Życie to ciągły trening cz.88

Życie to ciągły trening cz.88Ledwo zdążył wypakować córkę z auta a na podjeździe zjawił się inny samochód. Wysiadł z niego krępej budowy policjant, przebiegł wzrokiem po ich posesji i podszedł do bramy.  
– Pan Aleksander? – zawołał.
– Weźmiesz ją? – podał Natalkę narzeczonej.
Zamknął drzwi BMW i wyszedł przed bramę.
– Nie za wcześnie?
– Miałem wolną chwilę. Pomyślałem, że wpadnę wcześniej.
– Jasne.
– Nie przedstawiłem się.
– Starszy aspirant Maciej Bugaj.
– We własnej osobie – uśmiechnął się.
– Wejdźmy do środka. Nie chcę, aby sąsiedzi się interesowali tym, że odwiedza nas policja.
– Jestem służbowym autem.
– Ale policyjny sweter został.
– Słuszna uwaga.
– Proszę – Olek uchylił furtkę.
– Niezłe auta.
– Dziękuje.
Zamknął za sobą drzwi i przekręcił zamki.
– To konieczne? –  zapytał policjant.
– Bez obaw. Nie mam w domu broni. Poza tym nie jestem zbirem.
– Z tego, co mi powiedział pan Piekarski wynika, że jest pan w porządku.
– A są jeszcze jakieś inne opinie?
– Gazety pisały o porachunkach mafijnych.
– Wierzy pan w te bzdury? Wydaje mi się, że dla pana to żaden problem przeskanować moją przeszłość.
– Ze względu na sprawę już to zrobiłem.
– I jak wyniki?
– Gdyby każdy obywatel miał tyle na sumieniu, co pan to niepotrzebna byłaby policja w naszym kraju.
– Oho. Pierwszy komplement ze strony funkcjonariusza publicznego w moją stronę – żachnął się śmiechem Olek.
– Jakieś złe doświadczenia z policją?
– Z poprzednim mundurowym tak. Próbował wmówić mojej narzeczonej, że to ja upozorowałem na siebie atak pod stadionem.
– A upozorował go pan? – zmarszczył brwi policjant.
– A czy pan dałby sobie wbić nóż w brzuch dla wiwatu?
– Nie.
– Ja też.
– Wierzę panu. Tamten to typowy karierowicz.
– Już to słyszałem z ust Piekarskiego.
– Potwierdzam tylko.
– Kochanie? – zawołał.
– Jeszcze chwila, Natalka zaraz zaśnie.
– Przepraszam. Napije się pan czegoś?
– Kawa. Najlepiej mocna.
– Pan wybaczy, ale nie mam donutów.
– Czego?
– Takie pączki z dziurką. Na filmach policja się takimi objada.
– Nieprawda. Byłem w USA.
– Może opowie mi pan jak tam jest? To prawda, że policjant ma prawo strzelić do nieposłusznego obywatela?
– Ma takie prawo. Gdy obywatel nie wykonuje jego poleceń i stwarza bezpośrednie zagrożenie życia funkcjonariusza.
– To u nas chyba, by wystrzelali, co drugiego kierowcę.
– Ma pan na myśli szeryfów drogowych i kierowców BMW?
– Wypraszam sobie. Ja jeżdżę dobrze swoim autem i nie mam kija bejsbolowego w bagażniku.
– Nie ogląda pan youtube?
– Mam wiele innych zajęć do zrobienia niż oglądanie filmików z popisami rajdowców na naszych drogach.
– A jednak pan ogląda. Polskie drogi czy polscy kierowcy?
– Nie wiem. Przypadkiem trafiłem. Policja też ogląda?
– A dlaczego nie? Można ukarać niektórych.
– Mi też zaparzyłeś kawę? – dołączyła do nich Agata.
– Już robię. Zagadaliśmy się z panem Maciejem.
– Dzień dobry. Agata Domańska.
– Właścicielka klubu Agata Gym.
– Dokładnie.
– Starszy aspirant Maciej Bugaj – wstał.
– Olek wspominał, że pan się zjawi.
– Chciałem nieoficjalnie porozmawiać.
– Co to znaczy?
– Zaistniały pewne okoliczności.
– Jakie?
– Przebywający w szpitalu Zenon Binkowski wycofał oskarżenie o pobicie. Dziękuje – wziął z ręki Olka filiżankę kawy.
– Proszę – postawił drugą przed Agatą i usiadł obok niej.
– Jego przyjaciel Jerzy Polanowski dorzucił coś nowego do swoich zeznań.
– Co? – dopytywała Agata.
– Że pod groźbą kolegi zgodził się na udział w ataku na pana Olka.
– I co z tego wynika?
– Działał pod przymusem, bo miał długi i Zenon groził, że skrzywdzi jego rodzinę.
– I?
– Zenonowi Binkowskiemu zostaną postawione zarzuty usiłowania zabójstwa. Jerzy ze względu na działanie pod groźbą dostanie wyrok za współudział i niezgłoszenie tego faktu organom ścigania.
– Jakiego faktu?
– Próby zamachu na pana życie – policjant upił kawy z filiżanki.
– W końcu. Ktoś zrozumiał, że to ja jestem poszkodowany.
– Taka nagła zmiana zdania wygląda podejrzanie.
– Dla kogo?
– Dla prokuratora na przykład.
– W końcu zrozumiał, że nie może kryć potencjalnego zabójcy. To chyba dobrze, co?
– Jasne, że tak.  
– Więc, w czym problem?
– Istnieją przesłanki, że ktoś mógł wywierać na Jerzym presję.
– Czy to ma znaczenie?
