Życie to ciągły trening cz.90

Życie to ciągły trening cz.90Pomimo euforii i zadowolenia z wyroku sądu jechał wolno bez szaleństw, choć BMW zachęcało go do bardziej agresywnej jazdy mrucząc zalotnie wydechami.
– Nie dzisiaj – przejechał ręką po kierownicy i zaparkował auto w garażu.
Z bukietem róż wszedł do domu.
– Już jestem.
– Jak poszło?
Agata wyjrzała z kuchni z córką na rękach.
– Uważam, że poszło nieźle. Dwadzieścia lat dla mojego, niedoszłego zabójcy. Jerzy dostał pięć lat za działanie pod groźbą.
– Sędzia się nie popisał – dodała smutno.
– Dlaczego? Oboje dostali bezwzględną odsiadkę. Mamy spokój na kilka lat.
– Powiedziałeś to tak spokojnie, jakby przestali istnieć.
– Jerzego przestałem się obawiać po tym jak odwiedziłem go w kamienicy. Wyglądał na wystraszonego tą sytuacją, ale nie miałem zamiaru nikogo krzywdzić. Chciałem, aby zagrał sprawiedliwie, bo Andrzej mógłby mieć znacznie większe kłopoty za pobicie tego drugiego.
– Pokojowy ojciec chrzestny…
– Ja?
– Nie, ja – dodała.
– Bardziej jak Michael Corleone.
– Wolałabym, abyś był Aleksandrem. Tym samym, którego poznałam kilkanaście miesięcy temu.
– Nadal nim jestem.
– Zastraszając ludzi?
– Nikogo nie zastraszałem.
– Odgrywając teatrzyk z czarnymi autami i ludźmi Piekarskiego oznajmiliście światu, że przyjechało wesołe miasteczko?
– Agata… – objął ją – Przecież mnie znasz. Wiesz, że nie skrzywdziłbym nikogo bez powodu. Dobrze wiedziałem, że krzywdząc kogoś obcego wyrządzę krzywdę i wam. To ja mógłbym iść siedzieć za nieodpowiednie rozwiązanie sprawy.
– A gdyby cię zaatakował pistoletem?
– Mógłbym nie mieć żadnych szans.
– I głupio zrobiłeś, że tak ryzykowałeś.
– Przepraszam. Chciałem dobrze.
– Na całe szczęście tak się to skończyło.
– Przeprosiny przyjęte?
– Chodź już, bo obiad stygnie.
– Przyjęte?
Pocałowała go tak jak za poprzednim razem. Długo i bez chwili wytchnienia.
– Czyli przyjęte – wyszczerzył zęby.
– Co ja z tobą mam – westchnęła i wróciła do kuchni.
Bataty i mielone były już na talerzach. Wszystko parowało i pachniało tak, że wchodząc do salonu poczuł zapach jedzenia. Sięgnął po pilot i włączył telewizor. Na jednym z kanałów nadawano relację spod sądu. Reporter przeprowadzał wywiad z prawnikami Piekarskiego. Sugerował, że znajomości bogacza z przestępczym światkiem mogą źle wpłynąć na jego osobę. Młody i przystojny prawnik bez wahania i zupełnie pewny siebie odparł mu, że to są pomówienia i ktoś będzie musiał odpowiedzieć za próbę zniszczenia wizerunku Piekarskiego i Olka.
– Brawo – zaczął klaskać w dłonie tak, że córka wyjrzała z nosidełka, aby zobaczyć, co się dzieje.
– Co brawo? – Agata dołączyła do niego.
– Wspominałem ci o Mariuszu, tym prawniku od Piekarskiego.
– Co z nim?
– Nic. Po prostu ustawił dziennikarza w szeregu. Postraszył go procesem za rzucanie fałszywych oskarżeń pod adresem Piekarskiego i moim.
– Ktoś musiał mu podsunąć takie słowa. Ktoś, komu zależy na osłabieniu pozycji Piekarskiego.
– To chyba wybrał sobie zły cel. Gdy go odwiedzą jego goryle natychmiast każe wszystko wycofać.
– Ale taka reakcja bogacza może tylko wszystkim potwierdzić, że reporter się nie mylił.  
– Jesteś detektywem?
– Nie. To będzie oczywista reakcja opinii publicznej na takie działanie.
– A jak ma zareagować?
– Tak jak zasugerował prawnik. Dochodzeniem swoich praw i dobrego imienia w sądzie.
– Mnie niech w to nie miesza.
– Dlaczego?
– Ja już mam dosyć chodzenia po sądach.
– Nie musisz się wcale zjawiać. Załatwisz obrońcę, który będzie działał za ciebie.
– Po co mi to?
– Nie chcesz odzyskać swojego, dobrego imienia?
– Jestem sobą. Jestem Aleksandrem.
– Dla innych twoje starcie pod stadionem było nazywane porachunkami mafii.
– Chcesz tego?
– Nie ważne, czego chcę ja. To ty musisz się zdecydować. Czy chcesz walczyć o swoje.
– Co ty byś wybrała będąc na moim miejscu?
– Walkę o dobre imię.
– Przekonałaś mnie.
– Tak po prostu? – zmarszczyła brwi, bo tak nagle zmienił zdanie.
