Miłość sensem życia cz. 50

Miłość sensem życia cz. 50W pomieszczeniu panowała tak głęboka cisza, że można było usłyszeć latającą muchę. Po ciałach mężczyzny i dziewczyny przechodziły nieprzyjemne dreszcze, coraz to mocniej krew dobijała do ich żył. Z każdą kolejną sekundą było coraz gorzej... Czuli, że wpadli w sidła, jak ważka w pajęczą sieć... Osiemnastolatka była głodna zwycięstwa. Chciała usłyszeć to z ust męża. Teraz. W tej chwili. Ona miała czas, a on? Nie. Za późno na jakiekolwiek zmiany! Przekroczenie progu tej komnaty przez Sylwię było ogromnym błędem. Leokadia każdego nieznajomego i podejrzanego uważała za niebezpieczeństwo. Jak każdy z nas, miała prawo się bać, wahać, drżeć o własne życie...
-To jedna z tych, które zadowalają twoje potrzeby, tak?- zadrwiła księżniczka ze łzami w oczach.
-Wasza... Wa... Wasza miłość...- jąkał się urzędnik- Ja... to nie tak... Ona...
-Milcz!- królewna gwałtownie poderwała się z krzesła i przewróciła stół! Wszystkie dania, świece i dekoracje porozrzucały się na dywanie, jakby to miało być ich miejsce. Posłusznie leżały, wydawszy jeden, wielki huk, jakby to było słowo złości, które wypowiadała wewnątrz przyszła matka. Jej nie wypadało. Powstrzymywała się- Myślisz, że jestem ślepa i nie wiem co robisz, ha?!!! Tak się zabawiasz, łotrze?! Jak śmiesz i jak ci nie wstyd?! Jaka medyczka?! Jak śmiesz ją tu przyprowadzać! To zwykła prostytutka, a to pałac wielkiego władcy, który jest moim ojcem! Jak ona śmie przed nami stawać?!- krzyczała ciężarna kobieta, patrząc Aleksandrowi w oczy. Lśniły z przerażenia i niedowierzania.  
-Proszę, wysłu...
-Nie mam czego słuchać!!!- wymierzyła mu policzek- Jak ty śmiesz patrzeć mi w oczy?! Jak to możliwe, że zostałeś moim mężem, bezwstydniku?! Podziwiam samą siebie, że tyle z tobą wytrzymałam! Więcej nie mogę! Idę do ojca, chcę rozwodu!  
   Urzędnik państwowy zerwał się na równe nogi, gdy zobaczył, ze jego żona kieruje się do wyjścia. Złapał ją za nadgarstek i brutalnie odwrócił do siebie. Spojrzeli sobie głęboko w oczy. Trzydziestoczterolatek widział, że miała ochotę go zamordować.  
-Nie chcesz mnie wysłuchać, to wysłuchaj jej- szepnął błagalnym tonem, wskazując na roztrzęsioną Sylwię.
-Śmiesz mi mówić co mam robić?! Robię to, co uważam za słuszne! Nie mam zamiaru żyć dłużej w ten sposób!- wykrzyczała mu prosto w twarz.
-Uspokój się, pani… Złość nie prowadzi do niczego dobrego…
-Nie?! Skoro jesteś taki mądry, to powiedz do czego prowadzi zdrada MOJEJ osoby! Nie jestem zwykłą dziewką, jak ona!- wskazała na nią, patrząc mężowi hardo w oczy- Puść mnie, natychmiast!
   Aleksander nadal trzymał ją za nadgarstki. Nie wiedział co robić. Wystarczą jej słowa, a ojciec jej uwierzy. Nie potrzebuje żadnych dowodów… Trzydziestoczterolatek miał świadomość tego, że jeśli pozwoli odejść żonie, nie będzie zwlekała. Widział w jej oczach codziennie to samo: nienawiść do jego osoby. Tyle, że z dnia na dzień, zamiast się zmniejszać, jakby on tego chciał, rosła. I to bardzo szybko. Często śniło mu się, jak Leokadia dusi go własnymi rękoma, ubrana w czarną, żałobną suknię, bez zbędnych cekinów, diamentów, pozbawiona biżuterii, co było dziwne, gdyż ją uwielbiała… Zrywał się z łoża, zlany potem.  
-Ogłuchłeś?! Puszczaj, bo zacznę krzyczeć!- warknęła  księżniczka.
-Wasza miłość, ja… Jestem medyczką, przysłał mnie książę Hasan- wydusiła cichutko brunetka.
   Aleksander spojrzał na nią przerażony. Przecież jego żona i siedemnastolatek mieli bardzo dobre kontakty! Wystarczyło pójść i się zapytać. Urzędnik czuł ostrze noża przy gardle. Aby zakończyć jej gadaninę, krzyknął:
-Jak śmiesz odzywać się bez pozwolenia?!
   Sylwia spojrzała na niego pytająco. Nic z tego nie rozumiała. Jedynie wzruszyła ramionami, nie wiedząc co źle zrobiła. Miała dobre intencje, ale nie była przygotowana do walki z Leokadią… Ruszyła na smoka bez zbroi i pozbawiona najmniejszego, najbardziej tępego miecza.  
-Ty się nie odzywaj…- wycedziła przez zaciśnięte zęby, królewna i wyszarpnęła się mężowi z uścisku.  
   Czym prędzej dopadła do drzwi i wybiegła z komnaty! Szła przed siebie szybkim krokiem, czując na skórze oddech zemsty: potwora bez serca, nie znającego litości ani zawahania… Słyszała tupot nóg kilku ludzi. Znała chód męża: ciężki i szybki. W mgnieniu oka dotrzymali jej kroku. Leokadia nie zwracała na nich zbytniej uwagi. Skręciła do haremu. Zobaczyła mnie i zmierzyła gniewnym wzrokiem moją osobę. Poprawiłam suknię o kolorze łososiowym i wyprostowałam się. Wszystkie służące schyliły głowy na widok jej wysokości.  
-Wasza miłość!- zawołał Aleksander- Błagam, zaczekaj!
-Milcz!- wrzasnęła wściekła Leokadia i… podbiegła do mnie. Złapała mnie za ramiona i zaczęła mnie szarpać- To wszystko przez ciebie! Zesłałaś na ten zamek czary! Krążą nad nami czarne chmury! Będziesz cierpiała do końca życia i to ja zgotuję ci piekło! Ja! Księżniczka Leokadia! Nie zaznasz spokoju w tym zamku! Przeżyjesz śmierć własnych dzieci! Odbiorę ci wszystkich! Cały twój majątek trafi w moje ręce! Zostaniesz nikim! Będziesz mi służyła i błagała o śmierć!  
-Wasza wysokość…- Aleksander próbował ją ode mnie oderwać, ale ona nadal mną szarpała. Chwyciła mnie za włosy i wyrwała z nich srebrną tiarę. Rzuciła ją na lśniącą, białą podłogę i zaczęła deptać z wściekłością.
-Zabiję cię!- popchnęła mnie na podłogę i zaczęła bić.
-Leokadio!- krzyknął ktoś z końca sali. Owy mężczyzna podbiegł do nas i poderwał księżniczkę z posadzki. Spojrzała bratu z bezradnością w oczy…
-Chrystianie…
-Jak śmiesz?!- krzyknął książę i podszedł do mnie. Pomógł mi wstać. Zmierzył Aleksandra surowym wzrokiem- Co takiego ci zrobiła moja kobieta?!- przeniósł wzrok na siostrę.
-Zniszczyła mi życie… Rzuciła klątwę na nasz zamek.  
-Uważaj…
-Nie wiesz z kim masz do czynienia, Chrystianie!- przerwała bratu wypowiedź.
-Jak możesz mówić coś takiego?!- objął mnie czułym ramieniem, słysząc mój szloch. Cała się trzęsłam- Nie ujdzie ci to na sucho!
-Szłam do ojca, mam do niego ważną sprawę!
-Ojciec jest zajęty. Właśnie od niego wracam. Nie idź tam, nie wpuszczą cię.
-Chcę rozwodu!  
   Niewolnice patrzyły raz to na Leokadię, raz na Aleksandra.
-Wasza książęca mość, pozwoli, że wyjaśnię…- zaczął nieśmiało urzędnik państwowy, na co jego żona wywróciła oczyma.
-Nie ma czego wyjaśniać!- królewicz przerwał mu natychmiast. Trzydziestoczterolatek nerwowo przełknął ślinę- Jeśli chodzi o to, o czym myślę, nie mamy o czym rozmawiać. To temat zamknięty.  
-Nikt z was nie zna prawdy!- Leokadia przemówiła do całego haremu- Ten barbarzyńca śmie mnie zdradzać z inną kobietą!
   Dziewczęta zaczęły szeptać między sobą, zafascynowane nową wiadomością. Plotki zaczęły roznosić się po całym zamku. Chrystian spojrzał beznamiętnie na męża siostry. Aleksander podbiegł do następcy tronu i upadł przed nim na kolana:
-Błagam, to nie tak! Przysłałem tu tę dziewczynę, gdyż Pan Fryderyk potrzebuje pomocy! Jest doświadczoną medyczką…
   Westchnęłam cicho, czując coraz większy stres. Spojrzałam ukradkiem na ukochanego i rzekłam cicho:
-Mówiłam ci o tym. Stwierdziłam, że Pan Aleksander najlepiej się tym zajmie.
-To prawda- przyznał dwudziestotrzylatek. Tłum natychmiast zamilkł, usłyszawszy, że to o czym rozmawiali, to totalna bzdura.  
-Bronisz go?- jęknęła Leokadia.
-Nie bronię. Po prostu mówię, jak jest.  Wracajcie do siebie.
-Ale…- zaczęła księżniczka, lecz Chrystian rozkazał silnym głosem:
-Natychmiast! Aleksandrze, zabierz stąd swoją żonę i niech ta dziewczyna nie pojawia się więcej w waszej komnacie! Jej miejsce jest w lecznicy, przy Panu Fryderyku.
   Odetchnęłam z ulgą. W duszy dziękowałam Bogu, że tak to się potoczyło.  
   Podszedł do nas Dawid. Ukłonił się w pas i rzekł:
-Wasza książęca mość… Pani…
-Dawidzie, zabierz stąd moją żonę. Niech wypocznie- powiedział mój ukochany łagodniejszym tonem, niż przed chwilą, po czym ucałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się do niego blado. Spojrzałam na zepsutą koronę- Zrobię dla ciebie nową. Godną ciebie- rzekł z dumą Chrystian i skinął głową do eunucha. Ten podszedł do mnie i wziął mnie pod ramię.  
-Co się stało, pani? Słyszałem okropne krzyki, awanturę, chaos, szepty…- spytał zaciekawiony kastrat, kiedy znaleźliśmy się pod drzwiami mojej komnaty. U siebie czułam się w miarę bezpiecznie…
-Sylwia jest bardzo nieostrożna. Ponoć weszła do komnaty Leokadii i Aleksandra. Leokadia wszczęła awanturę, sądząc, że dziewczyna jest jego kochanką…- odparłam zmęczona kłótniami.
-Jak to?
-Podejrzewała go o to już dawno- powoli weszliśmy do środka.
-Dziewczyna się nie tłumaczyła?
-Pewnie próbowała, ale nie dokończyła…- spojrzałam na niego porozumiewawczo i usiadłam na łóżku. Antosia słodko spała w kołysce. Uśmiechnęłam się na ten widok.
-Wasza wysokość… Powinnaś o czymś wiedzieć…- zaczął niepewnie haremowy sługa.
-O co chodzi?
-Natalia…  Zaszła w ciążę…
   Spojrzałam na niego wielkimi, jak u sowy, oczyma. Zmarszczyłam brwi, od razu przypomniawszy sobie moją rozmowę z blondynką:  
„-Jeśli nie zażądasz ode mnie władzy, będziesz żyła w dostatku, znajdę ci dobrego męża i wydam rozkaz, by kupili wam dom.  
-Co to znaczy, że "zasłużę"?
-Nie założysz z nim rodziny.
-Wiem o tym, pani. Pan Aleksander mnie o tym poinformował.  
-Doskonale.”
   Głośno przełknęłam ślinę, chowając twarz w dłoniach. Niby zaczęło się wszystko układać… Ktoś zawsze musi strzelić w nowobudowaną wierzę zamku, mimo że tyle się nad nią napracowaliśmy... Co teraz zrobię? Każde kolejne dziecko i każda nowa kobieta mężów stanu, rycerzy, książąt, była dla mnie zagrożeniem. Chciałam, by to kiedyś Chrystian został władcą, a nasza córka żyła spokojnie. Miałam świadomość, że niemożliwe jest, aby i Leokadia i Natalia urodziły córkę… Co teraz? Już po mnie?...
-Dawidzie… Czy przynajmniej raz może być tak, jak ja chcę?- spytałam ze łzami w oczach.  
-Nie poddawajmy się, wasza wysokość- eunuch próbował mnie pocieszyć.
-Nie mam na to wszystko siły…
   Otworzyły się drzwi i weszła Sylwia. Wraz z nią przybył Aleksander. Skłonili się nisko. Spojrzałam na dziewczynę. Z jednej strony byłam z niej zadowolona, wykonała zadanie. Ale… bardzo namieszała. Ja i moi przyjaciele mogliśmy stracić życie za tę brudną, podłą intrygę…!
-Jesteś z siebie zadowolona?- spytałam lekko zdenerwowana.
-Pani… Bóg mi świadkiem, że nie wiedziałam o tym, iż Pan Aleksander jest żonaty z jej wysokością… Jestem młoda i popełniam błędy…
-Tu nie ma miejsca na błąd! Nawet najmniejszy może kosztować życie!- podeszłam do Sylwii i chwyciłam jej dłonie w swoje.
-Wybacz… Nie nadaję się…
-Nie mów tak. Po prostu musisz być ostrożniejsza. A teraz… chcę znać prawdę. Jest coś między wami?- spojrzałam na urzędnika i dziewczynę. Popatrzyli po sobie zdezorientowani, po czym przenieśli tenże sam wzrok na mnie.
-Ależ, pani… Nigdy nic takiego nie było!- zaprzeczył niemalże natychmiast, Aleksander- Księżniczka to zmyśliła.
-Mam nadzieję. Musicie być ostrożni. Bardziej, niż dotychczas- spojrzałam na przyjaciół, którzy jedynie skinęli głowami.  


