Życie to ciągły trening cz.63

Życie to ciągły trening cz.63Wiedział, że ten moment nastąpi i cholernie się go bał. Oczywiście w swoim mniemaniu nie złamał żadnej złożonej obietnicy. Wzięli go z zaskoczenia, nie dając szans na wyrównaną walkę. W południe odpuścił sobie bójkę, bo wiedział, że ma dla kogo być, ale nie w szpitalu. Sprężyna w klamce zaskrzypiała, zamknął oczy i wziął głęboki wdech.
- Aleks?- Agata zajrzała do środka i weszła pomimo braku odzewu.
Poczuł jej perfumy, ale niepokoił go jej nieregularny oddech. Domyślał się, że nadal płacze i nie chciał widzieć jej w takim stanie. Skupił się na udawanym śnie, próbując dać jej chwilę na ochłonięcie.  

- Aleks- westchnęła i złapała go za rękę- Wiem, że nie wpakowałeś się w to z własnej winy. Obiecuję, że zajmę się tym i odpowiednie osoby znajdą się za kratami.
- Nie trzeba- szepnął.
Pochyliła się nad nim.
- Powtórz.
Otworzył oczy.
- Nie zgadzam się.  
- Nie masz nic do gadania. W tym stanie nic nie zrobisz.
- Teraz nie. Wkrótce wyjdę i pewne sprawy zostaną wyjaśnione.
- Co masz na myśli?
- Jeszcze nie wiem.
- Nie pozwolę ci zrobić nic głupiego.
- Przywiążesz mnie do grzejnika?- próbował się uśmiechnąć, ale przeszył go lekki ból. Działanie leków słabło.
- Jeżeli będzie to konieczne, zrobię to.
- Aż tak ostro?
- Potrzebuję cię w domu, córka cię potrzebuje. Nic nam po tobie, kiedy będziesz leżał na cmentarzu.
- Jak widzisz trudno pozbyć się takiego typka jak ja.
- Chciałabym wierzyć, że jesteś nieśmiertelny.
- Ja wierzę.
- Olek…
- No co?
- Ja na poważnie, a ty sobie drwisz.
- Wcale nie.
- Śmiejesz się z tego co mówisz.
- Przyznam szczerze, że po tym jak mi poszło nie spodziewałem się, że tutaj wyląduje.
- Ja też tak wczoraj myślałam, a tu telefon od Adama. Nawet nie wiesz jak się zdenerwowałam.
Położył jej rękę na sercu.
- Tak jak teraz?
- Bardziej- położyła na niej swoją i mocno ścisnęła.
- Przepraszam.
Po jego policzkach spłynęły łzy, które Agata natychmiast starła. Poczuł ciepło, ale też drżenie jej rąk. Chwycił jej dłoń mówiąc:
- Dla was jestem skłonny zrobić wszystko.  
- Nie wątpię.
- Nawet zabić.
- Oby to nigdy nie było konieczne.
- Oby. Jak mała?
- Teraz śpi, ale długo płakała jak mnie zobaczyła całą we łzach.
- Wrażliwa za tobą. Mam nadzieje, że nie pójdzie w moje ślady za bardzo.
- Mówisz o poszukiwaniu kłopotów?
- Między innymi.
- Ja tego dopilnuję.
W końcu zobaczył lekki uśmiech na jej twarzy. Chciał już tylko oglądać ją tak uśmiechniętą. Żadnych łez, czy jakichkolwiek trudnych do zniesienia sytuacji.  
- Kiedy wychodzę?
- Słucham?
- Kiedy wracam do domu?
- Dzisiaj miałeś operację.
- No i co z tego?
- Nie wyglądasz najlepiej.
- Mam wystarczająco sił, aby opuścić to miejsce.
- Uhm.
-Nie wierzysz?
Pokręciła głową przecząco. Próbował się podnieść, ale zaraz padł na łóżko rażony bólem poniżej żeber.
- Po co to zrobiłeś?
- Chciałem sprawdzić.
- Co ja z tobą mam- sapnęła, a potem zajrzała do wózka.
- No cóż. Będę musiał tu zostać. Może do jutra?
- Do jutra? Zapomnij.
- Dlaczego?
- Masz świeże szycie.
- Nie mogę zostać. Forma mi ucieka.
- No i jeszcze czego? Szwy pękną natychmiast, gdy zabierzesz się za dźwiganie.
- Wątpię.
- Nie wierzę.
- W co?
- Żeś taki uparty.
- Niestety- posłał jej wirtualnego całusa.
- Dałam ci szansę, bo widziałam jak ciężko pracujesz. Dla klubu, dla mnie…
