Życie to ciągły trening cz.8

Życie to ciągły trening cz.8Ten dzień rozpoczął się dla niego dość fatalnie. Podczas wyłączania budzika smartfon wypadł mu z ręki upadając górną krawędzią, przez co szlak trafił wyświetlacz. W kuchni podczas mycia trącił kubkiem o róg zlewu i w ręku pozostało mu tylko ucho jego ulubionego kubka z napisem: „Uszy do góry”.
– No faktycznie…uszy do góry – wzniósł ucho kubka, po czym rzucił do kosza.
Kiedy pozbierał resztki porcelany przypomniał sobie o starym telefonie w szufladzie. Będzie mu trochę wstyd bez dotykowego telefonu, ale nie miał wyjścia. Przełożył kartę sim i podłączył go do ładowarki. Po włączeniu dostał wiadomość z poczty głosowej. Nagrała się Agata informując, że jest już w drodze do Gdańska. Odpisał jej wiadomość, że jego Xperia uległa awarii i musi kupić coś nowego.
Wchodząc do klubu przywitał go Jasiek:
– Cześć! Mam dobrą wiadomość.
– Jaką?
– Sprzedały się wszystkie karnety VIP – pomachał mu plikiem banknotów.
– Świetnie! Wiedziałem, że się uda!
– Problem w tym, że ludzie pytają o kolejne.
– Zadzwonię do Adama i zamówię więcej.
– W poniedziałek pierwszy wykład. Pamiętasz?
– Jasne. A powiesz mi, jacy ludzie kupowali karnet?
– Różni, większość facetów, ale dużo brało na prezent dla kogoś.
– Czas rozruszać kości.
Przebrali się w szatni. Tym razem młody założył zwykłą, czarną koszulkę bez rękawów.  
– I jak było?
– Byliśmy zjeść obiad na mieście.
– Dobry był?
– Wyśmienity.
– Ty to masz branie.
– Ja się chyba zakochałem…
Wiedział, że nie powinien był mu się zwierzać, ale to było mimowolne. Czuł, że złapał z nim kontakt, bo ostro się przykładał do treningów a to była głównie jego zasługa.
– Ty?
– A co nie mogę?
– Nie no skąd. Kilka dni w pracy i jeszcze w szefowej…
– A co w tym dziwnego?
– Ja bym się nie odważył.
– Wiesz miłość to taka niespodziewana sytuacja. Spotyka cię nawet w toalecie jak ma ochotę. Rozumiesz, o co mi chodzi?
– Jesteś w klubie i idziesz się z kimś bzykać i to jest miłość?
Zupełnie nie spodziewał się po nim takiej odpowiedzi, ale przynajmniej wiedział, czego chce od życia.
– Nie do końca, ale coś podobnego. Zrozumiesz jak Amor ustrzeli coś dla ciebie.
– W co ty wierzysz?
– W przeznaczenie.  
– Aha, czyli miałeś tu przyjść po pracę i zakochać się?
– Tego nie zakładałem, ale ktoś pociągnął już za sznurki.
Kiedy weszli na salę wszystkie oczy były zwrócone na nich, w końcu to on miał prowadzić dodatkowe zajęcia. Uśmiechnął się dość speszony, bo tyle oczu na niego patrzyło.
Zrobili szybką rozgrzewkę na bieżni, potem kilka machnięć na wyciągu by skończyć trening typu 5x5. I choć narzucił sobie dość mocne tempo to wiedział, że wszyscy patrzą na niego i nie może pozwolić sobie na chwilę słabości. Po treningu wziął prysznic i przebrał się w drugi zestaw ciuchów. Tym razem założył koszulkę zamówioną przez siebie. Z przodu napis na sercu:
Aleksander Twój trener
I na środku klatki piersiowej zaciśnięta pięść z napisem: Walczysz o lepszego siebie.
Z tyłu na plecach pod karkiem Agata Gym i napis niżej:
Tylko od Ciebie zależy czy będziesz lepszy od innych!
Czuł na sobie wzrok dziewczyn ćwiczących swoje pośladki w pogoni za ideałem, ale wiedział, że liczy się tylko Agata. I choć przez cały dzień zachowanie niektórych klientek było mocno wymierzone w jego słabą głowę do pięknych ciał to trzymał ręce przy sobie, żadnego dotykania w nieodpowiednich miejscach.
