Miłość sensem życia cz. 63

Miłość sensem życia cz. 63*Kilka dni później…*

    Natalia leżała zmęczona w swoim łóżku. Czekała na dobre wieści. Nie wiedziała, co może oznaczać ta grobowa cisza… Czy to tak trudno przynieść jej, jej nowo narodzone dziecko, by była spokojniejsza? Cała drżała z wycieńczenia i braku sił. Rozmyślała o tym, jak wygląda niemowlę, które jeszcze wczoraj nosiła pod sercem. Kochała je tak samo, jak przez te dziewięć miesięcy, gdy jeszcze nie było dla nikogo widoczne. Tłumaczyła sobie, że jest teraz najszczęśliwszą kobietą na świecie, by dodać sobie pewności siebie. Nikogo z nią nie było. Jakiś strażnik przyszedł jej przekazać, że książę Hasan jest aktualnie z ojcem i omawiają ważne sprawy państwowe. „Przynajmniej tyle dobrego!”- pomyślała. Nie miała jednak żalu do ukochanego. Często był zajęty, rzadko kiedy bywali razem.  
    Nagle otworzyły się drzwi i do komnaty wbiegł Hasan. Natalia nawet nie myślała o tym, by wstać. Następny miesiąc miała ochotę spędzić w swoim łóżku.
-Natalio…- uśmiechnął się królewicz, powoli podchodząc do nałożnicy. Usiadł przy niej i ujął jej dłoń- Jak się czujesz?
-Całkiem dobrze… - nie chciała go zasmucać. Spojrzała mu w oczy z niemałym strachem. Minęły już ponad dwie godziny, a ona wciąż nic nie wiedziała…
-Nie martw się.- młodzieniec zauważył lęk w jej oczach. Dziewczyna miała w głowie jedynie czarne scenariusze- Za chwilę przyniosą nasze dziecko… Po prostu zemdlałaś i dali odpocząć.- ucałował jej dłoń, patrząc jej z miłością w oczy.
-Niczego więcej już nie chcę, wasza wysokość.- rzekła słabym głosem- Wystarczy mi, że jesteśmy już razem. Bezpieczni…  
-Zawsze będziemy razem. Nigdy was nie zostawię. Nigdy!- zapewnił ją, parząc jej głęboko w oczy.
-Nie będziesz już chciał…- ucięła, nie chcąc przypominać sobie tamtych momentów, mrożących krew w żyłach. Niepewność pożerała ją od środka, jak stado lwów bezbronną antylopę.  
-Nie.- powiedział Hasan, spuszczając wzrok w podłogę.- Zachowałem się, jak dziecko… czasem jest mi wstyd patrzeć wam w oczy, Natalio…- wyznał i poczuł ulgę, gdy uświadomił sobie, że to z siebie wyrzucił.  
-Nie, jesteś mężczyzną. Zachowujesz się bardzo dorośle, a tamto… to po prostu niekontrolowany żal do losu.  
    Uśmiechnęli się do siebie szeroko, czując jak ich serca napełnia pokój.  
    Do komnaty weszła służąca o rudych puklach. Piegi rozsypane na policzkach dodawały jej uroku i wyglądała, jak dziecko. Trzymała w ramionach niemowlę, na widok, którego blondynka zaśmiała się radośnie. W końcu! Ile można czekać?  
    Natalia wzięła swe dziecko na ręce i spojrzała na jego zamknięte oczka z szerokim uśmiechem na twarzy. Hasan położył dłoń na wręcz białych włosach małego człowieka i uronił łzę, ukazującą jak bardzo był szczęśliwy i stęskniony za widokiem niewinności…  Małe, delikatne dłonie dziecka, zaciśnięte w piąstki rozbawiły rodziców. Jakże niesamowite jest to, że tak małe stworzenie może dać ludziom tyle radości i ciepła.
-Książę…- odezwała się nieśmiało rudowłosa dziewczyna.
-Tak?- Hasan nie spuszczał wzroku z niemowlęcia.  
-Król kazał przekazać, że za chwilę przyjdzie ochrzcić księżniczkę.
-Dobrze. Niech się nie spieszą.- uśmiech nie znikał z jego twarzy.
-Hasanie?…- Natalia spojrzała na ukochanego szczęśliwa- Kochasz naszą córkę najbardziej na świcie?
-Jest dla mnie najważniejszą kobietą na świcie, a ty razem z nią.- ucałował ją delikatnie w czoło.
    Do pokoju weszła cała rodzina królewska. Hasan wstał i ukłonił się przed ojcem, który wziął na ręce wnuczkę. Jego twarz rozpromienił uśmiech.
-Siostro- osiemnastolatek podszedł do Leokadii- cieszę się, że widzę cię zdrową. Kiedy wyjeżdżasz?
-Miałam zamiar wyjechać już dziś rano- wyznała dziewiętnastolatka, patrząc mu beznamiętnie w oczy- ale… chciałam zobaczyć moją bratanicę.- dodała z zakłamanym uśmieszkiem. Ne chciała pokazywać, że pragnie zostać w zamku.
-To miłe z twojej strony, pani…- uśmiechnęła się z wdzięcznością Natalia. Leokadia jedynie kiwnęła głową, powstrzymując się od gry aktorskiej.  
-Zacznijmy modlitwę!- rozkazał monarcha.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

