Życie to ciągły trening cz.83

Życie to ciągły trening cz.83– Mieliśmy się spotkać przy aucie. Pamiętasz?
Olek potwierdził skinieniem głowy.
– Gdzie poszedłeś?
– Chciałem porozmawiać z wojownikami. Pogratulować Andrzejowi i zapytać Tomka o fatalną postawę.
– Rozmawiałeś z nimi?
– Nie. Gdy się zjawiłem pod ich szatnią dało się słyszeć niezłą awanturę. Nie chciałem się wtrącać. A ty poszłaś prosto do auta?
– Tak. Chodziło wokół niego dwóch typków.
– A ochrona? Parkingowy?
– Nie było nikogo.
– Nie ma, co. Piekarski spieprzył taką sprawę.
– A czy to jego wina? – wtrącił się Adam.
– A kogo? On był organizatorem.
– Może dał tylko kasę na wszystko?
– Nie ważne. Co z tymi typkami?
– Olek, ja chciałam – rozpłakała się.
– Przytul się. Chodź.
Kiedy podeszła objął ja mocno i gładzeniem po plecach próbował dodać jej otuchy.
– Ja chciałam – usta jej drżały ze strachu.
– Spokojnie. Już ich nigdy więcej nie spotkasz. Obiecuję.
– Nie chcę zemsty. Nie w ten sposób.
– Nie pozwolę, aby ktoś obcy sprawiał moim bliskim ból. A na pewno nie pozwolę, abyś czuła się przestraszona.
– Chciałam cię powiadomić, ale zakazali mi wykonywać jakichkolwiek ruchów. Powiedzieli, że mają broń i tylko jedno moje drgnięcie a zastrzelą cię jak psa.
– Skurwysyny! – warknął.
– Przypominam ci, że jest tutaj twoja córka – Adam skinął głową na dziewczynkę.
– Nawet, jeżeli słyszała to zrozumie kiedyś, że miałem ważny powód.
Alarm na monitorze powiadomił lekarza, który zjawił się w momencie.
– Będą musieli już państwo wyjść – zerknął na wyświetlacz.
– Dlaczego?
– Ciśnienie krwi podwyższa się do niebezpiecznego poziomu. Pacjent musi odpocząć. Nie potrzebujemy ryzyka.
– Już się uspokajam. Nie ma potrzeby, aby wychodzili. Już wszystko w porządku – wskazał lekarzowi na ekran.
– Na tą chwilę tak. Jeszcze jeden alarm i na serio państwa wyproszę.
– Czuję się dobrze. Bez obaw. W razie, czego zadzwonię po pana.
– Proszę mi wybaczyć, ale to nie pan będzie o tym decydował. Odpowiadam za pańskie samopoczucie i jednocześnie życie, bo stan, w którym pan się znajduje nadal jest stanem zagrożenia życia.
– Rozumiem. Już nie będę.
– Ostatnia szansa – lekarz groźnie zmierzył wzrokiem gości Olka i wyszedł.
– Baran – rzucił w kierunku zamkniętych drzwi Aleks.
– Może on miał rację? Nie powinnam cię denerwować.
– Ty? Nigdy mnie nie zdenerwowałaś. Wręcz przeciwnie. Zawsze działałaś kojąco na moje nerwy.
Zarumieniła się lekko na te słowa, bo mieli obok siebie Adama. Takie wyznania składał jej głównie w domu.
– Potem wróciłeś.
– Pamiętam jak jednemu walnąłem w kolano. Potem już nic.
– Ten drugi rzucił się na ciebie. Musiałeś uderzyć głową w chodnik.
– Może, dlatego przez chwilę nie wiedziałem gdzie jestem?
– Powiedziałeś jeszcze, że boli i ten nóż jest spory.
– A jaki był?
– Chyba ratownicy przekazali go policji. Nie wiem. Nie chcę go widzieć. Nie chcę nawet pamiętać jak wyglądał. Przez niego mogłeś…
– Zginąć? – dokończył za nią – Jestem zbyt twardy, aby zaszkodził mi scyzoryk – uśmiechnął się lekko.
– Takiego optymizmu zazdrości ci chyba każdy – podszedł bliżej Adam.
– Znam swoje ciało i wiem, że wkrótce będę gotowy.
– Na co?
– Na wymierzenie im sprawiedliwości. Nie ma, na co czekać. Mogą uciec z kraju.
– Raczej wątpię. Ty pogruchotałeś jednemu staw. Drugiego dość porządnie obił Andrzej.
– Andrzej? Kiedy?
– Zjawił się kilka minut później.
– Pokiereszował go. I gdyby nie policja, kto wie jakby to się skończyło.
– Tak myślałem, że to dobre chłopaki.
– Podasz mi komórkę? Chciałem zadzwonić do nich. Może do Piekarskiego.
– O czym chciałeś rozmawiać?
– Podziękować Andrzejowi.
– Został aresztowany.
– Za co?
– Za ciężkie pobicie.
– Przecież stanął w twojej obronie. Gdyby nie on mogłabyś być kolejną ofiarą.
– Ten policjant sugerował całkiem, co innego.
– Jaki policjant?
– Pytał mnie o całe zajście. Opowiedziałam mu, że gdyby nie Andrzej mogliby cię zamordować z zimną krwią.
– I?
– Stwierdził, że nie miał prawa wymierzać sprawiedliwości bandziorowi, o przepraszam poszkodowanemu.  
– Komu?
– Zrobili z bandziora ofiarę.
– Nie wytrzymam – podniósł przykrycie gotowy zerwać się z łóżka.
– Co ty robisz?
– Chyba będę musiał niektórym przemówić do rozumu.
– Olek – Adam złapał go za przegub – To jest machina, z którą nie masz szans. Nie teraz.
– Powiedział im, że w ramach przeprosin przyszedł wręczyć mi kwiatki? Uwierzyli mu, że przypadkiem nadziałem się na nóż, bo może chciał nim podciąć łodygi od róż, które dla mnie przyniósł?
– Też jest w szpitalu i minie trochę czasu zanim dojdzie do siebie.
– Tutaj w szpitalu?
– Nie mam pojęcia – wzruszyła ramionami.
– Świetnie. Zrobię sobie spacer. Muszę rozprostować kości.
– Z tymi kablami nigdzie nie pójdziesz.
– Błagam cię – spojrzał na Agatę – Nic mnie nie powstrzyma. Nikt nie będzie groził mojej rodzinie. Tak kochanie? – uśmiechnął się do córki.
Spojrzała na niego, potem na mamę i również odpowiedziała mu uśmiechem.
– Natalka się zgadza ze mną.
– A ty znowu swoje.
– Wypiszę się na własną prośbę.
– I będzie jak ostatnio? Nie ma mowy. Nie zgadzam się.
– Agata...błagam. Wiesz, że nienawidzę szpitali.
– Wiem. Tym razem nie jesteś tutaj na własne życzenie.
– Umrę z cierpienia – próbował grać na emocjach, ale narzeczona była nieugięta.
– Nie przekonasz mnie. Nawet nie próbuj.
– Adam. Ratuj przyjaciela – uśmiechnął się.
– Chętnie bym ci pomógł, ale Agata ma rację. Potrzebujesz natychmiastowej opieki lekarza, a w domu może się to nie udać. Brałeś to pod uwagę?
– I ty, Brutusie, przeciw mnie?
– Cezarze, ja zawsze murem za tobą.
– Dobra, dobra. Pogadałbym z wami, ale chce mi się do toalety.
– Przecież ty nigdzie nie możesz chodzić.
– Nie zrobię tego przy was. Nigdy nie sikałem do worka.
– Możemy wyjść na chwilę.
– Nie ma mowy. Wstaję i wychodzę – próbował się podnieść, ale ból był silniejszy i opadł na łóżko z wyraźnym stęknięciem.
– A nie mówiłam?  
– Tym razem się uda – zacisnął mocno zęby, oparł się dłonią o stolik i próbował wstać.
Do pokoju wbiegła pielęgniarka.
– Co pan wyprawia?
– Muszę do toalety.
– Chyba pan oszalał.
– A skąd pani wiedziała, że opuściłem łóżko?
– Po materacem są czujniki. W przypadku braku nacisku na kilka z nich jesteśmy poinformowane o opuszczeniu łóżka. Gdyby ktoś spadł z łóżka my wiemy, że coś się dzieje.
– Ale technologia – zdziwił się.
– Szpital został dość dobrze zmodernizowany.
– To jak mam się wysikać?
– Przez cewnik proszę pana. Mogą państwo opuścić salę?
– A pani?
– Wydaje mi się, że powinnam zostać dla pańskiego bezpieczeństwa.
– W porządku. Biorę to na siebie. Poproszę o chwilkę cierpliwości.
Kiedy wszyscy wyszli wykonał rozkaz pęcherza.
