Życie to ciągły trening cz.78

Życie to ciągły trening cz.78Wezwana przez ochronę policja ledwo oderwała Andrzeja od nożownika. Trzymany przez trzech funkcjonariuszy próbował się wyrwać rzucając, co chwila obelgami w krwawiącego zbira.  
- Trzymaj się bracie- rzucił w stronę odjeżdżającej karetki i dał się zapakować do radiowozu.
Dopiero po kilkunastu minutach parking zapełnił się wozami policji z włączonymi kogutami. Wszędzie migały niebieskie światła, a publika z zaciekawieniem filmowała i streamowała całe zajście. Piekarski w asyście tuzina ochroniarzy pospiesznie opuścił stadion i pognał w kierunku szpitala.
Jazda ambulansem trwała ledwie trzy minuty i przepełniona była ryzykownymi, ale skutecznymi manewrami kierowcy. Na izbie przyjęć czekał już skompletowany personel.
- Natychmiast na blok- krzyknął lekarz do sanitariuszy z oddziału i pobiegli zostawiając zapłakaną Agatę.
Siedziała sama, skulona po środku morza łez. Łkała raz ciszej, raz głośniej. Nie miała przy sobie nikogo, kto powiedziałby jej, chociaż jedno słowo pocieszenia.

- Agata?- usłyszała damski głos i podniosła się z kolan.
- Co z nim? Wiesz coś?
- Operacja nadal trwa. Potrzeba dużo krwi. Dałam już znać Adamowi. Będzie tutaj za kilkanaście minut.
- Powiesz mi coś więcej?- spojrzała błagalnie na Agnieszkę.
- Z tego co wiem to najbliższa godzina będzie decydująca. Ten milioner sprowadził śmigłowcem najlepszego lekarza z Bydgoszczy- uroniła kilka łez i wytarła na oczach Agaty- Powiedział, że to cudotwórca i zrobi wszystko dla Olka.
- Co teraz możemy zrobić?
- Musimy zmobilizować ludzi do oddawania krwi.
- Postaram się zadzwonić do kilku osób. Obiecaj, że powiesz mi pierwszej o wszystkim.
- Jasne- objęła ją serdecznie i wróciła na oddział.
- Mamo…nie wrócimy dziś na noc- rozpłakała się i wypuściła telefon z drżących rąk, który podniósł wchodzący do środka Adam.
- Proszę.
Skinęła mu głową w podzięce.
- Jesteśmy w szpitalu. Ktoś dźgnął Aleksa nożem. Mój boże, dlaczego to się stało?
- Co? O czym ty mówisz? Mamy do was przyjechać?
- Czym?
- Weźmiemy taksówkę.
- Zostańcie w domu. Zadzwonię później.
- Jakieś nowe informacje?
- Nic. Nie chcą mnie wpuścić.
- Rozmawiałaś z Agą?
- Tak. Miała mnie informować na bieżąco.
- Zrobi to. Bądź dobrej myśli.
- Dasz mi chwilę?- Agata wyszła do łazienki.
Adam natychmiast sięgnął po telefon i wykonał kilka połączeń. Chodził wzdłuż korytarza nerwowo, ale udało mu się skłonić kilka osób do nocnej wizyty w szpitalu.
- Rozmawiałam z Jaśkiem i Olką. Nie mają, czym przyjechać, a nasze auto zostało pod stadionem.
- Rozumiem. Pojadę po nich i zgarnę moich znajomych.
- Dzięki.
- Będzie dobrze- objął ją i wyszedł.
Kilka minut po północy do poczekalni wbiegli Janek i jego dziewczyna.
- Powiedz, że Olek żyje.
- Oby. Nic nie wiem. Nikt nie wyszedł jeszcze z bloku podobno.
- Gdzie mamy oddać krew?
- Porozmawiam z siostrą- dołączył do nich Adam.
Znajomi Adama stanowili liczniejszą grupę niż przyjaciele Agaty. Poczekalnia z minuty na minutę wypełniała się kolejnymi osobami. Wszystkie były kierowane piętro wyżej przez Agatę i Adama. Równo o pierwszej w nocy oboje poszli za Agnieszką pod blok operacyjny. Czekali jeszcze kilkanaście minut w niepewności, ale w końcu wyszedł ten sam lekarz, który zadecydował o natychmiastowej operacji.  
- Chciałbym pani przekazać znacznie lepsze wiadomości, ale to może wymagać czasu. Najważniejsze, że operacja się udała. Przepraszam za brak informacji, ale chcieliśmy całkowicie skupić się na pacjencie.
- Co z nim? Mogę go zobaczyć?
- Z uwagi na rozległe krwawienie pacjent decyzją personelu został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Tylko dzięki swojej budowie to znaczy bardzo pokaźnej ilości tkanki mięśniowej, której swoją drogą się nie spodziewaliśmy narządy wewnętrzne nie zostały uszkodzone.  
- Kiedy się obudzi?
- Potrzebujemy trochę czasu. Ze względu na uszkodzenia mięśni oraz ich silne ukrwienie nie możemy narażać pacjenta na samodzielną pracę. Tylko w sposób przez nas ustalony i odpowiednią pracę maszyn możemy pozwolić mu powrócić do normalnego życia.
- Mogę go zobaczyć?
- W tej chwili nie. Może dopiero wieczorem.
- Dlaczego? Przecież jestem jego narzeczoną- nalegała.
- I tak nie będziecie mieć ze sobą kontaktu.
- Dlaczego pan mi to robi?
- Domyślam się, przez co pani przechodzi, ale potrzebujemy teraz czasu. Proszę nie mieć do nas pretensji, ale to dla jego, a także pani dobra.
- Więc kiedy?
- Poinformuję panią, a teraz przepraszam. My też potrzebujemy odpoczynku.
- Panie doktorze?
Odwrócił się w jej kierunku z twarzą mówiącą „Nic się nie stało”
- Dziękuje za uratowanie mu życia. Przepraszam za swoje zachowanie.
- Proszę być dobrej myśli. Spokojnej nocy.
Opadła ciężko na krześle i westchnęła, a potem zaczęła płakać. Płakała płaczem zmieszanym z poczuciem ulgi, że się udało ocalić jego życie, ale ciężkie chwile były nadal przed nimi.
- Zabiorę cię do domu.
- Nie chcę- powstrzymała dłoń Adama.
- Musisz odpocząć.
- Wytrzymam.
- A córka?
- Ma dobrą opiekę.
- Wezwą cię od razu, kiedy będziesz mogła wejść.
- Wolę być tutaj przez cały czas. Nie chcę stracić ani jednej chwili.
- Obiecałem mu, że zajmę się wami w każdej sytuacji.
- I dziękuje ci za to. Wiem też, że on zrobiłby to samo, ale chcę przy nim być.
- Rozumiem. Zostałbym, ale mam ważnego klienta o dziesiątej, a jest już druga.
- Jasne. Olek na pewno by cię zrozumiał.
- Trzymaj się- położył jej dłoń na ramieniu i wyszedł.
I znów została sama, ale była w znacznie lepszym nastroju. Zaraz po oddaniu krwi dołączyli do niej jej pracownicy.  
Rozpłakała się i objęła ich bardzo mocno.
- Coś z Olkiem?
- Żyje, ale jest w śpiączce.
- Tak bardzo w to wierzyłam- Olka uśmiechnęła się w kierunku Agaty niemrawo, ale znalazła zrozumienie w jej spojrzeniu.
- Widziałaś go?
- Nie. Zakazali na razie odwiedzin.
- Powinnaś odpocząć.
- Następny, który mówi mi, co mam robić.
- Ile tak wytrzymasz? Godzinę, dwie?
- Ile będzie trzeba to wytrzymam. Nie mam zamiaru opuszczać tego miejsca, nawet na chwilę.
- A Natalka?
- Są u nas moi rodzice.
- Mogę się nią zająć, jeżeli chcesz- zaoferowała się energicznie Ola.
- Wezmę to pod uwagę, ale to wy teraz potrzebujecie odpoczynku po oddaniu krwi. Zawiozłabym was, ale auto zostało pod stadionem.
- Wiem, widziałem.
- Zostaniemy z tobą do rana.
Spojrzała na nich ze zdziwieniem, ale potrzebowała teraz właśnie takiego wsparcia.
Kiedy słońce zaczęło świtać znów pojawiła się Agnieszka.
- Udało się- natychmiast przytuliła Agatę- Mogę zaproponować wam kawę. Jestem tylko z koleżanką na dyżurze.
- Z miłą chęcią- odpowiedziała za nich wszystkich i poszli piętro wyżej, gdzie znajdował się OIOM.
- W której sali?  
- Piątka.
Agata natychmiast podbiegła do drzwi, ale były zamknięte. Z zewnątrz szyby zaklejone były białą folią.
- Olek? Kocham cię, Natalka też. Czekamy za tobą. Wyjdziesz z tego i wrócimy do domu wszyscy razem.
- Jest silny i tylko dzięki woli walki ocalił życie. Nigdy się nie poddawał i teraz znów postąpił zgodnie ze swoim instynktem. Chodźmy.
Weszli do kilkumetrowego pomieszczenia socjalnego. Na niewielkim stoliku stała patera z ciastkami. Obok niej czajnik elektryczny i puszki z kawą oraz herbatą. Na przeciwległej ścianie wisiał telewizor, w którym puszczali jakiś film, ale mało, kto interesował się jego fabułą.
- Mamy nawet łóżko za tamtymi drzwiami. Kiedy jedno z nas pada z nóg może iść się przespać.
- Chociaż tyle dobrego na nocce.
- O ile jest spokojnie. Częstujcie się- Agnieszka postawiła ciastka na stoliku, wokół którego stała czerwona, narożna kanapa.
- Dowiedziałem się dopiero od ochrony. Dlaczego nie zostaliście do samego końca?
- Nie wiem. Wyglądał na znużonego, ale może miał inne plany na dalszą część wieczoru?
- Powiesz nam jak do tego doszło?
- Poszedł do szatni, bo chciał porozmawiać osobiście z Tomkiem i Andrzejem. Chciał pogratulować jednemu, a drugiego zapytać o przyczyny porażki.  Umówiliśmy się pod autem. Wtedy podeszło do mnie dwóch typków. Ten wyższy powiedział, że nie mam wykonywać gwałtownych ruchów i słuchać jego poleceń. Ten drugi się ukrył. I dopiero, kiedy Olek stanął za mną zdziwiony obecnością obcych tamten się ujawnił przystawiając mu nóż do karku. Szybkim ruchem Olek walnął go łokciem w żebro, a potem kopem w kolano tak mocno, że dało się słyszeć trzask pękającego stawu. Zanim wstał ten drugi skoczył na niego i szamotali się przez jakiś czas. Krzyknął, że to jego koniec. Nawet nie zauważyłam, kiedy wyjął nóż i dźgnął Aleksa w brzuch. Słyszałam tylko jak szepnął, że był sporej długości i boli jak cholera. Krzyknęłam wołając o pomoc. Kilkoro ludzi zaczęło się nawet interesować, ale tylko Andrzej doskoczył do zbira i okładał go nie pozwalając mu nawet na obronę. Dopiero policja go powstrzymała i zabrała ze sobą. Boże jak ja się bałam, kiedy lekarz w karetce mówił, że możemy nie zdążyć. Kierowca pędził tak szybko i niebezpiecznie, że miałam obawy czy w ogóle dotrzemy w jednym kawałku.
- Wszystko będzie dobrze. Olek to najsilniejszy facet i ojciec na tym świecie. Dzięki niemu podjąłem wyzwanie i zacząłem trenować. To on przecież wystawił gangusów policji. Oświadczył się tobie i słowa dotrzyma, a ty zostaniesz jego żoną.
- Tak. Jasiek ma rację. Będziecie najszczęśliwszą rodziną na świecie.
- Bardzo wam dziękuje za te słowa. To bardzo wiele znaczy z waszej strony. Szczególnie, że nie zawsze byłam super szefową. Przepraszam.
- Pani Agato. Gdybyśmy nie byli zgranym zespołem to nie pracowalibyśmy razem. To Olek mnie zwerbował i nawet pchnął tego chłopaka w moją stronę- Ola spojrzała na Jaśka posyłając mu całusa.
- Tyle dobrego zrobił dla wszystkich i jak nikt inny zasługuje na kolejną szansę od losu. Mam nadzieje, że mnie słyszałeś- Agata spojrzała w górę dając jasno do zrozumienia, do kogo kierowała swoje słowa.
- Co z klubem?
- Otworzymy normalnie. Miałam rozmowę z jedną trenerką. Ma przyjść na dziewiątą rano. Pokażecie jej wszystko.
- W sumie racja. Olek będzie na razie niedostępny.
- Poradzicie sobie?
- Jasne. Da nam szefowa znać, co i jak?
- Oczywiście.
Zmęczenie wygrało. Stałe ziewanie i pocieranie oczu było jasnym sygnałem, że potrzebny jest odpoczynek. Na prośbę Agnieszki Agata przeniosła się do pokoju wypoczynku i tam rozprostowała swoje ciało zasypiając od razu.

1 komentarz

 
  • blondeme99

    blondeme99 · 29 lipca

    Warto mieć takich przyjaciół, którzy pomogą w każdej chwili. Oddanie krwi dla Olka to możliwe, że było ostatnim ratunkiem. Wciąż nie mogę uwierzyć, że cały czas coś nie idzie po jego myśli i ląduje w szpitalu. Biedna Agata