Życie to ciągły trening cz.71

Życie to ciągły trening cz.71

Kiedy zadzwonił budzik czuł się zmęczony. Przez całą noc, co kilkadziesiąt minut robił rutynowy obchód po domu. Prawie jak w amerykańskim filmie tyle, że nie miał arsenału broni na wypadek inwazji napastników. Kilka razy miałczał kot, innym razem jakiś bezdomny przetrzepywał stojące przed posesjami worki ze śmieciami, ale nic, co by wzbudziło w nim większy strach.  
Złamał zakaz wykonywania jakichkolwiek ćwiczeń pozwalając sobie na kilka szybkich serii, jako rozluźnienie dla spiętych mięśni. Dla pewności podniósł koszulkę i odkleił delikatnie opatrunek. Nie było nawet jednej kropli krwi.  
Zegar kuchenki wskazywał 8:15. Chciał zadzwonić do swoich bliskich, ale w trosce o ich sen odpuścił sobie tą rozmowę. Z lodówki wyjął jajka, ser i pomidory. Zrobił śniadanie, którym bez problemu podzieliłby się, co najmniej dwie osoby. To, czego nie zjadł przykrył folią aluminiową i schował do lodówki. Gdyby nie okna w salonie na parterze byłoby zupełnie ciemno. Zdjął z klamki amatorskie zabezpieczenie i wyszedł przed dom. Chodził wzdłuż posadzonych drzewek i krzewów. Obejrzał cały płot bardzo dokładnie. Żadnych dziur, trawa stała dęba, co oznaczało, że w nocy nikt tutaj nie był.
Wyprowadził auto z garażu i pojechał do centrum. W sklepie dla szpiegów kupił trzy kamery bezprzewodowe nadające sygnał poprzez sieć 3G, do każdej dobrał kartę pamięci. Zgodnie z zaleceniem sprzedawcy zakupił też zapasowe akumulatory mające zapewnić kamerom bezprzerwową pracę, co najmniej przez tydzień. W osiedlowym sklepie nabył trzy karty SIM i wrócił do domu.
Auto zostawił przed bramą i zaczął się rozglądać za miejscami, w których mógłby zamontować zakupiony sprzęt. Wszedł do środka i z biura Agaty zabrał komputer. Uruchomił kamery i połączył je z aplikacją zainstalowaną z dołączonej płyty. Obraz był czysty i rejestrował dźwięk. Z dostępnego menu wybrał opcję zapisu na karcie i przesyłania go również do laptopa.  
- Co dwa nagrania to niejedno- pomyślał i popił napoju izotonicznego.
Pierwszą kamerę zawiesił na drzewie przy bramie. Drabiny wystarczyło do pierwszej gałęzi i resztę pokonał samemu wspominając stare, dobre czasy z dzieciństwa, kiedy zdobył szczyty wielu innych drzew. Schodząc zrzucił ręczną piłkę do drewna, która miała być przykrywką podczas montażu kamery. Chwycił trzy przycięte gałęzie i pociągnął za sobą do garażu. Kolejną kamerę powiesił pod dachem, aby mieć podgląd na tyły domu.  
O trzynastej przyjechały nowe drzwi. Młodzi chłopacy osadzili je w kilka chwil, a stare na polecenie Olka zabrali ze sobą. Dał im pięćdziesiąt złotych za fatygę i zabrał się za montaż trzeciej kamery. Wykręcił Judasza i za pomocą prowizorycznego stelaża i taśmy dwustronnej przykleił ją do drzwi. Czerwona dioda zasilania potwierdzała działanie, cztery kreski zasięgu z pięciu też się świeciły oznajmiając bardzo dobry sygnał.
Wrócił przed laptop. Uruchomił aplikację i jego oczom ukazał się widok z każdej kamery. Jednosekundowe opóźnienie dźwięku względem obrazu nie było czymś niezwykłym wobec zastosowanego przez niego rozwiązania bezprzewodowego. Na każdym filmie była wyświetlana data i procent baterii. Aplikacja prosta w użyciu miała też dodatkową funkcję, która mogła dzielić się obrazem również ze smartfonem.  
Wybrał numer Agaty i funkcję wideo rozmowy.  
- Jak tam moje kobiety?- uśmiechnął się szeroko na widok buzi ukochanej.
