Życie to ciągły trening cz.61

Życie to ciągły trening cz.61Nie chciał robić nic wbrew woli Agaty. Podjął decyzję, że porozmawiają na spokojnie, kiedy wróci. Zrobił małe zakupy w osiedlowym sklepie. Wychodząc z sokiem marchwiowym w ręku spowodował niezłą salwę śmiechu ze strony pijaczków nie wylewających za kołnierz.
- Jakiś problem?- spojrzał na tego co się śmiał najdłużej.
Wymiana spojrzeń była dość krótka i skończyła się niespodzianką dla jednego z nich. Teraz pożywką dla kolegów od butelki były mokre w kroku spodnie największego śmieszka.
- Tak myślałem.
Wsiadł do auta i złapał się za głowę. Gdyby był dawnym sobą bez problemu użyłby argumentu siłowego. Teraz chyba raczej z obawy o konsekwencje nie użył pięści. Miał na uwadze to, że czekają na niego w domu dwie najbliższe mu osoby. Nie czuł jakiejś wielkiej obrazy, ale gdyby to dotyczyło jego bliskich bez problemu by wytłumaczył im co nieco.
Wjechał prosto do garażu, bo chciał już pozostać w domu do końca dnia. Zanim zgasił światło rzucił czułe spojrzenie w stronę BMW i wszedł do domu.  
- Kupiłeś wszystko?
- Tak. Natalka śpi?
- Uhm.
- Czyli mamy wieczór dla siebie?
- Pewnie tak.
- Byłem u Tomiego.
- Nadal pamiętasz o nim.
- Znaliśmy się krótko, ale pewnych rzeczy się nie zapomina.
- Takich przyjaźni się nie zapomina. Nigdy.
- Zastanowiłaś się nad tym?
- Nie mam nic przeciwko. Będzie wychowywać się z małą.
- Tak myślisz?
- Ja to wiem.
- I nigdy się nie mylisz.
- Też to wiem- uśmiechnęła się lekko i złapała go za rękę sadzając obok siebie na kanapie.
- To co? Mam iść jej szukać?
- Jeżeli masz ochotę. Możemy też zaczekać i sprawdzić czy wróci.
- Przejdę się wokół i poszukam.
- Poszłabym z tobą, ale sam widzisz.
- Jasne. Nie będziemy się włóczyć z wózkiem.
- Powodzenia- pocałowała go w policzek.
- Za co?
- Taka namiastka nagrody jakbyś ją odnalazł.
- Będzie coś więcej?
- Jeżeli się spiszesz.
- Na przykład co?
- Dobra kolacja, może jakiś masaż.
- To wszystko?
- Idź i wracaj za nim będzie ciemno.
- Dobra. Masz latarkę?
- Ostatnia szuflada w prawym segmencie.
Wyjął sporą latarkę, ale nie świeciła.
- Baterie?
- Musisz kupić.
- Dobra. Wychodzę.
- Powodzenia.
Zamknął drzwi i wyszedł przez furtkę. Rozejrzał się w obie strony i przeszedł na drugą stronę ulicy. Przyszło mu odwiedzić jeszcze raz ten sam sklep.  
- Gdzie ekipa?- zapytał sprzedawczyni.
- Poszli zrobić pranie- zaśmiała się- Ten najbardziej pokrzywdzony odgrażał się, że dostaniesz w gębę przy najbliższej okazji. Poza tym podziwiam cię za opanowanie. Niejednemu się naprzykrzali, a ja płaciłam już za wstawienie dwóch szyb.
- Nieźle.
- Będzie piętnaście złotych.
- Sorry za przepędzenie klientów.
- Może trochę się uspokoją i przemyślą, że nie są tutaj najmocniejsi.
- Szczególnie po alkoholu. Swoją drogą. Szukam małej, czarnej suczki z białym krawatem i białą plamką na ogonie.  
- Widziałam ją dzisiaj. Dałam jej pić. Pytał też ktoś o nią.
- A jednak ma właściciela.  
- Tak. Spytał czy będzie mógł powiesić ogłoszenie jutro.
- Szkoda. Bardzo spodobała się mojej dziewczynie.
- Nic na to nie poradzisz.
- Trudno- wzruszył ramionami bezradnie i wyszedł przed sklep. Włożył baterie by sprawdzić ich przydatność. Latarka ożyła dając oślepiające światło. Na widok światła coś się poruszyło i wybiegło wprost na niego. Uchylił się, a jego serce zaczęło szybciej bić.  
