Miłość sensem życia cz. 87 - ostatnia

Miłość sensem życia cz. 87 - ostatnia„Zakaz… Nie pozwalam! Jeszcze nie teraz. On umarł. Tak bardzo mi go brakuje…”- tylko te słowa można było ostatnio usłyszeć w tym miejscu przepełnionym gorzkimi łzami. Nic więcej. Nikt nie wydusił z siebie nic innego. Ta wypowiedź stała się częścią wiersza wszystkich, którzy tęsknili za jego głosem, pięknymi oczyma i ładnym uśmiechem… Poezja, która kruszyła ludzkie serca.  
    Dzieci Edwarda nie wierzyły, że to się stało. Umarł ich ojciec. Byli na jego pogrzebie. Widzieli, jak strażnicy wynoszą jego ciało, schowane w czarnej, przerażającej trumnie. Niewyobrażalne. On tam był… Tam w środku. Nie oddychał, serce przestało bić, zamilkł na zawsze, nic nie widział. Ciemność ogarnęła wszystkich… Każdy wstrzymał oddech, gdy chowano go do tej czarnej dziury. Ziemia… Otylia, zalewając się łzami, opierała się cały czas o ramię męża. Słychać było żałobne pieśni i wzruszające pożegnania. Hasan drżał z przerażenia podczas pogrzebu, nie wierząc, że ojciec ich opuścił. Chrystian wpatrywał się w trumnę zmęczonym wzrokiem, a z jego oczu przez bite trzy godziny nieustannie leciały łzy. Każdy płakał i żegnał króla z bólem w sercu.
    Minęły prawie trzy tygodnie, a w zamku nadal było ponuro i cicho. Śmiechy i tańce w haremie zniknęły, jak od pstryknięcia palcem. Dawid często przychodził do Chrystiana z zapytaniem o koronację. Mężczyzna nie był na to gotowy… Chodził przygnębiony, jak jakaś zmora. Wyglądał, jakby nie spał ładny tydzień. Od czasu do czasu jedynie napił się wody, nie dało się go namówić nawet na jego ulubione potrawy. Bardzo schudł. Kości policzkowe były bardziej widoczne niż dotychczas. Całymi dniami przesiadywał w swojej komnacie i tępo patrzył się w ścianę. Uśmiechał się szczerze tylko wtedy, gdy odwiedziły go dzieci i Duygu. Najbardziej w świecie pragnął być sam wśród tych bladych czterech ścian.  
-Wasza miłość, musimy już koronować cię na króla… Dokonałeś wyboru, jeśli chodzi o twe kobiety, prawda?- eunuch miał wrażenie, że mówi do posągu. Chrystian patrzył na niego bez mrugnięcia okiem i w milczeniu zastanawiał się nad tym, co robić i czy to na pewno dobry moment.  
-Obawiam się, że… nie jestem gotowy…- rzekł cicho następca tronu, wzdychając ciężko.
-O co chodzi?
-Tęsknię za nim…
-Wiem, wasza wysokość. Jednak ta decyzja jest najważniejszą decyzją w twym życiu. Twój ojciec pragnął, byś to ty został królem. Kto będzie królową?
-Zachowam to dla siebie.  
-Jesteśmy gotowi na koronację, choćby zaraz. Przygotowujemy ją już trzy tygodnie.
-Zakazałem wam! Mówiłem: nie! W czasie, gdy ja i moje rodzeństwo opłakiwaliśmy ojca, wy biegaliście i przygotowywaliście to święto… Zakazuję wam hucznych zabaw i jedzenia do syta w każdy dzień aż do końca żałoby! Macie pościć i cierpieć razem ze mną! Czy to jest zrozumiałe?- ostatnie zdanie wycedził przez zaciśnięte zęby, wściekły, jak nigdy dotąd.  
-Tak… Tak jest… Jak sobie… życzysz…- wydukał przestraszony eunuch i już go nie było. Biegł długimi korytarzami, popychając po drodze sprzątającą służbę.  
    Dawid wszedł po cichu do mojej komnaty i ukłonił się nisko. Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem i wstrzymałam oddech. Nie mogłam nic wyczytać z jego wyrazu twarzy. Te ciemne oczy skrywały w sobie tajemnicę… Miałam wrażenie, że te kilka sekund to wieczność. Stał i patrzył mi w oczy z lekkim strachem. Głośno przełykał ślinę, patrząc to na mnie to na ściany pokoju.
-Mów!- rozkazałam drżącym głosem, podchodząc do niego na trzęsących się nogach.- Nie wytrzymam dłużej. Minęły już trzy tygodnie…
-Pani, książę nic nie powiedział.- rzekł natychmiast eunuch, patrząc mi w oczy.
-Tego się spodziewałam!- złapałam się za głowę i zaczęłam niespokojnie chodzić po pomieszczeniu.- A co jeśli Emma zostanie królową? Co ze mną będzie? Wrzucą mnie do morza i z zimną krwią zamordują moje dzieci…- usiadłam ciężko na łożu i zaczęłam płakać z bezsilności. Dlaczego Bóg mi to robi?
-Pani, nie płacz.- kastrat usiadł obok mnie i chwycił moją roztrzęsioną dłoń. Szlochałam głośno, łapczywie łapiąc powietrze, nie mogąc się uspokoić.- Tylko książę to wie. Nikt inny w tym nie uczestniczy. To jego decyzja. Jak zdecyduje, tak będzie.  
-Boję się… Ona jest ode mnie ważniejsza.  
-Nawet jeśli zostanie królową, w co wątpię, książę nie pozwoli was skrzywdzić.- Dawid uśmiechnął się, by dodać mi otuchy.
-Jeśli ta szuja zasiądzie na tronie, nikt jej nie powstrzyma!
-Ona już dawno została skreślona przez wszystkich, księżniczko.- bezskutecznie próbował mnie uspokoić. Westchnęłam niespokojnie i zaczęłam nerwowo bawić się palcami. Serce biło mi jak oszalałe. Łzy nadal spływały mi po policzkach. Cały świat był rozmazany pod ich wpływem.  
-Ona… jest jego żoną i dała mu pierwszego syna… Nie muszę ci tego mówić, prawda?
-Pani…
-Każdy to wie!- krzyknęłam niespodziewanie, piorunując go wzrokiem.
-Księżniczka Emma wyjechała i nie chce tu wracać.
-Wręcz przeciwnie- uśmiechnęłam się nieprzyjaźnie, patrząc mu w oczy.- Teraz o tym marzy. Wróci tu i wszystko mi zabierze.
-Wasza miłość. Pamiętasz, co powiedział ci pan Aleksander? Dla księcia Chrystiana nie jest ważne ile lat ma jego syn, lecz jaki jest.  
-Dawidzie, Jakub to jeszcze dziecko, które nie potrafi mówić „mama” i „tata”, więc, o czym, na Boga, mówisz?!- wszystko mnie irytowało. Wiedziałam i byłam mu wdzięczna za to, że chciał mnie pocieszyć i uśmiechał się do mnie szczerze, by poprawić mi humor, ale byłam tak zdenerwowana, że nie potrafiłam nad sobą zapanować.
-To wszystko widać w oczach. Księżniczka Antonina jest wspaniałym dzieckiem. To ty ją wychowałaś. Więc jaki ma być książę Jakub? Taki sam, jak ty. Jesteś mądra. A książę Oskar? Często miał pretensje do ojca, gdy widział, że jego matka płacze i parę razy mu się za to dostało, brzydko mówiąc. Nie martwmy się, pani. Dziś wszystko się wyjaśni…

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Natalia naprawdę zostaje?- Hasan patrzył na brata z niedowierzaniem.  
-Tak.- z ust Chrystiana padła cicha, krótka odpowiedź.- Skoro to cię uszczęśliwi, zostanie.  
-Dziękuję, panie.
    Dwudziestopięciolatek spojrzał z dużym zaskoczeniem na blondyna, usłyszawszy te dwa słowa. Szok. To nie było bogate słownictwo, widok zapierający dech w piersi, czy też przepiękna poezja, lecz zwykłe podziękowanie. A jednak wbiło go w ziemię i nie wiedział, co powiedzieć, jak zareagować.  
-Hasanie…- Chrystian przytulił brata, ze łzami w oczach.- Nigdy mnie nie tytułuj. Po pierwsze, jestem ci bratem. Pamiętaj o tym. Kocham cię, jesteśmy rodziną, w naszych żyłach płynie ta sama krew.  
-I tak za chwilę wszystko się skończy…- blondyn szlochał cicho. Brunet spojrzał na niego szeroko otwartymi oczyma i powiedział powoli:
-Nie. Nie myśl, że ci to zrobię. Powiedziałem ci wiele razy i przyrzekłem ojcu, że nie spadnie wam włos z głowy. Nie oddam cię katom.- te słowa wywołały jeszcze głośniejszy płacz młodzieńca.  
-Bracie…
-Kocham cię, Hasanie.  
-Wybacz mi… Wybacz, że cię zraniłem. Zwątpiłem…
-Ciii…- Chrystian przytulił brata do swojej piersi i uśmiechnął się, czując ogromną ulgę. Tyle czasu musiał czekać na te słowa. Niesłuszne oskarżenia bardzo go zraniły i czuł się z nimi źle. Było z nim coraz gorzej. Nigdy nie powiedział, że zabije Hasana, ba, nie pomyślał! Nie miał takich planów. To pomysł Rozalii, przepis na zniszczenie więzi i relacji w rodzeństwie. Chrystian wcale nie był zagrożeniem. Miłował brata i nigdy nie powiedział o nim złego słowa. Przeprosiny Hasana podziałały na jego krwawiące serce, niczym balsam: były ukojeniem i ból znacznie się zmniejszył.  
    Obaj mieli nadzieję, że zbudują przyjaźń, a aby ona powstała, potrzeba zaufania. Było ku niemu coraz bliżej. Żal, gniew i ból opuściły ich, a w sercach zagościł spokój i miłość.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