– Dla prokuratora może mieć. Dla nas mniej roboty. Sprawa zostanie szybciej rozwiązana.
– Nie rozumiem. Macie wszystko jak na tacy i ktoś widzi w tym drugie dno.
– Wyroku nie można wydać, gdy coś jest niejasnego.
– A pan jak uważa?
– Dla mnie sprawa jest oczywista. Napadli na pana. Pański przyjaciel stanął w pańskiej obronie i skutecznie obezwładnił typka. Nawet nie chcę myśleć, co mogłoby mu przyjść do głowy, gdyby zaatakował pańską narzeczoną. Wykazał się niespotykaną odwagą, że rzucił się na uzbrojonego człowieka.
– Nie zna go pan. To zawodowiec i jeszcze działa dla idei. Będę go bronił zawsze. To on obronił Agatę przed tymi typkami pod sklepem.
– Jerzy wspominał, że doszło do małej awantury pod sklepem. Przyznał, że to ich wina. Za dużo wypili i chcieli zabłysnąć.
– Idioci – wycedził Olek.
Z góry dochodził płacz.
– Pójdę do niej – Agata wstała i poszła na górę.
– Będę się zbierał. Jak już wspomniałem to nieoficjalna wizyta. Pan Piekarski wiele dla mnie zrobił i prosił, abym w tej sprawie dał z siebie wszystko. Uznałem, że powinienem się z wami podzielić swoimi przemyśleniami.
– Dzięki. Miło z twojej strony – przekręcił zamki i otworzył drzwi.
– Wydaje mi się, że ktoś ich skutecznie przekonał do wyznania prawdy.
– To byłem ja – zwierzył mu się Olek.
– Co? Jak?
– Wpadnij do klubu na trening. Możemy porozmawiać o tym, ale nieoficjalnie.
– Nie mam karnetu.
– Będę w przyszłym tygodniu. Powiedz, że Olek kazał ci wejść na trening. Koniecznie weź strój.
– Będę. Muszę poznać kulisy tej sprawy.
– Poznasz. Do zobaczenia – zamknął za nim drzwi i wrócił do salonu. Agata siedziała już z Natalką na rękach.
– Nie wiedziałam, że to wszystko się wyjaśni w ten sposób. Tamten policjant miał obsesję na twoim punkcie, a ten jakiś taki bardziej ludzki.
– Nic dziwnego. Wiele zawdzięcza Piekarskiemu.
– Dziwna sprawa.
– Nawet nie wiesz jak bardzo.
– Co masz na myśli?
– Postawiłem wszystko na jedną kartę i się udało.
– Co?
– Odwiedziłem tego Jerzego w domu. Pojechaliśmy tam trzema, czarnymi autami. Szkoda, że nie widziałaś jego sąsiadów w oknach.
– Co wy mu zrobiliście?
– Nic. Pojechałem tam pogadać. Ma syna, córkę i konkubinę, którym groził śmiercią, gdy go przede mną wydadzą.  
– I?
– Obiecałem chłopakowi i jego siostrze słodycze.
– I jak zmusiłeś go do zmiany zdania?
– Powiedziałem mu, że ma spłacić swoje długi w taki sposób, żeby jego rodzina była cała.
– Posłuchał?
– Nie wiem – wzruszył ramionami.
– To wygląda zbyt kolorowo.
– Bo wcale tak nie było – potarł miejsce skaleczenia na szyi.
– Obiecałeś mi coś – Agata wyraźnie posmutniała.
– I słowa dotrzymałem. Piekarski zapewnił mi tylko obstawę. Wcale nie jechałem tam ze złymi zamiarami. Nikt nawet nie miał broni.
– I nie był agresywny?
– Przystawił mi tapeciarza do karku, ale Adam skutecznie go powstrzymał w momencie ucieczki.
– Boże…
– Co?
– Zabawiasz się w gangstera?
– Ja? – parsknął śmiechem.
– A kto?
– Z czekoladą w ręku? Daj spokój.
– Na pewno?
– Powiedziałem mu, że Andrzej to dobry chłopak i zrobił to, co mógł zrobić najlepszy przyjaciel. Ocalił mi życie. Powiedziałem Jerzemu, że chłopak nie zasługuje na więzienie za swoje zachowanie.  
– Bo nie zasługuje.
– Właśnie. Prosił o szansę na zmianę.
– I ty mu ją dałeś?
– Tak. I nawet nie miał lufy przy głowie – uśmiechnął się.
– To nie jest śmieszne. A gdyby mu faktycznie odbiło i dźgnąłby cię tym nożem?  
– Wydaje mi się, że rodzina była ważniejsza.
– A twoja nie jest?
– Oczywiście, że jest. To dla was to zrobiłem.
– Mam nadzieje, że to już koniec tej sprawy.
– Ja jestem dobrej myśli. Kolej na prokuratora.
– A jak coś mu się nie spodoba?
– Wszystko jest przecież oczywiste. Przyznali się do tego, że atak był zaplanowany i był pokłosiem awantury pod sklepem. Chłopaki nawet potwierdzą, że stanęli w twojej obronie wtedy.
– Jesteś tego pewien?
– Będzie dobrze – objął ją mocno – Piekarski czuwa.
– Ten człowiek jest bardzo dziwny. Nie podobają mi się jego metody.
– Jakie?
– Pożyczanie ludzi. Załatwianie przychylnych urzędników.
– Jak widzisz pozycja i pieniądze działają cuda.
– I tak mi się to nie podoba.
– Mnie też. Skoro obiecał, że zniknie z naszego życia to słowa dotrzyma.
– Nie byłabym tego taka pewna.
– Dlaczego?
– Nie wiem. Takie mam przeczucie…

Dodaj komentarz