Miłość sensem życia cz. 24

Miłość sensem życia cz. 24Patrzyłam na tę scenę ze łzami w oczach. "Antonina"... Pięknie. Uśmiechnęłam się szeroko, czując jak moje serce po raz pierwszy od tylu miesięcy bije spokojnie. Radość nie znała granic. "W końcu będę mogła spać spokojnie, a przynajmniej spokojniej, niż do tej pory"- pomyślałam i odetchnęłam z ogromna ulgą.
-Możecie się rozejść- rzucił Edward, podając mi niemowlę. Przytuliłam córkę do siebie, by czuła się bezpiecznie i wiedziała, że nie jest sama. Nigdy nie będzie, nie zostawię jej.  
   Chrystian, Hasan i Oskar wyszli z pomieszczenia. Natomiast Emma nie miała zamiaru się ruszyć. Stała i patrzyła na mnie z kpiącym uśmiechem na twarzy. Miałam tak wielką ochotę ją spoliczkować...!
-Niech rośnie w zdrowiu- zwrócił się do mnie władca, po czym wyszedł, nie zaszczycając rudowłosej kobiety spojrzeniem. Obejrzała się za nim, po czym przeniosła swój wzrok na mnie:
-Takie jest życie...
-Co tu jeszcze robisz?- spytałam, udając, że nie dotarły do mnie jej słowa.
-Chciałam ci pogratulować. Winszuję- uśmiechnęła się drwiąco.
-Kpij sobie dalej- rzuciłam gniewnie, patrząc jej w oczy- Niech każdy zajmie się sobą. Tak będzie dla nas wszystkich najlepiej.  
-Skoro tak...- zaczęła z wolna- Dlaczego postanowiłaś pomóc Aleksandrze? Nie poradziłaby sobie sama?- podniosła brew. Spojrzałam na nią zaskoczona. Ta kobieta zawsze znajdzie, byle pretekst do kłótni.
-Nie zamierzam dalej tego ciągnąć- rzekłam groźnie- Lepiej skończ.
-Uważaj, jak do mnie mówisz- upomniała mnie- Pamiętaj, że dopóki jesteś niewolnicą, nie jesteś mi równa. Jestem prawowitą żoną następcy tronu. Owszem, zostałaś księżniczką, ale urodziłaś córkę, nie syna.
-Widocznie tak chciał Bóg- wręcz wyplułam te słowa, nie mogąc się powstrzymać- Ty zapewne porzuciłabyś ją na targu. Marne nadzieje... nie masz z księciem dzieci już od sześciu lat- uśmiechnęłam się dumnie. Emma nerwowo przełknęła ślinę, ale nadal grała przede mną silną i niezależną. Prawda jest taka, że była gotowa umrzeć dla Chrystiana.  
-Sądzisz, że będziesz miała z nim więcej dzieci?- spytała cicho, po dłuższej chwili przerwy.
-Zabronisz mi?
-Żebyś się nie zdziwiła- wydusiła przez zaciśnięte zęby.
-Nie masz na to żadnego wpływu. A teraz... wyjdź. Chcę zostać sama z córką.
   Matka Oskara rzuciła zazdrosne spojrzenie na niemowlę i przypomniała sobie, gdy to ona trzymała w ramionach syna. Chrystian powiedział jej wtedy: "Zrobię dla ciebie wszystko, tak jak ty zrobiłaś to dla mnie. Dałaś mi mój cały świat." W jej oczach natychmiast zalśniły gorzkie łzy. Nie miała już na to wszystko siły. Bezradność, krwawiące serce, za dużo nerwów... Zacisnęła pięści, po czym wybiegła z komnaty, niczym burza. Nie potrafiła patrzeć na Duygu i Antoninę. Tyle lat żadna nie stawała jej na drodze do szczęścia.  
   Emma nie zwracała uwagi, na kpiące spojrzenia niewolnic, ukłony strażników, szepty tłumów... Chciała tylko przytulić syna i obiecać, że nigdy go nie zostawi, nawet jeśli zrobi to jego ojciec. Nie chciała tak myśleć, jednak od ponad roku nie spędzała z nim zbyt wiele czasu. Niekiedy, nawet przez tydzień nie widzieli się, a co dopiero mówić o wspólnych śniadaniach, czy nocach. Dla księżniczki stało się to rutyną, ale nie nudziło jej się to, chciała walczyć, mimo braku sił, bo miała o co i o kogo...
   W haremie wrzało. Każda niewolnica chciała wiedzieć o dziecku księcia. Jak ma na imię, jak wygląda, czy przeżyje, co teraz robi. Dawid dostawał szału, nie mógł dłużej czekać.
-Zamilczcie, wy papugi!- zbulwersował się eunuch- Wasza gadanina nie ma sensu, nie słyszycie siebie nawzajem!  
-Panie Dawidzie- ukłoniła się z uśmiechem Ola, która ledwo co przyszła do sali głównej. Dziewczęta otoczyły ją i pytały o Duygu, nowo narodzone dziecko.
-Cisza, na Boga!- upomniał ich po raz setny w ten poranek, kastrat- Dajcie jej powiedzieć! Mów, co z Duygu i czy to książę?
-Urodziła śliczną córeczkę- zaśmiała się szczerze Ola- Jest bardzo podobna do ojca.
-Książę się ucieszył?- spytał sługa z nadzieją w głosie.
-Oczywiście! Nie mógł od niej oderwać wzroku.
-Jak ją nazwał król?- spytała jedna z dziewcząt.
-To niemowlę jest dzieckiem królewicza!- Dawid podniósł palec, patrząc ostrzegawczo na niewolnicę- Uważaj na słowa!
-Księżniczka ma na imię Antonina- odpowiedziała blondynka.  
-"Antonina"- powtórzył z uśmiechem Dawid- Pięknie. Co na to księżniczka Emma?- spytał szeptem.
-Udawała spokojną- uśmiechnęła się drwiąco Ola- Tylko na pokaz. Wewnątrz jest wściekła.
-Czas, by nasza pani poznała prawdę...