    W mgnieniu oka nastąpiło popołudnie. Siedziałam na swoim łóżku i nadal nic nie wiedziałam. Nie miałam ochoty na nic, nawet nie jadłam, mimo głodu. Drżałam na myśl o tym, że jeśli Emma zostanie królową, pierwszym jej celem będą Jakub i Antosia. Zabije ich, będzie mnie torturować, patrzeć z pogardą i śmiać się triumfalnie… Oddychałam głęboko. Przez taras wpadało świeże powietrze, a miałam wrażenie, że się duszę. Umierałam w męczarniach pośród wspomnień i czarnych, jeszcze niespełnionych scenariuszy.  
    Niespodziewanie otwarły się drzwi i wszedł… Chrystian. Serce podskoczyło mi do gardła. Zakręciło mi się w głowie, do oczu napłynęły mi łzy. Nie chciałam jednak robić z siebie ofiary w te ostatnie chwile tchnienia… Wstałam i pokłoniłam mu się nisko, milcząc, jak grób.  
-Duygu- podszedł do mnie z lekkim uśmiechem na twarzy. Nie podniosłam głowy, gdy spojrzał na mnie ciepło. Patrzyłam tylko, nieśmiało i powstrzymywałam się od płaczu.- Moja ukochana.- przytulił mnie czule, a całe moje ciało przeszył przyjemny dreszcz.  
-Panie…- nie powstrzymałam się i zaczęłam szlochać głośno, mocniej ściskając jego ramiona.
-Ty też już zaczynasz. Nie mów tak do mnie i…- spojrzał mi w oczy- nie płacz.
-Zabiją mnie… Zamordują nasze dzieci… Nie będzie miała dla nas litości. Zabij mnie już teraz, bym nie musiała patrzeć na śmierć Jakuba i Antosi!- padłam mu do stóp, a on stał i patrzył na mnie oszołomiony. Przykucnął po chwili i spojrzał mi ze spokojem w oczy, tak jak wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy i wyznał mi, że będę pod jego opieką.  
    „-Mieszkam tu od urodzenia i mogę cię zapewnić, że nic złego ci się nie stanie.  
-Tak?  
-Szczególnie teraz, gdy jesteś pod moja ochroną...”- przypomniała mi się nasza rozmowa z tamtego dnia. Dnia, który wszystko zapoczątkował. Piękną, prawdziwą miłość, ale też  obrzydliwe, nieszczere kłamstwa, które wmawiali mi ludzie.  
-Ukochana, dlaczego myślisz, że ktoś was zabije? Jaka „ona”? O kim mówisz?- pytał śmiertelnie odważnie, patrząc mi z zaciekawieniem w oczy. Phi! Na żarty mu się zebrało?
-Mówię o Emmie. Nie udawaj, że nie wiesz… Wiele razy ci mówiłam, że jest nieobliczalna, ale jedno wiem na pewno- zabije nas, kiedy tylko zobaczy nas na horyzoncie, żeby ona i Oskar byli bezpieczni i aby koronacja się udała.  
-Duygu… Ona nie wróci. Powiedziała, że potrzebuje czasu…
-Ale za chwilę tu przyjedzie, bo król zmarł i chce przejąć władzę- przerwałam mu gwałtownie.
-Ona o tym nie decyduje i nie ma nic do powiedzenia w tej sprawie. Nic. To ja jestem królem i ja decyduję, kto będzie ze mną rządził.  
-Więc skończmy to już. Zabij mnie teraz.
-Dlaczego tak mówisz? Naprawdę sądzisz, że ją wybrałem?
    Spojrzałam na niego ze łzami w oczach i, nie zastanawiając się nad odpowiedzią, odparłam:
-Ona jest twoją prawowitą żoną i urodziła ci pierwszego syna. Jest dzięki temu silna. Nie mam prawa z nią konkurować…
-Duygu, ja nie faworyzuję swoich dzieci- przerwał mi z uśmiechem na twarzy, ujmując moja twarz w swoje ciepłe dłonie.- Nigdy nie wywyższyłem Oskara ponad nasze maleństwa- te słowa spowodowały szeroki uśmiech na mojej twarzy.- Nic do niej czuję. Naprawdę nic. Nawet złość mi przeszła. Emma jest dla mnie jak nieistniejąca rzecz, nie ma znaczenia. Kobieta, którą kochałem, umarła. Ciebie miłuję i ty zostaniesz królową. Jesteś dobrą i mądrą kobietą, dałaś naszym dzieciom tyle ciepła i miłości, że świat nie widział. Koronacja będzie wieczorem, więc przygotuj się. Aleksandra ci pomoże. Szwaczki uszyły ci suknię.
-Dlaczego… mi… Ja…- dukałam, nie mogąc w to uwierzyć.
-Musiałem wszystko poukładać w głowie. Śmierć ojca bardzo mnie zmartwiła. Wybacz, nie wiedziałem, że…- przerwałam jego wypowiedź pocałunkiem.  
-Już nic nie mów- przyłożyłam palec do jego ust.- Już jestem spokojna. Skoro mi zaufałeś, postaram się nie zawieść ciebie, naszej rodziny i państwa.
-Kocham cię, mój pierwiosnku- ucałował mnie czule w czoło.  

    Szwaczki uszyły mi przepiękną, rozłożystą, krwistoczerwoną suknię, którą zdobiły malutkie kamyczki i złote koronki. Czułam się, jak prawdziwa królowa, a przecież jeszcze nie było koronacji. Przyznam, że mocno się stresowałam, ale zarazem byłam szczęśliwa. Moje serce biło już spokojniej, a oddech się wyrównał. Aleksandra wybrała dla mnie delikatną, złota biżuterię. Po raz pierwszy założyłam buty na obcasie, które mogła nosić tylko władczyni. Dziewczęta zaplotły mi włosy w eleganckiego warkocza i popsikały drogimi perfumami.  
-Pani, wyglądasz pięknie- stwierdziła z satysfakcją moja przyjaciółka. Zaklaskała w dłonie, dając znak, że służba może już zabrać rzeczy i wyjść z komnaty.
-Aleksandro, trochę się stresuję…- szepnęłam, śmiejąc się pod nosem.
-Ależ, to normalne!- zawołała i chwyciła mnie pod rękę.
    Wyszłyśmy z pomieszczenia majestatycznym krokiem i opuściłyśmy zamek w towarzystwie dobrze uzbrojonych straży. Chrystian spojrzał na mnie z uśmiechem, stojąc przed władnie ozdobioną karocą. Służba ukłoniła się, gdy do niego podeszłam. Schyliłam głowę.
-Możemy jechać, pani?- spytał, patrząc mi z miłością w oczy.  
-Oczywiście, panie. A… gdzie Jakub i Antosia?- przestraszona szukałam ich wzrokiem po całym placu i ogrodzie.
-Są tam, z Oskarem i służbą- pokazał na dzieci, siedzące pod dużym drzewem.
-Więc jedźmy, wasza królewska mość- weszliśmy do karocy i odjechaliśmy powoli spod zamku.
    Kiedy dojechaliśmy na miejsce koronacji, na duży plac, gdzie zebrali się przedstawiciele wojska, urzędnicy państwowi i ważni dla władców, ludzie. Wiwatowali i uśmiechali się do nas, machali rękoma, rzucali kwiatami. Było pięknie… Nie spodziewałam się tak miłego przywitania. Na przedzie stali członkowie naszej rodziny, którzy uśmiechali się do nas i patrzyli z dumą. Wśród nich był również Hasan.
     Są jednak przeciwnicy, jak to w życiu bywa… a raczej, jest. Każdy ma wrogów i przyjaciół. Żaden konkurent nie chce być na swojej, już na starcie, przegranej bitwie. Brak determinacji będzie prowadził do klęski podczas całej wojny, aż… dotknie go koniec. Porażka boli i każdy rywal się jej boi, jak ognia.  
    Wrogom najlepiej jest w ciemności. Jest ona ich domem, w którym czują się najbezpieczniej. Wiedzą, że nikt nie znajdzie ich bez świecy, którą jest ich ściganie. Ludzie gnębią rywali, gdy wpadną w ich sidła. Czasem łatwo, jak naiwne, ciekawskie, młode zwierzę, a innym razem, niechcący, jak mucha w pajęczą sieć.
-Co tu robisz? Nie jesteś na placu? Rozumiem, że nie możesz się z tym pogodzić, ale wypadałoby pójść- powiedział głośno Sebastian, widząc poszukiwanego mężczyznę w ciemnej jaskini, kilkanaście metrów od placu.
-nie mam zamiaru iść tam i patrzeć na to…- odwarknął Fryderyk, odwracając się do mężczyzny.- Nie myśl jednak, że mój książę przegrał. Wygrał życie, jako jeden z nielicznych.- powiedział, patrząc mu hardo w oczy.
-Powinieneś podziękować naszemu królowi.
-Po pierwsze, nie „naszemu”, bo ja do tego ręki nie przykładałem, nie przykładam i nie będę przykładał. Po drugie… za co mam mu dziękować? On go po prostu kocha.
-Więc dlaczego wmawiałeś księciu Hasanowi bzdury?
-To nie ja, to jego matka- uśmiechnął się wrednie, mrużąc oczy.
-Książę zapewne chce, byś tam był. Jeśli nie pójdziesz ze mną, stracisz życie.
-Już dawno je straciłem…- do jego oczu napłynęły łzy.- Los okazał się okrutny. Nie oszczędził mi bólu, nie zlitował się, odbierając mi wszystko, co najważniejsze… Spójrz na mnie… Komu się przydam? Kto mnie potrzebuje?
-Więc jednak masz uczucia…- mąż Otylii pokiwał głową, widząc łzy spływające po policzkach blondyna i słysząc jego drżący głos.
-Ja tylko udawałem twardziela. Musiałem to robić dla mojej pani, którą tak naprawdę cały czas kochałem, nawet, gdy mnie odtrąciła, i dla księcia Hasana, który mógł zaufać tylko mnie. Teraz ma ukochaną Natalię i wspaniałą córkę, a księżniczka Emma wyjechała… Książę Oskar już przegrał. Nie mam zamiaru patrzeć na jego klęskę i udawać, że będzie dobrze…
-Królowa Duygu nie jest tak okrutna, jak księżniczka Emma.
-Nie znasz jej. Nie znasz jej…- pokręcił głową, ocierając łzy.
-Widzę, że zrozumiałeś już niektóre rzeczy…
-Dawno je pojąłem. To, że chodzę o lasce, jest moją karą. I nie zamierzam dłużej tego ciągnąć… Nikt mnie nie potrzebuje. Nikt mnie nie kocha… Wiesz, jak się czuję?
    Fryderyk nie usłyszał odpowiedzi, więc odpowiedział sam, powoli wyciągając nóż:
-Jak nieczyste powietrze, nikomu niepotrzebne… Miłość jest potrzebna każdemu, ja jej nie dostałem, nikt mi jej nie dał… Miłość jest sensem życia- płacząc, wbił sobie nóż prosto w serce.  


********* KONIEC*********


Kochani!
Tak, to już koniec tego opowiadania, lecz nie koniec mojej działalności. Nie sądziłam, że będę pisała to opowiadanie prawie rok. :)  
Z całego serca pragnę podziękować każdemu, kto przeczytał to opowiadanie, każdemu kto trwał od początku do końca, ale i tym, którzy wpadli na chwilę i nie wrócili. Za zainteresowanie, dziękuję :) Jestem wdzięczna tym, którzy skomentowali i dali łapki w górę. To wszystko spowodowało szeroki uśmiech na mojej twarzy :D
Wiążę z pisaniem swoją przyszłość, więc ta strona jest dla mnie dobrym sposobem na realizowanie pasji, ale i naukę. Dziękuję Wam za ciepłe słowa i rady, które mi daliście :)
Za wszystkie błędy, które się wkradły, przepraszam! :P  :)    
Do zobaczenia i całuski!  :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 3295 słów i 18133 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Fanka

    Przepiękne opowiadanie :bravo:
    Żałuję tylko że to już koniec  :cray:  
    Jednak cieszę się że dalej zamierzasz pisać  :przytul:  
    Dziękuję Ci Kochana za tyle emocji,wzruszeń,śmiechu oraz łez które sprawiałaś swoim opowiadaniem <3

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję, słońce  :kiss:  Koniec opowiadania, ale nie koniec mojego pisania  ;)  Cieszę się, że ty się cieszysz   :D  Dziękuję za ciepłe słowa i twoją obecność  :przytul:

  • Fanka

    @Duygu Jestem i będę  :przytul:  
    Ale na pewno wrócę sobie do niego i przeczytam raz jeszcze <3
    A tym czasem pozostaję mi poczekać na kolejne opowiadanie :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Cieszę się!  :yahoo:  Mam wierną czytelniczkę, oh yeah!  :danss:  Ojej, naprawdę jeszcze raz tyle części?  :rotfl:  Pomysły już się rodzą w mojej głowie  ;)

  • Fanka

    @Duygu Oj Kochana jeśli coś jest dobre wraca się do tego ;) Jestem wierna czytelniczka :) Oj już nie mogę się doczekać

  • Duygu

    @Fanka  :przytul:

  • AlexAthame

    Opowiadanie inne niż wszystkie. Realistyczne, wzruszające. Co prawda pełne intryg, kłamstw, walki o władzę. Bardzo pięknie to pisałaś mój Pierwiosnku <3  :bravo:  :yahoo: I tylko szkoda że się skonczylo :cray:

  • Duygu

    @AlexAthame Dziękuję, starałam się  :)  Tak, pisałam to, co jest w naszym życiu, mimo upływu lat. Dziękuję ci bardzo  :przytul:   :danss:  Ach, skończyło się, ale wszystko się kiedyś kończy :przytul:

  • Somebody

    To była cudowna przygoda, którą przeżyłam przy czytaniu twojej opowieści. Niecierpliwie wyczekuję kolejnych nowości od ciebie. Pozdrawiam serdecznie  :kiss:  :przytul:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję ci, kochana za twoją obecność tutaj od samego początku aż do końca <3  Dziękuję za słowa uznania. Całusy  :kiss:   :przytul: