Życie to ciągły trening cz.31

Życie to ciągły trening cz.31Kiedy się obudził dziewczyny nie było przy nim. Podszedł do okna przywitać się z poniedziałkiem. Słońce leniwie przebijało się przez rolety ale temperatura sięgała już dwudziestu stopni. Wciągnął koszulkę i zszedł na dół. Rozglądał się po salonie ale nikogo nie dostrzegł. Na stoliku w kuchni parzyła się kawa, obok stał talerz pełen kanapek z pomidorem i ogórkiem. Na przystawkę plastry wędzonego łososia i porcja serka wiejskiego. Śniadanie idealne na powrót do formy. U siebie nie jadł w towarzystwie telewizora ale widocznie ona lubiła tak zaczynać dzień.  
Uspokoił się dopiero kiedy wyszła z łazienki ocierając jeszcze mokre włosy. Choć rzadko miał okazje ją podziwiać w tej sytuacji to czuł jednak miłe zaskoczenie, ten obrazek zupełnie go odprężał.
- Pyszne kanapki.
- Na zdrowie. Przyda ci się w najbliższym czasie.
- Dziękuje. Dlaczego nie obudziłaś mnie wcześniej? Już ósma.
- Nie musimy dzisiaj się spieszyć.
- Dlaczego?
- Zobaczysz- mrugnęła okiem i poszła na górę się przebrać.
Nie znosił programów śniadaniowych bo wszyscy byli tam ekspertami od wszystkiego. Najlepiej się znali na zdrowiu, jedzeniu czy wystroju wnętrz. Jakby każdy był takim ekspertem od wszystkiego to nikt by nie zarabiał na swoim indywidualnym fachu. To jej dom więc nie odważył się zmienić stacji.
Zeszła na dół ubrana w krótkie, szare spodenki i białą bluzkę bez rękawów. Włosy opadały jej swobodnie na ramiona, wyglądała na wypoczętą.
- Zostawiłem połowę dla ciebie.
- Miło z twojej strony ale ja tyle nie zjem- ucałowała go w policzek.
- Jak się spało? Wyglądasz na wypoczętą.
- I chyba tak jest. Sprawy wolno ale idą do przodu. Coraz mniej zmartwień.
- Czego?
- Wyszedłeś ze szpitala. Być może ruszymy z remontem.
- To są zmartwienia?
- A nie?
- Wydaje mi się, że nie może ci się nie udać- sięgnął po kolejną kanapkę.
- Nam nie może się nie udać- poprawiła go.
- Mój wkład w to co obrałaś za cel jest tak minimalistyczny, że trudno mi mówić o naszym sukcesie.
- Olek. A pomysł, wykonanie się nie liczy?
- Pomysłów można mieć setki ale nie mając kasy nic nie zrobisz. Dlatego ma to tak ogromne znaczenie.
Kiedy go poznała czasem aż za nadto emanował zbyt dużą pewnością siebie ale z czasem spuścił z tonu. Domyślała się, że być może to dla niej stara się zmienić.  
- Bierzesz prysznic?
Obwąchał się na szybko i stwierdził, że nie odmówi sobie tej przyjemności z rana. Skinął głową akceptująco i poszedł do łazienki. Agata wstawiła naczynia do zmywarki i przygotowała listę zakupów aby uzupełnić braki.
Dołączył do niej ubrany w niebieskie szorty i swoją koszulkę z Songo przygotowaną poprzedniego dnia.
- A jednak- uśmiechnęła się na widok t-shirtu.
- Co? Lubią ją jest moją inspiracją.
- Dzieciak.
- Ej. A ty nigdy nie oglądałaś bajek?
- Pewnie tak ale nie pamiętam co to było.
- Dragon Ball, Beyblade, Pokemon czy Yugi-Oh.  
- Znam te tytuły.  
- No więc wiesz o co mi chodzi.
- Myślę, że trenowanie aby pokonać Songo nie ma sensu- powiedziała czytając tekst na koszulce.
- Oglądałaś?
- Widziałam kiedyś kilka odcinków. Ratowanie świata przed złem jest fajne- mrugnęła okiem.
- Ale Songo czy Vegeta?
- Co masz na myśli?
- Który lepszy?
- Wolę Songo.
- A ja kogo ci przypominam?
- Twoja motywacja wygląda jak u Songo ale jeszcze do niedawna powiedziałabym, że bliżej ci do Vegety za tą twoją zbyt dużą pewność siebie.
- Jaką pewność?