************

Witajcie, kochani! Jak widzicie zmartwychwstałam!  :D Wybaczcie dłuższą nieobecność, ale źle się czułam. Na szczęście już jest lepiej, no i oczywiście zbliżają się Święta, więc będę miała więcej czasu i siły!  Mamy 50! Dziękuję Wam! Całuski i do następnej części  :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2136 słów i 12044 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę złość szkodzi piękności to Leokadia o tym nie wie

  • Duygu

    @Margerita Ona chyba aż tak nie dba o swój wygląd  :lol2:  Dziękuję  <3

  • AuRoRa

    50 ładna liczba. Każdy odcinek ciekawy. Leokadia się wścieka, ale draka.  :jupi:

  • Duygu

    @AuRoRa Dziękuję za miłe słowa  :)  Ładna 50  ;)  Hah, taki ma charakterek  :cool:

  • Fanka

    Oj to już 50 części? Nawet nie wiem jak tak błyskawicznie minęły ;)  :bravo:  
    Oj ale Leokadie hormony ponoszą :D
    Ob czy biedna Duygu będzie mogła wypocząć? ;)
    Pozdrawiam Kochana i do następnej  :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Ha, widzisz, ja też nie wiem jak to się stało  :eek: 20 sierpnia wstawiłam prolog i 20 grudnia 50 część  :woot: Szybciutko  :) No, ma kobieta nerrrwy, nie ma co!  :nerw: Duygu nie ma łatwo w życiu, oby było lepiej. Pozdrawiam!  :kiss:

  • Fanka

    @Duygu Powiem Ci ze czas tak ucieka ze nawet nie wiem jak :D  
    Oj niech się Kochana trzyma :)

  • Somebody

    Gratuluję jubileuszu:) Wspaniały odcinek. Biedna Duygu jest coraz bardziej osaczona. Myślę, że śmierć Fryderyka poprawiłaby jej humor  ;)

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję, słoneczko  :kiss: Miejmy nadzieję, że będzie z nią lepiej. Nie ma lekko... Hah, z pewnością od razu uzyskałaby 100% energii i chęć do życia!  :lol2:  :jupi: Pozdrawiam ciepło!  <3

  • AlexAthame

    I znowu mi się udało być pierwszym. Co prawda mój Pan mówi, że pierwsi będą ostatnimi, ale już trudno. Tak migiem ta część minęła, że domagam się następnej. Kochliwe towarzystwo. Raz i zaraz dzidziuś. Może Leokadia ma dwojaczki? Co za baba, zamiast się cieszyć z błogosławionego stanu to marudzi jak .. no właśnie. Jak kto? Och. Czasem kobieta nie chce dziecka, a jak je zobaczy, to się zakochuje w nim. Możesz tak zrobić, bo już mam ochotę stłuc Leokadii dupsko. Tylko z tą cholerą to nie wiadomo, może by się jej spodobało i co wtedy? :danss:

  • Duygu

    @AlexAthame Gratuluję!   :) No, tak wyszło. Pan Bóg się chyba nie obrazi.  ;) Obiecuję, że następna już niedługo, postaram się wstawić jutro.  :D A, kochają się, kochają i są z tego dzieci  :lol2: Oooo, ciekawie by było, zobaczymy. Leokadia ma talent do wielu rzeczy , więc może i będą bliźniaki :lmao:  Ano, taka jest ta baba. Może się ucieszy, gdy je zobaczy...?  :) Najlepiej zbierz armię i ją zabij, też mam jej serdecznie dosyć, jako bohaterka opowiadania  :lol2: Haha, nie mogę, Alex! Jesteś zabawny  :bravo: Może i by się jej spodobało  :D