Życie to ciągły trening cz.70

Życie to ciągły trening cz.70Torba ubrań dla Agaty i druga dla Natalki musiały wystarczyć na kilka dni poza domem. Zawartość sejfu na prośbę Olka została przerzucona do kosmetyczki i znalazła swoje miejsce w torbie dziewczyny. Adam był punktualnie i równo o siedemnastej przekroczył próg domu.
- Cześć- przywitał się ochoczo, ale bez uśmiechu, jaki zawsze gościł na jego twarzy.  
- Cześć- Olek mocno uścisnął jego dłoń- Dzięki. Tak bardzo mi zależało, abyś ty się nimi zajął.
- Zrobię wszystko, aby były bezpieczne. Jesteś pewien, że chcesz tu zostać?
- Nie mam wyjścia. Mogą tutaj przyjść w nocy.
- To jakiś obłęd.  
- Muszę je jakoś zabezpieczyć. Miej oczy szeroko otwarte.
- Sugerujesz, że mogą mnie śledzić?
- Nie wiem. Niczego już nie jestem pewien.
- Wcale ci się nie dziwię. Ten napis na drzwiach jest przerażający. Nie chcę nawet wiedzieć skąd wzięli tą krew.
- Jeżeli skrzywdzili jakieś zwierzę, a ja się o tym dowiem to odpowiedzą również za to.
- Teraz już nie możesz działać na własną rękę. Odpowiednie służby nad wszystkim czuwają.
- I tak nic nie zrobią. Policjanci uznali ich za poszkodowanych.
- Nie mówisz serio.
- Jak najbardziej serio. Napijesz się czegoś?
- Pepsi?
- Akurat mam. Siadaj. Dziewczyny będą gotowe za kilka chwil.
Nie drżały mu ręce, ale w filmach widział, że najlepszy na uspokojenie jest kieliszek wina, no ewentualnie trochę szkockiej. W tym domu nie było alkoholu, bo nikt go nie potrzebował.
Nalał czarnej smoły do dwóch szklanek i postawił jedną przed Adamem.
- Dzięki- przyjaciel jednym haustem opróżnił jej zawartość.
- Jeszcze jedną?
- Nie, ale dzięki. Za dużo cukru to nie zdrowo.
- Bez kalorii.
- To nic. Słodziki są jeszcze gorsze.
- To pikuś przy tym, z czego się robi ten napój. Podobno koncentrat przyjeżdża w beczkach. Jest czarny i gęsty jak smoła.
- Nie może być.
- Kiedyś usłyszałem od jednego gościa pracującego na produkcji.
- A był trzeźwy?
- Wydaje mi się, że tak- Olek parsknął śmiechem, ale dobrze mu zrobiło rozluźnienie w tej sytuacji.
- Co z szybami i drzwiami?
- Będę dopiero dzwonił. Mam nadzieje, że uda się to sprawnie załatwić.
- Może zająć kilka dni. Produkcja trochę trwa.
- Takie mamy czasy.  
- Myślałeś już nad jakimiś rozwiązaniami?
- Czego?
- Obecnych problemów i tych przyszłych. Te przyszłe są nieuniknione i są ściśle powiązane z obecnymi.
- Biorę kilka rozwiązań pod uwagę. Wyprowadzka to ostateczność i zrobię wszystko, aby Agata nie musiała opuszczać miejsca, któremu poświęciła tyle życia. Nie chcę zostawiać tego wszystkiego. Tu zaczęło się moje, nowe życie. Doszło do poczęcia naszej córki i jak wiesz zmieniłem się pod jej wpływem.
- To akurat wyszło ci na dobre. A raczej jej. Agata zrobiła z ciebie faceta.
- Ej!
- W sensie, że zacząłeś myśleć o życiu na poważnie. Masz dziecko i wkładasz wiele poświęcenia w waszą, wspólną przyszłość.
- To rozumiem.  
- Jestem gotowa.