- Nie pamiętasz swojej walki po której wylądowałeś w szpitalu?
- Sądzisz, że to przed zbyt dużą pewność siebie?
Skinęła głową potwierdzając. Przez chwilę patrzyła na niego zastanawiając się jaką ripostę znajdzie.
- Muszę cię poprawić. To nie zbyt duża pewność siebie.  
- No więc słucham.
- Bo wtedy w klubie, pierwszego dnia- mówił bardzo niepewnie.
- Co?
- W dość oryginalny sposób śmiałem się z tego gościa bo miał na sobie różową bluzkę i legginsy z różowym paskiem. Powiedziałem mu, że wygląda jak ciota. Potem żądał ode mnie osobistych przeprosin w szatnie- cokolwiek miał na myśli.  Potem chciał mnie chyba sprać ale sprowadziłem go do parteru. Najpierw się popłakał bardziej ze wstydu niż z bólu. Potem już wiesz jak było dostałem łomot ale mogłem się lepiej zachować.  
- Dlaczego to przede mną ukrywałeś?
- Bo ja wiem? Nie chciałem wyjść na frajera.
- Brak mi słów.
- Odegram się jeszcze na nim.
- Coś ci już mówiłam na ten temat.
- Biorę twoje słowa do serca ale to kwestia sprawiedliwości.
- Odnoszę wrażenie, że polubiłeś szpital. Dwie wizyty w tak krótkim czasie- uśmiechała się drwiąc z niego.
- Za niektóre decyzje trzeba ponosić odpowiedzialność. Ryzyko dla jednych jest większe, dla innych mniejsze. Był z kolegami więc w moich oczach wyszedł na nieudacznika.
- To fakt. Rzucić się na jednego jest nie fair.
- A więc mnie rozumiesz.
- Troszeczkę. Po co ci zemsta?
- To nie zemsta. Chcę mu pokazać, że nie tylko on umie się bić.
- Urażona duma?
- Nie. Po prostu wyrównanie rachunków.
- To znaczy?
- Wtedy trochę się powyzywaliśmy. Ale to ja dostałem łomot. Czas na rewanż.
- Zachowujesz się jak dziecko, któremu zabrano zabawki.
- Być może- westchnął.
- Olek czy ty nie możesz odpuścić?
- Mogę.
- Więc?
- Jasiek jest moją dumą. To on dzięki swojemu uporowi osiągnął już tak dużo.
- Jeszcze jego chcesz w to mieszać?
- Po tym co zaszło samo obiecał mi pomóc jeżeli ja pomogę mu się zmienić.
- Powariowaliście.
- Być może- stwierdził krótko.
- Wiesz co się stanie jak znów się dowiem, że będą cię kroić albo coś jeszcze gorszego?
- Bez obaw. Tym razem  będę miał wsparcie.
- A jak będzie ich więcej?
- Mam kilku kolegów.
- Czyli nie przegadam ci do rozumu?
- Kocham cię.
- Ja ciebie nie- powiedziała stanowczo.
Wiedział, że powiedziała to w przypływie złości.
- No chodź tu do mnie. Nie gniewaj się.
Stała obrócona tyłem patrząc przez okno na ulicę. Nie odzywała się przez chwilę czekając na jego krok. Stanął za nią chwytając ją za ramiona.
- Jesteś na mnie zła? Dlaczego?
- Bo jesteś wariatem?
- Wcale nie.
- Dasz sobie z tym spokój?
- Nie wiem. Nie mogę nic obiecać.
- Nie chcę cię stracić. Nie po tym wszystkim- dodała smutno.
- Jeżeli mnie sama nie porzucisz to nic takiego się nie wydarzy. Przynajmniej z mojej strony.
- Z mojej też- dodała cicho.
- Jedziemy?
- Chcesz prowadzić?
- Jasne.
Zgodna nastąpiła szybciej niż się spodziewał. Musiał iść na kompromis przynajmniej tymczasowo. Nie wycofał się do końca ze swoich planów. Do głowy wpadł mu całkiem ciekawy pomysł. Wyjął karteczkę z numerem z portfela i przez chwilę się jej przyglądał. Zapytał się tylko przez sms co porabia i podpisał się swoim imieniem. Schował telefon do kieszeni i wyszli. Zajął miejsce kierowcy i ruszyli. Układ był prosty, że poprowadzi ale bez szaleństw. Wiele razy miał ochotę wcisnąć gaz do dechy ale nigdy nie łamał umowy gdy wynegocjował coś bardzo ważnego dla siebie.

