Życie to ciągły trening cz.1

Życie to ciągły trening cz.1Po wielu latach ciężkiej pracy, przybierania na wadze i zrzucania jej podczas redukcji w końcu osiągnął swój cel. Aleks został certyfikowanym trenerem personalnym i dietetycznym. Co w tym trudnego zapytacie? Wystarczy kilka tysięcy, szybki kurs w Internecie i już macie certyfikat. Pójście na łatwiznę nie było dla niego. Ciężko trenował zaczynając od domowej siłowni by przez wiele lat testować na swoim organizmie różne cykle ćwiczeń połączonych niejednokrotnie z bardzo wyniszczającą dietą. Po wielu latach eksperymentów opracował kilka rodzajów diet i zestawów dla przyszłych pakerów. Po otrzymaniu swojego certyfikatu przygotował CV wraz z kompletem zdjęć przemiany jego sylwetki w celu znalezienia wymarzonej pracy. Od dawna jego celem była praca na siłowni gdzie będzie mógł się podzielić swoją wiedzą i doświadczeniem a dodatkowo zarobi na tym niemałe pieniądze. Wiele słyszał o prywatnych lekcjach w domach klientów, ile można zarobić i jakie atrakcje wchodzą w czas pracy trenera. Nie bał się wyzwań, chciał pomagać ludziom, więc został trenerem personalnym.  

Stanął w bokserkach przed lustrem. Nie był narcyzem, ale konsekwencja w podążaniu za celem wymagała od niego kontrolowania postępów czy ubytków w formie. Naprężył po kolei wszystkie grupy mięśniowe zaczynając od góry przechodząc aż do nóg. Obecnie znajdował się w najlepszej formie, ale pomimo sugestii znajomych nie zamierzał startować w sportach sylwetkowych. Nie cierpiał widoku wysmarowanych oliwką i brązerami ciał. No i jeszcze to głupkowate pozowanie i pajacowate uśmiechanie się na siłę. Doceniał wysiłki tych ludzi, ale to już niewiele miało wspólnego ze sportem bez, którego on nie mógł żyć. Kochał piłkę nożną, której poświęcił całe dzieciństwo. Z uwagi na to, że nie miał już, z kim grać nawet amatorsko, bo wszyscy pozakładali rodziny musiał skupić się na sporcie indywidualnym. Pozował na poważnie bez głupich min, bo ciężka praca nad sobą przyniosła tak wyczekiwane efekty. Zrobił to, o czym marzył, kiedy zaczynał kursy. Zbudował sylwetkę, której mogą pozazdrościć mu wszyscy. Nie był przesadnie napakowany, bo zachował jeszcze mózg w przeciwieństwie do tych przerośniętych, którzy ładowali się anabolikami stając się jednocześnie bezmózgami. Wyznawał zasadę, że wszystko jest dla ludzi, ale niektórzy mieli totalny brak umiaru i wedle dostępnej mu wiedzy większość takich ludzi szybko żegnała się ze światem żywych z powodu zawału serca lub nagłej niewydolności wielonarządowej. On nie chciał być tacy jak oni. Chciał być Aleksandrem Słowińskim.

Zabrał w teczkę swoje dokumenty i wyszedł równo o dziewiątej by odwiedzić jak największą liczbę klubów. Kiedy pojawiał się na ulicy w szortach i rozpiętej koszuli robił na dziewczynach wrażenie swoim niesamowitym torsem. Poziom tłuszczu w jego ciele był na minimalnym poziomie, dzięki czemu jego skóra była cienka prawie jak kartka papieru. Czuł dosadnie zalotne spojrzenia dziewczyn, ale nie szukał zabawy czy związku na kilka chwil. W kwestiach miłosnych był starej szkoły. Poznać kogoś, kto wypełni jego życie do końca dni a jak się uda to zostać szczęśliwym ojcem. Odpowiadał dziewczynom delikatnym uśmiechem, choć mógł się chwalić idealnie białymi zębami, które odziedziczył po rodzicach. Po minięciu zainteresowanej dziewczyny bez słowa nie obracał się za siebie. Skoro nie zaiskrzyło w momencie mijania to nic z tego nie będzie.

W Toruniu niewiele było klubów przynajmniej wedle map Google. Przed wypisaniem adresów dokładnie przeczytał opinie klientów i wybrał tylko te z minimalną oceną trzech gwiazdek. Aspirował do bycia najlepszym i tylko najlepsi mogli zrobić z niego najlepszego. Pierwsze dwa kluby, do których dotarł były w remoncie, czego nie uwzględniały mapy Google. Wsiadł w autobus 13 i pojechał bliżej Grudziądzkiej. Trzeci na liście był klub, który wedle opinii klientów aspirował do czwartej gwiazdki.