Chwilę przed zamknięciem poprosił przyjaciela o trzysta dodatkowych kart VIP. Odliczył gotówkę, jako zapłatę dla Adama i opuścił z Jankiem siłownię. Tuż za rogiem z zaplecza restauracji zupełnie jak w amerykańskim filmie wyskoczył znajomy mu typek w towarzystwie dwóch równych jemu półgłówków.
– Kogo ja widzę? Chodźcie. Pogadamy sobie – szyderczo rzucił w ich kierunku.
– No proszę. Wypłakałeś się mamie? – odparł w swoim stylu Aleks.
– Zobaczymy, kto będzie dziś płakał – obrócił się w kierunku swoich kolegów śmiejąc się szczerbatym uśmiechem.
– Janek weź mój plecak i idź do domu.
– Nie mogę cię zostawić.
– Dam sobie radę – i w tym momencie dostał pięścią prosto w nos, z którego popłynęła strużka krwi.  
Smak walki dobrze znał. Prawie nigdy nie wszczynał bójek. Przeważnie reagował w sytuacjach, w których powinno się przerwać walkę zanim komuś stanie się poważna krzywda. Zawsze miał na myśli bycie warzywem lub co gorsza bycie honorowym gościem w kaplicy na cmentarzu. Spodziewał się zemsty, ale w nie tak banalny sposób. Trzech na jednego było starciem, w którym z góry był przegranym, ale celem było nastraszenie i pokazanie, że jego zagrywki nie obejdą się bez konsekwencji. Utraty życia się nie spodziewał, bo zwrócenie komuś uwagi na niezbyt elegancki strój nie jest powodem do morderstwa. Przynajmniej tak odebrał zachowanie typków.
– Aleks – podbiegł młody rzucając się na lalusia. Kark szybkim ciosem rzucił go na ścianę i kazał przytrzymać swoim kolegom.
Bez wahania będąc na przegranej pozycji rzucił się na pakera i zaczął okładać na zmianę pięściami i nogami. I choć był świadomy, że jest ich więcej to walczył jak lew. Kiedy typek zdołał się podnieść pomógł swoim kolegom sprawić łomot Aleksowi. Parę ciosów wylądowało na jego twarzy, ale leżąc na ziemi kopali go już tylko po żebrach i plecach. Schemat typowy dla pokazania, że dobre lanie jest znacznie lepsze niż robienie z kogoś warzywa.
Janek szarpał się ile miał sił i nawet zaczął krzyczeć, ale o tej porze nikt nie chciał im pomóc. Zwijał się plując krwią wokół siebie. Po chwili krzyki usłyszał Adam, który z kijem baseballowym w ręku ruszył w ich stronę.
– Spierdalaj z tym kijem – wycedził jeden z osiłków.
Brał już zamach, ale odezwał się Aleks:
– Odpuść. Chcesz siedzieć za zrobienie z niego warzywa?
– Kretyn – splunął przed nim niezadowolony klient i odeszli bez słowa.
– Co się stało? Co to za goście?
– Nic takiego. Przerąbałem sobie to dostałem za swoje.
– Nieprawda – zaprzeczył Jasio.
– O co tu chodzi? – dopytywał dalej.
– Aleksander grzecznie zwrócił uwagę temu gościowi na siłowni, że faceci nie noszą różowych koszulek i po ostrej wymianie zdań trochę się poszarpali, ale to było kilka dni temu.
– To prawda?
– Mniej, więcej – wymamrotał przez zęby.
– Zawiozę cię do szpitala, co?
– Pobrudzisz sobie auto tylko – zaśmiał się pomimo bólu.
– No, co ty, i tak muszę go dać do czyszczenia.
Podnieśli go i zabrali do BMW.  
Kiedy dojechali do szpitala i weszli na izbę przyjęć w świetle lamp nie wyglądał tak źle. Spuchnięte oba policzki, rozcięte łuki brwiowe i złamany nos. Gorzej było z resztą, bo strasznie bolało go pod sercem. W międzyczasie, kiedy zabrali go na badania Janek zadzwonił do Agaty:
– Pani Agato możemy porozmawiać?
– Zaraz wyjeżdżam, więc mów, o co chodzi.
– Bo Olek jest w szpitalu…
– Co? – wykrzyknęła do słuchawki.
