Życie to ciągły trening cz.82

Życie to ciągły trening cz.82Czuła złość i zawód, że nie do końca była szczera wobec rodziców. Ściągając ich tutaj pod pretekstem spędzenia romantycznego wieczoru z Olkiem nieco nadwyrężyła ich zaufania. Chcieli wyjść na pokaz mordobicia w wykonaniu ich nowych znajomych, których pojawienie się w mieście ściągnęło na nich masę problemów.
- Odwiozę was- wstała z kanapy.
- Zostaniemy jeszcze.
- Zabiorę ją ze sobą, a wy odpocznienie trochę. Pewnie dała wam w kość.
- Natalka?- zdziwiła się babcia- Przecież to grzeczna dziewczynka.  
- Mówisz tak, bo chcesz mnie odciążyć. Pamiętam, że my też mieliśmy sporo problemów, ale nie chcieliście niczyjej pomocy.
- Bo takie rzeczy zawsze załatwia się w rodzinie.
- Tata ma rację. Od tego jest rodzina, aby sobie pomagać.
- Wiem mamo. Jestem wam wdzięczna za to wszystko, ale macie swoje lata i potrzebujecie znacznie więcej odpoczynku niż kiedyś.
- I jeszcze nam wiek wypomina- oburzył się ojciec.
- Tato. Chcę dla was dobrze tak samo jak wy dla mnie.
- Chyba zostaliśmy przegłosowani.
- Jedziemy?
Zamknęła dom i wyszli przed bramę.
- Wszystko się nagrywa?
- Tak tato. Przecież sam tego pilnowałeś.
- Olek tak bardzo się postarał, że nie chcę tego schrzanić.
- Na pewno byłby z ciebie dumny, że pomimo swojego wieku poradziłeś sobie z tak zaawansowaną elektroniką. Jeszcze ci za to podziękuje.
- Mam nadzieje. Butelka whisky w waszym towarzystwie mi się należy.
- Wypijecie ją. Pakuj się, bo ona musi być w szpitalu za dwie godziny. Nie chcę, aby potem pędziła na złamanie karku.
- Nie będę mamo.  
Ruszyła wolno bez szaleństwa, bo miała obok siebie jedynych najbliższych jej ludzi. Tych, którzy byli gotowi rzuć wszystko dla niej, aby jej pomóc w każdej, trudnej chwili.
- To jest dopiero czarna magia- ojciec wskazał dotykowy wyświetlacz pokazujący parametry auta i silnika.
- Jestem pewna, że ogarnąłbyś to bez problemu.
- Pięć dni czytania instrukcji, a potem jazda po podwórku z nauką obsługi bez odrywania wzroku od jazdy.
- Mamo. Nie żartuj sobie z taty. To naprawdę kumaty facet- posłała mu pełen wsparcia uśmiech.
- Jasne. Jak trzeba było zresetować pralkę to zabrał się za jej rozbiórkę.
- Nie chciała po dobroci, to zagroziłem jej demontażem.
Wszyscy wybuchli śmiechem i nawet najmłodsza do nich dołączyła obnażając bezzębną buzię sprawiając im kolejny powód do nieprzerwanego śmiechu.  
Dzień był słoneczny i ruch niewielki, więc w szpitalu były jeszcze godzinę przed czasem. Poszły na OIOM pod salę, w której przebywał najważniejszy w życiu ich obu człowiek. Narzeczony, ojciec a przede wszystkim człowiek gotów oddać wszystko za życie swojej rodziny. Drzwi były lekko uchylone, ale nie mogła dostrzec postaci siedzącej przy łóżku. Pchnęła je mocniej. W środku siedział Adam.
- Olek ja wiem, że obiecałem ci zająć się nimi podczas twojej nieobecności. I dotrzymam słowa, ale oboje wiemy, że to jeszcze nie ten czas. Obudzisz się, opuścisz szpital i załatwisz sprawę tak jak trzeba. I obiecuję ci, że na każdym kroku będę obok ramię w ramię z tobą.  
Na widok ojca Natalka zareagowała odgłosem zdziwienia, jakby była zaskoczona jego stanem. Adam obrócił się w ich kierunku i zupełnie bez wstydu otarł spływające po jego policzkach łzy.
- Przepraszam. Nie chciałam podsłuchiwać.
- Nic się nie stało przecież. Jesteśmy przyjaciółmi.  
- Coś wiadomo?
- Podejmą próbę wcześniej. Profesor konsultował jego stan z kolegami ze Stanów. Wyniki napawają sporym optymizmem.
- Aż takie ma znajomości? Jednak Piekarski się nie mylił. Dzięki bogu- westchnęła i weszła do środka.
- Pewnie mocno tęskniła za tatą. Jak się masz młoda damo?- uśmiechnął się szczerze do Natalki.
Odpowiedziała uśmiechem, ale natychmiast przerzuciła wzrok na Olka. Jej oczy zatrzymały się w miejscu bacznie lustrując postać ojca. Po czym obróciła wzrok na matkę i Adama jakby pytając, co z tatą.
- Ona się świetnie orientuje w sytuacji.
- Po moim powrocie bez Olka rozglądała się za nim.
- Córeczka tatusia.
- Tak o niej mówił.  
- Cześć- do środka weszła Agnieszka- Przyjechałaś odwiedzić tatę?- zapytała patrzące na nią ze zdziwieniem oczy córki Olka.
- Tak nam się udało.
- Jak się czujesz?
- Dobrze. Adam powiedział, że już niedługo…
- Ja właśnie w tej sprawie. Musicie na chwilkę opuścić salę. Trzeba go przygotować do tej próby.
- Pójdziemy coś wypić.
- Dobry pomysł. To może chwilę potrwać.
- Wolałabym zostać.
- Możesz być pewna, że poinformuję was, kiedy zaczniemy. Sam profesor zgodził się na waszą obecność.
- Piekarski- szepnęła.
- Kto?
- Nie ważne.
Zeszli na dół do szpitalnej kawiarni. Adam zamówił dwa kawałki sernika, kawę dla siebie i czarną herbatę dla Agaty.
- Wy jesteście jak bracia.
- Tak uważasz?
- Uhm. Po twojej deklaracji nie mam żadnych wątpliwości, co do braterskiej relacji między wami. Jestem pełna podziwu dla ciebie i Agnieszki nawet, jeżeli między nimi nie wyszło.  
- Może wtedy nie był ich czas? Nie wiem- wzruszył ramionami i napił się gorącej kawy.
- Potrzymasz ją? Muszę do toalety.
- Jasne.
Wyszła na chwilę ochłonąć. Deklaracja Adama trochę nią wstrząsnęła, ale jego wiara w nie ten moment dodawała jej otuchy, że nie tylko ona wierzy, że wszystko wróci do normy. Otarła łzy i obmyła twarz zimną wodą.
- Będzie dobrze- spróbowała się uśmiechnąć, ale niepokój władał wszystkimi jej mięśniami.
- Już mama jest. Trochę się rozpłakała i nie mogłem jej przekonać, nawet tym- podniósł pluszowego niedźwiadka w górę.
- Ile mam ci za niego zwrócić? Nie musiałeś.
- No, co ty. Jestem jej ojcem chrzestnym.
- Ale nie musisz spełniać jej wszystkich zachcianek.
- Tak patrzyła za tym misiem, że nie mogłem jej odmówić
- No cóż- przytuliła ją do piersi i niemalże natychmiast zasnęła.
Kiedy zjedli ciasto nie czekali na Agnieszkę i wrócili na OIOM.
- Pani Agata?
- Tak.
- Profesor Maciej Stankiewicz.
- Miło pana poznać. Przepraszam za wtedy.
- Była pani w szoku. Doskonale rozumiem pani stan.
- Dziękuje za wyrozumiałość.
- Przejdźmy do rzeczy. Już dzisiaj rano zmniejszyliśmy dawki kilku leków, dlatego zdecydowaliśmy się na wybudzenie właśnie teraz. Większość parametrów jest w normie i pewne funkcje przejął już sam pacjent. Za jakieś piętnaście minut powinien otworzyć oczy i zacząć reagować na nasze działania. Proszę nie przejmować się opóźnioną reakcją z jego strony. Przy tej ilości leków będzie to normalne zachowanie, które minie z czasem.
- Czy mogą wystąpić jakieś powikłania?
- Skłamałbym twierdząc, że nie. Mogę się pochwalić, że w mojej trwającej już ponad trzydzieści lat praktyce nie miałem żadnego nieudanego przypadku. Dokładnie skonsultowałem wyniki i pierwsze reakcje na zmniejszenie dawki leków z kolegami z USA. Nie widzieli żadnych przeciwskazań. Pan Piekarski nalegał na pani obecność. Myślę, że dobrze mu to zrobi, kiedy otworzy oczy. Była pani jedną z ostatnich widzianych przez niego osób. Pierwsze bodźce są ważne i niekiedy decydujące o wszystkim zaraz po przebudzeniu.  
- Rozumiem. Ona może być ze mną?
- Jak najbardziej. Gotowa?
Agata skinęła głową poprawiając córkę na rękach.
Profesor objął ją i weszli do środka, gdzie przebywało już kilka osób. Stale coś notowali i regulowali przepływ leków przez cały czas obserwując monitory aktywności i pracy mózgu oraz serca.  
- Panie profesorze wszystko gotowe.
- No to czekamy.
Wszyscy z zapartym tchem śledzili wykresy i miganie cyferek na ekranach. Ciśnienie krwi nieco się obniżyło, ale żaden alarm nie informował o jakichkolwiek nieprawidłowościach.
- Widziałam- Agata podeszła do łóżka.
- Spokojnie. Ja też- profesor stanął za nią.
- On poruszył palcem.
- To mogła być reakcja na jakiś bodziec dźwiękowy, albo coś go zaswędziało. Odrobina cierpliwości.
Po chwili Olek się uśmiechnął próbując podrapać się za uchem. Otworzył jedno oko, potem drugie. Przez chwilę lustrował otoczenie.
- Boże! Aleks- Agata nachyliła się nad nim całując go w czoło. Rozpłakała się.
- Kim pani jest?- szepnął.
- Nie wygłupiaj się.
- Powiesz mi, co ja tutaj robię?
- Można?- profesor stanął miedzy nimi.
Przez chwilę się przyglądał Olkowi. Potem zaświecił mu w oczy światłem. Źrenice zareagowały prawidłowo. Złapał go za nadgarstki.
- Boli?
- Przydałaby się panu siłownia- uśmiechnął się.
- Niech pan ściśnie mój palec.
- Lekko czy mocno?
- Proszę ścisnąć.
Olek wykonał polecenie sprawiając lekarzowi ból, bo ten wyrwał rękę jak spod młotka.
- Nieźle. Mowa w porządku. Wzrok ok. No i ta siła. Przecież, to niemożliwe, aby leki tak szybko przestały działać.
- Wszystko w porządku?- spytała profesora.
- To mój pierwszy taki przypadek. Przy tej dawce spodziewałem się zupełnie czegoś innego.
- Czego?
- Jest znacznie żywszy, jeżeli wie pani, co mam na myśli.
- To chyba dobrze?
- Bardzo dobrze.  
- Jak się ta pani nazywa?- wskazał Agatę.
- Agata- szepnął.
- A dziecko jak ma na imię?
- Natalka- powiedział głośniej.
- Wygląda na to, że pamięć też funkcjonuje jak trzeba.
- Gdzie był pan dwa dni temu?
- Na walce MMA na stadionie. Razem z tą panią- ścisnął mocniej dłoń Agaty.
Wszyscy dookoła patrzyli z niedowierzaniem, że tak łatwo poszło. Personel przepisał ostatnie parametry do kart i opuścił salę zostawiając profesora, Agatę, Natalkę oraz Adama.
- Czy coś pana boli?
- Brzuch. Trochę ciężko mi się podnieść, a chciałbym skorzystać z toalety.
- Nie ma takiej potrzeby. Założyliśmy cewnik.
- Bez mojej zgody?
- Wydaje mi się, że ciężko byłoby ją otrzymać z pańskiej strony.
- Aż tak było ze mną źle?
- Było bardzo źle. Nóż był krótki, ale przekręcony narobił trochę szkód.
- Kiedy wrócę na siłownię?
- Gdzie?
- Do klubu. Nie mogę stracić formy.
- Obawiam się, że pół roku ma pan z głowy.
- Ile?
- No może pięć miesięcy.
- Agata. Powiedz panu, że to niemożliwe.  
- Sam pan widzi, że to bardzo uparty człowiek.
- Zostawię państwa na kilka minut, a potem proszę dać mu odpocząć.
- Czuję się dobrze. Nie ma takiej potrzeby.
- Do zobaczenia później.
Usiadła na brzegu łóżka opierając sobie na brzuchu Natalkę zwróconą w stronę ojca.
- Tata by cię przytulił, ale przez te wszystkie kable nie mam za bardzo jak.
Adam z założonymi rękami stał oparty o ścianę i przyglądał się tej scenie.  
- Słyszałem jak mówiłeś coś do mnie, ale jakbym był pod wodą. Nic nie zrozumiałem. Możesz powtórzyć.
- To już bez znaczenia. Nawet nie wiesz ile nam stracha napędziłeś.
- Naprawdę było tak źle?
- Nic nie pamiętasz?
- Tylko to jak się szarpałem z takim jednym. Potem już kompletnie nic.
- Nie warto do tego wracać. Ja nie chcę już sobie tego przypominać.
- Ale kiedyś mi opowiesz?
- Olek. To, co było już się nie liczy.
- On musi odpowiedzieć za to, że odważył się do ciebie zbliżyć.  
- Olek ja nie chcę.
- Czego nie chcesz?
- Zemsty. Nie w taki sposób.
- Inaczej nie dadzą nam spokoju. Pomożesz mi?- spojrzał na Adama.
Przyjaciel skinął tylko głową.
- Nie jesteś ze stali.
- Dla was jestem skłonny oddać życie.
- Ale ja nie chcę. Potrzebujemy cię żywego.
- Będę. Najpierw wszystko wyjaśnię.
- Oszalałeś.
- Nie. Kiedy wychodzę?
- Przecież dopiero się obudziłeś.
- No i co z tego? Czuję się dobrze.
- Najpierw dojdziesz do siebie. Wrócimy do domu i zastanowimy się nad dalszymi krokami.
- Przemyślę to. Teraz opowiadaj, co się działo jak mnie nie było…

2 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 29 sierpnia

    Olek wrócił do nas   co za ulga   ale jego upartość nadal została chyba mocno się przeraził, kiedy doszło do niego, że przez tyle miesięcy nie pójdzie na siłownie i Agata tego dopilnuje   Wyznanie Adama   Cudowny rozdział  

  • Speker

    Speker · 26 sierpnia

    Skubanany. Ale chłop jest twardy parę literek na końcach pozjadałeś, ale to za pewne przez ten remont ciągle głodny chodzisz
    Świetna część, wzruszające wyznanie Adama.