- Zrobiłeś pranie?- spytał świecąc przed siebie.
- Cwany jesteś.
- Będziesz walczył czy zachowywał się jak tchórz?
- Jesteś mocny w gębie.
- Dam ci szansę. Gaszę światło- wyłączył lampkę i chwycił ją odwrotnie.  
Była wykonana z aluminium i mieściła dwie baterie R20. Na podręczną broń nadawała się idealnie. Coś szurnęło po jego lewej i wymierzył cios w powietrze. Nie czuł żadnego strachu, ale coś kazało mu się zwijać stąd. Nasłuchiwał kroków. Było ich co najmniej dwóch. Obaj jednocześnie stanęli przed nim. Nadal ściskając latarkę dał się zaskoczyć komuś innemu. Nagły cios powalił go na ziemię. Zakręciło mu się w głowie, a z nosa poleciała krew. Potem dostał dwa szybkie buty i natychmiast poczuł metaliczny posmak krwi. Podniósł się na kolana i udając dalsze zamroczenie czekał na kolejne ciosy. Ten od mokrych spodni zaatakował jako pierwszy zupełnie nie spodziewając się nagłego uderzenia z latarki w kolano. Coś chrupnęło i padł na glebę wyjąc jak dziecko.  
- Coś ty mu zrobił?- wysyczał jego kompan.
- Ja? Nic.  
Wstał i szybkim ruchem latarki walnął w tego, który go zaatakował. Brzęk aluminium na wystawionym w obronie łokciu dało się słyszeć w okolicy. Rozległ się przeraźliwy wrzask, w kilku oknach zapaliło się światło.
- Nie dobrze- pomyślał- Mogą być kłopoty.
- Pojebany jesteś?
- Czemu? Przecież to nie ja zacząłem.  
- A to pod sklepem?
- Piłem tylko sok- natychmiast włączył lampę oślepiając ostatniego typka. Pomimo bolącego nosa ruszył na niego z impetem. Obrócił się wokół niego, złapał za rękę i przerzucił przez ramię. Przycisnął kolanem pod szyją i powiedział dysząc pod wpływem adrenaliny.
- Teraz odejdę w spokoju. Jeżeli jeszcze raz usłyszę cokolwiek na swój temat obiecuję, że to co się wydarzyło dzisiaj było tylko małą próbką tego co potrafię. Też mam kolegów i przyznam, że dawno nie trenowali na żywym organizmie. I powiem więcej, że chłopaki lubią poćwiczyć sobie na miękkich tkankach wytrzymałość swoich pięści.
Ich jęki i płacz sprawiły mu nieco przyjemności. Jedyne czego się obawiał to złość ze strony Agaty. Obiecał jej i córce, że nie będzie się pakował w tarapaty. Tym razem nie miał wyjścia i musiał spróbować nauczyć ich ogłady. Gdyby machnął na to wszystko ręką tylko zachęciłby ich do kolejnych prowokacji. Nie zbierał rozsypanych monet, tylko wypluł resztki krwi i otarł usta rękawem bluzy. Wrócił się do sklepu.
- Zna pani tych typków?
- Niezła nauczka. Chciałam już dzwonić po policję kiedy leżał pan na ziemi.
- Zna ich pani?
- Wiem gdzie mieszkają.
- Świetnie. Gdybym miał problemy wrócę tu i zapytam.
- Czy mam wezwać pogotowie?
- Nie trzeba. Dobrze, że kupiłem te baterie. Większa siła rażenia- uniósł latarkę w górę i wyszedł ze sklepu.
Obiecał, że poszuka psa i słowa dotrzymał. Z bolącym żebrem wołał zwierzaka i pogwizdywał co kilka sekund. Przechodząc przez las wystraszył się dzwoniącego telefonu.
- Kiedy wracasz?
- Daj mi jeszcze chwilę.
- Dziwnie mówisz. Nie podoba mi się to.
- Agata. Wrócę za kilka chwil i wszystko ci wyjaśnię.
- Wracaj. Spróbujemy jutro.
- Nie widzisz mnie na oczy, a czegoś się jednak domyśliłaś.
- Wyszłabym po ciebie, ale Natalka nadal śpi.
- Ani mi się waż. Już idę.
Z żalem musiał zaprzestać poszukiwań, ale nie chciał się narażać Agacie.  
Przekręcił zamek w furtce i wszedł do domu.  
