Życie to ciągły trening cz.100- To by było na tyle!

Życie to ciągły trening cz.100- To by było na tyle!Stracił kilka tygodni treningów, ale nie miał serca sprzeciwić się jej decyzji. Przysiągł sobie, że nigdy więcej jej nie skrzywdzi, ale pomoc Agnieszce była niezbędna. Adam był przyjacielem, za którego oddałby swoje życie. Tylko cztery osoby w jego życiu zasługiwały na działanie bez analizy potencjalnych skutków podejmowanych przez niego decyzji. Dzięki wspólnie opracowanemu z Adamem planowi rozpoczęli ekspansję poza Toruń. Dwie kolejne placówki otworzyli w Inowrocławiu i Włocławku. Obie miejscowości nie miały klubów oferujących tak bogatą paletę opcji dla każdej grupy wiekowej. Promowany przez ministerstwo zdrowia program Zdrowy Polak zachęcał ludzi do aktywności, a ich kluby będące nowoczesnymi placówkami cieszyły się sporym zainteresowaniem. Nie musiał namawiać Agaty do inwestycji, bo oboje mieli zasobne konta. Chcieli tylko zapewnić dobrą przyszłość swojej córce.  
Wstał, jako pierwszy, bo zapowiadał się ciekawy weekend. Słońce już od samego rana przebijało się przez rolety dając znak, że to będzie piękny dzień. Przytulona do mamy Natalka była kojącym dla niego widokiem i musiał uwiecznić to na fotografii. Sięgnął po telefon i na wszelki wypadek pstryknął kilka zdjęć pod różnym kątem. Ostrożnie podniósł się z łóżka i zszedł po cichu na dół.
Rozsunął zasłony w kuchni i uruchomił odtwarzacz. Włożył podarowaną jej przez niego płytę Elvisa nagraną z Królewską Orkiestrą Filharmoniczną. Wstęp był krótki, ale potrafił porwać do tańca na całego. Dopiero drugi utwór I’ve got a think about you baby pochłonął go całkowicie. Sunął równymi, płynnymi krokami wzdłuż całej kuchni. Z zamkniętymi oczami wodził za głosem króla rocka powtarzając za nim słowa dynamicznej piosenki.
– Ha!
Zatrzymał się i otworzył oczy.
– Spałaś jeszcze – speszył się i przyciszył odtwarzacz.
– Dopóki nie rozkręciłeś imprezy.
– Przepraszam.
– Za co?
– Że was obudziłem?
– Co tam sen – machnęła ręką – Lubię popatrzeć jak się odprężasz.
– A skąd wiesz, że tak było?
– Wodziłeś po całej kuchni za głosem króla. Pięknie tańczyłeś.
– Tak myślisz?
– Tylko nie tańcz tak na naszym weselu.
– Bo?
– Nie będę mogła się do ciebie dorwać.
– Przeceniasz moje umiejętności – zaczerwienił się na jej słowa.
– Boże! Gdzieś ty się uchował?
– Nie rozumiem?
– Tak utalentowany tanecznie i do tego idealnie naśladujący króla.
– Tak wyszło jakoś – podrapał się po głowie.
– Wyszło perfekcyjnie. Zgadzasz się ze mną kochanie? – zerknęła na córkę, która klasnęła z wrażenia.
– Tobie też się spodobało? – nachylił się do uśmiechającej się do niego Natalki i pocałował ją w nosek – Król jest wielki!
Po tych słowach obie wybuchły śmiechem.
– No, co?
– Nic. Jesteś królem parkietu – dodała Agata.
– Nabijasz się ze mnie?
– Nic a nic.
Przywarł do niej i pociągnął za sobą. Z głośnika popłynęło akurat Suspicious Minds.  
– Nie umiem tego tańczyć.
– Zamknij oczy i podążaj za królem – szepnął jej na ucho i tańczyli wzdłuż kuchennego blatu. Kręcił nią, ściągał na dół a na samym końcu puścił do tyłu i przyciągnął do siebie całując w podziękowaniu za występ.
– Nasze wesele będzie najpiękniejszą chwilą naszego życia.
– Nie miałam nigdy, co do tego wątpliwości.
– Na którą mają być?
– Na piętnastą.
– Pójdę się ubrać i możemy jechać.