- Dla ciebie najbardziej. Kiedy pierwszy raz cię zobaczyłem to…
- To co?
- Mój rozum oszalał. Nie dawałem sobie żadnych nadziei.
- Dlaczego?
- Kobieta sukcesu, dochodowy klub i własny dom. A ja? Zwykły chłopak, może nie całkiem z biednej rodziny, ale nie mający ci za wiele do zaoferowania.
- Nie chcę powtarzać pustych sloganów, że pieniądze szczęścia nie dają. One też są potrzebne, ale ważne jest zaufanie wobec drugiej osoby.
- Wiem. Ty obdarzasz mnie nim przez cały czas.
- Ty też jesteś wobec mnie zawsze szczery.
- Ale zawodzę w prostych sytuacjach.
- Chcesz się obwiniać o to, że ktoś jest zazdrosny o życie jakie prowadzisz?
- Nie mam zamiaru.
- Chociaż to. Każdy przecież jest kowalem swojego losu. Czyż nie?
Spojrzał na nią jak na nauczycielkę, której nigdy nie miał. To znaczy tak piękną, że byłby w stanie słuchać jej przez całe 45 minut lekcji. Nic z tego, bo w jego szkole średnia wieku nauczycielki była ponad pięćdziesiąt lat.  
- Wyglądasz teraz jak…
- Kto?
- Nauczycielka moich marzeń- uśmiechnął się do niej.
- Chyba nie myślisz o…
- Nie. Oczywiście, że nie. Wolę naturalność i pewne wady niż silikon i naciągane usta. Jeżeli o to ci chodzi. Oczywiście ty nie masz żadnych wad. To znaczy, że jesteś doskonała i Wenus z Milo może się schować.
- Cały ty…
- Ja?
- Nie, ten obok.
Obejrzał się za siebie i zaczął się śmiać.
- Nie ma tu nikogo innego.
- Czy ty musisz żartować w takiej sytuacji?
- A czym się tu przejmować?
- Zdrowiem?
- Tak małą raną?- podniósł kołdrę, ale pod opatrunek nie zajrzał.
- Selfie z dziurą w brzuchu też sobie zrobisz?
- Podaj telefon- złapał palcami za opatrunek.
Wywróciła oczami, ale uśmiechnęła się pomimo wszystkiego.  
- Wariat.
- To prawda.
- Nadal szczery.
- Taki już jestem. Ale jest jeszcze jedna możliwość.
- Jaka?
- Że leki przestają działać?
- Zawsze taki byłeś.
- Jaki?
- Zakręcony, ale z wybornym poczuciem humoru.
- To w tobie kocham najbardziej.
- To znaczy co?
- Dostrzegasz w moich wadach zalety.
- Nie wiem czy nadmierna pewność siebie to zaleta.
- W moim przypadku tak. Jest mniejsza niż wtedy, kiedy byłem dzieciakiem.
- Byłeś niegrzecznym chłopcem?
- Zabiłem babci kilka kurczaczków…
- Kamieniami?
- Uhm.
- Ja też wybiłam kilka szyb.
- Niegrzeczna dziewczynka z ciebie.
- Odezwał się świętoszek.
- Gdyby nie pewne podejmowanie decyzji, nie wiem czy byłbym w tym miejscu w jakim jestem teraz.
- No, gdybyś myślał szybciej niż działasz to nie byłbyś teraz w szpitalu.
- Miałem na myśli moje pomysły wobec klubu, no i oczywiście wobec ciebie. Po naszym pierwszym spotkaniu obiecałem sobie, że będziesz dla mnie najważniejsza i będę dążył tylko do tego, abyś była ze mną szczęśliwa.
- Udało ci się?
- To ty musisz odpowiedzieć na to pytanie.
- Sama nie wiem. Szpital nie jest dobrym miejscem na spędzanie wolnego czasu.
- Wiem.
- Nie wiesz. Jesteś tu już trzeci raz w przedziale roku.
- Jak wiesz nie planowałem tych wizyt.
- Swoją zawziętością przyczyniłeś się jednak do przyjazdu tutaj.
- Nie zrobiłem nikomu krzywdy. Nawet nie zwróciłem tamtemu typkowi uwagi. Podszedłem tylko do niego, nie moja wina, że się zmoczył. Gdybym ja był na jego miejscu może bym nie popuścił, ale przynajmniej bym wieczorem nie rzucał się na kogoś większego od siebie. Oczywiście trzech na jednego to kolejna zagrywka kogoś, kto nie potrafi walczyć sam na sam. Nic na to nie poradzę. W pojedynkę dałbym mu nauczkę.  
- Nie musisz mi się tłumaczyć. Też bym odpuściła sobie starcie będąc z góry na przegranej pozycji. Życie jest zbyt piękne, by je oddać z takiego powodu.
Pocałował ją w rękę.
- Twoje słowa zabrzmiały tak wspaniale. Mam nadzieje, że miałaś na myśli życie ze mną.
- Jasne, że tak. Mamy klub, mamy dziecko i dom, który jest naszym azylem od wszystkiego. To wszystko jest tym, czego nie warto tracić z powodu takiej błahostki.
- Masz rację.
Dziecko zaczęło płakać i Agata wyjęła je z wózka.
- Nie wiem czy to dobry pomysł, aby cię oglądała w takim stanie.
- I tak nie będzie nic pamiętać.
Usiadła na fotelu w drugim kącie sali i zaczęła karmić Natalkę.  
Olek widząc ją tak zatroskaną i całkowicie oddaną dziecku domyślił się, że musiało jej tego mocno brakować, kiedy skupiała się na klubie. Już sama wieść, że zostanie mamą była tym co zaczęło ją pochłaniać dzień po dniu. Stale się uśmiechała do córki, co kilkanaście sekund poprawiając swoją pozycję.  
- Wiesz kim jest lekarka, która robiła mi operację?
- Ta kobieta co mnie tutaj wpuściła?
- Dokładnie ta.
- Zaczekaj…kogoś mi przypominała z twarzy.
- Blisko…kto cię poinformował, że tutaj jestem?
- Adam.
- W dziesiątkę.  
- To jego siostra?
- Znów bez pudła.
- Dlaczego o nią pytasz?
- Bo to moja była dziewczyna.
- Naprawdę?
- Już kilka lat minęło od naszego rozstania, ale dopiero ją sobie przypomniałem kiedy przywiózł mnie tutaj Adam.
- Jakiś flashback?
- Być może. Stare dzieje. Rozstaliśmy się kiedy wyjechała do Poznania na studia medyczne. Jak wiesz mój brat zginął na jednej z ulic. Ja nie chciałem tam za nic wracać.  
- Ma kogoś?
- Widziałem obrączkę na jej palcu.
- Nic dziwnego skoro taka ładna.
- Ja mam ciebie i Natalkę. Dwie jedyne i najważniejsze w moim życiu kobiety.
- I nic nie poczułeś do niej po tylu latach?
- Szczerze?
- Nie jestem zazdrosna bo dałeś mi to- uniosła rękę do góry, a diamencik z pierścionka rozbłysnął pod wpływem światła.
- Nadal używa tych samych perfum.
- I co z tego?
- Nadal jest sobą, ale to co było między nami wygasło. Nie poczułem żadnego ukłucia czy poczucia jakiejkolwiek winy z tego powodu. Dziś nawet stwierdzę, że chyba nam obojgu wyszło to na dobre. Gdybym wyprowadził się do Poznania, to nie poznałbym kogoś tak wspaniałego jak ty.  
Zarumieniła się, ale nadal karmiąc słuchała go uważnie.
- Nie pracowałbym nad sobą w ten sposób. Nie dostałbym tej pracy, nie zobaczyłbym ciebie nigdy na oczy. Kto wie czy zostałbym tatą...
- Gdybyś miał wehikuł czasu to cofnąłbyś się w czasie, aby się o tym przekonać?
Nie zdziwiło go to pytanie, ale chwilę mu zajęło znalezienie odpowiednich słów.
- Milczysz.
- Zastanawiam się.
- Nad?
- Nie.
- Co nie?
- Nie cofnąłbym się w czasie.  
- Dlaczego?
- Lepiej nie wiedzieć co mogłoby być.
- Jednak jest coś jeszcze. Widzę to w twoich oczach.
- Nic się przed tobą nie ukryje.
- Tak myślisz?
- Nie mam wątpliwości. To bardzo długa historia.
- Minie jeszcze sporo czasu zanim stąd wyjdziesz. Zdążysz?
- Bardzo śmieszne.
- Wcale.
- Nie wiem czy opowiadanie o swojej byłej to temat na pogawędkę w szpitalu. Późno się robi.
- Chociaż najważniejsze fakty.