    Zuzanna leniwie rozczesywała jasne włosy, patrząc tempo w swoje odbicie w lustrze. Znalazła w nim jedynie bladą twarz, czarne, przygnębione oczy i usta zaciśnięte w cienką kreskę. Co zrobi, gdy wyjedzie wraz ze swoją panią? Co będą robiły w tamtym zamku, nie mając kontaktu ze światem? Jak Leokadia przeżyje, wiedząc, że jej syn został u boku wroga? Wiele pytań kłębiło się w jej głowie i ani jednej odpowiedzi. Nie mogła się niczego domyślać. Księżniczka była nieobliczalna, sprytna.  
    Z głębokich rozmyśleń wyrwało ją pukanie do drzwi komnaty Leokadii.
-Proszę.- odezwała się służąca, wstając szybka z krzesełka. Odetchnęła z uczuciem ulgi, gdy zobaczyła w drzwiach Pana Fryderyka.- To na szczęście Pan… Nie ma księżniczki, ale lada moment się tu zjawi. Poszła na chrzest córki księcia Hasana.
-Niech żyje w zdrowiu i szczęściu…- uśmiechnął się szambelan, zamykając drzwi.- Pragnę się pożegnać z królewną.
-Pożegnania są niekonieczne- rzekła twardo dziewczyna o filigranowej sylwetce- Kiedyś tu wrócimy.
-„Kiedyś”, czyli kiedy? Być może dopiero na starość…- rozmyślał blondyn. Oparł się o zimną, jasną ścianę.
-Nie, wcześniej. Nie zostawimy tu księcia Szymona. Nie z tymi ludźmi!
-A może nigdy nie wrócicie?...- Fryderyk kontynuował swój monolog- Wszystko zależy od króla. On ma władzę i rządzi każdym, nawet swymi dziećmi. Spójrz, gdyby nie rodzeństwo, księżniczka siedziałaby w lochu, jeszcze dziś. A spotkało ją jedynie wygnanie, odebranie majątku i… chłosta.- nerwowo przełknął ślinę, patrząc na laseczkę, która nadal była jego nieodłączną częścią i będzie do grobu…
-Pomożesz nam. Wiem to. Nie masz tu nikogo, prócz księcia Hasana.- zmrużyła oczy, czując siłę, rozpierającą jej duszę.
-Książę Hasan to następca tronu po ojcu, a jego ojciec jest królem.- Fryderyk chciał ukazać swoją mądrość, ale to było zbyt łatwe, bo każdy wiedział kim jest osiemnastolatek.  
-Królewicz jest słaby. Nie to, co jego brat…- Zuzanna nie dawała za wygraną- Kiedyś zmądrzejesz… Tracisz wszystkich. Jeśli nie pomożesz księżniczce Leokadii, zginiesz marnie, przy boku tych, którzy cię skrzywdzili.  
-Kogo masz na myśli?
    Blondynka wywróciła oczami:
-Przecież książę Hasan nie poradzi sobie sam. Musi mieć swoich ludzi. Ty mu nie wystarczysz, on musi mieć kogoś równie ważnego, jak on sam. Dlaczego? Bo król wspiera księcia Chrystiana.
-Więc mój książę będzie chował się pod skrzydłami siostry, tak?- uśmiechnął się drwiąco, ale służąca kiwnęła głową, na znak, że mężczyzna dobrze ją zrozumiał. Nie zwracała uwagi na jego wyraz twarzy.
-To jedyny sposób, by przeżył i być może w przyszłości został królem. Księżniczka Leokadia bardziej kocha Hasana. Książę Chrystian jest zapatrzony w siebie i tę swoją kobietę…
-Jestem ciekaw… jak księżniczka Leokadia będzie chroniła Hasana?- Fryderyk uśmiechnął się prowokująco. W Zuzannie wzburzyła krew. Zacisnęła pięści ze złości:
-Śmiejesz się z moich przemyśleń i tego, że wierzę w moją panią! Zdrajca! Faktycznie, jesteś taki, jak o tobie mówią! Bezczelny!
-Spokojnie… Chcę tylko wiedzieć, co z tym fantem zrobić. Nie będziemy mieli kontaktu. Królewna może pisać tylko do ojca, więc jak mam wam pomóc? Pomyśl, zanim coś powiesz! Robisz sobie nadzieję, wiedząc o tym, co postanowił król.
-Ach, nie musimy wcale pisać do siebie…- uśmiechnęła się i podeszła do niego.- Możemy przecież odwiedzać się nawzajem. Raz ty przyjedziesz do zamku księżniczki, raz ja tu…
-I myślisz, że nikt nie zrozumie, o co chodzi? Nawet głupi zauważy, że coś tu śmierdzi!- zakpił z planu dziewczyny.
-A czy to muszę być ja, albo ty? Pomyśl! Mogę sprowadzić tu pierwszą, lepszą dziewkę, która będzie przynosiła informacje. W ten sposób pomożemy księciu i pozbędziemy się tej całej Duygu!  
-Pamiętaj, że ona też ma swoich ludzi. Jest czujna i nie taka głupia, za jaką ją masz…!- blondyn zwrócił jej uwagę poirytowany jej zachowaniem.  
-Oni tez kiedyś zejdą z tego świata.
-„Kiedyś…”- prychnął z pogardą dwudziestosiedmiolatek. Otworzyły się drzwi i weszła Leokadia. Służący ukłonili się.  
-Pani…- odezwała się Zuzanna- Jak czuje się twoja bratanica?
-Dobrze.- odparła matka Szymona, beznamiętnym tonem. Rozejrzała się dokoła siebie, dostrzegając jedną skrzynię, w której było zaledwie kilka sukni… A przyjechała tu z pięcioma takimi bagażami…  
-Jak nazwał ją władca?
-Barbara.- z ust królewny padła krótka odpowiedź- Zbierajmy się! Nie chcę tego przedłużać…!
-Pani…- odezwał się Fryderyk- Pragnę ci towarzyszyć podróży.
-Dziękuję, ale… nie możesz.- odparła Leokadia, patrząc na mężczyznę z bólem w sercu- Zostawiam tu wszystkich, których kocham i potrzebuję. Jedzie ze mną tylko Zuzanna.
-Będziemy się kontaktować, pani.- blondynka nadal trwała w swoim przekonaniu.
-To niemożliwe. Nie będziemy ryzykować…- westchnęła ze zrezygnowaniem księżniczka.
-A co z księżniczką Emmą?- spytała służąca- Ona nas potrzebuje. Zostawimy ją tu samą jak palec?
-Fryderyk z nią zostanie.- odparła całkiem poważnie królewna. Szambelana wytrzeszczył na nią swe duże oczy, nie kryjąc zdziwienia.
-Ależ, pa… pani…- wydukał ledwo słyszalnie.
-To trwa zbyt długo!- przerwała mu córka Edwarda- Ktoś musi dać pierwszy krok i przełamać lody. Wiem, że cię zraniła, a ty ją, ale muszę być o nią spokojna… To matka księcia.  
    Blondyn nie odrywał wzroku od Leokadii, nie wierząc własnym uszom. Minęło już tyle czasu odkąd ze sobą nie rozmawiają i nagle, co? Mają sobie wpaść w ramiona i wybaczyć każde złe słowo? Fryderyk od nowa będzie opiekował się księciem Oskarem i dążył do tego, by w przyszłości zasiadł na tronie? Te plany nie mieściły mu się w głowie. Emma nazwała go zdrajcą, hodowcą żmij. Poczuł się podle, jak nigdy dotąd. Czy to ma jakąkolwiek przyszłość?...
-Zajmiesz się też moim synem. Będę o niego spokojniejsza. Ta dziewczyna ma zamiar się nim zająć i powiedziała, ze niczego mu nie zabraknie…- prychnęła z pogardą jej wysokość, nie usłyszawszy odpowiedzi od Fryderyka.
-Tak… tak jest, pani…- westchnął szambelan, czując jak wielka odpowiedzialność spoczywa na nim od tamtej chwili.
-Być może zamienimy słowo, gdy przyjadę za miesiąc. Na razie milczcie. Nie kontaktujemy się z nikim z tego przeklętego zamku…- wycedziła przez zaciśnięte zęby.- Kiedyś i tak tu wrócę! Zuzanno…- zwróciła się do swojej wiernej sługi- Zabierz moje rzeczy. Opuścimy to miejsce z uniesioną głow

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2021 słów i 11164 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę Natalia spokojnie

  • Duygu

    @Margerita Dziękuję :)

  • AlexAthame

    Cisza przed burza lub oznaka dobrej pogody.Co tam nasza kreatorka wymyśli. Moze wyczerpała juz zapasy trucizny :lmao:

  • Duygu

    @AlexAthame To się zobaczy, czy zaświeci słońce, czy będzie burza  :faja:  Ano, nie wiem. Zawsze można dokupić  :lol2:

  • AlexAthame

    @Duygu  :lmao:

  • Somebody

    Wiedziałam, że spokój nie potrwa długo. Dobra robota  :bravo:

  • Duygu

    @Somebody Jeszcze nie wyjechali, a już knują  :matko:  Nie dadzą żyć! Dziękuję, kochana  <3

  • Somebody

    @Duygu Na tym polega pałacowe życie, a ty je świetnie oddajesz :kiss:

  • Duygu

    @Somebody Ach, moje serducho się raduje na te piękne słowa!  :yahoo:   <3

  • Fanka

    Świetna część  :bravo: Kochana :kiss:

  • Duygu

    @Fanka A, dziękuję ślicznie, słońce  <3   :yahoo:

  • Fanka

    @Duygu  :kiss: <3