- Tęsknimy, ale mamy tutaj wspaniałe towarzystwo. Sam zobacz.
Podeszła z telefonem do łóżeczka, przy którym stały dzieci Adama zabawiające ich córkę.
- Pomachajcie wujkowi Olkowi.
Dzieci posłały mu szczere uśmiechy kiwając w jego kierunku.
- Cześć.
- Cześć wujku- opowiedziały chórem.
- Moje centrum dowodzenia- skierował kamerę na laptopa.
Przez chwilę milczała i miał pewne obawy, co do jej reakcji.
- Wszystko pod kontrolą.
- Oczywiście. Nowe drzwi są już założone.
- Świetnie. Co z oknami?
- Zaślepione płytami, ale Artur i jego ojciec przekazali wymiary odpowiedniej firmie. Jest szansa, że będą jutro gotowe.
- Będziesz dzisiaj?
- Postaram się.
- Obiecałeś.
- Będę. Ja zawsze dotrzymuje obietnic.
- Czekamy na ciebie.
- Do zobaczenia. Jadę do klubu.
Na chwilę obecną nie mógł zrobić nic więcej. Wsiadł w samochód i pojechał na siłownię.
- Jak tam?- przywitał się starając się być jak najbardziej naturalnym.
Wiedział, że mógłby liczyć na pomoc Olki i Jasia, ale nie chciał ich angażować w i tak już poplątane sprawy.
- W klubie? W klubie w porządku.
- Ale?
- Chcą odwołać galę MMA, na którą kupiłem bilety.
- Dlaczego?
- Policja przesłuchała naszych, a raczej trenujących u nas wojowników.  
- Dlaczego chcą odwołać?
- Dwóch z czterech zawodników w areszcie.
- W którym?
- Na Poznańskiej.
- Dlaczego akurat tam?
- Bo ja wiem?
- Czegoś chcieli od nas?
- Policji tu nie było.
- No cóż. I tak nie mogę trenować. Pojadę tam.
- Myślisz, że coś załatwisz?
- Nie wiem. Muszę z nimi pogadać. Może mi wyjaśnią, co się u mnie stało.
- A co się stało?
- Opowiem ci później. Wpadnij do mnie wieczorem.
- Ok.
Przy Poznańskiej zawsze ciężko z miejscami postojowymi. Zostawił auto przy warsztacie oponiarskim kilkadziesiąt metrów dalej. W okienku informacji podał swoje dane i został skierowany do posterunkowego Zawadzkiego, z którym rozmawiał dzień wcześniej. Musiał chwilę zaczekać, aż po niego zejdzie.
- Coś nowego?
- Mamy podejrzanych.  
- Kogo?
- Chwila. Pójdźmy do mojego gabinetu.
Nigdy tutaj nie był, ale dało się czuć świeżo pomalowane ściany.
- Proszę usiąść.
Olek zajął miejsce i zaczął się bacznie przyglądać policjantowi.
- Tomasz Głowiński i Andrzej Nowakowski- odłożył raport i spojrzał na Aleksa.
Olek ciężko przełknął ślinę, ale obojętnym tonem przyznał się, że miał z nimi kontakt.
- Podobno trenowali w twoim klubie.
- Tak.
- Twierdzą, że mieli rachunki do wyrównania z tymi typkami.
- Skoro tak mówią, to musiało tak być.
- Nie działali na twoje zlecenie?
- Co?
- Sam sobie z nimi nie poradziłeś, a urodzeni zabójcy mogli zdziałać znacznie więcej niż ty.  
Nie przypominał sobie, aby mówili sobie po imieniu. Nie chciał podnosić głosu, bo nie potrzebował kolejnych problemów.
- To, że trenują MMA i akurat przygotowywali się u mnie w klubie nie oznacza, że kazałem im rozwiązać swój problem.
- Powiedzieli, że napadli na twoją narzeczoną. Dlaczego tego nie zgłosiliście?
- Bez świadków? Ci pijacy nie przyznaliby się do czegokolwiek.
- Ale mielibyście zgłoszenie na papierze.
- Nic by to nie dało.
- Myślę, że dałoby.
- Czy coś pan sugeruje wobec mnie?
- Na razie nic.
- Co ze sprawcami grożącymi mojej rodzinie?
- Wyszli ze szpitala. Umiejętnie obici bez złamań.
Przypomniał sobie rozmowę z wojownikami, że można przemówić takim na kilka sposobów. Widocznie ponownie wybrali lekki wariant, choć krwi było sporo.
- Mogę z nimi porozmawiać?
- Na razie to niemożliwe.
- Dlaczego?
- Pytamy sąsiadów o całe zajście.
- Czy pan rozumie, że mojej rodzinie zagraża niebezpieczeństwo?
- O ile wiem wyjechali.
- Skąd pan wie?
- Patrol widział to i owo.
- Nie możecie nas śledzić.
- Nikogo nie śledzimy. Po prostu jeden z funkcjonariuszy spisujący zeznania widział was jak się żegnaliście.
- Mogę z nimi porozmawiać?
Policjant westchnął, ale sięgnął po słuchawkę telefonu.  
- Dajcie tych wojowników tutaj.  
Kiedy weszli wstał i przywitał się z nimi podając im rękę. Całe szczęście, że mieli tylko kajdanki, a nie kule u nóg.  
- Rozmowa tylko przy mnie- policjant pewny siebie spojrzał Olkowi prosto w oczy.
- Słyszałem, że chcą odwołać galę.
- To całkiem realna opcja.
- Zrobię wszystko, abyście wzięli w niej udział.
- Fajnie by było skoro bilety sprzedane.
- Nie mam wielkich znajomości, ale pewne osoby mogą je mieć.
- Olek, sorry- powiedział brunet.
- Za co? Za to, że udaremniliście napad na moją rodzinę?- spojrzał groźnie na funkcjonariusza.
- My nie mamy takich przypuszczeń póki, co.
- Dlaczego nam nie wierzycie?- oburzył się blondyn- Ruszyli spod swojej kamienicy całą grupką. Poszliśmy za nimi mając swoje przeczucia.
- W co wy gracie chłopcy?- zapytał policjant.
- W to, w co policja nie chce się babrać.
- Czyli co?
- W walkę z patologią.
- Uważaj chłopaku. Na razie to oni są ofiarami, a nie wy.
- Zamiast stać na straży porządku bronicie tych bydlaków- dorzucił brunet poprawiając się na krześle brzęcząc kajdankami.
- To wszystko?- funkcjonariusz zmarszczył brwi i spojrzał na Olka.
- Tak. Jestem po waszej stronie chłopaki. Pomogę wam.
Po wyjściu z komisariatu wybrał numer swojego prawnika. Streścił mu przebieg rozmowy i kazał zadzwonić, gdy coś ustali. Wrócił na Lawendową. Szybko przejrzał zapisy z kamer. Od północnej części ktoś się kręcił pod płotem zaraz po jego wyjeździe. Wyszedł z domu i poszedł obejrzeć to miejsce. Krzewy były połamane. Dotykał płotu i jednym pchnięciem dłoni wepchnął na posesję wycięty fragment.  
- Mam was- sięgnął po komórkę i zadzwonił na policję.  
Po przyjeździe policji najpierw pokazał im nagrania, a potem poszli wykonać kilka zdjęć dziury w płocie. Spisano notatkę służbową, a nagranie przekopiował im na pendrive.
O dziewiętnastej wpadli Jasiek z Olką. Zaprosił ich do środka i natychmiast wytłumaczył im, co robią płyty w oknach. Byli przerażeni, że z takim spokojem zabrał się działanie w tej sprawie.
- Nie mamy wielkiego mieszkania, ale jeden pokój możemy odstąpić Agacie i Natalce- zaoferowała się Aleksandra.
- Miło z waszej strony. Na razie są bezpieczne u Adama. Gdyby coś mam na uwadze waszą propozycję. Odwiozę was- chwycił kluczyki i pojechali na Lubicką. Pomimo ich nalegania nie wszedł na herbatę tłumacząc się, że czeka na kontakt od swojego prawnika. I jak się okazało siedział w aucie pod jego domem.  
- To jest Marian Sobczyk. Zgodził się reprezentować ich oboje.
- Witam. Wszystkie koszty pokrywam ja.
- Również mi miło- siwy facet uścisnął jego dłoń i po krótce przedstawił im plan działania.
Zadowolenie z takiego obrotu sprawy nieco poprawiło mu humor. Umówili się na spotkanie następnego dnia o dziewiątej rano. Kiedy odblokowali mu wjazd wjechał do garażu i zabunkrował się w domu. Znów przejrzał nagrania, ale nikt się już nie pojawił. Może ktoś go obserwował z ukrycia i zobaczył, że policja zainteresowała się jego odkryciem. Wiedział, że tylko pełne opanowanie może być kluczowe w tym wszystkim. Zadzwonił telefon.  