- Po śmierci rodziców Adam z siostrą zamieszkali w TTBS podnajmując od kogoś mieszkanie. Nie wiodło się im najlepiej. Swego czasu potrzebowałem kasy na prawnika, aby walczyć z tym facetem co sprzedał auto moim rodzicom. No i po tym jak pomogłem Agnieszce  w remoncie wszystko jakoś zaczęło się miedzy nami układać. Podsłuchała moją rozmowę z Adamem i bez jego wiedzy wypłaciła odłożone przez ich rodziców pieniądze na jej studia w Poznaniu. Nie chciałem ich nawet w formie ekspresowej pożyczki. Wiedziałem, że od zawsze marzyła o tym, aby zostać chirurgiem. Nalegała i w końcu je przyjąłem. Powiedziała, że to wkład w nasze wspólne życie. Kasa przepadła na wynagrodzenie prawnika, a ja nic nie zyskałem, bo podobno stan techniczny pojazdu był znany moim rodzicom w momencie podpisania umowy zakupu auta. Kiedy najemca rozwiązał im umowę, Adam był bez pracy. Ja miałem trzy pokoje w nie najgorszym stanie, więc zabrałem ich do siebie. Nie chcieli się zgodzić twierdząc, że nie będą mieli jak mi zapłacić za czynsz. Ja nawet o tym nie pomyślałem wtedy. Oni mi pomogli, więc naturalną koleją rzeczy była pomoc z mojej strony. Dzieliliśmy się tylko rachunkami.
- To brzmi niesamowicie.  
- Nie do końca- otarł kilka łez jakie wypłynęły z jego oczu- Miałem być na ślubie Adama z Agnieszką, ale jego kobieta zginęła na przejściu dla pieszych potrącona przez gówniarza w BMW. Potem zginął mój brat. Sprzedałem Mustanga i zwróciłem pieniądze Agnieszce. Za resztę wynająłem lepszego prawnika, z którym trzymam do dzisiaj. Adam wyjechał na jakiś czas za granicę. Z Agnieszką rozstałem się w dobrej atmosferze i chyba wycięła mi dzisiaj to co trzeba. Serca mi nie wyrwała, więc między nami nadal jest w porządku.
- Współczuję. Nie łatwo po tym wszystkim, tak nagle wrócić do tego, a jeszcze znów spotkałeś ją na swojej drodze.  
- I cieszę się z tego, że nadal jest tą dziewczyną jaką była wtedy.
- Ludzie pod wpływem różnych zdarzeń potrafią się zmienić nie do poznania.
- Masz rację. Mała chyba zasnęła przy tych nudach.
- Tak, śpi. I to nie były nudy, ale trudne doświadczenie jakiemu sprostałeś.
- Dla was i dla nich zawsze zrobię wszystko.
Do środka weszła pielęgniarka oznajmiając, że jest już późno i pacjent musi odpocząć.
Agata położyła córkę do wózka i podeszła do Olka.  
- Jutro będziemy od samego rana do samego wieczora.
- Będzie mi miło. Jedźcie ostrożnie. I nie myśl o moim stanie. Wszystko wróci do normy, ale ty musisz się skupić na klubie i naszym dziecku.  
- Łatwo ci się mówi.
- Wiem. To tylko kilka dni. Szybko się regeneruję.
- Gdybyś czegoś potrzebował dzwoń- pochyliła się i pocałowała go dając mu do zrozumienia jak bardzo go kocha.
Po jej wyjściu weszła pielęgniarka, że stolikiem pełnym medykamentów i różnego rodzaju przyrządów. Nożyczki, plastry i kolejne kroplówki.
- Będzie bolało- zacisnął zęby na widok kolejnych igieł i zamknął oczy.


  

2 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 14 kwietnia

    Zgadzam się z poniższym komentarzem. Dreamer jak ty to robisz? Zdradź tą tajemnicę   Olek to zdecydowanie moja miłość (przepraszam Agata   ) Cudowny rozdział, zresztą, zawsze jest cudowny  

  • Speker

    Speker · 13 kwietnia

    Jak Ty to robisz, że potrafisz tak często i długo zaskakiwać? Olek ma bardzo dobre serce. Wszędzie potrafi nieść dobro i pomoc.
    Super część.