Miłość sensem życia cz. 83

Miłość sensem życia cz. 83-Synu!- wrzasnął nieludzkim głosem Chrystian, widząc leżącego na ziemi Oskara. Krew, która płynęła z jego młodego ciała, wprawiła mężczyznę w totalne osłupienie. Szał rozrywał go na części, bezlitośnie raniąc serce. Ręce drżały z przerażenia, a oczy stały się więźniami łez. Jego dusza wołała o pomoc. Krzyk rozpaczy rozniósł się po całym placu bitwy, tak przeraźliwie, że wszyscy walczący żołnierze spojrzeli na niego zszokowani.  
    Dwudziestodziewięciolatek upuścił miecz, który jeszcze przed chwilą tak mocno trzymał w swej silnej dłoni i pobiegł do dwunastolatka. Upadł boleśnie na kolana przed swym synem, lecz ten bodziec nie zrobił na nim wrażenia. Bardziej cierpiało jego niewinne dziecko. Ogromny, ostry nóż tkwił w udzie Oskara. Książę wił się z bólu, co tylko pogarszało sytuację.  
-Medyka!- ryknął królewicz, widząc tłum gapiów, stojący wokół nich. Tylko stali i wpatrywali się w Oskara, jakby było to największe dzieło sztuki świata, kosztujące ładną sumę pieniędzy.- Mój synu…- Chrystian delikatnie położył rękę na ramieniu dziecka. Nie podniósł go, gdyż nie chciał ryzykować i sprawiać mu jeszcze większego bólu.- Jesteś wspaniałym księciem, wytrzymasz. Jesteś silny, jak ja i król.
-Chrystianie!- Edward dowiedziawszy się o zaistniałej sytuacji, przybył najszybciej, jak tylko mógł. Przykucnął obok książąt i spojrzał ze złością na lśniącą broń, wbitą głęboko w nogę wnuka. Miał ochotę ją wyjąć, lecz wiedział, że to niebezpieczne… Jego oczy płonęły ogniem nienawiści. Zerwał się na równe nogi i spojrzał z nienawiścią po twarzach wrogów, chcąc wypatrzeć mordercę. Wszystko można wyczytać z oczu… Chyba, że ktoś dobrze gra…  
-Tato… nic mi nie jest…- jęknął cicho Oskar, łapczywie łapiąc powietrze. Było gorąco, a piasek, unoszący się w powietrzu utrudniał oddychanie. Zapach krwi był okropnie duszący. Młodzieniec kaszlnął głośno i głęboko odetchnął.  
-Będzie dobrze- szepnął Chrystian, patrząc ze łzami w oczach na cierpiącego syna. Męki, które przeżywał Oskar były prawdziwym okrucieństwem, którego nie powinien doświadczyć… Dwudziestodziewięciolatek chciał wziąć ten krzyż na swoje ramiona, by on nie cierpiał…
    Odgłosy ponowionej walki rozniosły się ogromnym hałasem. Chrystian  nerwowo przełknął ślinę.
    Przybył medyk, który natychmiast rzucił się do pomocy następcy tronu. Przyniósł ze sobą grube materiały, kilka fiolek z substancjami i nóż.
-Po co ci to wszystko?- Chrystian był pełen podejrzeń.
-Muszę zatamować krwawienie i podać księciu coś, co uśmierzy ból, wasza wysokość- odparł ze stoickim spokojem starzec o niskim wzroście.  
-Tutaj?- szepnął zmartwiony królewicz.
-Nie będziemy transportować księcia do namiotu. To stanowczo za daleko. Musicie przerwać atak.
-To niemożliwe. Ludzie zabijają się bez mrugnięcia okiem, nikt nie zwraca uwagi na rozkazy wydawane przez władców i urzędników, a ty mówisz mi o zatrzymaniu walki! Ratuj mojego syna z dala od tego piekła!
-Książę…
-To rozkaz!
    Lekarz nadal siedział u boku Oskara, wybierając materiał odpowiedni na tę obrzydliwą ranę. Chrystian, widząc, ze go nie słucha, wziął syna na ręce i przeniósł do pobliskiego lasu. Tam było bezpieczniej. Medyk chciał zaprotestować, ale stwierdził, że czas jest cenny i podążył za Chrystianem szybkim krokiem.
    Syn Edwarda ułożył Oskara na trawie. Dwunastolatek zawył z bólu.  
-Co to?- spytał Chrystian, widząc fiolkę z bezbarwną substancją. Złe duchy szeptały mu, że to trucizna. Nie ufał starcowi.  
-Książę, to opium. Muszę… To pomoże księciu. Nie mogę wyjąć tego żelastwa na żywca, gdy on będzie to czuł.
-To narkotyki.  
-Nic się mu nie stanie, wasza miłość. Zaufaj mi.
-Nikomu nie ufam!...- szepnął wyrywając mu z rąk buteleczkę. Otworzył ją i powąchał. Nie śmierdziało to, ani nie pachniało zbyt ładnie.  
-To wyciąg z kwiatów. Książę nie będzie aż tak cierpiał, królewiczu- medyk próbował przekonać następcę tronu.- Każda sekunda jest ważna. Może wdać się zakażenie.  
-Daj mu to…- zaszlochał z bezradności. Medyk wlał substancję do ust Oskara, a on połknął z lekkim grymasem na twarzy, czując gorzkość.  
    Po chwili lekarz zauważył, że młody chłopiec uspokoił się nieco i robi się senny. To działanie miało pomóc mu przetrwać kilka tych męczących, najbliższych sekund.  
-Wasza miłość, możesz na chwilę odejść… To niemiły widok- poprosił starzec, patrząc na płaczącego królewicza. Chrystian wstał powoli i na chwiejących nogach, jak z waty, odszedł kilka metrów dalej i oparł się o masywne, stare drzewo, nie mogąc ustać o własnych siłach. Po chwili usłyszał cichy płacz Oskara, który rozdarł jego serce jeszcze bardziej. Lament ucichł. Słychać było tylko krzyki walczących i konających żołnierzy oraz świergot kilku ptaków.
    Chrystian wrócił do syna i zastał go śpiącego na trawie. Ranę miał owiniętą w płótna, a zakrwawiony nóż, który zadał mu tyle bólu, leżał z dala od niego, obok fiolek.
-Wyjdzie z tego. Za dwa tygodnie stanie na nogi. Nie stracił dużej ilości krwi. Dokładnie oczyściłem ranę- medyk zdał relacje ze swoich działań.
-Dziękuję- powiedział słabym głosem Chrystian, posyłając starcowi blady uśmiech w podzięce.
-Kiedy walki się skończą, niech przeniosą księcia na noszach do namiotu. Ktoś zawsze musi być przy nim. Mam nadzieję, że niebawem wrócimy do stolicy. Twój syn potrzebuje odpoczynku i pragnie być przy matce.
-Jeśli Bóg da, wrócimy za kilka tygodni.  

***2 miesiące później…***

    Emma siedziała na łożu i z nerwów gryzła paznokcie. Przez ostatnie dwa miesiące nie dostała ani jednej wiadomości. W głowie miała najczarniejsze scenariusze. Ani słowa o jej mężu, o ich synu… Wariowała sama pośród tych bladych, czterech ścian. Nie miała się do kogo odezwać. Milczenie i cisza, przez którą piszczało jej w uszach każdego dnia, torturowały ją, doprowadzając do szaleństwa. Nie spała po nocach.
    Doczekała tego momentu! Pewnego ranka przybyła służąca i powiedziała, że wojsko wraz z królem i książętami jest już w zamku.
-Dzięki Bogu!- zawołała radośnie rudowłosa kobieta i wybiegła z komnaty.  
    W mgnieniu oka dotarła do sali króla, w której czekałam ja i moje dzieci, Otylia i Natalia wraz z Barbarą. Emma spojrzała na mnie z nienawiścią w oczach, która nie robiła na mnie już żadnego wrażenia. Wiedziałam, że z nią wygrałam. Dawno straciła swoją siłę i pewność siebie, której można było jej pozazdrościć. Ja jednak też dostałam skrzydeł i nie mam zamiaru się ich pozbywać!  
    Matka Oskara stanęła między księżniczką Otylią, a mną i spojrzała na mnie krzywo. Spiorunowała wzrokiem Jakuba, który śmiał się do mnie i szybko machał rączkami. Odwróciła głowę, by nie patrzeć na ludzi, przez których coraz bardziej oddalała się od męża i napotkała zadowolony wzrok królewny.
-Co się stało, pani?- spytała od niechcenia Emma.
-Mam wiele powodów do uśmiechu- spojrzała na nią z kpiącym uśmiechem na twarzy.- Mój mąż przyjeżdża. W końcu zobaczę braci i ojca. Ty się wykończyłaś przez te dwa miesiące…- ostatnie słowo wbiło Emmę w ziemię.  
-Ja… ja nigdy się nie poddaję- powiedziała mało przekonująco żona Chrystiana, unikając drwiącego spojrzenia Otylii.
-Doprawdy? Nie widziałam, żebyś cokolwiek robiła…
-W sprawie czego?
-Raczej kogo. Nie wysyłałaś listów z zapytaniem o Oskara. To zainteresowanie jego życiem, a ty nie zrobiłaś nic.  
-To ryzykowne…- głośno przełknęła ślinę.
-Nie graj- przerwała jej Otylia, mocno zbulwersowana.- Nie zasługujesz na to, by być matką księcia. Nie dbasz o jego bezpieczeństwo. Intrygujesz za jego plecami. Jesteś dla niego taka sama, jak moja matka dla Hasana. Wciskasz mu kit do głowy i myślisz, że to dobrze. Biedny Oskar… Na szczęście ma mądrego i dobrego ojca. Może coś z niego będzie. Może mój brat powie mu o wartościach życiowych ważnych w życiu. Ty powiedziałaś Oskarowi i pieniądzach, władzy i sile, a to nie jest najważniejsze w życiu człowieka. Owszem, jest księciem, ale to mój brat wykuje z niego mężczyznę, nie ty. Jako kobieta powinnaś być delikatna i pokazywać mu klasę, a nie wyższość. Dodatkowo bawisz się w zabójstwa. Każdy pamięta, co chciałaś zrobić Duygu. Ale co się stało, że jednak żyje? Spłoszyłaś?...
     Emma poczerwieniała na twarzy ze złości. Zacisnęła pięści, tak mocno, że długie paznokcie wbiły jej się w skórę. Nerwowo przełknęła ślinę, piorunując królewnę wzrokiem. Miała ochotę rzucić się na nią i rozszarpać na strzępy, niczym jastrząb swoją ofiarę. Jednak Otylia nie była bezbronna, to Emma nie miała prawa na nią krzyczeć. Niestety, eksplodowała i wrzasnęła, patrząc blondynce w twarz:
-Nie jestem niewolnicą! Jestem żoną najstarszego księcia z tej dynastii. On ma największe prawo do tronu! Urodziłam mu pierwszego syna…
-Urodziłaś mu?- Otylia zmarszczyła brwi.- Urodziłaś dziecko dla kariery? Więc go nie kochasz…
-Wasza…
-Nie kochasz ani Chrystiana, ani Oskara- Otylia spoliczkowała rudowłosą kobietę. Uśmiechnęłam się triumfalnie, unosząc głowę dumnie do góry. Tego mi było trzeba- widoku poniżenia tej żmii.
