Miłość sensem życia cz. 26

Miłość sensem życia cz. 26Blondyn spojrzał na zieloną substancję z przerażeniem. Był gotowy wypić wszystkie leki, do których miał dostęp, byleby tylko się udało... Umrzeć- cel tego młodego chłopaka. Nie wahał się, ale też nigdy się tak nie bał. Dziwne, prawda? Strach nie zdołał pokonać zawahań. Siedemnastolatek głęboko wciągnął powietrze, czując, jak z jego oczu płynął gorzkie, duże łzy. Nie miał sił. Historie, które nigdy się nie spełniły, okropne wizje, Pani Śmierć, ciemne noce... Za dużo. Nie. Nigdy więcej nie chce zasnąć, i obudzić się rano... Tylko zima w jego życiu, ani promienia słońca. Zero pięknych chwil. Melancholia ogarnęła Hasana, całą jego duszę.
-Nie dałeś mi wyboru!- warknął wściekle młodzieniec, zadzierając głowę do góry- Nie, Boże! Nie umiem...!
   Już miał wypić truciznę, gdy zauważył swoje odbicie w lustrze. Zamknął usta i zmęczonym wzrokiem zaczął szukać siebie. Nigdy dotąd tak ne wyglądał... Jego szare oczy byłe spuchnięte, usta drżały, jego ciało było słabe, miał bladą twarz. Wyglądał, jak trup. A może już nim był?...
   Hasan zamknął oczy i odszedł kilka kroków od lustra w stronę okna. Spojrzał na wiosenny ogród. Pragnął widzieć go po raz ostatni... Otwarł usta i włożył flakonik do ust. Przechylił. Czuł gorzki smak zielonej cieczy. Uśmiechnął się, czując, że udało się. W końcu... Pozwolili mu. Odejść musi każdy. Musi. Każdy. Po dłuższej chwili, połknął truciznę. Koniec. Książę mocno ścisnął szklaną buteleczkę. Czuł, jak trzęsą mu się ręce. Nawet nie usłyszał czyiś kroków za plecami... Był w swoim świecie. Małym, ale wymarzonym.
-Hasanie?- najmłodsze dziecko króla usłyszało za sobą męski głos. Wzdrygnął się na znajomy dźwięk. Nikt nie może mu przeszkodzić, nawet on!
-Co tu robisz?- spytał Hasan zachrypniętym głosem, patrząc beznamiętnie na brata.
-Co ci jest?- spytał z politowaniem Chrystian, podchodząc powoli do brata.
-Nie!- wrzasnął nagle blondyn, podnosząc rękę- Nie zbliżaj się! Nie! Nie, Chrystianie, nieee!!! NIE!
-Uspokój się- szepnął przerażony brunet, stając w bezruchu- Nie podchodzę...
-Wyjdź! Wyjdź, ogłuchłeś?!
-Hasanie...
-Wynoś się stąd, kłamcooooooo!!!- krzyknął Hasan, okropnie zdzierając sobie gardło. Oszalał. Kompletnie oszalał, miał ochotę zabić brata gołymi rękoma.
-Co ci jest?- dwudziestotrzylatek zmarszczył brwi- Nie rozumiem cię...
-Nikt mnie nie rozumie!- wyjąkał bezsilnie, siedemnastolatek- Wyjdź z mojej komnaty!
-Ale...
-Nie chcę cię znać, rozumiesz?!!!- królewicz czuł, jak serce bije mu coraz mocniej. Przestraszył się. Upuścił flakonik. Już pusty...
-Hasan?- Chrystian spojrzał zszokowany na buteleczkę, po czym przeniósł wzrok na brata. Nie wierzył. To nie może się tak skończyć!...-Ty... Co ty zrobiłeś?!
-Nie chcę...- Hasan zaczął szybko oddychać. Z trudem wypowiedział te dwa słowa. Ale tak wiele znaczyły.
-Nie możesz!- krzyknął przerażony Chrystian. Chaos. Kompletna pustka w głowie.
-Co "nie mogę"?! A co mogę? Nic! Moje życie to jedno... wielki... "NIC"- wydusił szarooki chłopak, łapiąc się za szyję. Czuł, że żegna się z życiem.
-Jak możesz tak mówić?- spytał ze łzami w oczach brunet i podszedł do brata. Przytulił go mocno, po czym powoli usiedli na podłodze- Straż!- krzyknął Chrystian- Wezwijcie medyka, szybko! Natychmiast! Już! W tej chwili!
-Nie...- szepnął siedemnastolatek, uśmiechając się blado do mężczyzny- Nie... Nie wołaj ich... proszę cię, nie... Chcę już odejść...
-Ale ja ni chcę, byś umierał, Hasanie!- z oczu dwudziestotrzylatka płynęły łzy, których nie był w stanie powstrzymać.
-Nie mam siły... Nie mam powodu, by... żyć...- zakaszlnął ciężko, zamykając powieki. Ręce opadły bezwładnie wzdłuż ciała blondyna.
-H... Ha... Hasan?...- spytał Chrystian, nie dowierzając- Bra... Bracie?... Bracie! Nie! Obudź się, słyszysz?! Nie umie... Nie... NIE!!!- zawył rozpaczliwie. Straże słysząc okropne krzyki księcia, wbiegły do komnaty. Z przerażeniem spojrzeli na smutną scenę. Stali, jak kołek. Oni też, nie wierzyli w to, co widzą.
-Wasz... Wasza miłość?- wyjąkał jeden z trzech, przybyłych przed chwilą, sług, podchodząc do synów władcy- Co się stało?
-Gdzie medyk?- spytał Chrystian słabym głosem.
-Królewiczu...
-Gdzie on jest?!- krzyknął wściekle brunet, patrząc ochroniarzowi w oczy.
-Już idzie- służący chciał uspokoić następcę tronu.
-Przecież on... Nie rusza się... Nie pomogą mu...- pociągnął nosem Chrystian. Strażnicy obwiesili głowy, nie szepcąc, ani słowa...

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Król siedział na łożu i modlił się. Chciał, by w zamku zapanował spokój. Niestety, nie zapowiadało się na to. Jego głębokie przemyślenia przerwał głos strażnika:
-Panie... Muszę ci coś przekazać!
-Już późno, jestem zmęczony. Przyjdź jutro- wymamrotał władca, patrząc w podłogę.
-To nie może czekać...- rzekł szybko mężczyzna.
-O co chodzi?- zniecierpliwił się Edward.
-Książę Hasan... Jest w ciężkim stanie. Chciał popełnić samobójstwo, medycy jeszcze go ratują.
   Czterdziestosiedmiolatek miał wrażenie, że jest w pustym pomieszczeniu, gdyż każde słowo odbijało się w jego głowie echem. Powoli i bezlitośnie ta okropna informacja docierała do monarchy. Wspomnienia wróciły: śmierć Victorii i Rozalii... Wizja tego, że może stracić syna, niszczyła go. Poczuł ostre ukłucie w sercu. W jego oczach pojawiły się łzy, które po chwili spłynęły, bo było ich zbyt wiele.
-Hasan...umarł?- spytał bezsilnym głosem Edward, powoli wstając z łoża.
-Walczą o jego życie, wasza królewska mość- odparł strażnik.
   Król już nic nie powiedział, tylko czym prędzej wyszedł z sali.

*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Zrób coś!- rozkazał zestresowany Chrystian, stojąc obok medyka, który smarował twarz Hasana jakimiś cuchnącymi olejkami.  
-Robię co mogę, wasza miłość- odparł mężczyzna- Dzięki Bogu, książę żyje.
-Co robisz?
-Królewicz musi zwymiotować- rzekł lekarz, smarując czubek nosa siedemnastolatka śmierdzącą substancją. Hasan mruknął coś niewyraźnie, głęboko wciągnął powietrze, po czym obudził się i zwymiotował do sporego pojemnika, który trzymał niski, otyły mężczyzna o siwej, bujnej brodzie.
-Ehhh...- jęknął Chrystian, odwracając się tyłem do brata, by nie patrzeć ta tę scenę.
-W końcu- westchnął medyk, czując ogromną ulgę- Teraz musimy tylko modlić się o szybki powrót do zdrowia dla twego brata- zwrócił się do dwudziestotrzylatka.
-Amen- odparł Chrystian, odwracając się do nich. Spojrzał na zmęczoną, wręcz białą twarz Hasana. Nawet jego jasne włosy, były ciemniejsze od jego skóry.  Wygląd brata, sparaliżował bruneta. Mimowolnie z jego oczu spłynęły kolejne łzy. Już setne w te kilkanaście minut, to było męczące.
   Do komnaty odważnym, szybkim krokiem wszedł Edward.
-Panie...- skłonili się medycy, wraz z księciem.
-Ojcze...- powiedział słabym głosem, Chrystian.
-Synu...- szepnął władca i przytulił mocno swoje najstarsze dziecko- Już dobrze, nie martw się o niego.
-Już będzie lepiej- szepnął brunet, po czym spojrzał ojcu w oczy- A wszystko przez ten list- podał Edwardowi zwinięty kawałek papieru. Monarcha zmarszczył brwi i niepewnie rozwinął kartkę. Z każdą kolejną linijką przeczytanego tekstu, jego oczy robiły się coraz większe z niedowierzania. Spojrzał srogim wzrokiem na syna i podniósł głos:
-To twoja żona napisała ten list! Jakim prawem?!
-Ojcze, ja...
-Nie broń jej!- przerwał mu wypowiedź, mierząc go srogim wzrokiem.
-Nie mam takiego zamiaru- rzekł Chrystian- Porozmawiam z nią i wymierzę karę.
-Mam taką nadzieję- wydusił przez zaciśnięte zęby władca, miażdżąc kartkę w silnej dłoni- Mam dość jej wybryków, ty zapewne również!
-Zajmę się tym. Nie zrobi tak więcej- powiedział już spokojniejszym tonem, dwudziestotrzylatek.