Pod klub dojechali kilka minut po dziewiątej.
- Dziękuje. Wspaniałe wrażenia.
Spojrzała na niego dość zazdrośnie.
- Oczywiście nie takie jak z tobą.  
- Od razu lepiej- na jej ustach pojawił się uśmiech.
Dostrzegł ruch na recepcji ale kiedy weszli do środka nikogo nie było.  
- Ktoś nie dopilnował swoich obowiązków. Gdzie młody?
- Może trenuje a ktoś go zastępuje ale jest w toalecie?- dodała.
- Nie podoba mi się to.
- Co?
- Ten spokój. Coś jest nie tak.
- Nie rozumiem. Gdzie ta pewność siebie?
- Tutaj- wskazał na siebie kciukiem i przeszedł przez szklane drzwi.
Wrzawa się podniosła natychmiast. Sala zaczęła śpiewać sto lat, serpentyny i konfetti latały w powietrzu. Kilkanaście osób uśmiechniętych od ucha do ucha. Nie bardzo rozumiał o co chodzi. Urodziny miał w szpitalu ale nie świętował bo nie było co.
- Skąd wiedziałaś kiedy mam urodziny?- spojrzał na szczęśliwą Agatę.
- A twoje CV?
- No tak- obrócił się w kierunku publiki.
Były oklaski, życzenia od Jasia. Nawet rudowłosa piękność złożyła mu ekstrawaganckie życzenia.
Czuł się zmieszany ale jednak to wzruszenie było górą. Po jego policzkach spłynęło kilka łez. Od śmierci rodziców nie miał nigdy tak ciepłego powitania a jeszcze pamięć o urodzinach, które świętował tylko małym tortem w domowym zaciszu.
- Ja nie wiem co powiedzieć- jego głos drżał utrudniając mówienie.
Agata stanęła za nim i szepnęła mu coś na ucho.
- Dziękuje wam za to czego tu doświadczyłem. To bardzo piękne doznanie.
- Musisz pokroić tort- wskazał Jasiek stojący niedaleko tort.
Był w kształcie prostokąta ale miał nadruk. Przedstawiał napakowanego faceta z dopiskiem Dla Olka od społeczności Agata Gym.
Uśmiech nie znikał z jego twarzy. Wyjął smartfon i zrobił zdjęcie tortu a potem fotki leciały seryjnie. Wszyscy razem i z każdym z osobna. I choć to małe przyjęcie trwało tylko godzinę to rozmowy dalekie były od tematów związanych z siłownią. Na koniec podziękował wszystkim za tak wspaniałą niespodziankę. Najlepsze było to, że wszyscy zaczęli wykonywać swój trening jakby nic się nie wydarzyło. Poszedł z Agatą do gabinetu.
- Wiedziałaś o wszystkim?
- Tylko tyle, że Jasiek chce ci zrobić niespodziankę. Poprosił o pieniądze.
- A więc to on wszystko uknuł. Pomysł jak z amerykańskiego filmu.
- Nie cieszyłeś się, że tu wracasz?
- Jasne, że się cieszę. Po prostu jestem zaskoczony, że tak to wszystko wyszło.
- Widocznie sobie zasłużyłeś.
- Na łomot też. Być może bez niego nie byłoby przyjęcia- uśmiechnął się szyderczo.
- Kto wie.
Jego telefon zawibrował informując o wiadomości. Przeczytał odpowiedź od Olki i uśmiechnął się ponownie. Odpisał, że będzie miał chwilę po południu i mogą się spotkać na kilka minut.
Agata zajęta przeglądaniem dokumentów nie zauważyła jego reakcji.  
- Będę mógł pożyczyć auto po południu?
- Nie będziesz szalał?
- Obiecuję.
- No dobrze. Masz jakiś wykład dzisiaj?
- O jedenastej podstawy żywienia a przyrost wagi.
- Mogę przyjść?
- Zapraszam. Pogadam z Jasiem- wyszedł prosto na recepcję.
- Zabiję cię- rzucił w jego kierunku całkiem poważnie.
- Dlaczego? Nie podobało ci się?
- Czułem się dość zmieszany. A jeszcze się popłakałem…
- No i co z tego?
- Wyszedłem na mięczaka przy tylu ludziach.
- Przecież można płakać z powodu wzruszenia.
- Nie ważne. Płaczę tylko do poduszki. Rozumiesz?
- Sugerujesz, że łzy są oznaką słabości?
- Być może- rzucił oschle.
Teraz to Jasiek był zmieszany bo nie zrozumiał jego słów. Przyglądał mu się próbując wyłapać jego nastrój.
- Złościsz się na mnie?
- Ja? No co ty. Poprawiliście mi ten nastrój- klepnął go po plecach.
Młody westchnął głęboko i wypuścił całą zawartość swoich płuc.
- Ale mnie wkręciłeś.
- I jeszcze kilka niespodzianek przed tobą.
- Przede mną?
- Moja kolej.  
- Coś złego czy dobrego?- dopytywał.
- Przyjemnego…
- Mam się bać o coś?
- Z mojej strony? Nie.
- Okej. Mam zamykać drzwi w domu na dwa zamki?
- Przede mną? Nie.
- Nie żebym się czegoś obawiał ale twoje słowa są dość mroczne.
- Spokojnie nic ci nie grozi.
- Trzymam cię za słowo.
- Idę na warsztaty z żywienia.
- Powodzenia.
Sala wykładowa znajdowała się dokładnie za salą fitnessu i strefą wolnych ciężarów. Przespacerował się przez obie dostrzegając kilka nowych osób. Zmazał tablicę oczywiście klasyczną po której można pisać kredą. Teraz to on był nauczycielem ale zbytnio nie przepadał za staniem po tej stronie. Zebrało się kilka osób i równo o jedenastej zaczął działać. Opowiedział, że główną przyczyną przyrostu wagi jest nadmiar kalorii spożytych względem tych spalonych co oczywiście było dla wszystkich jasnym stwierdzeniem. Streścił krótko, że wszystkie makroskładniki przyczyniają się do budowy całego ciała. Jedząc je wszystkie przybieramy wagę na którą składają się poszczególne elementy jak mięśnie i tłuszcz. O tym, że nie tylko węglowodany są zamieniane na tkankę tłuszczową bo białko również ma takie prawo. Kilka minut przed końcem zajrzała szefowa bacznie przyglądając się dyskusji jaka wywiązała się na temat jakości jedzenia. Olek starał się wytłumaczyć, że są przypadki budowania ciała opierające się na jedzeniu fast foodów co ma swoje jakieś uwarunkowania genetyczne choć nie popierał takiego sposobu jako najważniejszego. Zerkał na nią niczym nauczyciel na kuratora w szkole, szukał w jej oczach uznania. Oczywiście tutaj nie było zadań domowych ale dobre rady ułatwiające wszystkim walkę o lepszego siebie.
- I jak poszło?
- Nawet nieźle. Jeszcze trochę pamiętam.
- Mówiłeś z wielkim przekonaniem. To od nich zależy czy będą przestrzegać zaleceń.
- Są tu aby być lepszymi a ja mam im w tym pomóc- uśmiechnął się lekko.
- Wyjeżdżasz teraz?
- Wezmę szybki prysznic i wyskoczę na chwilę. Jeżeli masz coś pilnego lub mnie potrzebujesz to przełożę.
- Mam jeszcze kilka papierków do wypełnienia.
- Nie znam się dokładnie na finansach ale jakby co wiesz, że mogę podumać z tobą. We dwoje zawsze raźniej.
- Będę pamiętać. Leć bo się spóźnisz.
Pocałował ją i poszedł pod prysznic. Założył strój w jakim przyszedł, kilka psiknięć wodą toaletową Adidas i poszedł do jej biura.
- Mogę prosić o kluczyki?- stanął przed biurkiem.
- Uważaj na siebie. Nie szalej.
- Jasna sprawa. Dziękuje.
Kiedy wyszedł na zewnątrz fala ciepła była nie do zniesienia. Obszedł auto dookoła i poklepał kilka razy.
- Damy radę. Nie zawiedź mnie- powiedział na głos.
Przekręcił kluczyk, włączył klimatyzację i założył niebieskie aviatory. Ruszył delikatnie, ostrożnie włączając się do ruchu.

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 13 lis 2018

    Zaskakujące przyjęcie urodzinowe, Olek wzruszył się, mając takich przyjaciół i znajomych. Agata czuwa nad nim, oby nie musiał się znów bić. Ich związek jest wspaniały, potrafią znaleźć kompromis. Jasiek ma też poczucie humoru Fajny im wyszedł ten tort, zdjęcia musiały być super. Nawet twardziel ogląda bajki i nie ma się czego wstydzić. Widziałam jak starszy pan miał koszulkę z logo Genialnego Żółwia. Bulma była świetna, a Goku to legenda.

  • blondeme99

    blondeme99 · 11 sie 2018

    Co Olek kombinuje? Kurczę, teraz to mnie dopiero zaciekawiłeś Romantiko i to w wielkim wydaniu nic tylko zazdrościć Agacie Ehh mam nadzieję, że pomysł z wyrównaniem rachunków mu wybije z głowy, Agata się o niego martwi i słusznie znając zawziętego i pewnego siebie Olka, można stwierdzić, że da tym draniom popalić część wspaniała i oby tak dalej niech ta miłość kwitnie