– Wygląda fatalnie.
– Co się stało? Mów natychmiast.
– Długa historia. Napadli nas pod klubem. Chciałem mu pomóc, ale mnie trzymali i musiałem patrzeć jak dostaje łomot. Przepraszam nic nie mogłem zrobić.
– Będę jak najszybciej. W jakim jesteście szpitalu?
– Na Konstytucji 3 Maja.
Kiedy się żegnała z koleżanką była mocno roztrzęsiona i choć przyjaciółka odradzała jej teraz jazdę to nie chciała o tym słyszeć. Ewelina nalegała, że jazda autostradą pod wpływem zdenerwowania to nie najlepszy pomysł.
– Dam radę. Muszę do niego jechać.
– I tak cię nie przekonam. Jedź ostrożnie – przytuliła ją mocno.
Przez duży ruch na S7 musiała nadrabiać prędkością na autostradzie i jadąc blisko dwóch setek ryzykowała swoje życie dla Aleksa. I choć jemu nic nie groziło to jechała z aniołem na ramieniu. Podczas płacenia na zjeździe w Lubiczu z trzęsących się rąk wypadło jej parę złotych pod auto i zapłaciła kartą zostawiając pieniądze na ulicy. Przez miasto jechała o dziesięć kilometrów więcej niż wskazywały ograniczenia. W wejściu czekał na nią Jasiek i zabrał na oddział gdzie z Olkiem siedział Adam.
– Aleks – wbiegła ze łzami w oczach.
Jego twarz była dość poturbowana i wyglądała fatalnie, ale w rzeczywistości nic poważnego się nie stało.
– Dobry wieczór pani – przywitał się Adam.
– Dobry wieczór – odparła i usiadła obok łapiąc go za rękę.
– Jest na znieczuleniu. Rentgen wykazał złamanie dwóch żeber a tomograf małe wstrząśnienie mózgu. Ma złamany nos. Stracił też jeden ząb.
– Kto ci to zrobił? – pytała śpiącego Olka.
– Pani Agato to są pieniądze, jakie udało się zarobić za te nowe karty – podał jej plik banknotów.
– Ile się panu należy panie Adamie? – zwróciła się w jego kierunku.
– Umówiłem się z nim na 80zł za sztukę. Ale proszę sobie tym nie zawracać głowy na razie.
– Załatwił pan karty. Są pieniądze ze sprzedaży wiec trzeba się rozliczyć. Proszę – podała mu odliczoną kwotę.
– Dziękuje. Proszę do mnie zadzwonić jak się obudzi.
– Oczywiście.
– Trzymaj się bracie – złapał go za ramię i wyszedł z sali.
– Gdyby nie on nie wiem jakby to się skończyło…
– Pomógł wam?
– Miał przyjechać po pieniądze i chyba usłyszał jak krzyczałem. Przyleciał z kijem baseballowym w ręku a tamci zwinęli się w popłochu. Zabrał nas do szpitala.
– Dobry z niego człowiek. Jedź już do domu, bo jutro trzeba otworzyć klub.
– A co mam powiedzieć ludziom?
– Jak by ktoś się pytał to zachorował i nie mógł przyjść do pracy. Ok?
– Dobrze proszę pani.
– Wracaj szybko – spojrzał jeszcze raz na Olka i wrócił do domu.
– Czym ty sobie tak nagrabiłeś?
I choć znali się kilka dni to po rozmowie z Eweliną upewniła się, że jest właściwym facetem dla niej. A przynajmniej powinna się na niego otworzyć. Popracuje trochę nad jego charakterem i zobaczy, jakie będą tego efekty. W końcu dość emocjonalnie zareagowała jak się dowiedziała, że jest w szpitalu. Chyba go pokochała i tylko dla niego pędziła tu na złamanie karku. Na dość obszernym łóżku starczyło miejsca dla niej. Przytuliła się do niego i zmęczona wydarzeniami dzisiejszego dnia zasnęła jak dziecko.

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    Co za akcja, dobrze że pomoc przybyła w porę. Agata naprawdę musi go kochać.  :danss:

  • mydream2017

    @AuRoRa Tak pomoc choć nie obyło się bez łomotu. To chyba jak to się kiedyś określało skrótem WNM :rotfl: