Miłość sensem życia cz. 30

Miłość sensem życia cz. 30*Tydzień później...*
   W stolicy państwa Wartonów od wczesnego rana świeciło słońce. Pogoda była adekwatna do nastroju, jaki panował w zamku. Książę Hasan czuł się już dobrze. Nie miał myśli samobójczych, postanowił walczyć o swoje. Ojciec bardzo przeżył jego próbę zabicia się. Blondyn targnął się na własne życie, ale lud go rozumiał. Niejeden następca tronu zginął z ręki kata.  
   Do dawnego domu, jednym powozem jechały siostry. Tęskniły za tym miejscem, choć nie powinny. Wylały w nim wiele łez, z powodu straty matek, nieszczęść i nieodpowiednich ich zdaniem, decyzji ich ojca.  
-Co będziesz robiła tam bez Emmy?- spytała młodziutka blondynka o zgrabnej figurze, patrząc na siostrę swymi czarnymi oczyma. Była piękna. Każdy mężczyzna, niezależnie od tego kim był w społeczeństwie, marzył o tym, by została jego żoną. Dla zwykłego chłopa, było to tak nieosiągalne, jak dla nas dożycie dwustu lat. Niemożliwe.
-Nie martw się, poradzę sobie bez niej- warknęła przez zaciśnięte zęby dziewczyna o dużych, piwnych oczach. Poprawiła kręcone, orzechowe włosy i dodała z kwaśną miną- Wcale nie chcę tam jechać. Ty też nie.
-Ojczym nie skazał mnie na takie katusze, jak ciebie- Otylia uśmiechnęła się przyjaźnie- Wszystko się ułoży, uwierz.
-Daj mi spokój- westchnęła Leokadia, nerwowo odsłaniając firankę przy oknie. Pogoda nie pasowała do jej nastroju- Długo jeszcze?!- krzyknęła do woźnicy. Odpowiedział jej tętent końskich kopyt.
-Zapomniałaś, gdzie jesteśmy?- zaśmiała się szesnastolatka- Kiedyś bawiłyśmy się w tym sadzie- wskazała delikatną dłonią na wielkie jabłonie- Chowałaś się przed strażami, uciekałaś przede mną, jeszcze niedawno...
-Pięć lat, to dla ciebie mało?- prychnęła osiemnastolatka- Przez te lata przeżyłam piekło. Niejeden starzec nie przeżył tyle co ja, nie wylał tylu łez.
-Chodzi ci o twoje małżeństwo?
-Tak...- Leokadia usiłowała się uspokoić. Powóz zatrzymał się. Woźnica otworzył drzwi i pomógł wysiąść córkom Edwarda z karety. Na samą myśl o tym, co działo się w zamku, który miały wtedy przed oczyma, przechodziły je niemiłe dreszcze.
-Wasza miłość, król czeka- Dawid podszedł do księżniczek i ukłonił się.
-Idźmy, poopowiadajmy i jedźmy stąd!- burknęła pod nosem piwnooka dziewczyna, po czym ruszyła przed siebie, zostawiając siostrę w tyle.
-Jak się masz?- spytała słodkim głosem, Otylia, patrząc na eunucha.
-Nie narzekam, pani, dziękuję- odparł sługa, odwzajemniając uśmiech.
-Co u Hasana? Lepiej się czuje?
-Doskonale. Nic mu nie dolega.
-Dzięki Bogu- westchnęła blondynka i poszła w ślad za siostrą.

*#*#*#*#*#*#*#*

   W komnacie władcy, w jednym rzędzie, stała praktycznie cała rodzina królewska. Praktycznie, bo zabrakło Emmy. Na początku stał Chrystian, potem Hasan, ja, Oskar i Aleksandra, która trzymała na rękach Antoninę. Byłam z siebie dumna. Po raz pierwszy od tych wielu miesięcy czułam się ważna. Stałam wśród rodziny króla. Ja... Kim byłam wcześniej? Dziewczyną, która prała ubrania, pracowała od świtu do nocy i chodziła w łachmanach. Ja, jestem teraz tu. Zapomniałam o Edycie, tak jak mówił mój ukochany.
   Otwarły się drzwi i do sali weszły dwie piękne kobiety, odziane w bogato-zdobione, ciężkie suknie. Ja i Aleksandra ukłoniłyśmy się nisko. Oskar również powinien to uczynić, ale był tak podekscytowany przyjazdem ciotek, iż zapomniał o zasadach.
-Przyjechałyście!- krzyknął z radością sześciolatek, podbiegając do kobiet. Hasan spojrzał z kpiną na brata, który westchnął ciężko, widząc, co wyprawia jego syn.
-Oskarze!- odezwał się Chrystian- Stań na miejsce. W tej chwili!
   Chłopiec z powrotem stanął obok mnie, patrząc na ciocie ze smutkiem w oczach. Stęsknił się za nimi.
-Ojcze...- Otylia podeszła do króla, siedzącego na łożu i ucałowała z miłością i szacunkiem jego dłoń.
-Witaj, moja złotowłosa pani- uśmiechnął się monarcha. Wzruszył się, widząc jak jego małe dziewczynki wyrosły na tak piękne, dojrzałe kobiety. Szesnastolatka odeszła ze schyloną głową na bok- Podejdź, Leokadio- Edward zachęcił córkę gestem ręki, by przywitała się z nim. Księżniczka nie wyglądała na zadowoloną, jednakże podeszła i rzekła ze sztucznym uśmiechem:
-Cieszę się, że cię wiedzę, panie.
-Ja również, moja różo- czterdziestosiedmiolatek pogładził swoje dziecko po policzku. Osiemnastolatka stanęła obok siostry.
-Cieszę się, że widzę was w zdrowiu- powiedział z uśmiechem Chrystian.
-My również, bracie- zaśmiała się Otylia, dopadając do brata. Mocno go przytuliła i ucałowała jego dłoń- Moje serce raduje się, widząc cię szczęśliwego. Modlę się, by Bóg obdarował cię licznym potomstwem.  
-Amen- uśmiechnął się najstarszy z rodzeństwa.  
-Hasanie- Leokadia zbliżyła się do blondyna- Mam nadzieję, że dobrze się czujesz- przytuliła go.
-Nie narzekam. Już w porządku- westchnął ciężko następca tronu.
-Dobrze wyglądasz.
-Dziękuję, ukochana siostro.  
   Królewna podeszła do mnie i spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Czułam bijące od niej ciepło. Uśmiechnęła się lekko i spytała miłym dla uszu głosem:
-To ty jesteś Duygu?
-To ja, pani- schyliłam głowę.
-Rzeczywiście jesteś piękna.  
-Zawstydzasz mnie, wasza miłość.
-Jak ci się tu mieszka?
-Bardzo dobrze. Wszyscy o mnie dbają, czuję się bezpiecznie.
-Idealnie- szepnęła szczęśliwa i przeniosła wzrok na niemowlę- A to pewnie nasza Antosia- podeszła do służącej i wzięła małą na ręce. Patrzyły sobie w oczy- Podobna do ojca. Bardzo.
   Uśmiechnęłam się dumnie, patrząc na nie ukradkiem- Niech rośnie zdrowo- rzekła Otylia i oddała Antosię Oli.  

*#*#*#*#*#*#*#*

   Fryderyk siedział u siebie, gdy nagle otwarły się drzwi i weszła Leokadia.  
-Pani...- szambelan ukłonił się w pas- Mam nadzieję, że przynosisz dobre wieści.
-Tak- uśmiechnęła się wrednie, córka króla- Trzymasz rękę na pulsie?
-Oczywiście. Księżniczka Duygu nie zajdzie tak daleko, jak chce. Ty tu ustalasz zasady, wsza wysokość.
-Ta biedulka niedługo się o tym przekona. Musimy sprowadzić Emmę do zamku, jak najszybciej.  
-Wymyślę coś, a może by tak... Powiedzieć księciu Chrystianowi, że pragniesz z nią pomówić?
-Doskonale wie o naszych relacjach, poza tym... To żaden powód.  
-Bez księżniczki nie pokonamy Duygu.
-Po części masz rację, ale jest przecież Oskar. On tęskni za matką...
-Doskonały pomysł- uśmiechnął się Fryderyk, widząc w oczach królewny jaki mają plan do zrealizowania.
-Czy mój brat kocha tę dziewczynę?
-Całym sercem- westchnął ciężko blondyn- To będzie trudne zadanie.
-Ojciec nie umie patrzeć na cierpienie dziecka. To nie potrwa długo.
-Co z twoją siostrą?
-Jest młoda i głupia. Nie mamy o co się obawiać.

*#*#*#*#*#*#*#*

   Włożyłam śpiącą Antoninę do kołyski. Byłyśmy same. Odwiedziny córek władcy bardzo nas zmęczyły. Księżniczki były pełne energii, dużo opowiadały. Wiele przeżyły, ale wiedziałam, że nie mówiły wszystkiego. Musiałam być czujna, nie znałam ich zbyt dobrze. Bardzo polubiłam Otylię. Nie powinnam, ale zaczęłam jej ufać. Wierzyłam, że nie zrobi krzywdy mojej córce.
   Po chwili otwarły się drzwi i weszła owa dziewczyna. Zerwałam się na równe nogi i ukłoniłam:
-Pani...
-Spokojnie- szepnęła, widząc że dziecko śpi. Podeszła do mnie powoli i uśmiechnęła się- Kiedy zasnęła?
-Przed chwilą.
-Nie chcę jej budzić, więc zostanę tylko chwilkę...- głośno przełknęła ślinę, patrząc na mnie niepewnie.
-Źle się czujesz?- spytałam z przerażeniem, widząc jej bladą twarz.
-Nie...- wydusiła i usiadła na łożu. Spoczęłam obok niej- Przyjechałam tu w jednym celu. Muszę cię ostrzec przed moją siostrą...
-Nie rozumiem...- serce podeszło mi do gardła. Znowu to samo przyspieszone tętno. Wyjechał Emma, przyjechała inna...
-Ma złe zamiary.  Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Kontaktuje się z Emmą, knują przeciw tobie. Czytałam kilka listów, ale Leokadia trzyma je przy sobie, więc ich nie zabrałam... Wiem, że możesz w to nie wierzyć, ale chodzi mi o ukochanego brata Chrystiana, ciebie i waszą córkę. Bądź ostrożna. Wiem do czego jest zdolna moja siostra, Jest nieobliczalna, jak jej matka. Mogłam wiele razy umrzeć, bo tak chciała Victoria. Tylko dlatego, jakby była boginią. Potrzebujesz czasu, dam ci go. Możesz mi zaufać. Będę was chroniła. To ty zostaniesz królową, zasługujesz na to. Jesteś dobra i inteligentna.
-Jestem również zabójcą...- wyznałam, czując że naprawdę mogę powiedzieć jej wszystko.
-To konieczność- blondynka zamknęła oczy- Ja również kiedyś zabiłam, by żyć. Mam wyrzuty sumienia, ale cieszę się życiem. Ty też musisz pozbawić innych życia, by przetrwać. Niestety...
-Wiem, pani...- westchnęłam- Ufam ci.
-Dziękuję- złapała mnie za dłoń. Gdyby tylko wiedziała o tym, że to ja kazałam napisać list do Hasana... Znowu musiałam dusić w sobie łzy, ukrywać prawdę, nie mogłam spojrzeć drugiej osobie w oczy, choć chciałam. Bardzo.
-Co dokładnie chcą zrobić?- spytałam po dłuższej chwili milczenia.
-Chcą cię odesłać z zamku. Pragną, byś pokłóciła się z Chrystianem- wyznała cicho, czarnooka dziewczyna.
-Nie zrobią tego!- warknęłam wściekła, patrząc w bok- Kocham księcia! Całą sobą, chcę być z nim szczęśliwa.
-Rób to. Emma nie stanie ci już na drodze, jeśli chodzi o mojego brata. On kocha tylko ciebie. Widzę to w jego oczach. Nie musi mówić. Emma pokazała na co ją stać, taka osoba nie jest nic warta w oczach mego brata. Bądź taka, jaka jesteś.  
-Dziękuję, wasza miłość. Niech ci Bóg wynagrodzi- uśmiechnęłam się lekko, patrząc jej w oczy.

*#*#*#*#*#*#*#*
    
   Leokadia przebrała się w błękitną koszulę nocną. Czuła, że jej plany niedługo się spełnią. Chciała w końcu zaznać spokoju. Nikt jej tego nie dał. Ani ojciec, ani matka, ani mąż... Mąż... Nigdy go nie kochała, za to on ją, bardzo. Nie mieli dzieci. Ojczym zasmucony tym faktem, kazał pomóc córce. Zesłał medyków z wielu państw. Nie pomogli. Potem leczenia podjął się Aleksander- jej małżonek. Nie chciał wyjawiać prawdy, byłby to ogromny wstyd. Nie było szans, by para miała dzieci, gdyż Leokadia nie pozwalała mu się dotknąć. Przez pięć lat małżeństwa do niczego między nimi nie doszło, nawet w noc poślubną spali w oddzielnych komnatach. Królewna nie chciała go znać.
   Spokojna, że wyjechała z zamku, gdzie był ten mężczyzna uśmiechnęła się i odwróciła, by położyć się spać. Widok, który miała przed oczyma, wprawił ją w zakłopotanie.
-A... Aleksander...?- spytała osiemnastolatka, widząc stojącego przed nią męża.
-Moja pani- trzydziesto czterolatek ucałował ją w czoło, na co ona odskoczyła, jak poparzona.
-Co ty tu do diabła robisz?!- wrzasnęła.
-Stęskniłem się za tobą- podszedł do niej i przeczesał długie, blond włosy. Brzydziła się nim. Nie był przystojny, wyglądał jak ludzie ze starożytności- zarośnięty, otyły i ohydny. Był za to kulturalny, wykształcony i bogaty, a to liczyło się dla króla. Nieważne było to, że Aleksander siedział do późna w tawernach, pił jak świnia i sypiał z innymi kobietami. Żona go nie kochała, więc musiał jakoś sobie radzić...
-Wyjdź stąd!- rzuciła wściekle, królewna odwracając się do niego tyłem- Nie chcę cię widzieć!
-Wyjechałaś tylko dlatego, by ode mnie odpocząć, prawda?- szepnął jej do ucha, łapiąc ją za dłoń.
-Puść...- warknęła przez zaciśnięte zęby, próbując mu się wyrwać- Każę ci mnie puścić!
-Przesadzasz, pani...- mężczyzna zmarszczył brwi i obrócił ją, by spojrzała mu w oczy. Leokadia nigdy się tak nie bała- Nie jestem psem... Nie będziesz mną pomiatała...- szepnął i wpił się w jej usta...


********************

Koniec części 30! :) Cieszę się, że ją dziś wstawiłam, nie chciałam Was dłużej trzymać w niepewności. Pozdrawiam i do następnej części! :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2238 słów i 12283 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Nowe kłopoty, nowe rozterki, dużo się dzieje.

  • Duygu

    @AuRoRa Dziękuję za komplement  :rotfl:

  • Margerita

    łapeczka w górę  :bravo:

  • Duygu

    @Margerita Dzięki!  :danss:

  • AlexAthame

    Trochę się rozluźniło, ale nadal czuć napięcie. Grają na uczuciach jak wprawny artysta na sitarze. :danss:  :bravo:

  • Duygu

    @AlexAthame Haha, dzięki, staram się  :D

  • Somebody

    Ależ napięcie! Fantastycznie :D  :bravo:  :kiss:

  • Duygu

    @Somebody Aj, dziękuję, kochana  :beek:   <3