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Stałam przy kołysce, w której spała Antonina. Patrzyłam na nią szczęśliwa. Każdego dnia dziękowałam Bogu za to, że jest zdrowa i za to, że mi ją dał. Kochałam ją taką, jaką była. Chciałam tylko mieć ją przy sobie i marzyłam o tym, by w życiu nie miała zbyt wielu problemów na głowie. Usiadłam na łóżku i delikatnie pokołysałam maleńką w kołysce. Od dawna nie było w tym zamku tak cicho. Ta cisza była piękna, mimo że dźwięczało w uszach.  
   Nagle otwarły się drzwi i wszedł Dawid. Ukłonił się, po czym szepnął:
-Wasza miłość... Nie przeszkadzam?
-Nie- pokręciłam stanowczo głową i wstałam- Jak nasze plany?
-Ja... Właśnie o tym chciałem pomówić z tobą, pani...- zająknął się sługa.
-Coś poszło nie tak?- podniosłam brwi i wyczekująco patrzyłam mu w oczy.
-Tak... Książę Hasan chciał popełnić samobójstwo, lecz... medycy go uratowali...
-Doskonale- uśmiechnęłam się triumfalnie.  
-Nie rozumiem...- eunuch nie krył zaskoczenia- Przecież królewicz żyje.
-Wiem, słyszałam- wzruszyłam ramionami- Po tym liście na tym nie skończy, będzie robił to do skutku, aż mu się uda. Nie zmruży oka do końca swoich dni, które dobiegają końca. Wykończy się sam w tym zamku, już nic nie musimy robić. Kto go uratował?
-Książę Chrystian.
-Skąd się tam wziął?- wytrzeszczyłam na kastrata swoje duże, zielone oczy.
-Nie mam pojęcia. Wiem tylko, że książę Hasan zdążył wypić truciznę, zanim przyszedł książę Chrystian.
-Ach, więc otruł się...- zamyśliłam się na chwilę.
-Nie będziemy już pisać listów, pani?- spytał Dawid, patrząc na mnie wyczekująco.
-Na razie dajmy temu spokój. Emma i tak niedługo opuści ten zamek- puściłam mu oczko, uśmiechając się wrednie.

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Nazajutrz, wczesnym rankiem, Chrystian zjadł małe śniadanie, oczywiście za namową strażników. Nie miał apetytu. Chciał poznać plany swojej żony. Słowa listu zaadresowanego do jego brata, jego zmęczone oczy i blada twarz, śniły mu się poprzedniej nocy. Nie wiedział, kiedy i jakim cudem zasnął. Cała miniona noc to jeden wielki koszmar. Budził się kilka razy zlany potem, dysząc ciężko. Modlił się wiele razy, by mógł zasnąć, aby ranek wstał jak najszybciej. Nieświadomość i tajemnica nie dawały mu spokoju. Nie poznawał żony. Jeszcze rok temu, tak kobieta była inna. Czy to jego wina? Czy przez niego tak bardzo się zmieniła?
   Z rozmyśleń wyrwało go pukanie do drzwi.
-Straż!- krzyknął królewicz, zapinając ostatni guzik czerwonej koszuli.
-Książę... Przyszła księżniczka Emma- powiedział strażnik, patrząc nieśmiało na jego wysokość.
-Niech wejdzie- rzekł poważnie następca tronu. Ochroniarz wpuścił do sali dwudziestotrzylatka, jego żonę. Miała na sobie granatową suknię, wyszywaną w drobne, czarne wzory. W jej uszach i na szyi lśniła złota biżuteria.
-Książę...- ukłoniła się rudowłosa kobieta z uśmiechem na twarzy. Spojrzała na małżonka z nadzieją w oczach. Czuła, że w końcu los się do niej uśmiechnie, że już za chwilę wpadnie ukochanemu w ramiona i ponownie zacznie rządzić z siłą. Zapowiada się na to?
-Witaj- powiedział oschle królewicz, mierząc żonę beznamiętnym wzrokiem od góry do dołu.
-Chciałeś mnie widzieć- uśmiechnęła się jeszcze bardziej.  
-Mam nadzieję, że mogę z tobą porozmawiać, jak z dorosłą osobą... W końcu masz już dziewiętnaście lat.
-Oczywiście, książę.
-Wyjaśnij mi to- podał jej list, który rzekomo napisała.
-To?- spytała zdziwiona matka Oskara, patrząc na skrawek papieru.
-Tak. Przeczytaj. Przypomnij sobie, co to jest.
   Emma uśmiechnęła się, myśląc, że Chrystian dał jej miłosny list, stary, bądź nowy, dopiero co napisany. Jednakże jego treść, była zupełnie inna. Na tej kartce nie napisano nic, co mogłoby zasugerować piękne uczucie do jakiejkolwiek osoby. Księżniczka, widząc swój podpis na końcu listu, głośno przełknęła ślinę. Przeniosła zszokowany wzrok na męża, nie wiedząc co powiedzieć.
-Co to za spojrzenie, Emmo?- spytał brunet, podchodząc bardzo powoli do żony- Nie znany był mi wcześniej. Co czujesz? Jest ci wstyd...? Hmm? Chcesz się tłumaczyć po raz kolejny?
-Wasza...- zaczęła ledwo słyszalnie księżniczka, lecz syn króla jej przerwał:
-Nie wysilaj się. Nie będzie kolejnego razu. Ostrzegałem cię, jeszcze niedawno.  
-Ależ, Chrystianie...- zaczęła, patrząc mu w oczy z zakłopotaniem- Nigdy nie napisałabym czegoś takiego! To nie ja. Jakżebym mogła, jak śmiała? Nawet nie pomyślałam o tym, by coś takiego...
-A jednak- przerwał jej brunet i wyrwał z jej dłoni kartkę. Podarł ją na małe kawałeczki, patrząc rudowłosej kobiecie w oczy- Cała ty w tych kilu linijkach. Któż by się spodziewał?- podniósł brwi.
-Ukochany...- wyjąkał, łapiąc go za ramię- Uwierz mi...
-Milcz, Emmo!- przerwał jej Chrystian, podnosząc dłoń. Wyrwał rękę z jej uścisku i dodał śmiertelnie poważnie- Nie masz prawa robić takich rzeczy i to co teraz mówię, nie jest żartem! Mam dość! Postanowiłem,że największą karą będzie dla ciebie...
-Zlituj się!- padła mężowi do stóp- Jakie masz dowody na to, że to ja?
-Twój podpis pod tym listem!- wskazał na podarty papier, leżący na dywanie.
-Ja...
-Milcz!- przerwał jej ponownie- Nie zmienię swojej decyzji. Już zdecydowałem i nie mam dla ciebie litości!
   Emma czuła, jak po jej policzkach spływają łzy rozpaczy i nienawiści. Spojrzała mężowi wyczekująco w oczy, czując jak ze stresu i niepewności, serce bije jej, jak młot...


******************

No, to się rozpisałam, hihi  :)  Dziękuję za przeczytanie i do następnej części, kochani!
PS: Dziękuję, że nadal ze mną jesteście. W niecałe 22 godziny, poprzednia część miała 215 wyświetleń!  :O Nie mogę w to uwierzyć, wow! Dziękuję jeszcze raz! Całuski  :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2478 słów i 14125 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ale się porobiło. Emma nie da rady się wytłumaczyć. Ciekawie rozwijasz wątki.

  • Duygu

    @AuRoRa Ma niemałe kłopoty  :armscrossed:  Dziękuję  :yahoo:

  • Margerita

    łapeczka w górę

  • Duygu

    @Margerita Dzięki!  :rotfl:

  • Somebody

    Popularność całkowicie zasłużona:) Ślicznie <3

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję, kochana  :yahoo:

  • Fanka

    Ja chce kolejna część ! Kochana dodaj szybciutko ! Miłego wieczoru ;)

  • Duygu

    @Fanka Napiszę, napiszę, kochana  :jupi:  Możliwe, że jeszcze dzisiaj  :)  Miłego dnia, wtym przypadku, bo odpisuję dosyć późno, za co przepraszam  <3

  • Fanka

    @Duygu Dziekuje bardzo  :kiss: Milego dnia ;)