Życie to ciągły trening cz.15

Życie to ciągły trening cz.15Wpuścił przodem swoją piękność i przekręcił zamek w drzwiach. Natychmiast udał się do lodówki, aby nalać po szklance coli z lodem. Chłonął łyk za łykiem tak pazernie, że oblał sobie koszulkę, bo słońce dało im o sobie znać podczas spaceru.  
– Przygotujemy jakiś obiad?
– Mogę ci pomóc, ale najpierw zmienię t–shirt.
Poszedł na górę i podziwiał swój nagi tors, który z powodu ostatnich problemów lekko się zmienił.
– Muszę jak najszybciej wrócić do treningów – naprężył sześciopak.
Agata wyjęła z zamrażarki kilka porcji schabowych zwijanych z grzybami i wrzuciła do letniej wody. Sięgnęła po ziemniaki i zaczęła obierać przy włączonym telewizorze.  
– Muszę jak najszybciej wrócić do treningu. Moje ciało domaga się ciężarów.
– Nie za wcześnie? Nic ci nie ubyło przecież.
– Ja zauważyłem trochę więcej tłuszczu.
– Przesadzasz – podniosła koszulkę i oceniła jego tors.
– Schlebiasz mi swoimi słowami, ale nie ze mną takie numery.
– I właśnie za to cię kocham. Za ambicję i walkę o lepszego siebie.
– Dziękuje. Jesteś najwspanialszą kobietą na świecie.  
– No wiesz, co, tak słabo? – droczyła się z nim.
– Niech będzie we wszechświecie – pocałował ją i wyciągnął do tańca na parkiet przed kominkiem, kiedy leciał w telewizji jakiś taneczny kawałek.
Zrobili kilka kroków, jeden i drugi obrót aż skończyła się muzyka.
– Świetnie się spisałaś – ukłonił się w jej stronę.
– Dziękuje. Ty byłeś lepszy.
– Miło mi. Może wybierzemy się do jakiegoś klubu wkrótce?
– Świetny pomysł. Jakiś dobry drink i tańce.
– Róbmy ten obiad, bo już zgłodniałem – dokończył obieranie ziemniaków i wstawił umyte w garnku na piec.
– W przyszłym tygodniu wpadnie moja siostra. Ma dla mnie zaproszenie na wesele.
– Nie mówiłaś, że masz siostrę.
– Bo nie pytałeś…
– Ładna?
– Że co?
– Nieważne, jaka by była. Kocham tylko ciebie.
– Trochę podobna do mnie.
– Ale nie pomylę was w sypialni… – droczył się z nią.
– Olek…
– Chciałem się tylko upewnić – złapał ją w pasie, podniósł do góry i obrócił w powietrzu.
– Będziesz ze mną na jej ślubie?
– Nie wiem czy jestem zaproszony.
– Nie mówiłam jej o nas.
– Będę musiał założyć garnitur na ten obiad?
– Spotykamy się u mnie. Twój wybór.
– Będę musiał najpierw go kupić.
– W czym problem? Możemy jeszcze dziś podjechać do galerii.
– Nie mam pieniędzy na taki wydatek.
– Ja ci kupię.
– Nie zgadzam się. Nie mogę być na twoim utrzymaniu.
– Oddasz jak będziesz miał.
– Nie. Muszę sobie na to najpierw zapracować. Ostatnio siedziałem w domu, więc nie zarabiałem.
– Przestań, przecież miałeś problemy zdrowotne. Załatwiłeś karty VIP a ja nie wypłaciłam ci premii.
– Agata ja zrobiłem to dla ciebie.
– Wiem, ale muszę ci to jakoś wynagrodzić.
– Skarbie, zrozum.
– Nie marudź. Pojedziemy we dwoje.
– Chyba cię jednak nie przekonam.
– Nie!
Gawędzili sobie przy herbacie aż do momentu, kiedy Agata podała obiad na stół. Usiedli naprzeciw siebie by po każdym kęsie spoglądać sobie w oczy.
– Jesteś mistrzynią kuchni.
– Dziękuje. Mama mnie uczyła.
– Dobra szkoła. Może ja trochę się podszkolę?
– Mogę ci pokazać kilka sztuczek.
– Kawę masz a co z jakimś ciastem?
– No właśnie pustka.
– Ja kupię, ale najpierw pozmywam.
– Idź. Dam sobie radę.
Wyszedł do pobliskiej cukierni by kupić po dwie porcje orzechowca i krówki.  
– Pan nowy tutaj czy gościnnie? Pierwszy raz u nas – zapytała ekspedientka.
– Gościnnie. W odwiedziny przyjechałem – odparł grzecznie.
– U kogo pan jest? – dopytywała.
– Muszę już iść – znów grzecznie, choć wnerwił się na jej dociekliwość.
– Smacznego. Do widzenia.
– Do zobaczenia – obrócił się na pięcie i wyszedł.
Minął po drodze parkę rodziców z małym dzieckiem, które akurat dość głośno płakało.
– Uspokoisz się czy nie? – zaczął wrzeszczeć ojciec, ale dziecko darło się głośniej.
– Zaraz ci przyłożę na tyłek – kontynuował ojciec.
– Proszę pana, grzeczniej trochę. To małe dziecko.