    Niespodziewanie otwarły się drzwi i wszedł król wraz z synami. Nigdzie jednak nie było Oskara… Emma roztarła piekący policzek i rozejrzała się po sali, z nadzieją, że znajdzie w niej syna. Nie było go z nimi… Serce zaczęło bić jej mocniej, a głosy z tyłu głowy wymawiały największe głupoty. „Umarł. Zostałaś sama. Twoje życie nie ma już sensu. Wynoś się stąd!”
-Ojcze, gdzie Sebastian?- głos Otylii zadrżał z przerażenia, bo nie widziała go tutaj.
-Spokojnie, jest na placu z pozostałymi żołnierzami- Edward podszedł do córki i z miłością ucałował ją w czoło.- Dzięki niemu wygraliśmy tę wojnę. Wasza odważnego i dobrego męża, córko.
-A gdzie Oskar?- Emma miała łzy w oczach. Spojrzałam na Chrystiana ze strachem w oczach. Nikt nic nie mówił. Sama zaczęłam się stresować. To taki młody chłopak…!- Powiedźcie coś!- Emmie odpowiedziała cisza. Łzy spłynęły po jej zimnych policzkach.
-Pomówicie o tym później- król zmarszczył czoło, niezadowolony z zachowania księżniczki. Podszedł do mnie i uśmiechnął się do Antosi i Jakuba.- Dobrze wyglądają- uśmiechnął się do mnie promiennie. Ucałowałam jego dłoń w podziękowaniu i odwzajemniłam uśmiech. Chrystian podszedł do mnie i naszych dzieci, ominąwszy żonę, nie spoglądając na nią nawet na sekundę. Otylia spojrzała na nią z drwiącym spojrzeniem, chcąc jeszcze bardziej ją zdołować. Ta sytuacja pokazywała wszystko!
-Moje kochane dzieci.- Chrystian ucałował naszą córkę i syna w czółko. Antonina wpadła mu w ramiona i pocałowała tatę w czubek nosa.- Pomagałaś mamie?
-Tak! Szymonek teraz śpi i powiedziałam, żebyśmy go tu nie brały, bo nie spał długo- powiedziała z uśmiechem dziewczynka.
-A to śpioch!- zaśmiał się Chrystian i przytulił córkę.
    Wśród tej pięknej bajki, w tle owego wydarzenia znajdowała się para, która nie wiedziała, jak zacząć rozmowę… Cieszyć się, czy nie? Co zrobić? Podejść, przytulić i odejść? Natalia i Barbara stały, wcale nie oczekując radosnego powitania, łez wzruszenia i relacjonowania wydarzeń z wojny. Hasan wahał się. Chciał podejść do ukochanej i córki, ale stał, jak słup soli, nie mogąc postawić jednego kroku, jak małe dziecko, które dopiero uczy się chodzić. Po chwili jednak przełamał lody i podszedł do nich z lekkim uśmiechem na twarzy, jakby chciał upodobnić się do ojca i brata.
-Natalio…- szepnął, patrząc jej w oczy. Ona jedynie leciutko kiwnęła głową, posyłając mu zmęczone spojrzenie. Blondyn ucałował ją delikatnie w czoło.
-Witaj, ojcze.- Basia przytuliła Hasana. Pogłaskał jej miękkie i również się przywitał.
-Możecie się rozejść. Jesteśmy zmęczeni i musimy wypocząć- rzekł król. Chrystian zatrzymał Emmę, a reszta rodziny wyszła z pomieszczenia z niskim ukłonem.  
-Oskar został ranny- rzekł od razu królewicz, nie owijając w bawełnę.  
-Jak to? Co mu jest?- przeraziła się Emma.  
-Chodzi o lasce, ale za kilka dni będzie dobrze. Rana okazała się zbyt rozległa i musieliśmy jeszcze trochę czekać. Na szczęście wojna szybko dobiegła końca- odparł beznamiętnie.
-Dzięki Bogu nic gorszego się nie stało… A kto to zrobił? Schwytaliście go?
-Nie musieliśmy. W sumie, to… nie mieliśmy kogo łapać. Powiesił się.  
    Emma prychnęła z pogardą. Miała tak wielką ochotę przytulić się do męża i poczuć spokój, jaki miał w sobie, usłyszeć bicie jego serca… on jednak wyszedł bez słowa, wyjaśniwszy w zaledwie kilku zdaniach to, co stało się z ich synem. Nie miał ochoty dłużej z nią rozmawiać.  
    Rudowłosa kobieta wyszła zamyślona z komnaty króla. Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad czymś mocno i… Poszła szybkim krokiem w stronę komnat rodziny królewskiej.  

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Kiedy pójdziemy do tatusia?- spytała zniecierpliwiona Antosia, ciągnąc mnie za rękę.  
-Książę musi wypocząć, córciu. Długo wracali z wojny. Pójdziemy do niego…- trzask otwieranych ze złością drzwi, uciął moją wypowiedź. Zagościła u mnie Emma. Zmierzyła surowym wzrokiem moje dzieci. Powtórka z poniżenia? Tak, miałam na to ochotę!- Co tu robisz?- wycedziłam przez zaciśnięte zęby.  
-Wyprowadź stąd dzieci- z trudnością przeszło jej to przez gardło. Aleksandra usłyszawszy jej rozkaz, spojrzała na mnie pytająco. Powstrzymała się od śmiechu.  
-To moja służąca i moje dzieci.- spojrzałam na nią niedowierzająco, widząc ten cyrk na kółkach. Nie będzie nimi pomiatać i stawiać po kątach.  
-Chcę z tobą porozmawiać. Nie przy dzieciach.  
    Ola wzięła Jakuba na ręce, chwyciła Antosię za dłoń i wyszła z komnaty. Nie była pewna, czy to dobry pomysł… Odwróciła się jeszcze, zanim zamknęła drzwi, jakby chciała się upewnić, że nadal tam jestem i nic mi nie grozi…

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2642 słów i 14460 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    Biedny Oskar żeby tylko wyszedł z tego

  • Fanka

    Oj Emmie nic dobrego nie wyjdzie z tego... coś czuję że zostanie wygnanna ;)

  • Duygu

    @Fanka Jak zwykle  :smiech2:  Zobaczymy...  ;)   :przytul:

  • Fanka

    @Duygu Już nie mogę się doczekać :przytul:

  • Duygu

    @Fanka Cieszę się bardzo, słońce  :kiss:

  • Fanka

    @Duygu :Kiss:

  • Somebody

    Wspaniale! Ciekawe, co ta Emma wymyśliła?  ;) Czekam niecierpliwie  :przytul:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję, kochana  :kiss:  Ona ma niezłe pomysły  :faint:  W tym tygodniu dodam kolejną część  :)