Życie to ciągły trening cz.37

Życie to ciągły trening cz.37Nacisnął przycisk na pilocie do otwierania bramy i wjechał na podjazd. Dostrzegł, że okna domu są zamknięte. Wysiadł i próbując wejść odbił się od drzwi. Wyjął smartfon i zadzwonił do niej. Odebrała dopiero po czterech sygnałach.
- Nie mówiłaś, że gdzieś się wybierasz.
- Za kilka minut będę. Jestem na zakupach.
- Gdzie?
- W sklepiku na Owsianej.
- Już idę.
Spacer dobrze mu zrobił. Ilość nowych domów i bloków budowanych w tej części miasta przyprawiała o zawrót głowy. Stale coś wznoszono jakby ciągle było za mało mieszkań. Słońce dość intensywnie grzało i zaczął czuć pragnienie. Przyłożył rękę do czoła aby osłonić się od słońca i zobaczył Agatę z kilkoma torbami w rękach. Podbiegł uwalniając ją od ciężarów.
- Ej. Daj mi to. Czemu nie zadzwoniłaś, że mam coś kupić po drodze?
- Przejrzałam dom i stwierdziłam, że brakuje trochę rzeczy.
- Mogliśmy jechać do centrum handlowego.
- Napij się. Wyglądasz na spragnionego- podała mu buteleczkę soku pomarańczowego.
- Czytasz w moich myślach. Usycham z pragnienia- wypił całą natychmiast.
- Jak było w klubie?
- Całkiem przyjemnie. Andżelika się zaręczyła.
- Co? Nic mi nie powiedziała podczas ostatniej rozmowy.
- Bo to było dopiero wczoraj.
- Studentka i już z pierścionkiem. Piękna sprawa.
- Nie dziwisz się?
- Dlaczego?
- Taka młoda i już za małżeństwo się bierze.
- Oświadczyny nie zawsze oznaczają ślub. Może wiek nie gra tu roli. Znają się dobrze i chcą to trochę bardziej scalić?
- Taka jakby rezerwacja jej ręki przez chłopaka?
- Ale to nazwałeś. Zaręczyny zawsze można zerwać.
- Wyglądała na bardzo szczęśliwą choć nie szpanowała pierścionkiem.
- Ładny?
- Nie znam się. Musiałabyś sama zobaczyć.
- Wracajmy bo jeszcze obiad do zrobienia.
- Jasne. Myślałem aby sprzedać mieszkanie.
- Po co?
- Żeby mieć więcej kasy na wkład w klub.
- Tym się na razie nie martw.
- Wiesz dobrze, że mój wkład jest znikomy.
- Jest odpowiedni. Chodźmy.
Pomimo kilku reklamówek w rękach chwycił jej dłoń i mocno ściskając poprowadził na spacer.  
- To ten gość co chciał dzieciaka bić- wskazał podchmielonego faceta.
- Tak myślałam. Najbardziej dzieci szkoda bo muszą wychowywać się z dala od matki i ojca.
- Nie tyle nie mam wiary w ludzi co nie widzę rozwiązania jakie mogłoby im pomóc.  
- Ja też.
Pijany chyba chciał coś powiedzieć na ich widok ale kiedy napotkał wzrok Olka odpuścił sobie.
Przed progiem domu zadzwonił jego telefon. Dzwonił Michał. Postawił siatki w kuchni i wyszedł na zewnątrz.
- Mam dobre wiadomości.
- Dawaj.
- W poniedziałek na dziewiątą badania u psychologa.
- Gdzie?
- Na Storczykowej.
- Czy muszę się jakoś przygotować?
- Będą pytać o twoje zdrowie, relacje z rodzicami. Będziesz musiał opowiedzieć o tamtym dniu.
- Nie chcę do tego wracać.
- Naciskałem na prywatnego psychologa. Akta z wypadku przeczytałby sam a ty powiedziałbyś tylko o relacjach z rodzicami. Chciałem dla ciebie jak najlepiej ale to prokurator wybrał lekarza.
- Chyba odpuszczę sobie.
- Nie możemy tego tak zostawić.
- Dziękuje ci, że byłeś po tym wszystkim ze mną. Nie wiem co by było gdybym nie miał z kim zamienić słowa.
- Nie ma za co. Pomyśl o ludziach jakich możemy uratować w przyszłości. Pozytywny wyrok wstrząśnie branżą i zaczną bardziej dbać o swoich klientów.
- No nie wiem.
- Ale ja wiem. Uwierz, że możesz ocalić przyszłych kupujących auta w komisach.
- Wiem, że dla ciebie liczy się też prowizja.  
- Tak to moja nagroda za walkę.
- I dam ci bonus gdy wszystko pójdzie dobrze.
- Rozumiem, że się nie wycofujesz?
- A mam wyjście?
- Nie naciskam. Pomyśl o innych możliwych ofiarach działań nieuczciwych handlarzy.
Do jego umysłu wróciły wspomnienia z miejsca tragedii. Przez chwilę nawet poczuł zapach powietrza i rozlanego paliwa.
- W porządku. Zjawię się.
- Super.
- A ty jak się czujesz?  
- Zmęczony. Mam tyle spraw.
- Odpocznij. Wyjedź gdzieś z rodziną. Musisz być gotowy na to starcie.
- Myślałem o tym. Nie wiem ile potrwa procedura z badaniami.
- Jak chcesz.
- Nie zabieram więcej czasu. Odezwij się po badaniach.
- Trzymaj się. Do usłyszenia.
- Hej.
Olek schował do kieszeni smartfon i wrócił do kuchni. Wszystkie produkty znalazły swoje miejsce w szafkach i lodówce.
- Chwilę mnie nie było a reklamówek już nie ma.
- Muszę zrobić obiad więc nie ma czasu na zabawę.
- Co serwujesz?
- Knedle z truskawkami i szejk proteinowy. Co ty na to?
- Brzmi smakowicie.
- Kto dzwonił?
- Mój adwokat.
- Dużo bierze?
- Taka stara znajomość.
- Cieszę się, że chcesz załatwić to na drodze prawnej.
Mruknął coś pod nosem.
- Taka ruda to znaczy Milena trochę źle trenowała przez co ma chwilowy problem z plecami. Razem z Jasiem wyłapaliśmy błędy kiedy robi martwy ciąg. Pokazał jej prawidłową technikę ale zaleciłem jej konsultację z fizjoterapeutą.
- I?
- Jak jeździłem pociągiem na kurs do Gdańska to poznałem takiego Stasia. Siedzieliśmy razem. Fajny gość.
- Kogo ty jeszcze znasz?
- Kilka osób z kursu. Mogę skorzystać z bazy mailowej klubu?
- Przynieś laptop.
Poszedł na górę, przebrał się w dresowe szorty i białą koszulkę bez rękawów. Wyjął komputer ze stacji dokującej i zbiegł na dół.
- Czy ja mam pocztę u ciebie na serwerze?
- A chcesz? Daj mi kilka minut.
Agata sprawnie poruszała się po całej stronie. Wszystkie funkcje przeznaczone dla administratora strony przechodziła bezbłędnie i z gracją wprowadzała kolejne ustawienia.
- Gotowe!
- Tak szybko?
- Łatwizna.
- Jesteś informatykiem?
- Nauczyłam się na kursie dla przedsiębiorców.
- Nauka nie poszła w las.
- Nie przepadam za komputerami. Robię to co muszę.
Usiadł przed ekranem i wyszukał nazwisko znajomego w wyszukiwarce. Pracował w jednej z przychodni w Bydgoszczy. Napisał, że ma dla niego klientkę i prosi o tanie konsultacje, ze względu na jej status w klubie.
Odpowiedź przyszła po dziesięciu minutach.
"Witaj. Dawno się nie odzywałeś. Musimy się spotkać. Daj mi jej namiary.”
Skopiował jej dane z bazy teleadresowej klubu i czekał na kolejną wiadomość. Ta nadeszła po dwóch minutach.
" Niezła laska. Sprawdziłem jej konto na FB. Zajęta czy wolna?”
Odpisał mu krótko.
"Nie szalej. Najpierw jej pomóż. Pomyśl o spotkaniu”
Zamknął komputer i położył na stoliku w salonie.
- Załatwiłeś?
- Tak. Odezwie się do niej.
- Ręce umyte?
- Już idę.
Kiedy wrócił knedle parowały a szejk proteinowy z bananem czekał przy nich.  
- Jak to wszystko ładnie pachnie.
- Smacznego.
Agata zjadła ledwo pięć sztuk. Dla niego dwie dokładki to za mało. Przyniosła resztę, którą wykończył na poczekaniu.
- Było pyszne. Dziękuje. Ostatni raz takie jadłem jak mama żyła.
- Cieszę się, że ci smakowało.
- Ja pozmywam a ty relaks.
- Muszę wypełnić kilka papierków. Będę w biurze.
- Jasne- zebrał wszystko i zaniósł do zlewu.
Kiedy skończył położył się na kanapie i zasnął. Kilka chwil przed szóstą pobudkę zrobiła mu Agata gotowa do wyjścia. Miała na sobie białą bluzkę z lekkim dekoltem, czarne dżinsy i granatowe air maxy.
- Pobudka…
- Co jest?
- Mieliśmy iść do klubu.
- Gdzie?- ledwo otworzył zaspane oczy.
- Zrobię ci kawę a ty idź się przebrać.
Zrzucił koc i pobiegł na górę. Włożył czarną koszulkę adidas originals, błękitne joggery i czerwone air maxy kupione podczas ostatniej wizyty w galerii z Agatą. Wypachnił się wodą toaletową z logo CK i wrócił na dół.
- Dzięki- pociągnął kilka łyków gorącej kawy.
- Prawie się dobraliśmy- spojrzała na jego strój.
- Prawie.
- Długo spałem?
- Z trzy godziny może?
- Idziemy?
- Nie dopijesz?
- Chwila.  
Włączył wentylator biurkowy stojący na blacie i podstawił szklankę. Każdy kolejny łyk był już coraz bardziej chłodny. Opłukał szklankę wodą i wyszli. Zamki brzęknęły a on zajął miejsce pasażera.
- Napisz wiadomość do Jasia, że jesteśmy w drodze.
Przytaknął głową i wyjął telefon. Napisał do Olki, żeby zaczekała nad Wisłą.
Samochód zostawili na parkingu wzdłuż bulwaru. Jasiek zmierzał od strony starego mostu. Jakaś młoda dziewczyna stojąca przy kotwicy była zaczepiana i jak przewidział młody stanął w jej obronie. Niestety przypłacił to ciosem w szczękę.
- Nic nie zrobisz?
- Zaczekaj. To jest ten oprych.
- Czemu tak stoisz?
Wyjął telefon i zgłosił bójkę na policję. Ze względu na sobotni wieczór i odbywające się imprezy w klubach kilka radiowozów było w okolicy. Nie minęły dwie minuty a patrol stał już przy kotwicy. Oboje zostali spisani i przeszukani. Ale tylko jeden miał kajdanki na rękach. Kiedy go zabrali Olek z Agatą dołączyli do znajomych. Jasiek pocierał kącik ust rozmasowując miejsce uderzenia.
- Mocno bolało?
- Byłeś w pobliżu?
- Tak. To ja wezwałem policję. Nic ci nie jest?
- Spisali mnie i ode mnie zależy czy zgłoszę sprawę o pobicie.
- Co to za gość był?- zapytał Olek udając, że go nie zna.
- Czekałam na ciebie a on proponował mi narkotyki.
- I je miał za to zgarnęli go do radiowozu.
- Podszedł do mnie i spytał czy chce się dziś dobrze bawić. Odpowiedziałam mu, że mam towarzystwo. Potem zażądał ode mnie zakupu. Gdyby nie on…
- Jasiek.
- Może od początku. To jest Agata moja dziewczyna a to koleżanka z parku Aleksandra.
Młody i licealistka patrzyli na siebie ze zdziwieniem. Tylko Olek i Agata wiedzieli o co tu chodzi. Choć on sam nie przewidział, że tak potoczy się to spotkanie. Udało mu się dokopać wrogowi jednocześnie poznając ze sobą młodych. Martwił się aby to Jasiek nie miał karków na głowie ale tym powinna się już zająć policja.
- Chodźmy. Pogadamy sobie trochę o kilku rzeczach.
