Życie to ciągły trening cz.43

Życie to ciągły trening cz.43Wymknął się z łóżka jako pierwszy przykrywając Agatę kocem. Zupełnie cicho udał się na dół i przygotował sobie odżywkę białkową. Założył szary dres i wyszedł do klubu zamykając za sobą zamek na klucz.
Dreptał wzdłuż przystanku do momentu kiedy nie trącił go ktoś barkiem. Obrócił się i napotkał uśmiech biegaczki. Przez chwilę stali bez słowa ale to ona odezwała się jako pierwsza.
- Przepraszam. Zamyśliłam się- trzymała w ręce smartfon.
- Nic się nie stało. Jednakże nie zalecam biegania z wzrokiem utkwionym w telefonie zamiast przed sobą.
- Chciałam napisać wiadomość.
- Jasne.
- Jestem Ania- wyciągnęła dłoń.
- Olek.
- Gdzie jedziesz?
Nie miał zamiaru się jej tłumaczyć i zgodnie z radą Agaty nie miał ochoty pogłębiać tej znajomości.
- Mam kilka spraw do załatwienia.
- Jakbyś potrzebował pomocy albo towarzystwa…
- Miło z twojej strony ale dopiero co się zaręczyłem- z uśmiechem na ustach oświadczył jej status swojego związku.
Jej twarz przybrała grymas zakłopotania a ręce opadły wzdłuż ciała w geście rezygnacji.
- Gratulacje- wycedziła przez zęby i pobiegła bez słowa pożegnania.
Po kilku minutach nadjechał autobus nr 27. Wsiadł i kupił bilet u kierowcy. Zajął miejsce w środku autobusu bo wierzył, że to najbezpieczniejsze miejsce w razie wypadku. Na tyle siedziały jakieś dzieciaki puszczające z głośnika dość wulgarny hip-hop za którym zupełnie nie przepadał. Przekleństwa wypełniały cały autobus. Poszedł na tyły kilka chwil przed tym jak miał wysiąść.
- Możesz to wyłączyć?
- Nie- odezwał się jeden z dzieciaków.
- Nie stać cię na słuchawki czy jak?- dopytywał nadal grzecznie.
- Nie twoja sprawa.
- Moja nie moja ale korzystając ze środków zbiorowej komunikacji wypada przestrzegać pewnych zasad dobrego wychowania.
- I ty niby takie masz zwracając mi uwagę?
- Dzieciaku- spojrzał na niego- Dam ci dobrą radę. Słuchaj uważnie.
- Nie jesteś moim starym by uczyć mnie życia- zgrywał cwaniaka przy kolegach.
- Tak. Nie jestem twoim tatą czy jak wolisz starym. Posłuchaj mojej rady zanim trafi ci się ktoś w gorszym humorze niż ja-  wysiadł ale usłyszał z ust młokosa spierdalaj i wal się.
Nie zagotował się ale z miłą chęcią wytłumaczyłby mu kilka rzeczy. Odpuścił sobie bo wierzył, że karma wraca.
Będąc na przejściu dla pieszych oszałamiający dźwięk klaksonu ocalił mu życie. Jakiś idiota nie zatrzymał się i prawie go przejechał. Stał na samym środku jezdni a jego serce nadal nie mogło się uspokoić. Dopiero po kilkunastu sekundach uświadomił sobie, że mógł nigdy nie zobaczyć swojego dziecka. Z niebieskiego Opla wysiadł facet w średnim wieku pytając czy wszystko w porządku. Olek widząc przyczepioną do szyby kamerkę poprosił go o wizytę w klubie.  
- Uratował mi pan życie.
- Zawsze patrzę w lusterko  gdy się zatrzymuję.
- Niebywały nawyk.
- Jeżdżę już kilkadziesiąt lat.
- Zazdroszczę doświadczenia.  
- Co robimy?
- Zadzwonię po policję. Ma pan czas?
- Nigdzie się nie spieszę.
Weszli do klubu a na recepcji siedziała Andżelika z Jasiem.  
- Coś się stało?- zapytał młody widząc jeszcze bladą twarz Olka.
- Prawie mnie przejechał jakiś idiota.
- Co?- wybałuszyła oczy dziewczyna.
- Ten pan się zatrzymał a gość obok przemknął jak strzała. Napije się pan czegoś?
- Nie chcę robić kłopotu.
- Kłopot byłby jakby mnie rozjechali.
- Kawa z mlekiem?
- Jasne. Pomożecie?
Młody skinął głową i poszedł do biura Agaty. Zaparzył dwie kawy w ekspresie.  
- Dzięki- upił łyka a jego ręce nadal drżały- Zadzwonicie na policję?
- Już- dziewczyna sięgnęła po słuchawkę.
- I pomyśleć, że nie zobaczyłbym swojego dziecka na oczy.
- Co?
- Dziecko- dodał już bardziej uspokojony.
- Nie łapię…
- Będę tatą.  A raczej my z Agatą będziemy mieć dziecko.
- Co za wiadomość! Moje gratulacje- przytulił Olka nieco go zaskakując ale pozytywnie.
- Dzięki- spojrzał na rękę Andżeliki i przypomniał sobie o pierścionku.
Po kilku minutach zjawiło się dwóch funkcjonariuszy. Obaj ogoleni na łyso wzbudzając respekt swoją budową. Spisali zeznanie świadka i skopiowali nagranie na pożyczony przez Olka pendrive.  
- Jeszcze raz dziękuje za to co pan zrobił.
- Nie ma za co- podrapał się po głowie.
- Proszę wpaść na kilka treningów. Oczywiście gratis.
- Nie nadaję się do tego.
- Nalegam…
- Spróbuję wygospodarować czas ale może syn byłby bardziej zainteresowany.
- Jak pan chce. Wydrukujesz dla pana miesięczną kartę testową?
- Jasne.
Olek wręczył mu kartę i zamienił z nim kilka słów przed klubem. Wrócił do znajomych i dopił resztę kawy.
- Ktoś nad tobą czuwa.
- Chciałbym.
- A skąd wiesz, że tak nie jest?
- Wiem. Idziesz na trening?
- Jasne.
Rozgrzali się przez kilka minut na bieżni a potem zrobili zmodyfikowany pod siebie trening full body workout. Na zajęciach z żywienia było ledwo pięć osób ale znacznie łatwiej było im sprawdzić wiedzę każdego z uczestników. Szybki prysznic i kolejna odżywka z automatu wylądowała w żołądku Olka.
- Mamy odpowiednie zapasy na magazynie?
- Tak. Mam kod serwisowy od faceta i mogę sam dokładać odpowiednie saszetki.
- Świetnie. Wracam do domu i nigdzie dziś nie wychodzę.
- Uważaj na siebie- Jasiek przybił mu mocną piątkę.
Przed klub zajechało znane mu BMW z opuszczoną szybą.  
- Jedziesz?
- Gdzie?
- Po twoją nową furę.
- Już jest? Nikt do mnie nie dzwonił.
- Dostałem cynk.
- Jasne- zamknął za sobą drzwi a szyba powędrowała w górę.
W salonie byli przed dwunastą. Za biurkiem siedział ich sprzedawca choć bajerę miał niezłą to Olkowi kitu by nie wcisnął.  
- Kluczyki- położył na stole chromowane kluczyki  z wstawkami M-pakietu.
Olek próbował tłumić swoje emocje zachowując poważny wyraz twarzy. W środku wybuchały już fajerwerki ekstazy ale na poważną radość jeszcze przyjdzie czas.  
- Trzy podpisy i gotowe- wskazał miejsca na formularzu.
Denerwował się trochę podpisując się pod kwotą miesięcznej raty ale wierzył, że podoła temu wszystkiemu.
- Dziękuje. Myślę, że nie będziecie mieli problemu z odnalezieniem auta.
Po uściśnięciu sobie dłoni wyszli na zewnątrz. Niebieski lakier long beach natychmiast rzucał się w oczu. Olek dotknął klamki nadal mając opuszczoną z wrażenia szczękę. Wciąż nie mógł uwierzyć, że będzie jeździł taką sztuką. Otworzył drzwi i zaczął badać wnętrze, jego zapach natychmiast wbił się w jego nozdrza. Podniecony tym co poczuł wsiadł do środka. Wcisnął przycisk start i silnik zamruczał bardzo przyjemnie. Natychmiast ustawił fotel i zapisał tą konfigurację w jego pamięci.  
- Dasz sobie radę?- Adam patrzył na Olka z uśmiechem na ustach.
- Co?- zapytał nie odwracając wzroku od kokpitu.
- Poradzisz sobie z mocą?
- Chyba…
- To ja wracam do firmy.
- Zaczekaj- wysiadł by uścisnąć mu rękę na pożegnanie.
- Nie dam ci kopa na zachętę. Jedź ostrożnie.
- Dzięki za pomoc.
- Nie ma za co.
- Jest. Wpadniecie kiedyś do nas?
- Zobaczę co da się zrobić.
- Macie przyjechać.
- Jasne. Trzymaj się.
Olek skinął głową i zamknął drzwi. Uruchomił klimatyzację, która po kilku sekundach wychłodziła kabinę.
- To jest to- klasnął w dłonie z wrażenia.
Wybrał pozycję R na lewarku skrzyni biegów i na wyświetlaczu pojawił się obraz z tylnej kamery. Wycofał bardzo powoli i przełączył na D. Ruszył delikatnie naciskając gaz i nawet pomimo takiej delikatności samochód próbował wyrwać się z łańcucha.  
Jadąc Lubicką zupełnie nie słyszał otoczenia. Stojąc na światłach na wysokości OBI czuł na sobie wzrok kierowców stojących po obu stronach jego auta. Nie odwrócił się ani razu próbując zachować powagę. Kiedy się zapaliło zielone światło dodał gazu zostawiając wszystkich w tyle. Moc drzemiąca w aucie potrafiła złamać każdego ale siedemdziesiąt na znakach ostudziło jego zapał. Pojechał Chrobrego a potem Polną. Zanim skręcił w Lawendową zatrzymał się pod lokalnym sklepem. Goście siedzący z piwem w ręku pod parasolem natychmiast odwrócili wzrok jakby zobaczyli UFO. Samochód zamknął zamki gdy wszedł do sklepu. Kupił czteropak Pepsi Zero, bombonierkę w kształcie serca i kilka sztuk owoców bo witaminy to dość ważna rzecz w diecie sportowca. Zapłacił kartą i wrócił do auta. Chłopaki z podziwem patrzyli na błękitną bestię. Dynamicznie ale ostrożnie wjechał na Lawendową. Wrzucił kierunkowskaz i zatrzymał się na podjeździe.  
Agata wyszła przed dom i oparła ręce na biodrach. Wysiadł z reklamówkami i stanął przy niej.
- Piękny nie?
- Ujdzie…
- Ale szał. Proszę pani co za emocje!
- Mojego serca nie kupiłeś autem. Nie jestem blacharą.
- Wiem. I dlatego kocham cię najbardziej na świecie. Was- położył dłoń na jej brzuchu.
- Dla ciebie- podał jej czekoladki i owoce.
- Uważasz, że się głodzę?
- Chcę byście oboje byli zdrowi.
- Od tej pepsi na pewno będziesz zdrowy.
- W umiarkowanych ilościach nic nie szkodzi.
- Jasne. Dasz się przejechać?
- Proszę bardzo- przyklęknął i podał jej kluczyk w otwartych dłoniach.
Jej twarz przybrała wyraz triumfu. Lekki uśmiech i błyszczące oczy patrzyły gdzieś za niego. Kiedy się obrócił nie widział nikogo.  
- Kogo zobaczyłaś?
- Biegaczkę.
- Annę?
- Co?
- Dziś na przystanku potrąciła mnie zapatrzona w smartfon. Była chętna udzielić mi pomocy albo dotrzymać towarzystwa.
- A ty co na to?
- Powiedziałem, że mam wspaniałą narzeczoną- podniósł ją do góry i skradł kilka pocałunków z jej błyszczących ust.
- Chodź wariacie- chwyciła go za rękę i weszli do środka.

4 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 28 stycznia

    Dobrze, że Olkowi nic się nie stało, piraci drogowi potrafią napsuć humoru. Faktycznie teraz ma jeszcze większą motywację, aby dalej żyć. Dobrze to jest ujęte, nawet drogi samochód czy inne rzeczy nie są ważniejsze od uczucia, Agata to wie na pewno.

  • Zakochana22

    Zakochana22 · 6 lis 2018 · 209032982

    Piękna miłość, nie dla pieniędzy. Uwielbiam jak opisujesz uczucie między nimi

  • Martitka

    Martitka · 5 lis 2018

    Świetne opowiadanie 😊czekam na kolejną część z niecierpliwością 😉

  • blondeme99

    blondeme99 · 3 lis 2018

    Chyba rzeczywiście ktoś czuwa nad Olkiem. Takie niebezpieczeństwa niestety mają miejsca, może to któryś z tych co pobili Olka?  
    Wieść o dziecku nadal mnie raduje   już nie mogę się doczekać, kiedy będzie wiadomo czy to chłopczyk czy dziewczynka i czy odziedziczy pewność siebie po tatusiu Warto było czekać za kolejnym rozdziałem gratuluję pomysłowości