– Już po wszystkim – zawołał przez drzwi.
– Wydaje mi się, że powinien pan odpocząć.
– Czuję się świetnie. Nie widzę takiej potrzeby.
– Pan pozwoli, że rzucę okiem – podniosła okrycie i jego koszulkę.
Opatrunek zabarwił się lekko na czerwony kolor.
– Czy pan coś kombinował?
– Za mocno oddycham?
– Ile razy pan wstawał?
– Tylko dwie próby.  
– Chyba będę musiała poprosić o pasy.
– Będziecie mnie torturować? – roześmiał się i zobaczył w oczach Agaty i Adama bardziej pogodne spojrzenie.
– Nie ma w tym nic śmiesznego.
– Jak nie? Przypinać zdrowego faceta pasami do łóżka? Po co?
– Dla jego dobra proszę pana. Iść po te pasy?
– Nie ma takiej potrzeby. Będę ostrożniejszy.
– Wspaniale, bo musiałabym iść na zamknięty oddział, a to w drugim skrzydle szpitala.
– I się dogadaliśmy. Ja będę grzeczny a pani nie będzie się musiała fatygować.
– I takiej współpracy oczekuję ze strony pacjenta.
– Kiedy wychodzę?
– Ma pan na myśli konkretny termin?
– Uhm.
– Może po jakichś czterech tygodniach doktor pomyśli o wypisie.
– Teraz to pani żartuje.
– Mówię poważnie.
– A gdybym chciał opuścić szpital na własną prośbę?
– Olek!
– No, co?  
– Pani go nie słucha. Zbyt dużo filmów się naoglądał.
– Lekarz nie może odmówić panu takiej prośby, ale nie spodziewałabym się, że będzie to wcześniej niż tydzień lub dwa.
– Brzmi lepiej. Ma pani taki formularz?
– Olek! – Agata podeszła bliżej łóżka.
– Mogę przynieść, ale i tak nie zostanie rozpatrzony wcześniej niż pojawi się opinia lekarza.
– Poproszę o kilka kopii. Na wypadek gdybym się pomylił w uzasadnieniu.
– W porządku. Za kilka minut wracam.
Agata wyszła za nią z córką na rękach.
– Ty na serio chcesz się wypisać? – Adam usiadł na łóżku i podwinął mankiety koszuli.
– A mam inne wyjście?
– Może najpierw byś doszedł porządnie do siebie.
– Nie są bezpieczni.
– Zatrzymali odpowiednie osoby.  
– To nie gwarantuje, że nie przekażą nękania komuś innemu.
– Mogę ich zabrać do siebie, jeżeli chcesz.
– Nie chcę ci sprawiać kłopotu.
– Olek, ty i twoja rodzina nigdy nie byliście dla mnie problemem.
– Miło z twojej strony.
– Dlaczego stawiasz je w takiej sytuacji? Nawet, jeżeli żartujesz to postępujesz jak dziecko. O mały włos nie wylądowałeś na tamtym świecie. Opuszczenie szpitala to spore ryzyko. Jeżeli nie zdążą z pomocą do waszego domu to wiedz, że ona będzie obwiniać siebie, bo się na to zgodzi. Tego chcesz?
– Chcę tylko ich bezpieczeństwa i spokoju dla mojej rodziny. Żadna policja ani sąd im tego nie zapewnią.
– Pomogę ci we wszystkim. Jestem z tobą, ale stań na nogi i bądź gotowy na to, co zaplanowałeś.
– A skąd wiesz, że już obmyśliłem plan?
– Jesteś taki chętny na opuszczenie tego miejsca i to choćby zaraz.
– Bo nienawidzę szpitali.
– Powód jest inny. Oboje o tym wiemy.
– Nie ukrywam tego przed wami, ale lekarzowi muszę wcisnąć jakąś bajkę.
Do sali znów weszła Agata.
– Olek. Proszę cię. Daj sobie czas. Co najmniej dwa tygodnie – szepnął mu do ucha i wstał.
– Zbierasz się?
– Powinniście mieć trochę czasu tylko dla siebie.
– Skoro musisz jechać. Dziękuje ci za wszystko.
– Nie ma sprawy. Wy też byście zrobili dla mnie to samo.
– Jasne, że tak. Pozdrów ukochaną i dzieciaki.
– Pozdrowię. Trzymajcie się.
Adam wyszedł i mogli w końcu zostać sami.

Dodaj komentarz