Życie to ciagły trening cz.79

Życie to ciagły trening cz.79- Pani Agata?
Otworzyła szeroko oczy i zerwała się na nogi.
- Co z Olkiem? Mogę go zobaczyć?
- Ja właśnie w tej sprawie.
Jej oczy rozszerzyły się i zaczęła drżeć.
- Nie uwierzę w ani jedno pana słowo. Olek to…
- Nie- przerwał jej- Bez obaw. Najtrudniejsze już za nami. Może mi pani wierzyć- lekarz uśmiechnął się lekko.
- Mogę go zobaczyć?
- Oczywiście. Proszę za mną.
- Kiedy się wybudzi?
- To my o tym zdecydujemy. Zapraszam do gabinetu. Udzielę pani kilku wyjaśnień.
- Chcę zobaczyć narzeczonego.
- Chciałem pani wyjaśnić pewne kwestie, żebyśmy uniknęli nieporozumień i zbędnych pytań.
Zatrzymała się na chwilę pod salą numer 5, ale spojrzenie lekarza było bezwzględne. Smutno i bez energii podążyła za nim do jego gabinetu. W środku panował chaos. Po biurku walały się papiery, kawa rozlana przez środek blatu jakby rzucona w biegu.  
- Proszę wybaczyć nieporządek, ale mieliśmy ciężką noc. Przywieziono całą rodzinę z wypadku. Jakiś idiota doprowadził do zderzenia czołowego.  
- Rozumiem. Proszę przejść do rzeczy. Chcę go jak najszybciej zobaczyć.
- Coś do picia?
Rozejrzała się po gabinecie i panujący w nim nieład szybko ją zniechęcił, więc grzecznie odmówiła.
- Wprowadziliśmy pacjenta…
- Olka- przerwała mu.
- Nie możemy spoufalać się pacjentami, więc pozwoli pani, że pozostaniemy przy tym terminie.  
Nie podobało się jej tak przedmiotowe traktowanie drugiej osoby, a szczególnie bliskiego jej sercu Aleksa. Dla lekarza człowiek to pacjent, dla urzędnika człowiek to petent, a dla sprzedawcy człowiek to klient. Używanie tych sformułowań wobec drugiej osoby osłabiało więź między zainteresowanymi osobami w miejscu gdzie dobre relacje są podstawą do współdziałania czy wspólnego rozwiazywania problemów. Chciała go jak najszybciej zobaczyć, więc musiała schować swoje przekonania do kieszeni, a nie cierpiała tego robić szczególnie, gdy chodziło o jej bliskich.  
- Wprowadzenie pacjenta w stan śpiączki farmakologicznej miało na celu złagodzenie ewentualnych uszkodzeń, kiedy doszło do nadmiernego krwawienia. Za pomocą odpowiednich leków, ich wykaz jest w karcie pacjenta. Może pani sobie to zobaczyć- zaczął przeszukiwać papiery, ale w tym nieładzie miał z tym problem.
- Nazwy i tak nic mi nie powiedzą. Proszę kontynuować.
- Za pomocą leków zwiotczających mięśnie układu oddechowego kontrolujemy sami jego oddech i dostosowujemy go do bieżącego stanu organizmu. No i oczywiście podczas śpiączki wszystkie bodźce z zewnątrz nie docierają do pacjenta, a my możemy w spokoju czuwać nad przebiegiem leczenia.
- Czy to wszystko?- zniecierpliwiła się- Chciałam go zobaczyć.
- Mam nadzieje, że zrozumiała pani, o co chodzi?
- Śpiączka jest dla jego dobra i ma pozwolić na spokojne leczenie. Tak?
- Ogółem mówiąc ma pani rację.
- Możemy?- podniosła się krzesła.
- Proszę za mną-przepuścił ją w drzwiach i poszli pod piątkę.
Wpisał kod i uchylił drzwi. Weszła niepewnie drobnymi krokami.
- Mój boże- szepnęła z ręką na ustach- Olek…
Wokół łóżka stało pełno aparatury i takiej ilości jeszcze nie widziała ani razu. Różne dźwięki pracujących urządzeń mieszały się ze sobą dodając dramatyzmu całej tej scenie. Blada twarz przykryta maską tlenową wyróżniała się z niebieskiego kostiumu, jaki otrzymał po operacji.  
- Kiedy się obudzi?
- Zdecydujemy później. Na razie musimy kontrolować pracę serca i mózgu za pomocą tego sprzętu. Chciałbym jeszcze panią poinformować o możliwych powikłaniach.
- Jakich powikłaniach?- Agata spojrzała na lekarza ze zdziwieniem.
- Może się zdarzyć tak, że nie uda nam się go wybudzić.
- Co? Jak mogliście podjąć taką decyzję bez mojej wiedzy?
- To był nagły przypadek. Być może jedyny ratujący mu życie.
- Jeżeli coś mu się stanie…
- To może być niezależne od nas proszę pani- przerwał jej.
- Olek- usiadła na łóżka i złapała go za rękę- Nie ważne, co będzie dalej chcę z tobą być. Weźmiemy ślub i razem wychowamy Natalkę. Obiecuję ci, że wyjdziemy z tego razem.
- Zostawię państwa na chwilę. Bez obaw, pacjent jest monitorowany przez całą dobę- rzucił jej pełne nadziei spojrzenie i wyszedł.
Znalazła trochę miejsca dla siebie i położyła głowę obok jego.
- Ja wiem, że mnie słyszysz. Musisz do nas wrócić. W domu czeka na ciebie córka, którą obiecałeś wychować i chronić przed chłopakami- uśmiechnęła się lekko- Pamiętaj, że dając mi to- przytknęła dłoń z pierścionkiem zaręczynowym do jego policzka- Obiecałeś, że weźmiemy ślub. I musi to być z przytupem. Ja ci tak łatwo nie odpuszczę tego wszystkiego.
Po kilkunastu minutach od wyjścia lekarza zamek drzwi brzęknął i do środka wszedł policjant.
- Dobry wieczór. Aspirant Tadeusz Nowak.
- Dobry wieczór.
- Mógłbym zamienić z panią kilka słów?
- Uważam, że to nie najlepszy moment.  
- Dlaczego?
- Nie widzi pan? Narzeczony mnie potrzebuje.
- Ja również potrzebuję kilka informacji od pani.
- Zaraz wracam kochanie- Agata pocałowała Olka w czoło i wyszła na korytarz.
- Przejdźmy może do kawiarni.
- Uważam, że to nienajlepszy pomysł. Chcę zostać tutaj.
- Może filiżanka kawy wyszłaby pani na dobre?
- Wątpię. W czym mogę pomóc? Chcę zaraz do niego wrócić. Tak jak mu obiecałam.
- O ile wiem nie trafia do niego nic z zewnątrz.
- Nic pan nie wie.
- Rozmawiałem z lekarzem, ale doskonale panią rozumiem.
- Nic pan nie rozumie. Nie zawracałby mi pan głowy w tej chwili.
- Ja uważam inaczej.
- Do rzeczy panie Nowak.
- A więc tak. Znany pani Andrzej Nowakowski dopuścił się brutalnej napaści na Zenona Binkowskiego.  
-  Czego się dopuścił?- zdenerwowała się- Nie jesteśmy znajomymi.
- Chce pani zobaczyć, co mu zrobił? Mam zdjęcia z obdukcji. Mogę je pani pokazać- podniósł teczkę celem wyjęcia fotografii- Widziano go w pani klubie. Byli również u was w sobotę.
- Czy pan mi coś zarzuca?
- Na razie nie.
- Sugeruje pan, że my…
- Nic nie sugeruję. Potrzebuję pani zeznań.
- Rozmawiał pan z lekarzem? Naprawdę? Jakoś w to nie wierzę.
- Sugeruje pani, że kłamię?
- Ten pański Zenon nachodził nasz dom. Potem naszedł mnie pod stadionem. Wbił nóż mojemu narzeczonemu, który był operowany przez kilka godzin i ledwo uszedł z życiem. Teraz jest w śpiączce, z której może się nie wybudzić. W moim mniemaniu robi pan z niego ofiarę, którą tak naprawdę jest Aleks. Poza tym sam krzyczał do Olka, że to twój koniec.
- Zenon Binkowski też jest ofiarą i to ciężkiego pobicia. Całe szczęcie, że w porę udało się go wyswobodzić z rąk wojownika bandyty.  
- Nie pozwolę go tak nazywać. Nie ma pan podstaw do używania słowa bandyta w jego przypadku.
- Może zdjęcia przemówią pani do rozumu- wyjął z teczki fotografie, których widoku sobie oszczędziła odwracając się plecami do niego.  
- Proszę to schować. Swoje wiem i zdania nie zmienię.
- Już raz zostali zatrzymani za pobicie pod waszym domem. Za pierwszym razem uszło im to płazem, bo nikt nie jest w stanie potwierdzić czy pod sklepem doszło do bijatyki z ich udziałem.  
- Kiedy robiłam zakupy te typki spod sklepu mi groziły.
- Dlaczego nie zgłosiła pani tego na policję?
- A jak pan się zatnie przy goleniu, albo nożem przetnie palec to wzywa pan pogotowie?
- Nie odpowiedziała pani na moje pytanie.
- Znów pan coś insynuuje.
- Prywatna ochrona? Sami rozwiązujecie sprawy, którymi powinna zająć się policja?
- Co proszę?
- Pani narzeczony wpłacił sto tysięcy za zwrócenie im wolności.  
- Przecież nie zapłacił im tylko wymiarowi sprawiedliwości.  
- To się zgadza. Może przekazywał im jakieś pieniądze, a pani o tym nie wiedziała? Albo wiedziała i ukrywa pani prawdę?
- Ufam Olkowi bezgranicznie. Powiedziałby mi o wszystkim.
- Może pani go kryje?
- Możecie sprawdzić wyciągi z konta.
- To również sprawdzimy.
- Odnoszę wrażenie, że jesteśmy o coś podejrzani. A to przecież my zostaliśmy napadnięci. To Olek został raniony nożem. Czy pan nie odróżnia prawdziwego bandyty od ofiary?
- Właśnie po to tutaj jestem. Potrzebuję poznać pani wersję wydarzeń.
- Ta rozmowa nie ma sensu.  
- Dlaczego? Bo chcę się dowiedzieć prawdy?
- Przecież jest tylko jedna prawda. I pan ją dobrze zna.
- Świadkowie widzieli Aleksandra pod szatnią obu wojowników.
- I co w tym dziwnego?
- Nie wiemy czy nie namawiał ich do czegoś.
- Chyba nie w tą stronę zmierza pańskie śledztwo.
- Musimy zbadać każdy wątek.
- A może Aleksander szukał powodu do pobicia dla Andrzeja?
- Tak!- krzyknęła- Olek zaryzykował swoje życie, byle znaleźć powód do bójki dla Andrzeja. Dobre sobie. Ten bandyta, Zenon przyszedł z nożem i miał jasny cel. Przecież ma pan wszystko jak na talerzu.
- Przebieg wcześniejszych wydarzeń może być kluczowy w rozwikłaniu tego, co się stało.
- Pan chyba nic nie rozumie?
- Po to jest śledztwo. Dążę do wyjaśnienia tej sprawy.
- On chciał go zabić. Publicznie mu zagroził i wbił nóż w brzuch.
- Nie wiemy, co było tego powodem.
- Nie mam ochoty na dalszą rozmowę z panem. Dopóki nie stoimy po tej samej stronie nie będę z panem rozmawiać.
- Stojąc na straży porządku publicznego nie mogę trzymać żadnej strony.
- Stara śpiewka- prychnęła- Brzmi jak wyjęta z filmu. Ja czuję zupełnie, co innego. Stoi pan właśnie po jego stronie.
- Co się tutaj dzieje?
- Dzięki bogu, że jesteś.

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 5 sierpnia

    Sprawy się mocno pokomplikowały, ah ten policjant. Widocznie taka ich praca...ale żeby zarzucać, że to Olka wina...hmmm. Podoba mi się charakter Agaty, nie da się zmanipulować i mimo, że przechodzi teraz ciężkie chwile to umie się wybronić Ehhh...Mam nadzieje, że Olek się wybudzi