Nad wejściem do niedawno wyremontowanego klubu wisiał podświetlany baner z białym napisem AgataGym. Wchodząc minął rudowłosą piękność, ale poza wymianą spojrzeń nie wydarzyło się nic więcej. Nic z tego nie będzie. Nie obrócił się za nią.
Już na samym wejściu doznał dziwnego szoku. Za ladą recepcji siedział młody, pryszczaty dzieciak. Spodziewał się raczej wysportowanej dziewczyny w wieku między dwadzieścia a dwadzieścia pięć lat. Przeważnie takie dziewczyny dorabiały sobie w przerwach między zajęciami na uczelni. Widocznie właścicielka klubu preferowała inne standardy.  

– Dla ciebie? – wychylił się zza lady nerd.
Spojrzał na niego zaskoczony jego bezczelnym zachowaniem.
– Dzień dobry. Wypadałoby zacząć od zrobienia miłego wrażenia na nowym kliencie.
Chłopaka dosłownie zamurowało.
– Ach tak. Przepraszam – zaczerwienił się natychmiast.
– Chciałem rozmawiać z właścicielką klubu. Szukam pracy, jako trener.
– Pani Agaty jeszcze nie ma. Będzie dopiero za godzinę. O ile pamiętam nie prowadzimy żadnej rekrutacji. Mogę zaproponować karnet. Chce pan obejrzeć klub?
– Chwilowo nie potrzebuję karnetu. Chciałem porozmawiać z szefową.
– Już panu mówiłem, że nikogo nie szukamy.
– Pozwolisz, że porozmawiam o tym z właścicielką?
– Jeżeli ma pan wolną godzinę i chce odejść z kwitkiem marnując swój czas to proszę bardzo.
– Jednak zaczekam.
– To może zobaczy pan klub?
– Z góry przepraszam, ale odnoszę wrażenie, że zacięła się panu taśma.
– Obawiam się, że nie.
– To może jednak obejrzę.  
– Świetnie
Już chciał pchnąć drzwi i wejść na salę treningową, ale okularnik stanął przed nim.
– Plakietka – podał Aleksowi kawałek plastiku z napisem gość.
– Uszkodzę sobie bluzkę tą agrafką. A tania nie była.
– Nic na to nie poradzę, ale szefowa nie byłaby zadowolona z takiego widoku. Nalegam.
Wziął od chłopaka plakietkę i przypiął na klips do kołnierzyka.
– Będzie dobrze? – zapytał oschle.
– Oczywiście, że tak. Jeszcze chwila – sięgnął po komórkę. Napisał jakąś wiadomość.
Po chwili zjawiła się młoda dziewczyna. Blond włosy, wąskie usta i szczupła sylwetka. Dał jej góra dziewiętnaście lat.
– Czego chciałeś?  
– Ten pan chciałby obejrzeć klub. Przypilnujesz?
– Tak, jasne.  
– Zapraszam – uchylił szklane drzwi przed nim i weszli do środka.
Odczytywał po kolei motywacyjne hasła wysprejowane na ścianach. Kilka z nich nawet znał, ale nie wiedział, kto jest ich autorem. Zanotował sobie je w pamięci czytając dwa razy imiona i nazwiska zapisane pod cytatami. Po lewej stronie były szatnie damskie, po prawej męskie. Do dyspozycji było ponad dwadzieścia pryszniców na każdą z płci. Ład, porządek i czystość były niesamowite. Był pod wrażeniem, że ktoś panuje nad tym w tak specyficznym miejscu. Oczywiście woń potu była nieodzowna, ale była świetnie neutralizowana przez aktywne urządzenia wentylacyjne i zapachowe.
– I jak wrażenia?
– Wspaniale utrzymane miejsce.
– Pani Agata dba o każdy szczegół. To dobra szefowa.
– Olek – zatrzymał się i wyciągnął dłoń w kierunku chłopaka.
– Janek.
– Mam nadzieję, że będziemy się dogadywać.
– W czym?
– W pracy.
– Przecież nikogo nie szukamy.
– To się okaże… – pchnął kolejne, szklane drzwi i weszli na salę treningową numer jeden.

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    Ciekawie się zaczyna, bohater pewny siebie, wysportowany, ale trochę przemądrzały się wydaje, ciekawe co dalej. :)

  • mydream2017

    @AuRoRa Jest szansa, że za pomocą kogoś zmieni się na lepsze. Witam w mojej opowieści ;)

  • AuRoRa

    @mydream2017 teraz będę czytać w oczekiwaniu kto to taki ;)