– Nie wtrącaj się, bo możesz oberwać.
– Kolego nadal uważam, że pozwalasz sobie na zbyt dużo.  
– No patrz będzie mnie uczył dzieci wychowywać – zirytował się wyraźnie typowy kibol Seba.
– Sebastian uspokój się – dodała matka.
Uśmiechnął się pod nosem, bo trafił z imieniem w ciemno.
– Chcesz kłopotów chłopaczku? – zbliżył się do niego dres widząc kpiący uśmiech Aleksa.
– Nie chcę robić przykrości twojemu dziecku i kobiecie. Uważam, że powinieneś odpuścić – dobrze ocenił dresa. Zaciśnięte pięści i kołyszący chód niczym kaczka potwierdzał, że nie spodziewa się po Olku jakiegokolwiek zagrożenia. To był błąd. Rywala trzeba szanować bez względu na wygląd. Dawid też pokonał Goliata.
Seba podleciał z pięściami, ale zanim się obejrzał dostał prosto w nos, że czapka spadła mu z głowy. Upadł na ziemię a z jego nosa polała się krew. Był oszołomiony tym, co się wydarzyło.
– Proszę mu wybaczyć, on nie chciał źle.
– Przepraszam, ale nie miałem wyjścia. Zaatakował mnie – tłumaczył się Olek niepotrzebnie.
Matka podeszła, podniosła go za bluzę.
– Poradzisz sobie? – zapytał ją.
– Tak. Damy sobie radę – zabrała go w kierunku budynków z muru pruskiego.
Para wyglądała mu na beneficjentów jednego z programów obecnej władzy. Nie zazdrościł nikomu pieniędzy na dzieci, bo trzeba pomagać słabszym, ale to byli ludzie, którzy wyglądali na zdrowych i mogli pracować by nie brać tej kasy. Na całe szczęście jego pakunek nie uległ uszkodzeniu. Na wszelki wypadek wrócił zmieniając trasę kilka razy krążąc między dwoma osiedlami.
– Co tak długo? – zapytała, kiedy wszedł.
– Miałem dziwną sytuację. Jakiś dres chciał przylać dzieciakowi. Musiałem mu to wybić z głowy.
– Co?
– Dałem mu w nos. Zalał się krwią i jego kobieta zabrała go chyba do domu. Poszli w kierunku tych mieszkań z drewnem w konstrukcji.
– Nie mówiła do niego czasem Seba?
– Dokładnie. A co?
– To już ich piąte dziecko. Troje już im zabrali, bo nie mieli, za co ich utrzymać. Nie pracują, żyją tylko z socjalu.
– Wyglądał na kibola. Jak mu walnąłem to czapka spadła mu z głowy. Na szyi miał tatuaż. Jakieś E.
– Lokalny klub.
– Nie znam, ale domyśliłem się, że to może być jakieś logo.
– Nie będziesz miał kłopotów?
– Nikt chyba nie zadzwonił po policję. Wróciłem motając drogę. Chyba nikt mnie nie śledził.
– Czemu to zrobiłeś?
– Miał przylać dziecku? To niewłaściwy sposób na uciszenie chłopca.
Nie pochwalała bójek, ale zaimponował jej stając w obronie nieswojego dziecka. Nie miała wątpliwości, że dobry ojciec nie pozwoli na przemoc.
– Dobrze postąpiłeś. Będziesz dobrym ojcem…
– Ojcem?
– No jak przyjdzie nasz czas na dzidziusia.
Uwielbiał jej zabawy w łóżku. Była delikatna i zmysłowa, ale potrafiła pokazać pazur, kiedy trzeba. Dziecko może tylko przeszkadzać w ich życiu intymnym. Jednak doskonale rozumiał, że dziecko to spełnienie kobiety i nie zamierzał zabierać jej tego marzenia.
– Ale jeszcze nie jesteś gotowa na dziecko? – próbował wybrnąć z niezręcznej sytuacji.
– A ty jesteś?
Musiał zdać się na to wyznanie, bo wzięła go pod włos.
– Jeżeli tego pragniesz zrobię, co będę potrafił – z trudem wypowiedział to zdanie ale poczuł ulgę.
– Kocham cię. Chcę założyć z tobą rodzinę – znów pocałowała go w usta.
– Kiedy zaczynamy? – zapytał, choć mogło się to wydarzyć zaraz.
– Najpierw kawa, ciasto i obiecane tajemnice podczas lodów. Pamiętasz?
– Oczywiście. Nastaw wodę i możemy zaczynać…

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    Pozytywna postawa, obrona słabszego, Olek nie czeka na oklaski, tylko działa. Agata zaczyna poważny temat, chyba myśli o tym powoli. Fajny odcinek :)

  • mydream2017

    @AuRoRa Trochę wrażliwości ma w sobie po tym co przeszedł więc czasem musi zainterweniować choć nie zawsze to się może dobrze skończyć. Pewne decyzje nie należą do łatwych a ich podejmowanie trzeba dobrze przemyśleć. Dziękuje za odwiedziny. Pozdrawiam :)