- Agata. Zapomniałem.
Odebrał.
- Będziesz?
Zerknął na czerwony zegar kuchenki. Wskazywał dwudziestą.  
- Za kilka minut- przebrał się i pojechał do nich. Z powodu obsesji stale zerkał w lusterko i zmieniał ulice skręcając w ostatniej chwili. Robił to, co ludzie na filmach, aby wyłapać ewentualny ogon. Nikt za nim nie jechał, ale co by mu to dało, gdyby miał nadajnik GPS w aucie. O tym też pomyślał. Zaparkował auto, a resztę drogi pokonał pieszo. W parku z długimi alejkami nie miał trudności, aby się rozglądać, bo każde drzewo miało tabliczkę z krótkim opisem. Udawał, że czyta lustrując otoczenie. Po wyjściu z parku pobiegł w kierunku wąskiej uliczki i wszedł na posesję Adama.  
- Wejdź- drzwi otworzyła jego żona.
- Nie za późno?
- Ależ skąd. Nasze dzieci jeszcze nie śpią. Bawią się z Agatą.
Po wejściu uścisnął dłoń Adama i poszli na chwilę do jego biura. Streścił mu plan działania na kolejne dni i sposób, w jaki chciał pomóc wojownikom.  
- Coś do picia?
- Szklankę soku?
- Chodźmy.
Przeszli do salonu. Krzykom dzieci nie było końca. Dziewczyny grały z jego dziećmi w twistera. Z miłą chęcią, by z nimi zagrał, ale przez szwy nie miałby szans na powyginane figury.  
- Aleks- Agata wstała i rzuciła mu się na szyję.
- Hej kochanie- pocałował ją w czubek głowy i mocno przytulił.
- Zazdroszczę wam- przywitał się dziećmi Adama.
- Możesz z nami zagrać wujku- zaproponował Antek, który miał sześć lat.
- Może innym razem- podniósł lekko koszulkę, aby pokazać im opatrunek.  
- Mocno boli?- zapytała jego siostra Monika starsza o rok.
- Już nie. Obiecuję, że zagramy wszyscy razem.
- Super!- krzyknęli oboje.
- Natalka śpi?
- Na górze. Chcesz ją zobaczyć?
- Oczywiście- spojrzał na Adama, a ten skinął mu głową porozumiewawczo.
Szedł na górę trzymając Agatę za rękę. Po wejściu jego wzrok napotkało spojrzenie oczu jego córki. Wielkie, błyszczące oczy przyglądały mu się z niepokojem.
- Moja córka- posłał jej uśmiech. Jej odpowiedź była taka sama. Wyciągnęła swoje rączki. Podniósł ją i przytulił do siebie.
- Obiecuję, że za kilka dni znów będziemy razem.
- Oby- Agata objęła go kładąc mu głowę na ramieniu.  
Każdy nalegał, aby został na kolacji. I nie mógł im odmówić po tym, w jaki sposób zajęli się jego rodziną. A już nie dzieciom, które miały frajdę z tego, że podnosił ich oboje bez problemu do góry, aż pod sam sufit.  
- Ale wujek jest silny- nie mógł się nacieszyć Antek.
- Może dajcie mu trochę odpocząć, co?
- Ostatni raz tato- błagała go Monika.
- Ostatni- Adam zerknął na Olka, ale widział, że nie odmówiłby im kolejnych prób.
- Uwaga! Do góry!
Ukradkiem zerkał na smutną twarz Agaty. Tak bardzo pragnął, aby to wszystko się już skończyło. Postanowił, że dopóki sytuacja nie będzie w stu procentach rozwiązana, to nie pozwoli im wrócić do domu.  
- Jedź ostrożnie- przytuliła go mocno.
- Nie płacz- kciukiem ocierał jej łzy- Bo ja też będę zaraz płakać.
- To płacz, będzie mi raźniej- trochę się roześmiała, ale zaraz spoważniała, kiedy złapał za klamkę.
- Będę jutro- uśmiechnął się do niej, a potem podał rękę Adamowi i wyszedł.
  

457 czyt.
100%301
dreamer1897

opublikował opowiadanie w kategorii miłosne i przygodowe, użył 2546 słów i 14104 znaków

Komentarze (1)

 
  • Ciekawski1995

    Ciekawski1995 14 cze 20:59 ip:17836216

    Trudny czas dla nich nastał. Nie mam pomysłu jak Olek poradzi sobie z tym wszystkim. Mam nadzieje, że autor wymyśli coś dobrego. Czekam na kolejną część