– Chcę zrobić to dla was.
– I słusznie. Zobacz – odblokowała telefon i wybrała galerię zdjęć.
– Co? – wytrzeszczył oczy.
– Masz, o co walczyć. To też twoje dobro – uśmiechnęła się.
– Agata&AleksGym – powtórzył przyglądając się fotografii.
– Ładne?
– Kiedy to się stało?
– Godzinę temu. To zdjęcie od Jaśka.
– Zabiję go. Nic mi nie powiedział.
– Bo to miała być niespodzianka.
– Agata…dlaczego to zrobiłaś? To przecież dorobek twojego życia.
– Tchnąłeś życie w ten klub. Pomogłeś mi wejść na wyższy level. I nie mam tu tylko na myśli większych pieniędzy. Na ulicy słyszę coraz częściej AgataGym, a to przecież też twoja zasługa.
– Mi się podobało tak jak jest. To znaczy było.
– Mają zdemontować ten szyld?
– Jakbym powiedział, że nie to mogłabyś pomyśleć, że napawam się sukcesem i jest mi z tym dobrze. Jakbym powiedział, że tak mogłabyś się zasmucić lub pomyśleć, że nie doceniam twojego gestu.
– Więc?
– Zdaje się na twoją wolę. Jestem szczęśliwy mając ciebie, przepraszam was – spojrzał na córkę – Zawsze obok siebie. To bardzo piękny gest z twojej strony – jego oczy zaszkliły się od łez.
– No chodź, już nie płacz – przytuliła go do piersi.
– Tego mi było trzeba – puścił oczko do Natalki – Musisz się dzielić mamą ze mną.
– Cały ty. Zawsze stawiasz na swoim.
– Wasze dobro będzie zawsze przed moim.
– Ale nie ponad wszystko.
– Oddam za was życie. To jedyne, co mnie nie hamuje przed trudnymi wyborami.
– Musisz odpocząć. Zrobić ci masaż?
– Z przyjemnością.
Wyciągnął się na sofie i zamknął oczy. Delikatne ruchy z odpowiednim wyczuciem natychmiast przeniosły go w otchłań marzeń. Odpowiedni nacisk rąk Agaty rozluźnił nawet te najgłębsze miejsca, z którymi nie mógł sobie poradzić na siłowni. Oczami wyobraźni wrócił do tego domku w lesie. Pokazywał kilkunastoletniemu synowi jak bezpiecznie uderzyć w polano, aby rozbiło się za pierwszym razem. Z okna przyglądały się im dziewczyny. Agata taka sama, którą zostawił obok siebie oddając się w jej ręce. Córka o ciemnych oczach z długimi blond włosami uśmiechała się widząc brata sukcesywnie rozbijającego podawane mu przez Olka polana.  
– Chodźcie – zawołał.
– Kto? – przerwała mu sesję Agata.
– No wy – otworzył oczy.
– Przecież jesteśmy tutaj.
– Ale w moim śnie patrzyłyście przez okno, kiedy pokazywałem naszemu synkowi jak się rozbija polana siekierą.
– Aż tak?
– Twoje ręce czynią cuda.
–  Zgrywasz się – zarumieniła się na policzkach.
– Masz ten dar.
– Do złych chłopców?
– Ja jestem tym dobrym.
– Wiem.  
Zadzwonił jego smartfon.
– Nikogo się nie spodziewam.
– Ja też.
– Sprawdzę – podniósł się z sofy i poszedł po telefon.
Dzwonił bogacz, bo tak podpisał Piekarskiego.
– Witam. W czym mogę pomóc?
– Przeszkadzam?
– Trochę…
– Znajdziesz dla mnie czas?
– Jestem z rodziną. Coś pilnego?
– Mogę wpaść?
– Czyli coś pilnego…
– Chciałem omówić kilka spraw.
– Sam na sam?
– Nie masz tajemnic przed dziewczyną, co?
– Nie, ale potrzebuję odpoczynku od tego wszystkiego.
– To jak z naszym spotkaniem?
– Przyjadę.  
– Za ile?
– Dwie godziny?
– Niech będzie. Do zobaczenia.
– Hej – odłożył telefon i wrócił do Agaty.
– Kto dzwonił? O ile to nie tajemnica…
– Piekarski.
– Czego chciał? O ile to nie tajemnica…
– Chciał pogadać.
– O?
– Nie powiedział.  
– Miał dać nam spokój.
– Też tak myślałem.
– Pojedziesz do niego?
– Chciał przyjechać tutaj, ale nie zgodziłem się.
– Nie chcesz z nim przy mnie rozmawiać?
– Nie mam przed tobą tajemnic, ale wolałbym, aby sąsiedzi nie interesowali się nim zbytnio z mojego powodu.
– Możemy jechać z tobą?
– Jak chcesz. Za ile?
– Przebiorę się i małą też.
– Napiszę mu, że za godzinę, co?
– Niech będzie.
Poszły na górę, a on odpisał krótko:
„Będziemy za godzinę. Całą rodziną”
Odpowiedź przyszła natychmiast:
„Wspaniale. Czekam z niecierpliwością”
Odłożył telefon i poszedł pod prysznic.

Dodaj komentarz