Życie to ciągły trening cz.72

Życie to ciągły trening cz.72Budzik nastawił na szóstą rano. Zaparzył kawę i zaczął przeglądać zapis z kamer. Równo o trzeciej w nocy jakiś typek zaczął się kręcić przed bramą. Czapka z daszkiem i kaptur bluzy dobrze maskowały jego twarz i na nic się zdały diody IR. Rozglądał się dookoła przez kilkanaście minut, aż prawdopodobnie dostrzegł kamerę na drzewie. Kilka kamieni poleciało w jej stronę, ale nadal nagrywała, co świadczyło, że ani jeden rzut nie osiągnął celu. Typek wykonał kilka zdjęć i wg zapisu znikł z pola widzenia o 3:35.  
- Czegoś ty szukał?- westchnął i popił łyka kawy.
Zgodnie z planem zapisał nagranie na dwóch źródłach, aby mieć niezbite dowody prześladowania jego rodziny. Poszedł pod prysznic, ale szybko spod niego wybiegł słysząc dzwonek telefonu.  
- Dzień dobry. Marian z tej strony.
- Witam- odpowiedział zdziwiony, bo nie zapisał jego numeru.
- Mam dwie wiadomości.
- Standardowo- Olek sapnął i dodał- Dobrą i złą, tak?
- Dobrą i mniej dobrą.
- Brzmi lepiej. Zamieniam się w słuch.
- Udało się załatwić zwolnienie z aresztu.  
- Świetnie. A ta mniej dobra wiadomość?
- Potrzebne poręczenie majątkowe.
- Ile?
- Po pięćdziesiąt tysięcy za jednego.
- Sporo.
- Wiem, ale bez tego nie opuszczą aresztu.
- Da się załatwić. Może być pan za godzinę?
-Jasne.
Odłożył telefon i poszedł dokończyć prysznic. Zimna woda o poranku zawsze go orzeźwiała i jakoś nigdy nie zachorował z tego powodu. Wybitnie bogaty nie był, ale cena stu tysięcy za ochronę jego rodziny wydawała się mikroskopijnym wydatkiem w porównaniu z możliwością utraty najbliższych. Zgodził się bez wahania i wiedział, że Agata nie będzie mu robić awantury z tego powodu. Miał mocny argument w dłoni, ale chciał go użyć w ostateczności. Wybrał numer banku, w którym miał konto, aby zapytać o możliwość wypłaty tak dużej kwoty. Spotkał się negatywną odpowiedzią z powodu procedury przygotowania takich pieniędzy i nie mógł ich mieć na już.  
- Co to za bank, który nie ma takich pieniędzy?- zapytał obsługującą go dziewczynę.
- Zapewniam pana, że spełniamy najwyższe standardy. Bezpieczeństwo naszych klientów jest najważniejsze.
- Pora na zmianę banku- rzucił szeptem, ale nie uszło to jej uwadze.
- Dlaczego?
- Jestem w pilnej potrzebie, a tu odmowa.
- Panie Aleksandrze na ten moment, czyli w ciągu godziny może pan odebrać połowę potrzebnej sumy.
- A skąd wyczaruję resztę?
Milczenie pani z obsługi klienta było zbyt długie.
- Za dziesięć minut?
- Zapraszam- usłyszał i rozłączył się.
Miał plan awaryjny i wystarczył dosłownie jeden telefon. Po krótkiej rozmowie z Adamem i Agatą wiedział, że pomoże chłopakom w potrzebie. Oboje zgodzili się wypłacić potrzebne mu pieniądze, które Adam przywiózł jeszcze przed przybyciem prawnika.
- Mam nadzieję, że wiesz, co robisz?- Adam opuścił szybę w swoim BMW i przywitał się z Olkiem.
- Jestem im to winien.
- Płacisz za ochronę?
- Bardziej za udaremnienie ataku na moich bliskich.
- Skoro tak sobie to tłumaczysz.
- Jak Agata?
- Chyba dobrze. Chciała tutaj przyjechać ze mną z banku, ale dała się przekonać, że nie jest to najlepszy pomysł.
- Słusznie. Oddam jak tylko mój bank ogarnie sprawę.
- Mogę ci towarzyszyć.
- Dzięki, ale teraz moja kolej się im odwdzięczyć.
- Jak uważasz. Będziesz dzisiaj?
- Przyjadę.
- Do zobaczenia.
Pojechał do centrum odebrać swoje zlecenie. Trochę marudził i narzekał, że bank nie traktuje klientów poważnie właśnie w chwili nagłej potrzeby. Sama szefowa oddziału próbowała wytłumaczyć mu, że procedury narzuca KNF i wiele innych instytucji, których nazwami nie miał zamiaru zaśmiecać sobie umysłu.  
Liczba banknotów była jakaś mała, ale zgadzała się wynikiem na liczarce do pieniędzy.
- W filmach pięćdziesiąt baksów wyglądało bardziej okazale- rzucił w stronę kasjerki.
- Wszystko zależy od nominału proszę pana.
- No tak. Chociaż jeden plus obecnej władzy. Wprowadzili banknot, dzięki któremu łatwiej ukryć tak dużą kwotę i to w jednej kieszeni.
- Poproszę o podpis- rudowłosa kasjerka uśmiechnęła się i poprawiła kokieteryjnie grzywkę.
- Wszystko?
- Oczywiście- znów posłała mu uśmiech, ale Olek mając mało czasu, odwrócony do niej plecami rzucił na odchodne dziękuje i wyszedł.

- Gdzie pan jest?
- Kolejka w banku.
- Jestem pod domem.  
- Już jadę.
Schował kopertę do kieszeni na zamek dokładając ją do drugiego kompletu pieniędzy.
- Jedna koperta za jedną głowę, druga za kolejną. Prawie jak zapłata za czyjąś śmierć, jak w prawdziwym filmie.
Wcisnął start, wrzucił kierunkowskaz i wyjechał z parkingu na piskach. Nie zdarzało mu się to zbyt często, ale czas go naglił.






- Przepraszam, że musiał pan czekać.
- Najważniejsze, że mamy niezbędną kwotę.
Miał pewne obawy, że facet może zniknąć z gotówką, ale ufał swojemu prawnikowi i polecony przez niego fachowiec nie może być bandziorem.  
- Proszę dać mi znać, kiedy będę mógł ich odebrać.
- Ja mogę to zrobić. Szkoda pańskiej fatygi.
- Znajdę czas. Proszę zadzwonić.
- Jasne.
Patrzył na skrzyżowanie aż facet znikł. Oczami wyobraźni widział jak w jego stronę jedzie Porsche Macan prowadzone przez Agatę. Widział jak się uśmiecha, jak Natalka macha mu przez szybę i woła:
- Cześć tato.
- Nareszcie- powiedział, kiedy wysiadły.
- Słucham?
Jakiś facet ubrany w garnitur zatrzymał się przed nim wyjmując słuchawki z uszu. Olek spojrzał na niego zaskoczony.
- Mówił pan coś do mnie.
- Przepraszam, ale jestem zmęczony. Mam trochę problemów.
Facet speszony w obawie, że Olek zaraz zacznie żebrać o kasę oddalił się pospiesznie.
- Za kogo on mnie wziął?
Wsiadł do samochodu i pojechał do klubu. Potrzebował poćwiczyć, ale kontuzja mu to skutecznie uniemożliwiała. Pojechał nacieszyć oko widokiem trenujących, posłuchać brzęku żelastwa. Niestety doznania zapachowe były nieodzownym elementem treningu, ale kompleksowy przegląd klimatyzacji i szybów wentylacyjnych nieco poprawił ten stan.
- Hej!
- Cześć- uśmiechnął się do Olki i natychmiast rzucił się do automatu po butelkę wody.
- Jak dziewczyny?
- W porządku. Dają radę.
- Myślisz, że odwołają galę?
- Nie wiem- wzruszył ramionami, nie chciał wprowadzać jej w błąd dopóki nie będzie pewien ich wolności.
- Jaśka nie ma?
- Miał pilną sprawę do załatwienia. Obiecał, że zadzwoni do ciebie.
- Zapomniał. Idę zobaczyć jak trenują. Chociaż tyle.
- Współczuję- jej smutna mina była autentyczna.
- Dzięki. Wrócę tutaj jeszcze lepszy.
- Trzymam kciuki.
Uśmiechnął się w podzięce i poszedł na zwiedzanie. Seniorów naprawdę było sporo. Może nie dźwigali sztang, ale hantlami machali. Podrzucali piłki, robili jakąś gimnastykę. Wszystkie orbitreki były zajęte. Podziwiał ich za chęci i mobilizację, bo w tym wieku wielu nie ma ochoty na podobne zabawy. Większość odpoczywa po zawodowym życiu albo spotyka się ze znajomymi na targu lub w parku. Potem przeszedł do sekcji dla dzieci. W porównaniu z poprzednim miesiącem przybyło dwóch chłopców. Akurat jeden wsłuchiwał się w rady ojca. Miał, od kogo brać przykład, bo wysoki na metr dziewięćdziesiąt rodzic miał dobrze rozbudowane ramiona i pokaźną klatkę piersiową rytmicznie unoszącą się pod obcisłą bluzką w rytmie wypowiadanych słów. Stanął z boku na chwilę, aby posłuchać mentora chłopaka. Nie był zdzwiony ani jednym słowem wypowiedzianym przez mężczyznę.  
- Dieta, konsekwencja i motywacja do treningu to podstawowe składniki sukcesu. Pamiętaj synu. Właściwa technika to klucz do zwiększania obciążenia inaczej kontuzja gotowa. Łapiesz?
Chłopak skinął głową i położył się na ławce.
- Zaczniesz od dwudziestu.
- Ilu?- przerwał mu Olek.
- Bez obaw. Da radę.
- Uważam inaczej.
- Bartek. Dajesz w górę.
Chłopak zacisnął zęby i chwycił sztangę. Niepewnie, chwiejąc drążkiem wykrzywiał łokcie, co natychmiast przerwał Olek odbierając od niego gryf.
- To dla twojego dobra.
- Ale tata nie będzie…
- Zadowolony?
- Sam wiem ile mój syn podniesie. W jego wieku podnosiłem 50 kilogramów na klatę.
- Ile masz lat?
- Dwanaście.
- Ile wagi?
- Czterdzieści.
- Przy twojej posturze za dużo na raz.
- Co pan powie.
- Uważam, że 50% to zbyt dużo.
- W jego wieku…
- Powtarza się pan- przerwał mu Olek- Ile ważył pan w jego wieku?
- Siedemdziesiąt kilogramów.
- Od zawsze taki wysoki?
- Odkąd pamiętam.
- Miał pan lepsze warunki niż on, nie ma w tym nic dziwnego.
- Chcę mieć syna, a nie cipkę w rurkach.
- Tato!
- Pan pozwoli, że ja się nim zajmę. Co ty na to?- spojrzał na chłopaka.
- Naprawdę?
- Nie zgadzam się.
- Tato! Ten pan jest prawdziwym trenerem.
- Podważasz moją wiedzę? – wściekł się ojciec.
- Wcale nie.
Chłopak nawet nie zdążył dokończyć, bo jednym szarpnięciem został ściągnięty z ławki.
- Do domu, już!- wrzasnął i podał Olkowi karnet.
- Proszę się uspokoić i go zatrzymać.
- Nikt nie będzie mnie pouczał. Jestem klientem i mam prawo robić, co zechcę.
- Oczywiście, że tak. Zgodnie z regulaminem może pan korzystać z dostępnego sprzętu. Nie podnosimy tutaj głosu w przypadkach innych niż zagrożenie życia.
- To są jakieś kpiny. Wysmaruję wam niezłą opinię.
- Mamy wolność słowa. Może pan napisać, co zechce.
- Tato przestań.
- Idziemy- szarpnął chłopaka za ramię i rzucił na odchodne w kierunku Olka- Błazen.

Tęsknił za siłownią, ale takiego obrotu spraw się nie spodziewał. Wrócił z kartą do Olki.  
- Skontaktuj się z tym chłopcem.
- Po co?
- Chce ćwiczyć, ale jego ojciec to kretyn.
- To nasz klient. Gdzie szacunek?
- Wiem. Nazwał mnie błaznem.
- Idiota- dorzuciła od siebie.
- A gdzie twoje dobre maniery?
- Zasłużył sobie.
- Oj Olka jak ty mnie dobrze rozumiesz i jeszcze myślisz podobnie- powiedział pod nosem, bo ktoś w końcu łapał, o co chodzi w tym życiu.
- Co mówiłeś?
- Nic. Cieszę się, że myślisz jak ja.
- Do usług.

-Słucham? Tak?- zerknął nerwowo na zegarek- Już wyjeżdżam. Świetnie. Dzięki. Rozliczymy się wieczorem.
- Dokąd lecisz?
- Ratować mini galę MMA!
- Jak? Co?
Nie usłyszała żadnej odpowiedzi, bo Olek był już w samochodzie. Mijając witrynę klubu uśmiechnął się szeroko i jechał już w kierunku aresztu.

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 2 lipca

    Człowiek z nagrania też mnie niepokoi. Tyle tajemnic   podoba mi się postawa Olka, że brnie do wyznaczonego celu i jednak próbuje uratować tą galę tylko sporo kasy na to przeszło, ale Agata to zrozumie