W markecie byli przed południem. Wyciągnął fotelik i nałożył okulary przeciwsłoneczne córce. Uśmiechnęła się do niego w podzięce za ochronę przed oślepiającym blaskiem. Szybka lista przygotowana przez Agatę znacznie ułatwiła zakupy. Wózek szybko się zapełnił, więc poszedł go rozładować do auta. Po jego powrocie czekała już na niego podwójna porcja lodów. Siedział całkowicie zrelaksowany w towarzystwie dwóch, najwspanialszych kobiet w jego życiu. Każde jego spojrzenie wywoływało uśmiech na buziach obu. Nie potrzebował nic więcej do spokojnego życia.
Gdy wrócili wystawił samochód Agaty z garażu. Z wydostaniem stolików i krzeseł nie miał żadnego problemu. Ład panujący w garażu idealnie oddawał ład panujący w życiu Agaty. Wszystko miało swoje miejsce i było tak ustawione, aby zawsze był do tego dostęp. Chciał swoje życie uporządkować podobnie i tylko dzięki niej był na najlepszej ku temu drodze.  
Podział obowiązków ustalili jeszcze w aucie, ale przemycie stolików i krzeseł zajęło mu kilkanaście minut, więc poszedł pomóc jej w kuchni. Odtwarzacz grał akurat A big hunk of love. Stanął za nią, delikatnie wyjął nóż z ręki i obrócił do siebie.
– Kochanie…
– Nic nie mów – szepnął.
– Nie zdążymy jak będziemy tak, co chwila przerywać.
– Zdążymy. Ja skończyłem.
Pociągał ją za sobą tak szybko, że ledwo nadążała. Rytm tej piosenki wymagał niezłej kondycji od tancerzy, ale on taką miał.  
– Takie treningi dobrze nam zrobią przed naszym weselem.
– Masz rację, ale nie myśl, że się zapiszę na kurs. To nie dla mnie.
– Ty? Nie potrzebujesz żadnego kursu. Tańczysz jak zawodowiec. Król miałby przy tobie niezłą konkurencję.
Czuł satysfakcję, że jej imponuje swoimi umiejętnościami.
– W czym mogę ci pomóc?
– Pokrój warzywa, a jak skończysz możesz ponadziewać szaszłyki.
– Się robi.
Umył ręce, sięgnął po nóż i zabrał się do pracy. Nie kroił może jak szef kuchni, ale nadziewanie składników na patyki szło mu lepiej. Zerknął przez okno, bo ktoś zatrzymał się przed podjazdem. Nie poznał tego auta. W końcu zadzwonił jego telefon.
– Adam?
– Otworzysz bramę?
– Już. Nie wiedziałem, że zmieniłeś auto.
Sięgnął po pilot i otworzył bramę. Wytarł ręce w ścierkę i wyszedł na zewnątrz. Z auta wybiegły dzieciaki Adama.
– Wujek!
Przytulił je mocno, bo tak się właśnie czuł jak ich wujek.
– Tak szybko?
– Chcieliśmy pomóc.
– Jakieś noże się znajdą.
Weszli do środka.
– Cześć – odezwała się Agata.
– Co mam robić? – zapytała Ewelina.
– Odpoczywać. Olek już przygotował szaszłyki.  
– Chodź ze mną – Olek zabrał Adama na górę.
– Będziesz mi coś pokazywał?
– Nie to, o czym pomyślałeś.
– Mam żonę – wyszczerzył zęby.
– Ja też będę miał. Podziwiaj – rozpakował folię i podał mu bordową koszulkę.
Adam przyglądał się nowemu logu i nadrukowanemu hasłu. Cień skrzyżowanych ze sobą sylwetek mężczyzny i kobiety zdobił środek a nad nim napis Agata&Olek Gym. Hasło brzmiało: „Chcesz być lepszy? Weź się za siebie”
– Wymyśliłeś to hasło?
– Nie. To z filmu.
– Oglądaliśmy go?
– Razem na pewno nie.
– Tytuł?
– Pain and Gain.
– A po naszemu?
– Sztanga i cash.
– Poszukam. Może wpadniecie do nas jakiegoś wieczoru?
– Jestem za.
– Dziewczyny sobie pogadają, dzieciaki się pobawią.
– Świetny pomysł.
Kiedy wrócili na dół Natalka nie mogła się opędzić od dzieciaków Adama. Rozśmieszały ja, co chwila, że nie przestawała się śmiać.
– Myślę, że nie ma, na co czekać. Odpalamy? – Olek zerknął na Adama.
– Czym palisz?
– Kupiliśmy gazowy. Sprzedawca zachwalał, że taki ekologiczny i zdrowy.
– Dałeś się naciągnąć. Musiał mieć dobry bajer.
– Trudno.
Wyszli przed dom. Wyregulowali kółka grilla.
– Masz trzynastkę?
– Zaraz przyniosę.
Otworzył szafkę podpisaną klucze oczkowe. Wyciągając spięte ze sobą klucze pociągnął zeszyt, z którego wypadły jakieś fotki. Przed sportowym Mustangiem stały dwie podobne do siebie dziewczynki. Agatę rozpoznał od razu. Obok niej stała zapewne siostra. W ubrudzonej koszulce stał ich ojciec.  
– Nic nie wspominał…
– Masz ten klucz? – zawołał Adam.
– Już idę.
Odłożył wszystko na miejsce z postanowieniem, że zapyta Agatę o te zdjęcia.
Trzymał wąż, gdy Adam dokręcał śrubę do zaworu. W międzyczasie ktoś zatrąbił.
– To Jasiek. Otworzę – wyjął brelok z pilotem i wcisnął przycisk.
Niebieska Honda zajęła miejsce obok BMW Adama.
– Sorry za spóźnienie, ale stłuczka była.
– Dopiero zaczynamy.
– Bezalkoholowe – bujnął reklamówką Jaś.
– Zanieś do kuchni niech się schłodzi trochę.
– Cześć Olek – podeszła żona Jana.
– No cześć. To jest Adam. Mój najlepszy przyjaciel.
– Adam – uśmiechnął się.
– Ola. Miło poznać.
– Wszyscy się znają także do dzieła. Dziewczyny są w domu.
– Pomogę im.
Grill już się rozgrzewał i dziewczyny zaczęły przygotowywać stoliki nakrywając je obrusami. Po chwili zaczęło się pojawiać jedzenie. Adam sprawnie rozkładał kiełbasy i szaszłyki na ruszcie. Pod dom naprzeciwko podjechał czarny Mercedes, którego Olek się bał.
– Nie wierzę…
– W co? – przystanęła obok Agata.
– Piekarski wprowadził się naprzeciwko…
– To niemożliwe.
– Pójdę sprawdzić – odłożył widelec, którym miał przewracać mięso.
Wyszedł za bramę, rozejrzał się w lewo i prawo. Przeszedł na drugą stronę. Uchylił furtkę i wszedł na podjazd. Zapukał do drzwi.
– Tak? – otworzył brunet.
Nie wiedział, co powiedzieć na ten widok, bo spodziewał się kogoś zupełnie innego.
– Przepraszam. Myślałem, że ktoś znajomy się tutaj wprowadził. Mają państwo auto podobne do jego.  
– To auto mojej żony.
– Kto przyszedł kochanie? – zawołała kobieta.
Znał ten głos. Po chwili dołączyła do nich.
– Ja pana znam – uśmiechnęła się.
– Ja też. To się nawet świetnie składa. Robimy rodzinnego grilla. Może zechcielibyście się przyłączyć?
– Chętnie – odpowiedziała kobieta.
– Nie mamy nic do zabrania – zaczerwienił się brunet.
– Wystarczy dobry humor. Jedzenia jest pod dostatkiem. Piwo niestety bezalkoholowe, bo każdy przyjechał autem.
– Dasz nam chwilkę? – powiedziała dziewczyna – Może wejdź do środka?
– Spokojnie. Zaczekam tutaj.
Wrócili ubrani w luźniejsze ciuchy. Kobieta miała czarną sukienkę uwydatniającą jej ciążowy brzuch i buty bez obcasów. Chłopak czerwony t–shirt i krótkie dżinsowe spodnie. Przeszli na drugą stronę. Otworzył bramę pilotem.
– Chciałbym wam przedstawić naszych nowych sąsiadów.
– To jest Kinga moja żona, ja jestem Krystian.
– Czartoryscy – dodał Olek.
– Miło poznać – Agata uśmiechnęła się szeroko – Który miesiąc?
– Piąty – objęła brzuch Kinga.
– Gratulacje.
– Dziękujemy – odpowiedział Krystian – Chyba trochę się zwęgliły – wskazał palcem grilla.
– Moje kiełbasy! – krzyknął Olek.

2 komentarze

 
  • Zjawiskowa

    dooobre :D

  • dreamer1897

    @Zjawiskowa Dziękuję bardzo za wizytę i słowo komentarza!

  • Speker

    Takie połączenie wykombimowales? Ciekawostka

  • dreamer1897

    @Speker Chciałem skonfrontować Olka z Krystianem, ale to mogłoby być z 200 odcinków, a kto wie może Moda na sukces byłaby zagrożona ze swoim rekordem :lol2: