Miłość sensem życia cz. 55

Miłość sensem życia cz. 55Chrystian wszedł szybko do pokoju Aleksandra. Brunet od razu rzucił na niego pełne zmartwień spojrzenie. Jego oczy wydawały się krzyczeć z bólu i rozpaczy, która bezlitośnie rozrywała jego serce. Był niezwykle delikatny, łatwo było go zranić. Czuł się, jak płatki kwiatu, obrywane przez dziewczynki, które chciały wiedzieć, czy „kocha czy nie kocha?”. Spadały na ziemię, potem ktoś je deptał, tonęły w łzach chmur, wdeptane w mokrą ziemię, nie były już tak piękne... Królewicz tracił swój blask, tracąc największe wsparcie od najmłodszych lat- Aleksandra. Śmierć najbliższych ponoć rani najbardziej. A co powiedzieć, gdy przyjaciela traktuje się jak brata?... Chrystian nieraz wahał się, czy aby wyznać sekret Hasanowi, a łatwiej było mu szepnąć coś urzędnikowi państwowemu. Temu samemu, który sprawnie władał mieczem, bez najmniejszej trwogi zadawał kolejne ciosy w krwawych bitwach, pozwalał sobie drwić z samego siebie… Książę nie mógł uwierzyć własnym oczom, gdy widział go konającego… Na łożu śmierci… Myśl, głowa, rozum, zawiodły… Jego ”nieśmiertelnik”, leżał na łożu śmierci… A przecież, żartowali sobie, że śmierć nie sięgnie męża Leokadii, pamięć nie będzie musiała zostać upamiętniona na kartkach papieru, by czcili go po śmierci. Bohatera. Chrystianowi spłynęła łza po policzku, gdy przypomniał sobie, ile strzał trafiło w plecy Aleksandra, ile ciętych ran na ciele nosił ten człowiek, w jego imię. Niosąc śmierć, płacił bólem i łzami, gdy wróg żądał od niego wyjaśnień i bił po twarzy. Syn Edwarda nie spuszczał wzroku z przyjaciela. Nie oddychał, chcąc usłyszeć jego oddech, słaby głos, mówiący: ”Panie, ulżyj mi… Zabierz mnie…”.  
   Następca tronu podszedł do nas na trzęsących się nogach. Nie miałam siły patrzeć na to, jak męczył się Aleksander. Nie znałam granicy „mistrz-uczeń”. Nie traktowałam żadnego sługi w poniżający sposób. W przyjaciołach, widziałam przyjaciół, we wrogach, wrogów. Nie ode mnie zależało, jaką drogę wybiorą: będą mnie wspierać, a może dążyć do tego, by mnie osłabić. Mężczyzna dał mi wiele dobrych rad, pomagał bezinteresownie. Teraz błagał, abym odeszła i nie patrzyła na to…  
-Duygu…- szepnął Chrystian, ocierając mokre od łez policzki- Zostaw nas samych…
   Powoli przeniosłam na niego swój zmęczony wzrok. Tyle pytań bez odpowiedzi krążyło w mojej głowie… to było zbyt męczące! Dlaczego? Dlaczego akurat on? Co teraz będzie? Czy zasnę tej nocy? Czy on przeżyje? Co z moją córką?... Złapałam się za głowę i powoli podniosłam się z łóżka. Chrystian przeraził się, widząc moją bladą twarz i zmęczone od płaczu oczy. Podszedł do mnie i złapał za dłonie. Spojrzałam na niego z nadzieją w oczach. Wypełniała moją duszę, jak krew moje żyły i tętnice. Nie umierała…
-On…- zaczęłam zachrypniętym głosem- Medycy powiedzieli, że…- ucięłam, widząc smutek w oczach ukochanego. Położyłam roztrzęsioną dłoń na jego policzku- Wiem, ile dla ciebie znaczy. Dla nas… Chronił całym sobą naszą trójkę. Co zrobię, jeśli on…- ta myśl nie mogła mi przejść przez gardło.
-Antonina jest ze mną bezpieczna…- stwierdził Chrystian, patrząc na zasypiającego urzędnika- Będę chronił was do ostatniego tchnienia, ukochana. Moja pani, o zielonych oczach… Niech one nie płaczą, błagam… Dają mi spokój.  
   Otarłam łzy, spływające po jego bladych policzkach. Uśmiechnął się blado i kiwnął do mnie głową, na znak, bym wyszła. Nie protestowałam. Nie oszukiwałam sama siebie, z Aleksandrem nie było dobrze. Mój ukochany był z nim bardzo związany. Pozwoliłam im wyznać sobie prawdę, okrutną i tę dobrą. Powiedzieć to co muszą, co leży ima na sercu… W ostatnich chwilach…?
   Ukłoniłam się, po czym powolnym krokiem opuściłam komnatę.  
   Chrystian natychmiast po moim wyjściu, usiadł na łożu i chwycił dłoń przyjaciela. Aleksander westchnął głęboko, jakby młodzieniec podał mu tym czynem, tlen. Otwarł zaspane oczy i spojrzał na księcia. Mimo bólu i zmęczenia, na jego twarzy namalował się promienny uśmiech. Ścisnął dłoń królewicza i rzekł:
-Ja słowa zawsze dotrzymuję… Z tajemnicą twej żony pójdę do grobu…
   Następca tronu zmarszczył brwi:
-O co chodzi? Nic nie rozumiem…
-Księżniczka Duygu jest najwspanialszą matką, jaką kiedykolwiek poznałem… To dla mnie ogromny zaszczyt- odparł tajemniczo, wymigując się z odpowiedzi na pytanie księcia- Twoja córka… jest w… dobrych rękach…- zakaszlnął ciężko.
-Wiem- szepnął brunet- Dlaczego coś przede mną ukrywasz? Nie ufasz mi?
-Ufam, wasza wysokość… Nie mogę ci tego wyznać, bo księżniczka nie robi tego dla władzy, lecz z miłości do ciebie i waszej córki… Poza tym… już skończyła. Dobra z niej kobieta. Młoda, lecz mądra. Wykorzystaj to, mój królewiczu…- złapał głęboki oddech, gdyż coraz trudniej było mu oddychać.  
-Jest mądra i dobra. Kocha mnie i Antoninę. Nie martw się o nie.
-Już niedługo nie będę musiał o tym myśleć, mój panie…- rzekł, czując ukłucie w sercu.  
-Nie sprawiaj mi przykrości…- zdołał wydusić.
-To nie ja, lecz twoja siostra… Ale nie mam jej tego za złe… Ona nigdy nie czuła do mnie nic, prócz nienawiści. Moje serce pochłonęło twe słowa i myśli, książę… Doceniam to, co dla mnie zrobiłeś… Nie zamartwiaj się niepotrzebnymi sprawami, które ulecą, niczym dym. Wystrzegaj się najdrobniejszych błędów, bo na nie czeka wróg… Kiedyś przyjdzie ten dzień… Zostaniesz królem, wtedy łatwiej będzie ci poznać kto jest kim. Pod maską nie widać wyrazu twarzy, wasza wysokość… Aby poznać prawdę, musisz obserwować. Obiecaj mi jedno…
   Chrystian zaczął mu się przyglądać jeszcze uważniej, niż przed chwilą, niż kiedykolwiek.
-Nie poddasz się szatanowi. Nie będziesz bratobójcą i nie zamordujesz swych dzieci… Nie zranisz matki twej córki… Obiecaj.
   Królewicz nie krył zaskoczenia jego słowami. Zmarszczył brwi, nie wiedząc co o tym myśleć. Naprawdę uważał, że był gotów to zrobić? Aleksander, widząc poruszenie na twarzy syna króla, powiedział odważnie:
-Nie zmienię tego, że poprzednicy twego ojca wymordowali z zimną krwią własne dzieci i rodzeństwo, tylko po to, by kolejny władca mógł spokojnie rządzić, bez strachu o to, że któryś z książąt może chcieć przejąć władzę… Nie wierzę, że mógłbyś to zrobić… Chcę po prostu, by lud nie przeklinał cię za życia i po śmierci…  
-Nie obawiaj się, Aleksandrze… A… Jesteś pewien, że to moja siostra cię otruła?- spytał książę, czując żal do siostry.  
-Nie bądź na nią zły…- szepnął błaganym tonem konający mężczyzna. Mocniej ścisnął dłoń księcia- Powiedz jej, że… bardzo ich kocham…- uśmiechnął się lekko, a po jego policzku spłynęła łza, wyrażająca smutek.  
-Powiem im- Chrystian przyzwyczaił się już do wodospadu łez, które spływały coraz szybciej.
-Wybacz mi… wszystko… Wybacz… swemu słudze…- jęknął, czując przeszywającą falę bólu.  
-Nie mam ci czego wybaczać, Aleksandrze…- rzekł cicho.  
   Aleksander uśmiechnął się lekko. Wbił słabe spojrzenie w swego księcia… Czuł, że serce bije coraz słabiej i wolniej… Obraz rozmazywał mu się przed oczyma… Zadrżał, gdyż zimne dreszcze przeszyły jego ciało. Zatrzymał oddech i puścił dłoń księcia. Zamknął oczy, a głowa przechyliła się na bok, opierając o poduchy…  
   Chrystian nie mógł się ruszyć. „Spokojnie, on tylko śpi…”- szeptało coś w jego głowie. Czyż to nie nadzieja? Ona ponoć zawsze umiera ostatnia. I tak było w przypadku dwudziestoczterolatka. Jednak, po chwili, widząc, że mężczyzna się nie rusza, zerwał się przerażony z łoża i krzyknął nieludzkim głosem:
-Straże on się nie rusza! Straże! Wezwać medyka! Lekarza, straże!
-Wasza wysokość- do komnaty wbiegł główny medyk i rzucił pełne strachu spojrzenie, na wrzask księcia- co się stało?
-Nie rusza się…- wysapał królewicz. Stał, jak słup soli- Przed chwilą… rozmawialiśmy i nagle… zamknął oczy… puścił moją dłoń…- powiedział chaotycznie. Przeniósł na niego wzrok. Lekarzowi ukazały się brązowe oczy, tonące we łzach rozpaczy i niezrozumienia- Na co czekasz?!- wrzasnął głośniej, niż przed chwilą- Ratuj go! Ratuj!
   Straszy mężczyzna wzdrygnął się, słysząc lament następcy tronu. Podbiegł na roztrzęsionych nogach do Aleksandra. Medyk jeszcze nigdy się tak nie bał… Na Boga, przez trzydzieści lat pracy w zamku, jako lekarz, nigdy nie miał tak wielkich obaw, nawet, gdy umarła Victoria. Chrystian był taki mały, miał zaledwie osiem lat… Nie łatwo jest wyznać dziecku, że mama nie żyje, nieważne ile by miało lat. To koszmarne. Największy minus jego pracy. To to, za co lekarz nienawidził być, tym, kim został, nie potrafił spojrzeć człowiekowi w oczy i rzec prawdy, często najgorszej…
   Siwowłosy mężczyzna przyłożył ucho do ust urzędnika. Chrystian wstrzymał oddech, jakby chciał usłyszeć razem z medykiem wypuszczane powietrze Aleksandra, choćby krótkie i najchłodniejsze!… Lekarz przyłożył dwa palce do szyi, leżącego na łożu, mężczyzny. Sprawdzał tętno… Sprawdzał…
-I co?- spytał niepewnie książę- Kiedy się obudzi?
   Medyk powoli zamknął swe jasne, jak niebo w słoneczny dzień, oczy. Westchnął ciężko, słysząc błagalny głos następcy tronu. Przypomniał sobie moment, gdy jako mały chłopiec, wybuchł płaczem i wybiegł z komnaty, dowiedziawszy się o śmierci matki. Wpadł w ramiona ojca, który szedł, by porozmawiać z ukochaną… Nie zdążył. Niestety. Na wspomnienia, lekarz uronił łzę, godną prawdziwej powodzi. Nienawiść i ból, zawsze są szczere...
-Powiedz…! Kiedy się obudzi?...- Chrystian nie rozumiał jego milczenia.
-Wasza miłość…- jęknął lekarz. Przeczesał brodę i zdjął palce z szyi trzydziestopięciolatka- Pan Aleksander… umarł…- wydusił przez łzy, siląc się na spokój.
   Chrystian spojrzał na niego szeroko otwartymi oczyma i zaśmiał się niedowierzająco. Jak to? Przecież przed chwilą się uśmiechał, dawał rady, jak zawsze i teraz, co…? Tak po prostu go… zostawił?! Królewicz głośno przełknął ślinę. Łzy nie dawały odpocząć jego oczom. Twarz posiniała z nerwów i niepokoju. Zaczęły mu się trząść dłonie, które nie były w stanie utrzymać pustego pucharku… Zamrugał oczyma, by powrócić do rzeczywistości. Nie wierzył w to, co usłyszał. Nie…!
-Kłamiesz…- syn Edwarda zaczął podchodzić do lekarza, a ten, nerwowo przełknął ślinę, widząc furię w oczach następcy tronu- Kłamiesz…!  
-Wasza miłość…- zaczął, lecz Chrystian… złapał go za gardło!  
-Łżesz! Jak śmiesz?! On żyje! Nie masz prawa mnie okłamywać!
-Ksią… książę…- mężczyzna nie mógł nabrać powietrza.
-Milcz, kłamco!
   Straże otworzyły drzwi i podbiegły do królewicza. Odciągnęli go pospiesznie od medyka, który padł na kolana i oddychał ciężko.  
-On kłamie! Kłamca! Zabić go!!!- dwudziestoczterolatek wpadł w szał.
-Wasza wysokość, pan Aleksander nie żyje… Robiłem, co w mojej mocy…- zaczął siwowłosy mężczyzna.
-Milcz, zdrajco!- Chrystian chciał do niego dopaść, lecz strażnicy go powstrzymali. Wzięli księcia pod ręce i wyprowadzili z komnaty- On żyje! Żyje! Nie mógł umrzeć! Nie!- wrzasnął, ile tylko miał sił
   Upadł na kolana i pozwolił swym łzom spłynąć na białą podłogę, która wydawała mu się wtedy być czarną otchłanią… Każda sekunda się dłużyła, pochłaniała go melancholia.  
-Wasza książęca mość…- szepnął strażnik, schylając się ku zrozpaczonemu mężczyźnie- Wstań, pomogę ci pójść do twej komnaty…
-Zostaw mnie… nie chcę…- trząsł mu się głos- On kłamie…
-Nie, książę… Pan Aleksander umarł… Przykro mi…
   Chrystian, jedynie zachlipał. Nie było sensu kłócić się z prawdą…  

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Fryderyk szedł powoli długim korytarzem, wśród palących się świec. Miał powód do zadowolenia. Jeden wróg mniej. Jeden-zero. W sumie… nie wiedział komu służyć. Miał Hasana, wspierał go, ale… wątpił w siebie. Nie mógł już biegać, miał problem, gdy musiał się podnieść z tego przeklętego łóżka. Czasem czuł się, jak ta laska, która stała się jego przyjaciółką, trzecią nogą, pomocą… Miał wrażenie, że niczym się od siebie nie różnią. Milczał, jak to drewno. Nie miał słów na to, co ostatnio działo się w tym zamku, Jednak, dowiedziawszy się o śmierci Aleksandra poczuł siłę, wypełniającą jego serce. Miał podejrzenia, co do niego, wiedział, że Leokadia miała przez niego piekło na ziemi. Szedł do niej… nie łatwo to przekazać, mimo że doskonale wiedział o tym, księżniczka nigdy nie kochała urzędnika.  
   Stanął przed drzwiami pokoiku, w którym siedziała owa kobieta, wraz z Szymonem. Dziękował Bogu, że chłopiec nie zrozumie o czym będą rozmawiać, ale z drugiej strony… co powie, gdy książę zacznie chodzić, mówić i zrozumie, że jest i mama, i tata? Spyta, gdzie jest… Fryderyk westchnął ciężko. Otworzył drzwi i powoli wszedł do środka.  
   Królewna siedziała na beżowym tapczaniku i bawiła się swoimi palcami. Jej wzrok krążył niespokojnie po małym, jasnym pomieszczeniu. Wypiła już dwa dzbany wody, by się uspokoić. Pytała sama siebie: „co ja narobiłam?”. Wstała natychmiast, gdy zauważyła szambelana. Nie spuszczała z niego wzroku.
-Co z nim?- spytała od razu, gdy tylko mężczyzna zamknął drzwi.
-Pani, mogę wyjść z księciem- odezwała się służąca o czarnych oczach i ciemnych oczach. Usypiała Szymona.
-Siedź!- rozkazała stanowczo, Leokadia. Poprawiła mocno kręcone włosy i spojrzała wyczekująco na blondyna- Mów! Co z moim mężem?
   Fryderyk nie krył zdziwienia. Więc wie co i komu zrobiła? Zawsze myślał, że Aleksander był przede wszystkim jej wrogiem, pionkiem w grze…
-Pani…- zaczął przyciszonym głosem mężczyzna. Oparł się o biurko, stojące przy drzwiach.
-Co się stało?...- Leokadii zadrżał głos. Mocniej ścisnęła puchar z wodą, jakby chciała, by dodał jej otuchy, jak ciepła, ludzka dłoń.- Źle z nim?
-Wasza wysokość… Pan Aleksander… on… umarł…- wydusił z trudem, szambelan.  
   Księżniczka upuściła puchar. Rozleciał się na małe kawałeczki. Służąca usiadła, by nie upuścić niemowlęcia. Spojrzała z przerażeniem na swoją panią, która… zaczęła płakać. Schowała twarz w dłoniach i milczała. Nie wiedziała, co powiedzieć… Słychać było, tylko jej szloch, który wypełnił całe pomieszczenie.  
-Pani…- Fryderyk podszedł do córki króla- Moje kondolencje… Niech Bóg przyjmie go do…
-Zamilcz!- wrzasnęła Leokadia, ukazując mokrą od łez twarz- To moja wina!... Wszystko przeze mnie!  
-Pani… on popełnił samobójstwo?- przeraził się Fryderyk. Patrzył na królewnę zszokowany. Ona jedynie rzuciła na niego pełne dezaprobaty spojrzenie:
-Skąd ta myśl, że został otruty?
-Tak słyszałem…
-To źle słyszałeś!- nie wiedziała co powiedzieć. Chciała ułożyć to od nowa, ale czas… Ten czas.
   Niespodziewanie otworzyły się drzwi i do komnaty, jak poparzony, wpadł Chrystian. Oczy wszystkich zwróciły się ku niemu. Słudzy ukłonili się z szacunkiem przed nim. Dziewiętnastolatka szybko wytarła mokrą twarz. Spuściła wzrok w podłogę i milczała. Ta cisza była zabójcza…
-Wyjdźcie stąd!- następca tronu odezwał się stanowczo, patrząc na służącą i szambelana, katem oka. Widząc, że się wahają, powtórzył głośniej: Wyjść!
   Słudzy wyszli z ukłonem z komnaty. Czarnowłosa dziewczyna wzięła ze sobą, śpiącego w jej ramionach, Szymona. Królewicz spojrzał na siostrę z niezrozumieniem. Nie chciał, by to była prawda… Nie wiedział, po co tak naprawdę tu przyszedł. Nie chciał słuchać kłamstw, jeszcze Kika godzin temu rozmawiali i pomyślał, że zmądrzała… Jednak Aleksandrowi wierzył, jak nikomu innemu. Głośno przełknął ślinę, nie wiedząc jak ma ją o to spytać. W końcu była jego siostrą. Wiele przeszła, wylała morze łez, ale jeśli on płakał przez nią… pragnął zemsty!
-To ty to zrobiłaś, prawda?
   Leokadia spojrzała na niego nieśmiało, z przerażeniem w oczach…
-To ty otrułaś Aleksandra?…

****************

Witajcie, Kochani!
Nawet nie wiecie, jak się za Wami stęskniłam!  :) Nie wiem, kiedy to zleciało, ale koniec semestru już za niedługo, więc miałam dużo nauki, poprawy… Wróciłam i mam nadzieję, że „trzymam formę”, jeśli chodzi o pisanie :D Całuski i do następnej części!

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2972 słów i 17053 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka  w górę  :cray: dlaczego go zabiłaś?

  • Duygu

    @Margerita To nie ja, to Leokadia  :lol2:   :glaszcze:

  • Margerita

    @Duygu Nie dobra Leokadia  :whip:

  • Duygu

    @Margerita Racja  :crazy:

  • AuRoRa

    Wzruszająca część  :cray: a jednak nie przeżył. Chrystian nie daruje

  • Duygu

    @AuRoRa Dziękuję  <3  Chrystian go podziwiał. Jest bardzo zdenerwowany i zrozpaczony  :sad:

  • AlexAthame

    Zabiłaś go! :whip: Mam tylko nadzieję ze Leokadia się zmieni, bo miłość niewinnego Szymona na to wpłynie. Już nie mam siły dzwonić znowu do elektrowni, żeby Ci prąd odcieli :sad2:

  • Duygu

    @AlexAthame Jako autorka, oczywiście. Oby Leokadia się ogarnęła.   Hah, ty biedaku  :lol2:

  • Somebody

    Formę trzymasz. Pięknie  :kiss:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję z całego serducha  :kiss:   <3

  • Fanka

    W końcu powróciłaś Kochana  :dancing: Część świetna! A ile łez wylałam :sad2:  
    Szkoda Aleksandra  :sad2:  
    Ohhh to następnej części  :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Również się cieszę, kochana  <3  Dziękuję, moje serducho się raduje  :yahoo:  Och, to ja już czuję się spełniona w pisaniu, jeśli czytelnik uronił, choć łezkę  <3  Szkoda, ale cóż zrobić... Do następnej części  :kiss:

  • Fanka

    @Duygu ale wiesz jak "pięknie" wyglądam gdy tusz do rzęs mi splynal   :faint:  Do następnej  :hi:  :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Znam to  :)

  • Fanka

    @Duygu  :lmao: