Miłość sensem życia cz. 27

Miłość sensem życia cz. 27Kobieta patrzyła mężowi wyczekująco w oczy. Nie chciała zapłacić najwyższej ceny, za to, co zrobiła. Pragnęła jedynie szczerze z nim porozmawiać, wyjaśnić całą sytuację. Ale... tłumaczą się tylko winni, a ona nie napisała tego listu. Więc... co ma robić? Czy Chrystian ją zrozumie, wysłucha ją?
-Powiedz w końcu!- zawołała rudowłosa kobieta, patrząc mężowi w oczy- Chcesz mnie zabić?! Zrób to natychmiast! Nie mam siły żyć w ten sposób dłużej!- z jej oczu nadal lały się łzy.
-W jaki sposób?- warknął brunet, wywracając oczyma.
-Ze świadomością, że masz dziecko z inną kobietą...
   Królewicz spojrzał z wyższością na małżonkę, która nadal klęczała u jego stóp. Wyglądała, jakby konała z bólu. Czuła, jakby ktoś rozdzierał jej ciało od środka. Chciała zakończyć tę mękę. Na zawsze...
-Wyjedziesz z powrotem do Fantylii- powiedział dwudziestotrzylatek ze stoickim spokojem, patrząc przed siebie. Emma otwarła usta ze zdziwienia. Była w totalnym szoku. Myślała, że mąż skarze ją na śmierć. Bała się jej, ale pragnęła opuścić ten okrutny, biało-czarny świat, na którym słońce tak naprawdę, nigdy dla niej nie wschodziło.  
-Chrystianie...?- spojrzała na księcia z niedowierzaniem. Uśmiechnęła się lekko, po czym ucałowała jego dłoń z szacunkiem.
-Bez Oskara- dodał pewnie następca tronu. Dziewiętnastolatka spojrzała na męża, marszcząc brwi, jakby nie wiedziała, czy powiedział to do niej. Jak to "bez Oskara"?!
-Ale...- zaczęła przyciszonym głosem i krzyknęła- On jest moim synem!
-Przede wszystkim moim- podniósł dłoń brunet- Każdy książę musi się wychowywać przy ojcu. Za długo był z tobą w Fantylii.
-Ależ, książę...- wydusiła przez łzy, puszczając jego dłoń- On potrzebuje również mnie...!
-Słyszałaś co powiedziałem- stwierdził już lekko poddenerwowany, Chrystian- Nie pogarszaj sytuacji.
-Oskar...- księżniczka zerwała się z podłogi- Oskar nie może...
-Szerokiej drogi- przerwał jej mąż.
-Ukochany...- załkała bezsilnie.
-Straż!- krzyknął ile tylko miał sił w płucach, królewicz. Do jego komnaty natychmiast wszedł ochroniarz- Wyprowadź stąd księżniczkę- dwudziestotrzylatek spojrzał groźnie na mężczyznę, po czym przeniósł beznamiętne spojrzenie na żonę- I spakujcie ją. Dzisiaj stąd wyjeżdża.
   Chrystian nie miał zamiaru słuchać krzyków, które wydobywały się z gardła cierpiącej kobiety. Jej łzy nie były dla niego tak okropnym widokiem, jak kiedyś. Potrafił siedzieć z nią cały dzień, gdy płakała dwanaście godzin, choć rzadko się to zdarzało. Teraz? Codziennie ten sam cyrk... Była klaunem na jego dworze. Znudziła mu się, raczej jej zachowanie, gdyż nadal była piękna i pociągająca. Księcia, jednakże zdecydowanie odpychało jej zachowanie. Jakie? Dziecinne. Po prostu, dziecinne.
   Rudowłosa kobieta poprawiła ciemną suknię i otwarła łzy. Głęboko wciągnęła powietrze. Czuła, że to jej koniec. Nie chciała, by jej życie tak się potoczyło. Pragnęła władzy. Nie miała nikogo, kto mógłby jej pomóc, jedynie Zuzannę, ale ją zabierze ze sobą. Więc... kto będzie jej przekazywał ważne informacje? O tej żmii Duygu, jej córce, Antoninie, zamkowych intrygach i co się tu, na Boga dzieje?! Emma straciła wszystkich... Jej syn zostaje w stolicy, mąż również. Zamiast niej w zamku władcy będzie ta prostaczka!
   Dziewiętnastolatka idąc korytarzem patrzyła tępo przed siebie. Dostrzegła mnie idąca w jej kierunku. Widziałam w jej oczach, jak wielką ma ochotę zemsty i wyżycia się na mnie.  
-Duygu...- warknęła przez zęby Emma, patrząc na mnie z wściekłością w oczach.  
-Emmo- uśmiechnęłam się złośliwie- Widzę, że nie czujesz się zbyt dobrze.
-Zapłacisz mi za to! Za wszystko...
-Tylko spróbuj mnie tknąć, a zobaczysz gdzie cię to zaprowadzi.
-To twoja wina!- krzyknęła, mrużąc powieki- Przez ciebie wyjeżdżam z zamku.
-W końcu będziesz tam, gdzie powinnaś. Przyzwyczaiłaś się do ciepłego siedzenia na tronie? Przykro mi... Widzisz... Czas pokazał, że byłaś tu tylko dlatego, że jesteś żoną Chrystiana.
-To wszystko przez ciebie!
-Niczego mi nie udowodnisz- podniosłam brew.
-Niech cię Bóg pokaże! Będziesz smażyła się w piekle!
-Nikt nie jest święty. Osądzi mnie Bóg, a nie ty.
-Zabiję cię i tę twoja córeczkę!!!- wrzasnęła, rzucając mi się do gardła. Czułam, jak się duszę, zaczynało mi brakować powietrza- Nikt nie stanie mi na drodze do szczęścia! Nikt! Ani ty, ani Antonina!
-Księżniczko!- krzyknął przerażony Dawid, który zmierzał w naszym kierunku. Dopadł do nas i odciągnął ode mnie Emmę. Cała drżałam, moja przeciwniczka oddychała szybko, patrząc na mnie groźnie. Nie żartowała. Gdyby nie eunuch, zabiłaby mnie na miejscu.
-Nie wtrącaj się!- upomniała go matka Oskara- Skończę z nią!
-Nie rób głupstw, pani- rzekł odważnie sługa i zwrócił się do mnie- Wasz miłość... Idź do siebie.  
   Nawet nie protestowałam. Na trzęsących nogach, udałam się do swojej komnaty.  
-Pani... Uspokój się- szepnął kastrat, patrząc ze zrozumieniem na Emmę.
-Ty też maczałeś w tym palce! Są bardzo lepkie, lepiej nad sobą zapanuj! Ty też chcesz władzy!- krzyknęła rudowłosa kobieta.
-Ależ, pani...- wyjąkał haremowy sługa, patrząc w podłogę- Ja...
-Milcz! Wszyscy milczcie!- warknęła Emma, po czym szybko ruszyła przed siebie.

*#*#*#*#*#*#*#*

   Kiedy weszłam do swojej komnaty, natychmiast zauważyłam Aleksandrę. Przetarłam oczy, by się nie rozpłakać. Znowu to samo uczucie. Bałam się. Emma mogła mnie zabić, apotem moją.... nie! Nie mogłam nawet tak myśleć!  
-Księżniczko?- szepnęła Ola, podchodząc do mnie powoli. Zmarszczyła brwi i spytała zmartwiona- Co ci się stało? Źle wyglądasz.
-Emma...- wydusiłam z przerażeniem- Groziła mi... Zaczęła mnie dusić... Chce zabić... Antosię...- zdołało mi to przejść przez gardło.
-Jak śmiała?!- prawie krzyknęła blondynka- Nie martw się, pani. Bóg ją z tego rozliczy.
-Chrystian nie wydał rozkazu, by ją zabić- czułam, jak do oczu napływają mi łzy.
-Słucham?- przyjaciółka wytrzeszczyła na mnie swe duże, brązowe oczy.
-Odesłał ją do Fantylii.
-Och, nie...
-To dobrze- otarłam ciecz z policzków- Niech się męczy. Zgotuję jej piekło na ziemi!
-Masz konkretne plany, wasz miłość?
-Nie, ale coś wymyślę. Na razie wszystko nic się nie psuję, a to dobrze.  
-Pamiętaj, że zawsze będę z tobą- uśmiechnęła się, by dodać mi otuchy.
-Dziękuję- przytuliłam ją. Nie zwracałam uwagi na to, że jestem księżniczką, a ona tylko sługą. Była moją przyjaciółką. Nie mogłam jej tego zabronić, odesłać ją i o niej zapomnieć.  

*#*#*#*#*#*#*#*

   Chrystian siedział przy łóżku brata. Trząsł się z emocji, które brały nad nim górę. Melancholia, chęć zapomnienia słów Hasana. Brunet miał prawo do znienawidzenia życia. Słowa, które wypowiedział blondyn w jego stronę, był jak jad żmii, piasek w oczach, umieranie w płomieniach. Chrystian nigdy nie miał złych zamiarów wobec niego. Za jakie grzech Bóg tak go karał? Brat mu nie ufał, z jego powodu chciał zabić się kilka lat temu, Dzwudziestotrzylatek miał tylko nadzieję, że gdy jego brat się obudzi, nie będzie niczego pamiętał. Chciał zacząć ten rozdział od nowa. Wstydził się za żonę, choć to nie jej wina, że Hasan leży w głębokim śnie... Ale ona nie była święta. Miał dosyć jej wybryków. Może w końcu zazna trochę więcej spokoju? Będzie mógł spać całą noc, koszmary nie będą go budziły...?  
-Nie odchodź...- szepnął Chrystian, patrząc na nadal tak samą blada twarz Hasana- Otwórz oczy, błagam. Ojciec siedzi u siebie zamknięty w czterech ścianach i płacze... Wszyscy się za ciebie modlą... Słyszysz mnie?
   Wydawało mu się, że mówi do ściany. Owszem, widział jak siedemnastolatek oddycha. Ale nic więcej. Tak bardzo tęsknił za jego głosem. Kiedy rozmawiali, zawsze był oschły, ale wolał taki głos, niż ciszę. Pragnął zobaczyć kolor oczu brata. Nie dlatego, że zapomniał jak wyglądają, lecz dlatego, że były piękniejsze, niż sine powieki. Chciał usłyszeć jego zachrypnięty głos, by mieć pewność, że żyje.
-Słyszysz?- Chrystian ponowił pytanie, chwytając dłoń brata. Miał nadzieje, że tym razem odpowie. Cisza. Nie słyszał nawet jego oddechu. Za to jego serce biło coraz mocniej. Ta sytuacja była zbyt stresująca, nikt nie wiedział co będzie dalej z Hasanem. Nagle... siedemnastolatek otworzył oczy.
-Chrystianie...- szepnął blondyn, patrząc na brata maślanym wzrokiem.
-Ciiiii...- uśmiechnął się brunet, widząc że młodzieniec nie za bardzo zdaje obie sprawę z tego, co się dzieje- Jestem tu, z tobą. Będę. Nie bój się...
-Co się stało?
   Chrystian westchnął z ulgą. Bóg wysłuchał jego modlitw.
-Źle się poczułeś- skłamał najstarszy syn władcy, patrząc w bok- Nie martw się. Wyjdziesz z tego.
-Co mi jest?- Hasan chciał się podnieść, ale brat go powstrzymał:
-Nie wstawaj, leż. Musisz wypoczywać. Rozbolała cię głowa, wymiotowałeś.
-Powiedz prawdę...- zakaszlnął młodzieniec.
-Powiedziałem- Chrystian głośno przełknął ślinę- Nie zadręczaj się tym, to należy do medyków.
-Co?
-Wyleczą cię.

*#*#*#*#*#*#*#*  

   Emma szła przed siebie, nie wiedząc nawet gdzie ją nogi niosą. Chciała tylko uciec, byleby jak najdalej od Duygu, Antoniny i reszty całej paczki, która zniszczyła ją i jej życie. Czuła się uwięziona, chciała wybiec z tego zamku, ale coś mówiło jej, by zostać. A co takiego? Pycha, oczywiście.
   Szła szybkim krokiem, mijając wiele komnat i pokoi. Nagle przystanęła przy jednym z nich. Nieśmiało odwróciła głowę i spojrzała na drzwi, które prowadziły do jednego z pokoi. Zamknęła oczy, przypominając sobie ile czasu w nim spędziła. Wszystkie troski i żale pozostawiła właśnie tam. Wahała się, ale musiała tam iść! Nic jej nie powstrzyma! Popchnęła drzwi, które otwarły się z hukiem. Weszła powoli do owego pokoju. Znów poczuła zapach ksiąg i papierów. Zobaczyła go. Zazwyczaj siedział przy biurku. Tak też było i tym razem. Mężczyzna pisał jakiś długi list, nie patrząc na osobę, która do niego przyszła. Nie słyszał, a może nie chciał słyszeć, jak drzwi się otwierają...?
-Fryderyku...- wydusiła słabym głosem, matka Oskara, nie odrywając od niego wzroku.
-Pani...- szepnął szambelan, przeniósłszy na nią swój wzrok. Wstał i ukłonił się- Co się stało?
-Musisz mi pomóc- poprosiła Emma, zbliżając się nieśmiało do szatyna.
-Czyli?- spytał zdziwiony.
-Chrystian odsyła mnie do Fantylii. Nie mogę... bez Oskara? To niemożliwe!
-Skoro taka jest wola następcy tronu...- Fryderyk podrapał się po głowie- Nie mam prawa protestować.
-Nie pomożesz mi? Śmiesz mi odmawiać?- zdenerwowała się żona księcia.
-Wybacz...- uśmiechnął się sługa- Jak ty postąpiłaś wczoraj?
-Śmiesz mnie upominać?
-Nie, po prostu przypominam ci o tym co wczoraj mi powiedziałaś- wzruszył ramionami- Jeszcze wczoraj nie chciałaś sojuszu... Co się zmieniło?  
-On... Mój mąż podejrzewa, że to ja napisałam ten list. Nie mogę wyjechać, nie zostawię tu syna!
-Przepraszam, ale jeśli mnie pamięć nie myli, to wczoraj powiedziałaś, że sama go ochronisz- szambelan przechylił głowę i spojrzał na księżniczkę z politowaniem- Nigdy więcej nie będę ci służył. Ostrzegałem cię, że Duygu ma swoje pomysły, swoich ludzi. Ty, jednak miałaś za nic moje zdanie. Nie oczekuj, że padnę ci do stóp i będę dziękował. Kiedy tylko bym ci pomógł, wyrzuciłabyś mnie na zbity pysk. Nie tego oczekuję- odparł Fryderyk jednym tchem. Nie zawahał się, powiedział to co czuł.
-Fryderyku...- zaczęła poważnie Emma- Jak śmiesz tak do mnie mówić?!
-Wybacz, jeśli cię uraziłem- skłamał w żywe oczy. Nie. Nie miał wyrzutów sumienia.
-Przejdziesz na stronę tych zdrajców?!
-Nie ty będziesz decydowała z kim będę rozmawiał, wasza wysokość- warknął przez zęby sługa- Nie licz na moje wsparcie. Nigdy więcej tu nie przychodź!

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2246 słów i 12334 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Grozi Antosi, malutka będzie w niebezpieczeństwie  :sad:

  • Duygu

    @AuRoRa Biedactwo  :sad:

  • Margerita

    Emma dostała to na co zasłużyła  :bravo: tylko pytanie czy nie będzie się mściła

  • Duygu

    @Margerita Haha, tak dobrze jej tak!  :lol2: Zobaczymy, różnie z nią bywa  ;)

  • Fanka

    Magiaaaa dla mych oczu ;)  :bravo:

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję bardzooo  :danss:

  • Somebody

    :bravo:

  • Duygu

    @Somebody Co za radość  <3   :D