Z przodu szedł Aleks i Agata, za nimi młodzi ale ich rozmowa niezbyt się kleiła.
- Gdzie nas zabierzesz Olka?
- Pod Antałkiem jest dobrym miejscem jeżeli wolicie spokój.
- Może być.
Przejście z bulwaru na rynek zajęło im kilkanaście minut. Zajęli miejsca na fotelach a Olek poszedł po piwo. Sobie wziął bezalkoholowe a pozostałym po szklance normalnego. Postawił na stoliku dla nich a swoje trzymał w ręce.
- Więc o czym będziemy rozmawiać?
- Z tego co wiemy z Agatą to Andżelika będzie chciała wkrótce odejść.  
- A co ja mam z tym wspólnego?- zapytała Ola.
- Wspominałaś, że chciałabyś coś zarobić po szkole. Możesz pracować u nas kilka godzin dziennie a my zapłacimy ci dobrą stawkę za pracę na recepcji.
- Ile dni w tygodniu?
- Mamy otwarte przez sześć dni. Jeżeli znalazłabyś kogoś kto by dzielił z tobą te sześć dni to możemy rozważyć taką opcję.
- A ta Andżelika odchodzi bo?
- Zaczyna niedługo studia.
- A kto od rana będzie siedział?- wtrącił się Jasiek.
- Dostałam dwie aplikacje od zaocznych studentek
- Czyli potrzebujemy kogoś popołudniu. Zastanowisz się?
- Nie muszę. Pogadam jeszcze z dwoma koleżankami. Jaka stawka?
- Piętnaście złotych za godzinę do ręki. Co ty na to?
- Uczciwa oferta. Zgoda- podniosła szklankę i walnęła w szklankę Olka tak mocno, że miał obawy przed jej pęknięciem.
- Ej. Za dużo siły.
- Że Olek dużo trenuje to wiem a Ty?- zapytała młodego.
- Jakieś pół roku oczywiście pod okiem tego pana obok.
- Lubię dobrze zbudowanych chłopaków.
- Już niedługo Jasiek do takich będzie należał- pochwalił swojego podopiecznego, że ten zarumienił się ze wstydu.
- Jeszcze jedna kolejka?- wstał i poszedł po następną.
- Świetnie wybrałaś- powiedziała szeptem Olka do Agaty.
- Wiem.
- A ja robiłam sobie nadzieje, że jest wolny.
- Takich trzeba łapać od razu- wszyscy wybuchli śmiechem.
- Co tak was rozbawiło?- rozdał szklanki swoim towarzyszom.
- A nic. Gadamy sobie o tym jakie wzięcie mają dobrze zbudowani faceci. To znaczy nie grube parówy udające koksów bo chodzą na siłownię tylko proporcjonalnie umięśnieni- stwierdziła Agata.
- Chyba nie ma tutaj takich.
- A ty?
- Jeszcze mi wiele brakuję.
- Ja tak nie uważam- mrugnęła okiem Agata.
Spojrzał na Olę czy potwierdza zdanie szefowej.
- Też tak sądzę.  
- A ty?
- Myślę, że masz bardzo dobrą budowę. Twoja forma stale rośnie pomimo różnych przeciwności.
-Takie komplementy z ust podopiecznego- uśmiechnął się lekko.
- Zdrowie pakerów- uniósł szklankę do góry Olek.
- Zdrowie- zawtórowała mu reszta.
- Ogólnie zwiększamy przestrzeń w klubie więc w przyszłości będziemy potrzebowali ludzi na stałe.
- Nie wiem jeszcze co będę robiła po skończeniu liceum ale zostawię sobie tą propozycję do rozważenia.
- Kiedy skończyli drugą kolejkę udali się do następnego klubu aby potańczyć. Odwiedzili Stars gdzie bawili się do trzeciej w nocy. Między Olką i Jasiem do niczego konkretnego nie doszło ale dogadywali się znacznie lepiej niż w drodze do klubu.  
- Odwieźć was gdzieś?- zaproponował Olek kiedy byli na bulwarach.
- Wydaje mi się, że powinienem odprowadzić Olkę aby znów nie zjawił się jakiś diler.
- To niebezpieczne miasto nocą.
- Bez obaw. Trochę ćwiczę i obronię cię- napiął biceps.
- Lepiej ich podrzućmy- zasugerowała Agata.
- Dobrze mamo i tato- rzucił w ich kierunku jakby pilnowali go jak małe dziecko.
Spojrzeli na siebie i parsknęli śmiechem na jego reakcję.  
-Wsiadać i drzwi zamykać. Odjazd za trzy, dwa, jeden- wcisnął start i silnik zamruczał cicho. Zawrócił i wdepnął gaz w podłogę. Kilka chwil i byli na Rydgiera.
- Dacie nam chwilkę?
Olek spojrzał na Agatę uśmiechając się ironicznie.
- Dzięki za piwo- podziękowała Ola i wysiadła a za nią Jasiek.
- Zaraz wracam.
- Jasne.
Aleks ściszył radio.
- Nie spodziewałem się, że tak to wyjdzie.
- Myślisz, że coś z tego będzie?
- Z nich?
- Bo ja wiem? Coś tam rozmawiali ale nie wyglądało to na bum zakochanych.
- A tamten typek?
- Zależy co miał przy sobie.
- Jest!- wykrzyknął Jasiek wskakując do auta.
Olek spojrzał w lusterko wsteczne i dostrzegł wielki uśmiech na jego twarzy.
- Szybko ci poszło. Jaka była?- żartował.
- Mam jej numer. Czy ty to wszystko zaplanowałeś?
- Chciałem abyście się tylko spotkali. To wszystko. Reszta to przypadek.
- Co miał mój kat przy sobie?
- Trzy woreczki z białym proszkiem, kastet i nóż sprężynowy.
- Mały bandzior.
- Nie zainterweniowałem bo miałem powód wybacz.  
- Jaki?- zapytała Agata.
- Skorzystałem z okazji aby zrobić z niego bohatera. Drugi to rewanż na tamtym frajerze. Chciałem załatwić to twarzą w twarz ale okazja była przednia.
- To tutaj. Dzięki Olek za wszystko. Mam u ciebie dług.
- Odpracujesz w ogródku Agaty.
- Z miłą chęcią- opuścił auto w doskonałym humorze.
Kiedy dojechali na Lawendową była prawie czwarta. Wjechał autem do garażu i zamknął drzwi. Agata już się kąpała więc on skorzystał z łazienki na dole. Przebrany w piżamę poszedł na górę.  
Otworzył drzwi pokoju, Agata wpatrywała się w sufit. Położył się obok i przytulił do niej.  
- Ostatnie wizyty w szpitalu dały mi wiele do myślenia. Twoja troska i serce zmieniły chyba i mnie. Nie chciałem ci już dawać więcej powodów do zmartwień.
- Pierwszego dnia spodobało mi się twoje zaangażowanie. Stwierdziłam, że jesteś takim diamentem do oszlifowania.
- Ale jeszcze nie jestem brylantem?
- A jak myślisz?
- Uważam, że nie.  
Westchnęła głęboko.
- To nie jest tak, że chcę mieć cię w garści i kształtuje twoje zachowanie.
- Wiem.
- Chcę cię mieć przy sobie a nie dwa metry pod ziemią bo czasem zbyt pochopnie podejmujesz decyzje.
- Już nie będę. Teraz spokój i stabilizacja przede mną. Chcę poświęcić wszystko dla ciebie.
- Cieszę się, że tak myślisz.
Kiedy zasypiali słońce już leniwie barwiło niebo ale jeszcze z trudem przebijało się przez chmury zwiastując kolejny, piękny dzień…

2 komentarze

 
  • AuRoRa

    AuRoRa · 3 stycznia

    Sprytnie Olek wymyślił, pomógł znajomemu, dwie pieczenie na jednym ogniu. Agata martwi się o niego, nie chce żeby mu się coś stało. Tworzą razem udaną parę, pomagają sobie i innym, a to jest wspaniałe. Ostatnie zdanie poetyckie.

  • blondeme99

    blondeme99 · 20 wrz 2018

    Uroczo, ich miłość jest cudowna   Olek bardzo dba o klub, skoro chce sprzedać mieszkanie takich pracowników to ze świecą szukać   Rozdział powalił na kolana zresztą nie ma się co dziwić, Olek to super gość