Życie to ciągły trening cz.19

Życie to ciągły trening cz.19Po krótkim prysznicu ubrał koszulkę podarowaną przez Agatę i dżinsowe szorty. Wrócił do recepcji aby porozmawiać z gościem od automatów:
- Cześć. Olek- podał dłoń młodemu chłopakowi.
- Dzień dobry- odpowiedział z pełnym szacunkiem.
- Uważam, że przy takiej sprzedawalności możemy wynegocjować lepsze ceny.
- Ma pan rację ale to nie ze mną takie rozmowy. Ja tylko uzupełniam braki.
- Oczywiście. Dużo takich automatów obsługujesz?
- Całe województwo. Mam jakieś trzydzieści parę takich maszyn na swojej głowie. Jednakże pierwszy raz zdarzyła mi się sytuacja abym musiał przyjechać następnego dnia.
- Ja też nie spodziewałem się takiego zainteresowania ale to chyba dobrze dla nas i dla was. Większa kasa, więcej z magazynu zejdzie.
- A ja więcej będę tutaj jeździł.
- Nie ma innej opcji. Coś do picia?
- Z miłą chęcią.
Aleks poszedł do lodówki i przyniósł zimną pepsi, rozlał do trzech szklanek a jedną podał młodemu.
- Dzięki- wypił całą jednym łykiem.
- Lato zaczyna gnębić.
- Jeszcze jak- dodał Jasio.
- Idziesz ćwiczyć?
- A kto zostanie na recepcji? Andżelika poszła do domu.
- Ja cię zastąpię. Masz jakieś pięćdziesiąt minut.
- Dobra już idę.
- Rozumiem, że musimy zaraz opłacić tak pilną dostawę towaru?
- Lepiej jak zadzwonisz do firmy, nie będę wprowadzał cię w błąd.
Wybrał numer widniejący na fakturze i zadzwonił. Po kilku minutach wymiany zdań dowiedział się tylko, że mają czternaście dni i zamówienie zawiera mały upust ze względu na ekspresowe wyczerpanie odżywek.
- I jak?- zapytał młody.
- Mam tylko podpisać dostawę i zapłacić w ciągu dwóch tygodni.
- W porządku. Ja muszę lecieć. Dzięki za Pepsi.
- Nie ma sprawy. Cześć.
- Dzień dobry- weszła pewnym krokiem blondynka.
- Dzień dobry. W czym mogę pomóc?
- Chciałabym wykupić karnet.
- Standardowy czy wersja VIP?
- Proszę mnie przekonać co lepsze.
Objaśnił jej w kilku słowach różnice pomiędzy obiema kartami nie mogąc się oprzeć jej ogromnemu dekoltowi.  
- Płatność gotówką czy kartą?
- Poproszę kartą.
I tu zaczęły się schody bo nie miał pojęcia jak przeprowadzić transakcję.
- Chwilka- poszedł do ukochanej, zapukał i zawołał:
- Mogę cię prosić? Nie umiem zrealizować transakcji kartą…
- A Jasiek?
- Kazałem mu iść poćwiczyć bo później ja mam spotkanie z tym agentem.
- Pokażę ci.
Nie nadążał kiedy jedną ręką obsługiwała terminal a drugą komputer.
- Jak ty to robisz?- wyraźnie zdziwiony podpytywał.
- Siedzę w tym od początku mój drogi.
- Od kiedy pani zaczyna?- zapytała.
- Może być od jutra.
- Świetnie. Zapraszamy na trening.
- Dziękuje. Do zobaczenia- spojrzała na Olka i wyszła kręcąc tyłkiem, że nie mógł oderwać oczu.
- Ładna.
- Czy ja wiem? Taka jakaś plastikowa do ciebie nie ma startu. Ty jesteś taka naturalna i masz duszę.
- Pokażę ci jeszcze raz jak po kolei masz wszystko robić.
- Już się robi szefowo.
Po kilku razach przejął sterowanie nad wszystkim ale ona i tak prowadziła go przez wszystkie kroki.
- Praktyka czyni mistrza- klasnął w dłonie po dwudziestej próbie zakończenia transakcji.
- Powiedzmy, że łapiesz.
- O której ma być ten agent?
- O czternastej trzydzieści. U ciebie?
- Dobrze. Uda się?
- Mam pewien pomysł na niego. Zaufaj mi.
- Ufam ci- pocałowała go i poszła do siebie.
Z portfela wyjął dwa złote i kupił porcję odżywki. Zalał shaker wodą, wymieszał i wypił.
Po chwili dołączył do niego Jasiek.
- I jak było?
- Mam rekord.
- Ile?
- Siedemdziesiąt dwa kilogramy na ławeczce.
- Brawo. Ile jutro?
- Jutro nogi.
- Dobra odpowiedź.
