Miłość sensem życia cz. 67

Miłość sensem życia cz. 67Sebastian szedł powoli w stronę altany, porośniętej ciemnym bluszczem. Z daleka widział tę jej filigranową figurę. Niebieskie oczy, patrzące na zgniłozieloną, jesienną trawę ukazywały niepewność i zarazem ciekawość. Uszy nie słyszały zbliżających się kroków. Blondynka jeszcze nie czuła zapachu jego perfum. Wiatr niósł wonny zapach nielicznych, pozostałych róż. Zbliżała się sroga zima, co było czuć w powietrzu, ale serce Otylii rozgrzewało jej ciało. Mówiło: „Będzie dobrze, nie martw się. To ideał pod każdym względem”. Obawy odlatywały, niczym pisklęta z gniazd: powoli, coś się nie udawało, ale w końcu opuściły swój dom. Jedyną przeszkodą na drodze do całkowitej pewności, co do narzeczonego, było to, że go nie znała… Mogła go ocenić, słysząc słowa ojca, ale wolała nie postępować pochopnie, musiała z nim porozmawiać i dowiedzieć się, czy król ma mu coś do zarzucenia.
    Magnat stanął za nią, nie spuszczając z niej wzroku, choć powinno być na odwrót… Zakazane było patrzeć na jakąkolwiek kobietę z dynastii, jeśli nie jest się jej rodziną. Sebastian nie był głupi i wiedział, że do ślubu jeszcze trochę czasu zostało…
-Pani…- odezwał się z wolna, nie widząc reakcji ze strony księżniczki na jego zapowiedzianą wizytę. Otylia podskoczyła zaskoczona i obejrzała się za siebie natychmiast. Zmierzyła przybysza miłym, ciepłym spojrzeniem. Obdarowała go nieśmiałym uśmiechem, który ukazywał u dziewczyny, zachwyt jego wyglądem.
-Witaj…- wydukała ledwo słyszalnie- Miło, że się… zjawiłeś…
-To dla mnie zaszczyt.- mężczyzna schylił głowę.
-Mam nadzieję, że warunki pogodowe ci nie przeszkadzają…?
-Nieważne gdzie, wasza miłość, ważne, że…- uciął, by nie powiedzieć za dużo- spotkaliśmy się razem w zdrowiu i po wszystkich burzach… Nastrój naszej rozmowy będzie delikatniejszy…
    Siedemnastolatka skinęła głową, rozważając ostatnie wydarzenia z kwaśną miną.  
-Usiądźmy.- wymusiła uśmiech, przypominając sobie groźne słowa ojca na temat narzeczonego. Spoczęli naprzeciw siebie na wygodnej kanapie w kolorze malinowym.- Opowiedz mi coś o sobie.
-Jestem magnatem, skończyłem trzydzieści lat. W tej chwili szkolę młodych chłopców do wojska…- zaczął opowiadać tę samą historię po raz setny w swoim życiu. Teraz jednak, było inaczej… Nie powiedział tego z zażenowaniem, znudzeniem swoim życiem, lecz z radością i przekonaniem, czując delikatność filigranowej laleczki o błyszczących oczach i lśniących w słabym świetle słońca, włosach. Patrzył na nią z szerokim uśmiechem, podziwiając jej urodę, odziedziczoną po matce i zachwycając się jej manierami, których niewątpliwie nauczył ją ojciec.  
-Twój tato był odważnym przywódcą rycerskich oddziałów, prawda?- spytała swoim aksamitnym głosem.
-Tak, pani.- odparł czarnowłosy mężczyzna- Dobrze go wspominam. To szlachetny człowiek.
-Wybacz, jeśli sprawiłam ci przykrość.
-To nic, wasza miłość…- rzekł troszkę zaskoczony jej przeprosinami.
    Na dłuższą chwilę zapanowała cisza, którą niespodziewanie przerwała Otylia:
-Mój ojciec zgodził się na nasz ślub?
-Tak, księżniczko. Ma być ponoć za kilka miesięcy… Nie sądzę, bym zasłużył na to, by być twym mężem, pani. To wielki zaszczyt i ogromna odpowiedzialność, a ja mam dużo pracy i nie chcę cię zawieść…  
-Nie martw się, Sebastianie. Każdy potrzebuje samotności, nie zaszkodzi mi to.- uśmiechnęła się do niego serdecznie.
-Być może…- odwzajemnił uśmiech. Patrzyli sobie jeszcze przez chwilę głęboko w oczy. Siedemnastolatka miała ochotę wpatrywać się w jego szare tęczówki godzinami, ale czas gonił.
-Muszę iść do ojca…- wstała gwałtownie, zmieszana trochę swoim zachowaniem. To nie było zauroczenie… O, nie… Otylia nie sądziła, że zakocha się od pierwszego wejrzenia.- Omówię z nim sprawy ślubu.
-Ty, pani?- Sebastian, również wstał z kanapy- Król sam podejmuje te decyzje… Nie pouczam cię, lecz nie chcę, byś się rozczarowała…  
-Wiem o tym.- wyznała szczerze.- Może to i lepiej. Nie wiedziałabym, co dobre, a co złe…- zaśmiała się cicho, nie mogąc oderwać od niego wzroku. Szlachcic uśmiechnął się szeroko, ukazując piękne, białe.  
-Więc… niech król nie czeka, pani…- wydukał Sebastian, czując ciepło, wypełniające jego serce. Dawno nie czuł się tak dobrze i nie był tak szczęśliwy, jak teraz. A przecież to zwykła rozmowa o ich przyszłym ślubie i dostojnym życiu… Sprawiała tyle radości, co dla biedaka pieniądze i dla bezdzietnych wiadomość o dziecku.  
-Wspomnę o tobie ciepło.- córka Edwarda zapewniła go, czując motylki w brzuchu.  
-Skoro na to zasłużyłem, to dla mnie największa nagroda, wasza wysokość.- mężczyzna wypowiedziawszy te słowa, ucałował jej dłoń z szacunkiem. Przez moment podziwiał jej zgrabne dłonie i idealnie wyczyszczone paznokcie. Uśmiechnął się, gdy spojrzał na jej twarz i ukłonił się, by odejść.  
-Sebastianie!...- księżniczka zatrzymała go, słysząc głos serca. Narzeczony odwrócił się do niej i czekał na jej słowa. Podeszłą do niego nieśmiało i zbliżyła się… Bardzo blisko… Dzieliły ich milimetry… Odetchnęła powoli i spojrzała mu w oczy.- Dziękuję za rozmowę…  
-To ja dziękuję.- odparł cicho. Dziewczyna przybliżyła twarz do jego twarzy… Słyszała i czuła jego ciepły oddech… Głośno przełknęła ślinę. Coś kazało jej wracać… Poprawiła suknię i szybkim krokiem udała się do zamku, zostawiając magnata w całkowitym oszołomieniu, a zarazem szczęśliwego.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

    Siedziałam w swojej komnacie i zaplatałam Antosi warkoczyki. Szymon leżał grzecznie w łóżeczku i machał rączkami. Cały czas, gdy nie spał, śmiał się, mało, kiedy płakał, jakby nie odczuwał braku matki i ojca… Ale ja wiedziałam, że jest inaczej i kiedyś się to odezwie, gdy będzie rósł, gdy będzie stawał się mężczyzną i zostanie prawdziwym księciem. Chrystian wiele razy powiedział mi, że dzięki mnie tego nie odczuje. Miałam taką nadzieję. Czułam się za niego odpowiedzialna.  
-Mamusiu…- odezwała się Antonina- gdzie tatuś?
-Rozmawia z Panem Sebastianem- odparłam z uśmiechem na twarzy.  
-A, kto to?- zaciekawiła się dwulatka. Odwróciła się twarzą do mnie, gdy skończyłam robić jej fryzurę. Spojrzałam w jej piękne, błękitne oczy i odpowiedziałam:
-To narzeczony twojej cioci, Otylii.
-A, kiedy ja bede miała męza?- uśmiechnęła się moja córka. Usadziłam ją u siebie na kolanach i ucałowałam z miłością w czółko, które pokrywały ciemne włosy.
-Musisz jeszcze troszkę poczekać. Twój ojciec znajdzie ci dobrego męża- odparłam z przekonaniem.  
    Nagle otworzyły się drzwi i wszedł Pan Dawid. Skłonił się nisko:
-Pani, przyprowadziłem tu tę kobietę.
-Aleksandro!- zawołałam przyjaciółkę, która stała za drzwiami. Weszła szybko i zabrała ode mnie Antosię.
-Pójdziemy na lekcję, wasza wysokość. Będziemy się uczyć grać na harfie- powiedziała zachęcająco blondynka.
-Już?- zdziwiła się mała księżniczka.
-Tak, już najwyższa pora!- stwierdziła z rozbawieniem Ola i opuściła komnatę wraz z córką księcia Chrystiana. Eunuch spojrzał, czy drzwi zostały szczelnie domknięte, gdyż widział zwątpienie w moich oczach.
-Pani…- zaczął z wolna rudowłosy mężczyzna- Wprowadzić ją? Czeka za drzwiami, jeden twój gest wystarczy.
-Jeden jej błąd wystarczy, bym straciła życie!- wycedziłam przez żeby, niepewna tej decyzji.- Kiedy byłam w ciąży miałam przy sobie czterech strażników, każdy miał mnie chronić, a Emma prawie mnie udusiła, zostałam otruta i wykpiona. Nie chcę, by to samo stało się z Szymonem. To syn Leokadii! Obiecałam Aleksandrowi, że dobrze go wychowam i nie stanie mu się krzywda, a…
-Pani, wybacz śmiałość, ale wątpisz we mnie?- spytał Dawid, patrząc mi krótko w oczy. Zmierzyłam go beznamiętnym wzrokiem.
-Nie… Po prostu przeraża mnie czasem twoja prawdomówność…- pokiwałam głową.
-Nie powiedziałem jej nic złego na twój temat, wasza miłość!- kastrat zaprzeczył moim myślom, które nie wiedzieć, czemu, pojawiły się w mojej głowie.
-Wpuść ją!- odparłam sucho.- Ufam, że dokonałeś trafnego wyboru.
-To wiele dla mnie znaczy, pani- mój przyjaciel schylił głowę i otworzył drzwi.  
    Widząc niepokój i chęć ucieczki w czarnych oczach mamki, przywołał ją zniecierpliwiony niedbałym gestem ręki. Niska kobieta o masywnych udach powoli weszła do komnaty i spojrzała na mnie z zaciekawieniem. Po dłuższej chwili dostrzegła kątem oka wyraz twarzy Dawida, który ukazywał niezadowolenie z jej zachowania. Natychmiast się ukłoniła. Poprawiła czarne, proste włosy do ramion i rzekła:
-Pani… Kazałaś mi przyjść, więc jestem.
    Spojrzałam na nią zaskoczona tymi odważnymi słowami. Powoli przeniosłam wzrok na eunucha, który miał ochotę zapaść się pod ziemię.
-To nic nowego.- wzruszyłam ramionami- Jeśli rozkażę, każdy ma przyjść. Tyle. Chodzi mi raczej o to, czego oczekuję w stosunku do księcia Szymona, nie o to żebyś odwiedzała mnie o każdej porze dnia i nocy.- wywróciłam oczyma. Miałam nadzieję, że ta kobieta się jednak zmieni w przeciągu następnych kilku minut naszej rozmowy- Jak ci na imię?
-Izabela.- z jej usta padła krótka odpowiedź.
-Ile masz lat? Książę nie potrzebuje mleka trzydziestolatki.
-Dwadzieścia siedem.- rzuciła Iza, czując zażenowanie tymi podstawowymi pytaniami.
-Wiesz, jakie masz zadanie i, co możesz, a czego nie możesz?- zmierzyłam ją ostrzegawczym spojrzeniem.
-Powiadomiono mnie, wasza miłość.- wzruszyła lekko ramionami- Muszę być na każde skinięcie palca w twojej komnacie i zająć się księciem Szymonem. Nie wolno mi kontaktować się z księżniczką Leokadią i zdradzić ciebie oraz księcia Chrystiana.
-Idealnie!- ta kobieta w końcu mnie czymś zaskoczyła i wprowadziła mnie w zachwyt.- Wiesz, co się czeka, jeśli nie dostosujesz się do zasad?
-Śmierć…- kobieta głośno przełknęła ślinę. Kiwnęłam z zadowoleniem głową, zgadzając się z jej krótką, ale wyczerpującą odpowiedzią. Miałam nadzieję, że pod tą groźbą nie zrobi żadnej głupoty…

***************

Dziękuję Wam za przeczytanie kolejnej części, moi Kochani Czytelnicy!  

Z okazji dnia kobiet, życzę wszystkim kobietom: dużo miłości i spełnienia wszystkich marzeń! Jeśli Wasz Romeo jeszcze nie pojawił się w Waszym życiu, aby jak najszybciej Was odnalazł i abyście spędzili razem resztę życia w szczęściu i pięknej, szczerej miłości.  :)  Do następnej części!  :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 1933 słów i 10876 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    Łapka  w górę

  • Duygu

    @Margerita Dziękuję

  • AlexAthame

    Myślę, że Otylia znalazła swojego Romeo.Troche ciepłego wiatru po burzy. <3  :bravo: Rany się leczą. Co tam z naszą trucicielką? Może coś zrozumiała.

  • Duygu

    @AlexAthame Obyś miał rację :) Tak, tak miało być, dziękuję!  :danss:  Leczą, ale długo... Aleś się na biedną Duygu uwziął... :D  Widać, że dużo zrozumiała  :)

  • Somebody

    'Już koniec???:cray: ' - to była moja reakcja, kiedy skończyłam czytać. Pisz szybciutko kolejną część i najlepszego <3  <3  <3

  • Duygu

    @Somebody Ta część była nieco krótsza, ale cieszę się z takiej reakcji  :jupi:  Wstawię już niedługo, kochana  :kiss:  Dziękuję  <3