebie?- zmierzył rywala Andrzeja wzrokiem, ale nie był pewien czy by sobie z nim poradził. Raczej nie z zawodowcem.
- Przekonałeś mnie- Andrzej otarł ręką ślinę, a potem jego trener otarł mu twarz.
Sędzia wznowił pojedynek i takiego obrotu spraw się spodziewał Olek. Chłopak zamarkował uderzenie lewą pięścią. Rywal w odpowiedzi wyprowadził cios, ale Andrzej odchylił się do tyłu i mocnym sierpowym w szczękę powalił Brytyjczyka. Krew siknęła na białą suknię jednej z dziewczyn siedzącą po drugiej stronie ringu. Krzyczała oburzona, że zapłaci jej za pranie. Jej bogaty towarzysz szepnął jej coś na ucho i natychmiast się uciszyła. Sędzia odliczał, ale to ręka Andrzeja powędrowała w górę.
- Zrobiłeś to- Olek gwizdnął i znów stanął pod ringiem. Przybił żółwika z rękawicami kolegi.
- Widziałeś? Widziałeś jak go zaskoczyłem?- chłopak dyszał ciężko, a jego oko zaczynało puchnąć.  
- Już myślałem, że będę musiał tam wejść i pokazać ci jak się trzeba bić.
- Nie dałbyś rady. Zgrywasz się.
- Przekonamy się?
- Dawaj! Wskakuj tutaj.
- Serio?- Olek złapał za linki.
- Wygłupiam się.
- Kiedy Tomek?
- Za kilka chwil.
Wrócił do Agaty ściągając z tacy dwa talerzyki z sałatkami.
- Wariat.
- Kto?- rozglądał się dookoła.
- Dobrze wiesz.
- Już dobrze. Przecież obiecałem, że już nie będę się bił.
- Mi nie musisz mówić.
- A teraz przed nami pojedynek Tomasza Głowińskiego z Michałem Bielikiem- ryknął spiker i nastąpiły oklaski.  
- Nie wygląda mi na pewniaka.
- Nie znam się, ale moje przeczucia są złe.
- Przeczucia to znaczy kobieca intuicja?
- Nie wiem. Jakoś tak czuję.
- Tomek! Tomek!
Głowiński obrócił się w stronę Olka. W jego oczach było widać niepewność. Gdzieś zniknął ten pewny siebie chłopak.
- Zrób to! Dokop mu i daj publice powody do radości.
Patrzył na Olka zupełnie bez emocji, wyglądał na zagubionego. Gong oznajmił start walki. Kilka chybionych ciosów ze strony Tomka zostało odwzajemnionych skutecznymi uderzeniami w szczękę, tors i pod żebra. Zaciśnięte zęby chłopaka świadczyły o tym, że musiało zaboleć i to porządnie. Po chwili przyklęknął, ale jego trener kazał przerwać walkę i został zabrany z ringu. Cała publika gwizdała oprócz Olka, który poszedł do szatni wojowników. Spod drzwi dało się słyszeć awanturę, więc odpuścił sobie mieszanie się w nie swoje sprawy. Wybrał numer Agaty i umówili się przy aucie. Wyszedł tunelem w górę i ostatni raz zmierzył wzrokiem stadion, bo nie miał już w planach odwiedzać tego obiektu. Agata stała przy BMW zasłaniając kogoś.
- Kim jest ten pan?- stanął za nią, ale natychmiast poczuł coś zimnego na karku.
- Pomocy!- Agata wrzasnęła na całe gardło.
Olek walnął stojącego za nim typa łokciem w żebro, obrócił się i jednym kopniakiem w kolano połamał mu cały staw. Drugi typek niemalże z rykiem rzucił się na niego przewracając go na ziemię krzycząc:
- To twój koniec.
Zimne ostrze przeszyło jego brzuch. Wszystko nagle zwolniło. Brzuch jęknął bólem. Złapał za nóż.
- Spory- sapnął- Boli jak cholera.
- Aleks! Ty nie możesz.
- Kocham cię. Was obie kocham.
Agata widząc jego zakrwawione ręce wrzasnęła na cały głos wołając pomocy. W ułamku sekundy ktoś skoczył na zaskoczonego bandziora i zaczął go okładać pięściami. Cały zgiełk zaczął cichnąć. Światła migotały mu przed oczami. Nastąpiła zupełna cisza.

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 22 lipca

    O nie. Biedny Olek, oby wyszedł z tego cało. Nie mogę uwierzyć w to co sie przed chwilą stało   Olek!  
    Domyślam się kto mógł być tym bandziorem, ale poczekam i potwierdzę swoje przypuszczenia w następnych rozdziałach. Olek!