Do środka wszedł ubrany w marynarkę i spodnie na kant agent nieruchomości. Miał jakieś czterdzieści lat, brodę i szpakowate włosy.
- Dzień dobry. Jestem z agencji nieruchomości.
- Witam. Olek. Proszę za mną.
Poszli do gabinetu szefowej. Otworzył drzwi:
- Możemy? Przyszedł pan…
- Artur Kowalewski. Agencja Place for you.
- Witam. Proszę- wskazała mu miejsce.
Olek usiadł obok niej.
- Chcieliśmy poznać cenę nieruchomości o którą pytałem.
- Nie chcecie jej obejrzeć w środku na początek?
- Ustalmy jakiś pułap cenowy.
- Dwieście tysięcy to cena minimalna. Położenie nieopodal centrum, powierzchnia idealna na prowadzenie działalności jak wasza.
- Stanowczo za dużo. Przesadził pan.
- Taka jest wycena.
- Ile czasu trwa sprzedaż tego budynku?
Agent zaskoczony tym pytaniem długo szukał odpowiedzi ale przyznał się, że kilka lat poszukują chętnego.
- Trafiłem w punkt co?
- Nie będę ukrywał, że agencji zależy na pozbyciu się tego budynku bo niestety wymaga remontu.
- Powiem panu tak. Niedaleko znajomy otworzył nowy klub tutaj i zapłacił nieco ponad sto dwadzieścia tysięcy, podatki i remont. Atrakcyjność lokalu spadła bo otwarto nowy klub, wymaga remontu i długa sprzedaż.
- Ile?- zapytał agent.
- Proponuję sto trzydzieści tysięcy z czego dziesięć będzie dla pana gdy wpiszemy cenę mniejszą o tą kwotę.
- Nie mogę się zgodzić.
- No to trudno. Nie mamy takich pieniędzy.
- Zaraz…zadzwonię do szefowej.
Wyszedł na chwilę aby pogadać.
- Czemu tak go przycisnąłeś?
- Chcesz mieć nadal sto procent własności klubu?
- Fajnie by było ale uważam, że to za mała kwota.
- Jeżeli nie będzie miał zgody to podniesiemy ofertę.
Agent wrócił mówiąc:
- Umowa stoi. Miałem się pozbyć tego lokalu.
- Piątka- podał rękę agentowi.
- To co? Umowa przedwstępna?
- Jasna sprawa. Ta pani jest właścicielką i kupującą.
- Dostanie pan piętnaście tysięcy po sfinalizowaniu umowy.
W oczach agenta było widać wyraźny błysk kiedy usłyszał wyższą kwotę.
Podpisali stosowne dokumenty i poszli obejrzeć lokal.  
Pożegnali się przed wejściem do klubu. Odjechał Mercedesem ML.
- Wiedziałem, że to naciągacz. Auto za co najmniej pół miliona.
- Był pewny siebie ale wierzyłam w ciebie.
- Miałem obawy ale gotówka do ręki zmotywowała go bardziej. Będzie jeszcze miał prowizję z tych stu dwudziestu kawałków.
- Jeszcze wiele pracy przed nami.
- Mam ochotę na pyszny obiad. Zgłodniałem po tym treningu i negocjacjach.  
- Muszę cię gdzieś zabrać.
- To nasz sukces- pocałował ją namiętnie.
Zaprosiła go do jednej z restauracji serwującej włoskie jedzenie. Siedzieli w ogródku na rynku podziwiając ludzi krążących w szalonym tempie.
- Każdy goni za pieniądzem. Wyścig szczurów.
- Ty już nie musisz. Zapracowałeś sobie na to w ostatnich dniach.
- Nic jeszcze nie osiągnąłem.
- O jakim znajomym mówiłeś, że otworzył klub?
- Gość, który spuścił mi łomot ze swoimi kolegami- zaśmiał się wspominając swoją porażkę.
- W końcu poznamy jego dane. Będziemy mogli zgłosić sprawę na policję.
- Kochanie. Proszę cię zostaw ten temat. Powiedziałem, że odegram się na nim w inny sposób.
- W jaki?
- Jak będę miał plan to ci go zdradzę.
- Nie rób nic głupiego. Wszystko idzie w dobrym kierunku. Ja, ty czyli my.
- Wiem. Cieszę się, że powiedziałaś my.
Kiedy wrócili do domu nie mogli się opanować. Ciuchy w ekspresowym tempie lądowały na podłodze. Do sypialni poszli całkiem nadzy zostawiając bieliznę na schodach.

1 komentarz

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 4 wrz 2018

    Zna się na tym, negocjator. Agata jest zadowolona, szykują coś na konkurencję, Olek ma pomysły, może być ciekawie.