Smutny, a raczej zrezygnowany głos Agaty nie był tym, co chciał usłyszeć. Nie miał zamiaru porównywać swojego cierpienia do tego, co musiała teraz przeżywać. Musiałby skłamać mówiąc, że się nie boi. Bał się jak cholera i z trudem, ale jednak powstrzymywał się przed okazywaniem strachu. Wiedział, że jego ukryty nastrój może pogłębić jeszcze bardziej jej stan. Jedynym pocieszającym faktem było to, że Natalka nic nie rozumiała, ale patrząc w jej oczy nie był nawet tego pewien. Miał ochotę działać niczym Arnold w filmie Komando. Obładowany bronią i bez skrupułów eliminować tych, którzy ośmielili się z nim zadrzeć. Takie rozwiązania jednak nie wchodziły w grę. Nie był żołnierzem i nie miał dostępu do takiego arsenału. No i jeszcze konsekwencje takiej zemsty mogły być największą karą. Zabijanie karane jest więzieniem i na zawsze straciłby rodzinę, a tego chciał uniknąć za wszelką cenę.
- Macie wszystko?
- Tak.
Jej spojrzenie mówiło wszystko i nic. Przerażenie, strach i złość łączyły się ze sobą w taki sposób, że nawet wytrawnemu psychologowi trudno byłoby właściwie ocenić jej stan. Nie inaczej było z Olkiem. Wiedział, że to on ściągnął problemy i chciałby to wszystko skończyć równie szybko jak się zaczęło. Bał się nie tyle jej gniewu, co poczucia bezsilności wobec tego, co się stało. Była silną kobietą i wierzyła, że właściwą drogą jest działanie zgodne z prawem. Po pierwszej bijatyce i po działaniu wojowników MMA był niemalże pewien tego, że agresorzy spod sklepu odpuszczą sobie temat. Przeliczył się i to srogo. Nie wyciągnęli żadnej lekcji, a stali się jeszcze bardziej natarczywi. Napis na drzwiach i cegły z szybami w środku były tylko znakiem, że na tym nie poprzestaną. Ucieczka mogła być rozwiązaniem, ale oglądanie się w tył byłoby nieuniknione do końca życia. Jego natura nie pozwalała mu się poddać bez walki, nawet w starciach bez szans przyjmował grad ciosów do momentu, aż to rywal sobie odpuścił. Granicę swojej wytrzymałości dzięki ciężkiej pracy stale przesuwał, co dawało mu jeszcze więcej zapału do działania, nawet w najtrudniejszych momentach. W sytuacjach sam na sam mało, kto mógłby stawić mu czoła, a nawet wzięty z zaskoczenia dawał radę się obronić i to w starciu z kilkoma rywalami. Najgorzej radził sobie z bronią. Do tej pory miał do czynienia z nożem czy pałką teleskopową i jego ręce dobrze o tym pamiętały. W przypadku starcia z bronią palną nie miałby żadnych szans i to chyba tyczyło się nie tylko jego. Nie chciał już nigdy więcej oglądać jej zapłakanej jak za każdym razem, kiedy odwiedzała go w szpitalu. Widok jej przerażonej, bladej twarzy i oczu pełnych łez utkwił mu w pamięci i tylko to wspomnienie powstrzymywało go od wymierzenia kary w najlepszy możliwy sposób.
Z nosidełkiem w ręku i Agatą pod ramię wyszli przed dom. Drżenie jej ciała przenosiło się również na niego, co było bodźcem do jak najszybszego działania. Nie miał zamiaru zwlekać z tym wszystkim, bo przedłużanie tego wszystkiego nie miało żadnego sensu. Zamocował fotelik w aucie Adama i pocałował córkę na pożegnanie.
- Będę was odwiedzał każdego dnia. Nie martw się. Załatwimy to w najlepszy dla nas sposób.
- Obiecaj mi, że nie wpakujesz się w żadne kłopoty.
- Nie mam zamiaru. Chcę skończyć z tym wszystkim jak najszybciej.
- Aleks, kocham cię.
- Ja ciebie też. Was obie kocham- spojrzał ponownie na przyglądającą mu się córkę.
- Zadzwonisz?- oczy Agaty zaszkliły się od łez, z których kilka spłynęło po jej policzkach.
Podniósł jej podbródek do góry i wprawnym ruchem otarł łzy na pocieszenie.
- Dam wam znać o wszystkim.
Stał przed bramą, aż auto zniknęło na skrzyżowaniu. Smutna, ale pełna nadziei twarz Agaty została zapisana w jego pamięci, w kolejnej szufladzie wspomnień tych na trudne chwile.
Wrócił do środka i pierwszą osobą, do jakiej zadzwonił był Artur Adamski. Streścił mu to, co zaszło i zaprosił do siebie na wieczór.  
Z okna, a raczej dziury po nim usłyszał dźwięk zbliżającego się auta. Wcisnął przycisk na pilocie od bramy i bez czekania wjechali na podjazd. Wyszedł przed dom, aby się przywitać. Zgodnie z planem przyjechał ojciec i syn.  
- Olek.  
- Witajcie. Nie wiem jak wam się odwdzięczę, ale dziękuje z góry za pomoc.
- Bierzmy się do roboty.
Gdy ojciec Artura wymiarował okna chłopcy zabrali się za rozładunek płyt OSB i narzędzi. Olek nie mógł wyjść z podziwu, że obaj zachowywali się jak mistrzowie swojego fachu. Płyty zostały idealnie docięte i to w okularach ochronnych. Otwory w nich nawiercono w taki sposób, aby schować śruby, by nie dało się ich odkręcić z zewnątrz. Montaż polegał już tylko na trzymaniu płyt przez chłopców, kiedy Jerzy Adamski zakręcał śruby kluczem z grzechotką. Dwanaście śrub na każde okno było wystarczającym sposobem na zabezpieczenie powstałych dziur. Po spakowaniu narzędzi i resztek płyt Olek zamówił pizzę, która należała im się za solidnie wykonaną robotę. Chciał wyskoczyć po piwo, dla siebie oczywiście bezalkoholowe, ale goście odmówili ze względu na poranny wyjazd do klienta. Podziękował im, a potem odprowadził ich na podjazd.
Ze względu na okolicę Agata nigdy nie zdecydowała się na założenie alarmu, ale on już obmyślił sprytne zabezpieczenie na kilka dni. W futrynę drzwi wbił gwóźdź. Na gumce zamocowanej od klamki do gwoździa powiesił mały kubeczek ze uprzednio pokruszonym szkłem. W fazie testów, czyli otwierania drzwi gumka po rozciągnięciu uwalniała kubek, który z brzękiem rozsypywał swoją zawartość na podłodze. Fragmenty szkła były tak wybrane, aby dźwięk był najgłośniejszy.  Przekręcił zamki i poszedł do łazienki, bo prysznic mu się należał po tym dniu pełnym wrażeń i strachu, dzięki, któremu czuł, że musi dać z siebie wszystko.

2 komentarze

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 2 lipca

    Życie Olka znowu staje pod wielkim znakiem zapytania. Problemy zamiast znikać, to pojawiają się z coraz wiekszą mocą i rozburzają jego spokój. To prawda - ma dla kogo żyć, ma rodzinę, która się o niego martwi. Bardzo dobry rozdział  

  • Bart

    Bart · 3 czerwca · 388226606

    Zamysł fajny, ale czy Olek utrzyma nerwy na wodzy? Ryzyko oczywistej zemsty spore, oby nie przeholował, bo ma dla kogo żyć. Stracić rodzinę to znacznie więcej niż rewanż za taki występek. Do boju Aleks!
    Takie, życiowe historie są zawsze zaskakujące i ciekawe.