*#*#*#*#*#*#*#*

   Kołysałam śpiącą w moich ramionach, córkę, gdy otwarły się drzwi i przyszedł jakiś strażnik.
-Pani...- rzekł, schylając nisko głowę- Przyszła służąca na rozkaz księcia Chrystiana.
   Spojrzałam na niego zdziwiona. "Pani..."? No, tak... Dlaczego mnie to dziwi?
-Niech wejdzie- rzekłam z uśmiechem, przytulając mocniej Antoninę.
   Do mojego pokoju weszła z ukłonem niska szatynka o mocno wychudzonej twarzy. Miała bardzo chude ręce. Przeraziłam się nieco na jej widok.
-Wasza wysokość...- powiedziała cichutkim głosem- Przyniosłam kołyskę dla księżniczki.
-Niech ją wniosą- rozkazałam. Ten sam mężczyzna, który zawiadomił mnie o przyjściu służącej, postawił przy moim łóżku ciemną, drewnianą kołyskę.
-Potrzebujesz jeszcze czegoś, księżniczko?- spytał, patrząc w podłogę.
-Możecie odejść- odparłam, układając Antosię wygodniej na rękach. Słudzy skłonili się nisko, po czym opuścili komnatę. Niedługo potem przyszedł Dawid. Od razu się uśmiechnął. Zbliżył się do mnie powoli i ukłonił w pas:
-Wasza miłość...
-Witaj, Dawidzie- przywitałam go serdecznie- Jak się masz?
-Dziękuję, pani, w porządku- uśmiech nie znikał z jego twarzy- A jak czujesz się ty? Wezwać medyczkę?
-Niepotrzebnie. Mam jej dosyć na jakiś czas- zaśmiałam się cicho.
-Pani...- zaczął niepewnie rudowłosy mężczyzna- Chciałbym z tobą poważnie pomówić.  
-O czym?- spytałam, patrząc na niego wyczekująco.  
-O księżniczce i panu Fryderyku...- wydusił, powstrzymując się, by nie krzyknąć.
   Westchnęłam ciężko, po czym włożyłam śpiące niemowlę do kołyski. Poprawiłam bogato-zdobioną, ciemną, fioletową suknię i podeszłam do eunucha. Czułam w powietrzu niezadowalający temat do rozmowy.
-Coś z nimi nie tak?- zapytałam, patrząc mu w oczy.
-Pozwól, że opowiem wszystko od początku- schylił lekko głowę, haremowy sługa.
-Mów.
-Pan Fryderyk był bardzo wierny księżniczce Emmie. Bronił księcia Oskara za cenę własnego życia.  
-"Był"?- spytałam zdziwiona.
-tak. Pokłócili się po tym, jak szambelan cie otruł, a może raczej... jego człowiek.
-Jak to?- zapytałam zszokowana- Czyli to nie była intryga Emmy?
-Nie. Książę Hasan chciał pozbyć się księcia Chrystiana...- wydusił Dawid, przypominając sobie okropne wydarzenia.
-Nie rozumiem...- ściągnęłam brwi.
-Pan Fryderyk wpadł na pomysł, by cię otruć. Miał nadzieję, że poronisz, po czym królewicz... popełni samobójstwo- z trudem przeszło mu to przez gardło. Otwarłam usta ze zdziwienia i od razu spojrzałam na córkę. Ogarnął mnie strach, gdy przypomniałam sobie o tym, jak źle się wtedy czułam.
-Wykorzystali moje dziecko do swoich intryg?!- krzyknęłam zbulwersowana- Nie daruję im tego!  
-Należy zacząć działać już teraz. Księżniczka jest słabsza bez Fryderyka.
-Zatem zemsta będzie słodka- uniosłam głowę dumnie do góry- Emma stąd wyjedzie, Hasan nie wytrzyma napięcia w tym zamku,a Fryderyk marnie skończy z ręki kata! I ja tego dopilnuję, inaczej nie nazywam się Duygu...!

*#*#*#*#*#*#*#*

   Kiedy tylko Emma weszła do swojej komnaty, Oskar wpadł jej w ramiona, krzycząc radośnie:
-Mamo!  
-Jestem, synku- rudowłosa kobieta przytuliła mocno sześciolatka- Nie bój się.
-Dlaczego mam się bać?- spytał zdziwiony chłopiec, patrząc matce w oczy. Żona Chrystiana otwarła usta, by coś rzec, jednakże w ostatniej chwili ugryzła się w język.
-Nieważne...- powiedziała, bardziej sama do siebie. Uśmiechnęła się promiennie do dziecka, na co Oskar, też się uśmiechnął. Brakowało mu tego wyrazu twarzy. Tęsknił za nim, jak za ojcem, kiedy wyjeżdżał na wojnę. Czekał na ten promienny uśmiech mamy, był cenniejszy, niż złoto.
-Duygu urodziła córeczkę- Oskar zmienił temat rozmowy- Ona jest moją siostrą. Będę ją bronił przed złem!
   Rudowłosej kobiecie od razu zrzedła mina. Trudno było wytłumaczyć małemu dziecku, to co czuła. Kiedy jej serce przestawało krwawić, nagle jak na złość ktoś ją niszczył. Nie umiała się temu przeciwstawić, nie była gotowa na atak ze strony wroga. Skupiała się jedynie na sobie, na swoich potrzebach i pragnieniach. Tak bardzo chciała odzyskać męża, usłyszeć jego ciepły głos, pocałować jego pełne usta, poczuć na nowo motyle w brzuchu.
   Nagle otwarły się drzwi i wszedł Chrystian. Emma i Oskar ukłonili się nisko.  
-Ojcze!- zawołał radośnie sześciolatek, podbiegając do rodziciela.
-Synu!- królewicz przytulił Oskara, uśmiechając się szeroko.
-Byłeś u Antoniny?- spytał sześciolatek.
-Za chwilę do niej idę. Chcesz pójść ze mną?
-Tak! Tak! Tak!- chłopiec podskakiwał z radości.
-Możesz już pójść- rzekł dwudziesto trzylatek- Za chwilę do ciebie dołączę.
-Dobrze- zgodził się następca tronu i wyszedł z komnaty.
   Chrystian stał i patrzył beznamiętnym wzrokiem na żonę. Emma wpatrywała się w jego ciemnobrązowe oczy.
-Jak się czujesz?- spytał książę.
-Dobrze...- odparła z niemałym zaskoczeniem, matka Oskara. Syn Edwarda podniósł brwi i pokiwał głową.
-Mam nadzieję, że niczego nie planujesz.
-Nie rań mnie w ten sposób- załkała księżniczka- Nie wszystko co złe, jest z mojej winy! Nie pozwoliłeś mi wytłumaczyć pewnych rzeczy...
-Więc to moja wina?- przerwał jej łagodnie.
-Co, Chrystianie?
-To co robiłaś przez ten czas.
-Czyli?
-Wiele złego, Emmo- podszedł do niej blisko- Nie chcę wojny w swoim haremie, rozumiesz?
-Nie umiem się tobą dzielić...- z jej oczu popłynęły pierwsze łzy.
-Więc się naucz. Czas najwyższy. Jeszcze jeden twój najmniejszy błąd,a opuścisz ten zamek. Na zawsze- upomniał żonę, królewicz.
-Sądzisz, że Duygu jest święta?- zawahała się Emma.
-Nie za...- zaczął, lecz ona mu przerwała:
-Ona też pewnie ma złe plany w głowie!
-Chce tylko bronić swojego dziecka!- Chrystian stanął w obronie ukochanej.
-Tak jak ja!- rudowłosa kobieta podniosła głos- Ja też bronię Oskara.
-Więc... skończ to. Zrozum ją, bo sama jesteś matką- powiedział ze stoickim spokojem brunet, po czym opuścił komnatę, pozostawiając żonę samą. Znowu... Czy zrozumie, to co jej powiedział?...  

****************

Koniec 24 części! :) Stawiłam opór okropnemu katarowi, bólowi gardła i dodałam nową część! Jest siła! :D Pozdrawiam Was ciepło :) :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2031 słów i 11245 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Jesienią zwykle łapie przeziębienie. Dobrze, że miałaś wtedy chęci do pisania, bo fajna część ci wyszła. Kolejna intryga przed nami.

  • Duygu

    @AuRoRa Hah, ja tak mam z tymi chorobami  :lol2:  Dziękuję bardzo za komplement  <3

  • Margerita

    łapeczka w górę cała Emma mam tylko nadzieję że nie przyjdzie jej do głowy zrobić małej krzywdy

  • Duygu

    @Margerita Ach, ta Emma...  :pissed: Miejmy nadzieję, że coś sobie przemyśli. Dziękuję za łapkę!  :yahoo:

  • Fanka

    Mam nadzieje ze juz wyzdrowialas ;) Ze wena dopisze i bedziesz dalej czestowala Nas niezwykłą opowieścią ;) Pozdrawiam !

  • Duygu

    @Fanka Tak, już pokonałam katar i kaszel!  :yahoo:  Ajajaj przez te cztery ostatnie dni wymyśliłam tyyyyyyyyyyle wątków!  :)  Dziękuję, kochana  :kiss: Pozdrawiam!

  • Fanka

    @Duygu to sie ciesze ;) A teraz czekam na nastepna czesc  :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Dodałam już 25  :rotfl:

  • Fanka

    @Duygu Oki biore sie zaczytanko ;) Dziekuje Kochana :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Buziaczki, dziękuję  :)   <3

  • Fanka

    @Duygu  :kiss:

  • Somebody

    Jak słodko <3 Nawet jak chorujesz, jest pięknie. Zdrówka życzę

  • Duygu

    @Somebody Ah, dziękuję :D Przez ostatnie 23 części, rzadko kiedy było słodko. Zawstydzasz mnie, waszą wysokość  :beek:  Dziękuję bardzo  <3