Miłość sensem życia cz. 42

Miłość sensem życia cz. 42Minęło pół godziny od momentu, gdy zemdlałam. Leżałam w swoim łóżku przykryta grubą pościelą. Moja obolała głowa leżała na miękkich poduchach. Powoli otworzyłam oczy. Westchnąłem głęboko, próbując przypomnieć sobie co się stało. Pamiętałam tylko tyle, że byłam w ogrodzie i rozmawiałam z Chrystianem. Nie mogłam sobie przypomnieć przyczyny stanu w jakim się znajdowałam: byłam obolała i cała się trzęsłam. Poruszyłam prawą dłonią i poczułam, że ktoś lekko ją ściskał. Spojrzałam na niego. Uśmiechnęłam się promiennie, widząc ukochanego. Zapomniałam o bólu, który dawał się we znaki przy najmniejszym ruchu.
-Książę...- szepnęłam, lekko ściskając jego silną dłoń.
-Duygu...- brunet ukazał piękne uzębienie w szerokim uśmiechu. Położył dłoń na moim policzku- Jak się czujesz?
-Nie najgorzej...- stwierdziłam szczerze, przypominając sobie rany i ból, jaki zadała mi Emma. Mimo, że jej mię przeleciało mi przez głowę, nie skojarzyłam faktów- Wasza miłość... co mi się stało? Bardzo boli mnie głowa- położyłam dłonie na skroniach i zaczęłam delikatnie je masować.  
-Przejdzie ci- rzekł następca tronu, patrząc na mnie z miłością- Medyczki już cię zbadały. Nie mamy się czego obawiać.  
-Co się stało?- ponowiłam pytanie, patrząc na niego pytająco.
   W magnetycznych oczach Chrystiana zauważyłam niepewność, zawahanie i coś tajemniczego, czego nie mogłam zrozumieć. Wyraz twarzy był zadziwiający, usiłował zachować spokój. Widziałam, że było mu ciężko, jakby właśnie dowiedział się o tragedii rodzinnej. To dogłębnie poruszyło moje serce. Złapałam go za dłoń i spytałam zlękniona:
-Coś się stało? Coś z królem...? Twoim bratem?
-Nie...- królewicz nie patrzył na mnie, jakby bał się, że może mi to wyznać spojrzeniem.  
-Powiedz, widzę, że coś cię trapi, ukochany- poprosiłam najładniej, jak mogłam.
-Musisz mnie wysłuchać- przyłożył mi palec do ust- Tylko błagam... nie zrozum mnie źle. Jest mi z tym ciężko, ale i dobrze...- jąkał się syn władcy.
-Powiedz co leży ci na sercu.
-Jutro... Wróci tu Emma. Jest już w drodze, albo... pakuje rzeczy...- powiedział cicho dwudziestotrzylatek, spoglądając na mnie ukradkiem.
   Z każdym jego kolejnym słowem, coraz bardziej nie dowierzałam w to, co oznajmił. Słyszałam jego załamany, przejęty głos i smutne spojrzenie, niemal płaczące oczy, ale to mnie nie przekonało. Patrzyłam na niego niedowierzająco, słysząc jak każdy wyraz, który padł z jego ust, odbijał się w mojej głowie echem. Zmarszczyłam brwi, przypomniawszy sobie radosną twarz Oskara. Jego słowa dudniły mi w uszach... Tak, mama wraca. Głośno przełknęłam ślinę, czując narastający niepokój i napięcie. Przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze, miałam gęsią skórkę na całym ciele. Królewicz popatrzył na mnie przez chwilę i szepnął:
-To nie najlepszy moment na zmartwienia, moja ukochana, zielonooka pani. Będę chronił was całym sobą, padnę zmęczony na podłogę, nie mogąc dotrzeć do łoża, bo wyczerpanie da się we znaki.  
-Chrystianie...- wydusiłam przez łzy, napływające do moich oczu. Oddychałam niespokojnie.
-Nie bój się- usiadł bliżej mnie i objął mnie czule silnym ramieniem- Antonina jest bezpieczna. Kocham ją i nie pozwolę, by spadł jej włos z głowy. Nasza córka to mój skarb. Żadne klejnoty nie są tyle warte co ona. Kocham jej błękitne oczy i ciemne włoski- patrzył na mnie wzruszony. Ucałował mnie w czoło.
-Emma nie da nam żyć...- jęknęłam, przenosząc na niego swój wzrok- Nie będę mogła spokojnie zasnąć, nawet jeśli przy drzwiach będzie stu najlepszych strażników. Tylko ty możesz nas ochronić- spojrzałam na śpiącą Antosię- Nie zostawiaj nas.
-Zawsze będę z wami. Emma dobrze wie, że nie może pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Nie będę czekał. Od razu ją wygnam- odgarnął mi włosy z twarzy- Ukochana... To była decyzja mojego ojca. Próbowałem go przekonać...
-Nie!- przerwałam mu przerażona- Nie kłóć się z ojcem! To najgorsze co możesz zrobić...- ugryzłam się w język. Tak... Szczególnie w tym momencie, gdy pozbywałam się jego brata.
-Nie jest na mnie zły- książę uspokoił mnie swoim magicznym, ciepłym spojrzeniem. Złożył na moich ustach słodki pocałunek- Rzadko kiedy się z nim kłócę. Wiem, że nie warto.
-Kocham cię- wtuliłam się w niego i westchnęłam spokojniejsza, niż przed chwilą.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Aleksandra biegła korytarzem, prowadzącym do lochów, niespokojnie oglądając się za siebie. Zmęczona biegiem i przerażona groźbą Fryderyka, oddychała ciężko, a serce niemal wyskoczyło jej z piersi. Czuła każdą dobijającą do jej żył, falę krwi i ścisk gardła, mimo że nikt już jej nie zastraszał i nie dusił. Pędziła przed siebie, momentami zapominając kogo szukała. Pamiętała przez chwilę, a potem znów zapominała, bo usłyszała piszczącą w kącie korytarza, mysz. Głośno przełknęła ślinę i odwrócił się. Stanęła na chwilę, gdyż bardzo kręciło jej się w głowie. Przecież nie zobaczyła zombie. To tylko Fryderyk, a może aż? Doskonale pamiętała, gdy go okłamała. Stwierdziła, że to ona była u księcia Chrystiana. Bała się myśleć, co o niej myślał... Prostaczka, dziwaczka, głupia... Różne myśli krążyły w jej głowie. Nagle poczuła, że na coś wpadła... A raczej na kogoś.
-Szukałam cię!- wydusiła przestraszona, zauważywszy Dawida.
-Ciszej, na Boga, kobieto! Ciszej!- upomniał ją rudowłosy mężczyzna.  
   Rozejrzał się dookoła. Upewniwszy się, że nikt ich nie podsłuchuje, spojrzał na nią pytająco, by zaczęła mówić. Ona, jednak była tak oszołomiona, że nie mogła wydusić, ani słowa. Ta cisza była krępująca.  
-Mówże, nie mam dla ciebie całego swojego życia!- warknął zniecierpliwiony eunuch, marszcząc brwi.
-Pan Fryderyk...
-Aj, daj spokój!- przerwał jej poirytowany haremowy sługa.
-Groził mi- dokończyła blondynka, nie zważając na jego upomnienie.
-Co powiedział?- zbulwersował się służący- Ja mu dam straszyć księżniczkę! Niech jeszcze raz...
-Podejrzewa mnie o...- nie dokończyła i jedynie spojrzała na niego porozumiewawczo. Dawid wytrzeszczył na nią swe lśniące oczy.
-Nie... Jak mogłaś...
-Nic nie zrobiłam. Nie widział trucizny- szepnęła nastolatka, patrząc na rozmówcę przerażonym wzrokiem- Błagam, pomóż mi. Jeśli księżniczka dowie się, że ją zawiodłam...
-Musimy po prostu odkręcić tę sytuację. Rób co będzie ci kazał.
   Aleksandra spojrzała na eunucha, jak na wariata. "Chyba oszalał!"- rzuciła drwiąco w myślach, patrząc na przyjaciela z niedowierzaniem.
-Ja mam robić... to czego on chce?- spytała zdziwiona.
-Tak- kastrat wzruszył ramionami, patrząc na nią beznamiętnie.
-Dawidzie, przecież mu podpadłam. Już wie komu służę. Będzie chciał mnie zabić.
-Nie przesadzaj!- jęknął znudzony eunuch- Księżniczka o wszystko zadba. Przecież nic ci nie jest. Dzięki niej, nie pamiętasz?
-Teraz nawet ona mnie nie uratuje! Fryderyk powiedział, że jeśli jeszcze raz zobaczy mnie u księcia Hasana to... wygna mnie. Umrę gdzieś na ulicy.
-Większą władzę od niego ma nasza pani- Dawid położył jej dłoń na ramieniu, patrząc jej ze spokojem w oczy- Nie bój się. Rób, co powiedziałem.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Aleksander wszedł cicho do komnaty, którą dzielił z żoną. Zastał ją siedzącą na łożu. Wpatrywał się w jej zamyśloną twarz bez emocji, czując jedynie to, że wyglądał jak Leokadia. Miał identyczny wyraz twarzy, jak ona w tamtym momencie. Zastanawiał się nad jej zachowaniem. Wiedział, że bardzo ją kochał, ale nie mógł jej wybaczyć tego, co chciała zrobić. Wiedział, że nie zaśnie tej nocy. Pragnął przy nich czuwać, czuł się odpowiedzialny. Czy kobieta z niechcianego małżeństwa mogła sobie wymarzyć lepszego męża? Poza tym, że nie chciała tamtej nocy, królewna nie powinna mieć nic do zarzucenia. A jednak. Taka już była Leokadia. Uparta i pewna swoich racji.  
-Witaj- urzędnik państwowy przerwał niezręczną ciszę- podchodząc do małżonki. Usiadł obok niej i od razu zauważył jej zdenerwowaną minę, mówiącą: "Nie chcę cię znać. Wyjdź!". Znał ją doskonale. Widział ją codziennie, ale nie zrobił tego, co kazała.  
-Coś się stało?- Leokadia zawsze zadawała to pytanie, gdy mąż wracał do komnaty.
-Nie. Przyszedłem bez okazji- trzydziestoczterolatek wzruszył ramionami, patrząc w podłogę. Córka Edwarda popatrzyła na niego tym samym zmęczonym spojrzeniem:
-Masz mi coś do przekazania?
-Nie. Chciałem cię zobaczyć. To chyba normalne.
-Ja nie chcę na ciebie patrzeć- ciemnooka dziewczyna wypowiedziała myśli na głos.
-Wiem. Jak mamy to pogodzić?
-Może rozkaż namalować dla siebie mój obraz- osiemnastolatka zadrwiła z męża- Postawisz go na środku pracowni  będziesz się na mnie gapił ile tylko ci się podoba.
-Wolę cię na żywo. Uwielbiam, jak zmieniasz nastroje- uśmiechnął się do niej, na co ona wywróciła oczyma:
-Przestań grać. Mój ojciec w końcu się na tobie pozna. To będzie koniec.
-Co złego w tym, że zaszłaś w ciążę?
-Nie spytałeś mnie o to, czy możesz...
-Miałem cię pytać o to, czy po raz pierwszy od kilku lat małżeństwa mogę spędzić z tobą noc?
-Tak, bo jestem od ciebie ważniejsza!- warknęła przez zęby dziewczyna.
-Wszyscy wierzą w miłość Leokadii i Aleksandra- zaśmiał się urzędnik- Wierzą w piękne, udane małżeństwo... Byłem głupi, że poszedłem ci na rękę i wszystko zataiłem.  
-Masz wyrzuty sumienia?
-A ty nie masz? Zabiłaś niewinnych ludzi.
-Żeby nikt z ciebie nie kpił, myśląc że jesteś bezpłodny.
-Nie okłamuj samej siebie- Aleksander przeniósł na żonę beznamiętne spojrzenie- Oboje wiemy jak jest. W tej chwili chcę tylko, by nasze dziecko się urodziło. Syn, czy córka, chore, czy zdrowe, będę je kochał. Matki nikt mu nie zastąpi, więc... zastanów się. Powinnaś spróbować, pani.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Fryderyk wezwał do siebie Aleksandrę. Czekał na nią krótko. Nie krył zaskoczenia, gdy pojawiła się w drzwiach.
-Dopiero co po ciebie posłałem, a ty już jesteś...- uśmiechnął się z satysfakcją szambelan- Podejdź.
Nastolatka stanęła przed nim wyprostowana.
-Zastanowiłaś się już, czy warto kłamać? To nieładnie z twojej strony.
   Blondynka miała ochotę wytknąć mu parę rzeczy, by przypomniał sobie, że on tez nie był święty. Nie odezwała się, jednak z trudem powstrzymując się od sprzeczki z blondynem.
-Jesteś bardzo cicha. Tacy najbardziej się przydają...- zadrwił Fryderyk, patrząc na nią z zaciekawieniem- Powiedz coś w końcu, bo nie będę miły.
-Co mam mówić? wszystko już powiedziałam- stwierdziła blondynka ze stoickim spokojem. Nie patrzyła na jego wyraz twarzy, grę aktorską, która miała mu dodać odwagi.  
-Nie zdecydowałaś się, więc na ugodę? Zaczynamy wojnę?
-Wojnę o służbę dla księcia Hasana?- prychnęła Ola.
-Ty służysz już komuś innemu, dlatego mi się nie podobasz. Ta osoba... jest moim wrogiem.
   Dziewczyna nerwowo przełknęła ślinę. Spojrzała mu niepewnie w oczy dostrzegając w nim zabójczą pewność siebie. Fryderyk podszedł do niej powoli i szepnął:
-Pamiętaj, że nie masz ze mną szans. Wszystko zależy ode mnie. To co powiesz i czego nie powiesz, również. Będziesz mi śpiewać, jak skowronek- patrzył jej odważnie w oczy, po czym... zamknął drzwi.  
   Nastolatka patrzyła na niego z przerażeniem. Powstrzymywała się od płaczu, czując narastające napięcie. Nie mogła tego powstrzymać.  
-Co robisz?!- krzyknęła, chcąc złapać za klamki, ale szambelan przywarł ją do drzwi. Nawet nie zadrżały. Zamki były zbyt mocne...
-Jeśli mi powiesz, nic ci nie zrobię. Jeśli, jednak będziesz milczała, zrobię z tobą to co chcę... Jasne?- ścisnął jej szyję.
-Tak...- jęknęła przerażona dziewczyna.
-Czy księżniczka Duygu rozkazała ci zabić księcia Hasana?- spytał cicho blondyn, patrząc na Olę z zaciekawieniem.
-Nie...- zaprzeczyła głośno służąca i po chwili poczuła mocniejszy ścisk na szyi.
-Powtórzę ostatni raz: czy księżniczka Duygu rozkazała ci zabić księcia Hasana?
-Nie powiem...- rzekła przez zaciśnięte zęby.  
   Szambelan uśmiechnął się wrednie, patrząc jej tajemniczo w oczy. Ten wzrok powodował u Aleksandry nieprzyjemne dreszcze. Chciała uciec, ale nie miała jak i dokąd...
-Powiesz- stwierdził służący, kiwając głową- Tylko jeszcze o tym nie wiesz- zbliżył się do niej i zaczął ją całować.  
   Blondynka próbowała mu się wyrwać, ale nie miała na to siły. Mężczyzna coraz mocniej ją przywierał ją do twardych drzwi, nie przestając jej całować. Po chwili zrzucił z niej białą suknię. Ola zaczęła się szarpać i płakać, jednakże to nie zadziałało. Fryderyk nie zwracał uwagi na jej sprzeciwy. Przytrzymał ją jedną ręką i zrzucił z siebie koszulę, rzucając ją niedbale w kąt pokoju. Oderwał od niej swoje usta. Oddychali ciężko, patrząc sobie w oczy.
-Powiesz mi, Aleksandro. Wszystko mi powiesz...- powiedział cicho. Objął ją w pasie i zaczął całować jeszcze namiętniej, niż przed chwilą.

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2441 słów i 13458 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapeczka w górę ojej a co jej się stało, że zemdlała

  • Duygu

    @Margerita Dziękuję. :) Cóż... Jej wróg wraca do pałacu. Zestresowała się.

  • AuRoRa

    Niespodzianka z tym Fryderykiem. Ale z niego kombinator.

  • Duygu

    @AuRoRa Umie zaskoczyć, umie  ;)  Ma charakterek  :ninja:

  • AlexAthame

    A to się narobiło. Wcale się utraty prądu nie boi i dalej Hasana truje. Trochę Fryderyk pomaga próbując połączyć przyjemne z pożytecznym. Nie lubię takich scen jak na końcu, mam nadzieję, że jej nie dokończysz.  Ale i tak masz łapę. Tylko pamiętaj mam układy z elektrownią... :bravo:

  • Duygu

    @AlexAthame A jak!  :faja: Taki już Fryderyk... Dziękuję za łapę  :jupi: Pamiętam  :lol2:

  • Fanka

    Oj Kochana <3  
    Cześć niesamowita! Pięknie opisane uczucia! Ach jak mi szkoda Duygu i Aleksandry. Cóż mam nadzieję że Aleksandra nie ucierpi. A przyjazd Emmy na pewno namiesza. Teraz czekać do kolejnej części ;)

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję za ciepłe słowa  :rotfl: Nie ma lekko. Miejmy nadzieję, że z Aleksandrą będzie dobrze. Grrr...  :whip: Do zobaczenia!  :lol2:

  • Fanka

    @Duygu oj miejmy ;) Do zobaczenia  :kiss:

  • Somebody

    Tobie także należą się gromkie oklaski. Cudnie poprowadzona akcja :bravo:  :kiss:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję bardzo, kochana  :kiss:  <3