- Co się stało?
- Daj mi chwilkę.
Ukradkiem pobiegł na górę do łazienki. Szybki rzut oka na odniesione obrażenia i już wiedział, że ona wszystko zauważy. Obmył twarz i wypłukał usta. Zdjął koszulkę i dotykał po kolei swoich żeber.
- Piąte żebro. Nie jest złamane, chyba.
- Aleks?
- Już idę- schylił się po koszulkę, ale ona już weszła.
Odwrócił się w jej kierunku i zobaczył jak jej twarz się zasmuca w sposób jakiego nie chciał już nigdy oglądać.
- Przepraszam.
- Boże! Co się stało?
- Nic.
- Przecież widzę.
I zaczęła zachowywać się jak lekarz. Dotknęła nosa, potem kącika ust i na końcu nadusiła żebra. Przeszywający ból przeleciał mu po twarzy.
- Mówiłeś, że już więcej się w nic nie wpakujesz.
Przez chwilę nie wiedział co powiedzieć. Nie miał zamiaru kłamać, ale chciał w jakiś sposób polepszyć jej nastrój.
- Dobra latarka.
- Chyba nikogo nią nie uderzyłeś.
- Owszem- kiwnął głową i przytulił ją do siebie.
- Powiesz mi coś więcej?
- Zejdźmy na dół.
Zaparzyła dwie herbaty i wyjęła z lodówki różnokolorowe kanapki.
- Po południu byłem w sklepie. Wyszedłem z sokiem marchwiowym w ręku. Marka nieważna. Śmiali się i docinali mi.
- I tak bez powodu cię zaatakowali?
- Nie. Podszedłem do tego co się najgłośniej śmiał. I chyba siłą perswazji przekonałem go, że nie powinien się śmiać.
- Co?
- Stanąłem przed nim i chłopak popuścił. Potem w aucie zastanowiłem się nad swoim zachowaniem. Wydaje mi się, że nie zrobiłem nic złego.
- Dobrze. Co dalej?
- Poszedłem po te baterie i wychodząc ze sklepu zauważyłem podejrzane ruchy. Dwóch odwróciło moją uwagę, a trzeci zaatakował. Padłem na glebę. Dostałem kilka kopniaków, ale zachowałem czujność i chroniłem głowę. Przyczaiłem się i jeden oberwał w kolano. Drugi w łokieć, który sam wystawił. Chciałem negocjować z trzecim, ale stawiał opór. Przerzuciłem go z zaskoczenia przez ramię i dałem jasno do zrozumienia, że następnym razem nie będzie głaskania po głowie. To wszystko.
- I nikt nic nie zauważył?
- Zapaliło się kilka świateł w oknach. Sprzedawczyni wszystko widziała. Możesz ją jutro zapytać.  
- Wierzę ci. Nigdy mnie nie okłamałaś. Dziękuje.
- Za twoje zaufanie jestem skłonny oddać życie.  
- Miło z twojej strony. Obyś nie miał ku temu okazji. Chodź- objęła go tak mocno, że ból żebra okazał się niczym w porównaniu z wspaniałym uczuciem przy dotyku jej pachnącego ciała.
- Szukałem jej, ale nigdzie jej nie było.
- Spróbujemy jutro, ale najpierw wizyta u lekarza. Chcę mieć pewność, że nic ci nie jest.
- Muszę?- spojrzał na nią oczami tak wielkimi jak kot ze Shreka.
Pokręciła głową przecząco. Nie dała się przekonać, że za kilka dni wszystko wróci do normy. Wspólnie posprzątali po kolacji i poszli na górę. W momencie kiedy się kąpał Agata nakarmiła córkę. Zdążył jeszcze ją nawet potrzymać zanim usnęła. Odłożyli ją do łóżeczka.
- To co? Masaż?
- Chyba nie zasłużyłem.
- Niech ci będzie. Poznaj moją dobroć.
- Dziękuję.
Pocałował ją w obie ręce i pozwolił im wodzić po swoim ciele. Czuł rozluźnienie i satysfakcję, że te kilka ciosów warte było takiego wieczoru.  

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 1 kwietnia

    Dobrą im dał nauczkę, mimo że, siłą nie załatwi się wszystkiego. No i dostał nagrodę w postaci masażu, taki to ma dobrze. Oj Olek często wpada w tarapaty Ale to prawda - musi na siebie uważać ze względu na Agatę i Natalkę cudowca część