Miłość sensem życia cz. 64

Miłość sensem życia cz. 64Chrystian czekał na siostrę na korytarzu nieopodal wyjściowych drzwi. Nie wiedział, dlaczego to robi… Nie miał najmniejszej ochoty z nią rozmawiać. Nie miał powodu, by ją przytulić i uronić choćby jedną łzę z powodu jej wyjazdu. Zraniła go. Trafiła w jeden z najczulszych punktów. Pięta Achillesa. Dwudziestoczterolatek umierał każdego kolejnego dnia, gdy śmierć przyjaciela trafiała do niego, jak strzała. Prosto w serce…! Co chwila słyszał rozmowy ludzi na temat tego, jak Aleksander odszedł z tego świata. Totalne bzdury ciągnęły się za plotkarzami, chodzącymi, jak cienie, nie mogąc sobie znaleźć miejsca i rozpowiadali kłamstwa, godne diabłów. Książę wobec ludu był bezsilny. Żyło ich wielu i czasem w tym tłumie znudzonych życiem ludzi, czuł się sam. Jego egzystencja nigdy nie sprawiała, że z nudów zaczynał biegać po ogrodzie, skakać jak małpa, czy też chodzić po drzewach… Los dał mu wiele momentów, które będzie wspominał do końca życia bez zażenowania. Nikt nie zabierze mu przeszłości…
    Jak więc ma żyć Leokadia? Niektórzy mówią, że to, co było, już nie wróci. Chrystian się z tym nie zgadzał. Ostatnie wydarzenia dowiodły o słuszności jego tezy, nie Leokadii, która żywiła się kłamstwem i nadzieją. Królewicz słyszał z ust Otylii, że ich siostra dodaje sobie otuchy, myśląc, że kiedyś tu wróci, że wyrzuty sumienia nie przypomną jej o swoim istnieniu. Były zaszyte gdzieś w zakamarkach jej duszy, ale uwielbiały wracać i dręczyć ją… Napawały się, gdy błagała o litość w czasie sądu.  
    Gdyby nie tupot służących, zbiegających ze schodków haremu, Chrystian nadal rozmyślałby o życiu siostry. Czy los zmieni się na jej korzyść i będzie jej łatwiej udźwignąć ciężar? A może… na odwrót?... Słudzy kłaniali się nisko, widząc Leokadię, zmierzającą do drzwi wyjściowych… Nie do brata. Kto tam myśli, myli się. I to bardzo. Książę, widząc że księżniczka chce go wyminąć i zignorować, złapał ją za ramię. Wywróciła oczyma wyprowadzona z równowagi.
-Chcesz uciec, bo to miejsce kojarzy ci się z bólem i sprawiedliwością…- stwierdził następca tronu, patrząc na nią uważnie- Sprawiedliwość cię dogoniła. Niesprawiedliwość zabrała niewinnych… Pewnie tak to sobie tłumaczysz, ale muszę ci coś wyznać…
    Córka Edwarda głęboko wciągnęła powietrze, patrząc się z zażenowaniem w ścianę. Jego słowa wleciały do jednego ucha i wyleciał drugim, nie zagościwszy na dłużej w jej umyśle. Nie otworzyła drzwi wrogowi.
-To ty jesteś tą niesprawiedliwością…- szepnął Chrystian- To ty zabiłaś Aleksandra, oddałaś dziecko obcej kobiecie, knujesz za moimi plecami i działasz na niekorzyść mojego syna, współpracując z moją żoną… Wiem, że Nie przyjechałaś tu, bo martwiłaś się o Hasana, usłyszawszy o jego złym stanie. Emma chciała, byś tu była i jej pomogła, bo Fryderyk zaprzestał współpracy z nią. Pisałyście do siebie listy i to przez długi czas. W czym przeszkadza ci moja kobieta, niewdzięcznico?- warknął podenerwowany. Leokadia czuła, jak serce zaczyna jej szybciej bić. „Skąd o tym wiesz?”- to jedyne pytanie, które miała w głowie.  
-O czym ty mówisz?- królewna zaczęła grać. Musiała doszlifować, by wcielić się w drugą siebie: Leokadia numer dwa potrafiła kłamać bez zająknięcia i zadrżenia głosu.  
-Duygu wszystko mi powiedziała. Prawda jest często bolesna. Nie potrafisz spokojnie spojrzeć w lustro. Próbowałem ci pomóc i obiecałem twojemu mężowi, że ci pomogę, pomogę Szymonowi… Ale nie mam już sił. Podziwiam ojca. Naprawdę go podziwiam…  
-A ja nie!...- przerwała mu ze łzami w oczach- Wydał mnie za tego pacana tylko po to, by się mnie pozbyć z zamku, bo byłam piątym kołem u wozu! Zawsze mu przeszkadzałam, nie byłam idealna, jak wy! Nie urodziłam się księciem i zostałam od razu zesłana na śmierć!
-Leokadio…- Chrystian wytrzeszczył na nią swe oczy z przerażenia- Co ty…
-Ojciec był młody i chciał mieć samych synów! Kiedy urodziła się Otylia już nie było takiego problemu, bo trochę dorósł i coś zrozumiał! Teraz każe mi wyjechać, mimo że ja też mam dziecko. Nic nie rozumiecie!  
-Nagle pokochałaś syna?
-Nic nie rozumiecie!- powtórzyła, nie mogąc powstrzymać łez- Ja nie mogę się pogodzić z tym, że ma takie same włosy, jak on…! To samo spojrzenie! Zabójcze i pewne siebie! I nie ma znaczenia, że jest jeszcze dzieckiem! Już widzę, jaki będzie w przyszłości… Brutalny, jak on. Będzie zabijał z zimną krwią, nie patrząc na ból i nie zważając na krzyk!  
-Leo…
-Tylko, dlatego chciałam się go pozbyć, bo cały czas go widzę, gdy na niego patrzę!!!- wrzasnęła, aż zatrzęsły się drewniane deski w haremie. Zapanowała cisza. Chrystian patrzył na siostrę z niedowierzaniem. Chciał coś z siebie wydusić, ale coś jakby tkwiło mu w gardle.
-Więc… ty go kochasz?- spytał cicho syn Edwarda- Po prostu nie możesz na niego patrzeć?  
-Kocham go…- jęknęła księżniczka, patrząc w podłogę.
-Skoro nie udało ci się oddać dziecka, zabiłaś Aleksandra…- rzekł z ironią, kiwając głową
-Był okrutny…- zaczęła orzechowo włosa dziewczyna, lecz brat jej przerwał:
-Milcz…! Nawet nie próbowałaś się z nim pogodzić i spojrzeć na niego z miłością! On nigdy nie strzelał piorunami i cię nie uderzył, nie poniżył. Gdybyś chciała zgody, zobaczyłabyś, że wygląda inaczej.
-Po tamtej nocy wszystko stało się bardziej wyraziste!- ciągnęła Leokadia, nie zwracając uwagi na słowa dwudziestoczterolatka.  
-Gdybyś spróbowała go pokochać, ta noc nie zapadłaby ci w pamięć. Przeżywasz to tak mocno, bo to była tylko jedna noc.  
-To nie było normalne małżeństwo!- warknęła przez zaciśnięte zęby- Aleksander i ja nie byliśmy drugim Chrystianem i Duygu!- patrzyła mu hardo w oczy.
-Wiem… Bo my nigdy nie zabijemy się nawzajem. Twój mąż też nigdy cię nie skrzywdził, bo cię kochał. Jaki z tego wniosek?
    Królewna już chciała coś powiedzieć, lecz Chrystian sam odpowiedział na to pytanie:
-Wina jest po twojej stronie. To ty musiałaś się zmienić, nie Aleksander. Nie jest jeszcze za późno. Masz Szymona. Skoro go kochasz, zmienisz się i zapłaczesz za tymi włosami, spojrzeniem i dłonią, która będzie trzymać miecz i zabijać w słusznej sprawie. Nie to, co matka…- zmierzył ją zmęczonym spojrzeniem i odszedł do siebie. Leokadia westchnęła ciężko.

*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Pani, nie martw się. Postaram się tu przyjeżdżać. W końcu, po to ja jadę z księżniczką, nie ktoś inny.- Zuzanna próbowała uspokoić swoją panią.
-Jesteś wierna zarówno mi, jak i jej…- Emma powiedziała to, mimo że każdy o tym wiedział. Chciała przekonać samą siebie, że dobrze zrobiła, radząc Edwardowi, by to jej służąca jechała z jego córką.- Liczę na ciebie. Zrobiłam wszystko, by władca pozwolił ci jechać. Bądź ostrożna. Ręczyłam za ciebie.  
-Spokojnie, księżniczko…- westchnęła blondynka, nie wiedząc jak pomóc żonie księcia opanować emocje.  
-Zależy mi na dobrych relacjach z Leokadią. Nie ufam Fryderykowi… to nie to samo, co kiedyś. Mój syn musi być bezpieczny. Szczególnie teraz, gdy Duygu znów nabiera siły.  
-Śmierć Aleksandra bardzo ją osłabiła.
-Nie pocieszajmy się przeszłością, Zuzanno. Patrzmy w przyszłość. To nam dobrze zrobi. To mój syn musi zostać królem! Jestem sama, nie mam nikogo, prócz Leokadii. Tylko ona może mi w tym pomóc. Ja zabiłam Sylwię. Teraz ona musi mi pomóc… Musi!- rozcierała skronie, wzdychając ciężko. Z tego wszystkiego bolała ją głowa.  
-A, co z Natalią? To nie jest już zwykła nałożnica…- zaczęła z wolna służąca- Jest księżniczką. Chce, by Hasan został królem.
-Chcesz mi pomóc, czy zaszkodzić?!- rudowłosa kobieta podniosła głos, czując narastający gniew. Z każda kolejną sekundą była bardziej zdenerwowana i zrezygnowana.
-Wybacz, ale… powinnyśmy coś z nią zrobić… Książę Hasan ma tylko ją.
-Na razie- kiwnęła głową- Wiem to na własnym przykładzie…  Jeśli cos wymyślę, poradzę sobie z nią sama. Nie jest silna. Nie stanowi aż tak wielkiego zagrożenia… Jedź już. Przyjedź z księżniczką, gdy tylko dostanie pozwolenie na odwiedziny!
-Pani…- Zuzanna ucałowała dłoń Emmy z szacunkiem i szybko opuściła jej komnatę.
  
*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Książę zasnął…- szepnęła Aleksandra, patrząc na Szymona, śpiącego w kołysce.
-To dobrze.- uśmiechnęłam się- Dziś trochę płakał.  
-Może czuł, że matka wyjeżdża?- blondynka spojrzała na mnie zamyślona- Dzieci to czują, pani.  
-Szkoda, ze my nie czujemy wszystkiego, jak dzieci...- westchnęłam ciężko.
-O, co chodzi?
-Myślałam dziś o Natalii…- wyznałam zaniepokojona- Zyskała większa pewność siebie. Boję się, że powie Hasanowi o naszym działaniu.  
-Wasza miłość!- blondynka zerwała się na równe nogi i usiadła obok mnie na łóżku. Natychmiast chwyciła moją dłoń- Nie ma prawa!  
-Różni nas tylko to, że ja jest wolną kobietą… Hasan niedługo pójdzie do ojca i porozmawia z nim, by została wyzwolona… Wtedy będzie nasz koniec.
-Oj, chyba zaparzę ziół na uspokojenie…- rzekła Ola, przykładając mi dłoń do czoła- Masz gorączkę, pani!- stwierdziła z przerażeniem- To wszystko psuje ci zdrowie! Na chwile obecną martwmy się planami Emmy. Natalia jest ci wierna.- powiedziała, szukając w szufladzie odpowiedniego lekarstwa.
-Jest na skinięcie palca Hasana- westchnęłam z bezradności- Nigdy nie życzyłam jej źle, ale Barbara tylko bardziej ich połączy. Zaprzestałyśmy trucia, więc teraz jest łatwiej się do tego przyznać.  
-Jestem pewna, że Natalia nie chce straszyć księcia- nalała mi odrobinę lekarstwa do szklanki i zalała wodą. Wypiłam szybko i położyłam się do łóżka.
-Myślisz, że nadal o tym myśli?
-Pewnie tak… Pewnie cały czas boi się zasnąć. Każde słowo dotyczące egzekucji, nawet wyszeptane, przyprawia księcia o dreszcze. Natalia nie będzie chciała na nowo roztrząsać tego tematu. Dajmy temu spokój i zacznijmy obserwować Emmę. Ona nie spuści z nas wzroku, pani. Leokadia zostawiła tu syna, a mysię nim opiekujemy. Mają nas za wroga. Książę jest ważny. Musimy być ostrożne.  
    Pokiwałam głową, całkowicie zgadzając się ze słowami przyjaciółki.  
    Nagle otworzyły się drzwi i wszedł Dawid. Był cały mokry i trząsł się z zimna.  
-Dawidzie!- nie kryłam zaskoczenia jego odwiedzinami i wyglądem, przyprawiającym o wielkie zdziwienie.
-Takie już uroki późnej jesieni, wasza miłość.- zaśmiał się eunuch, patrząc na swoje mokre szaty.- Znalazłem mamkę dla księcia Szymona. Obiecała jutro wstawić się u ciebie, pani.
-Wspaniale!- odetchnęłam z ulgą.- Sprawdziłeś ją dokładnie?
-Zgodnie z twym poleceniem, wasza miłość. Inaczej nie brałbym jej pod uwagę.
-Jak to dobrze mieć takich ludzi przy sobie- uśmiechnęłam się promiennie, patrząc na Olę i Dawida.
-Księżniczko…- kastratowi zrzedła mina. Wesoły nastrój opuścił go, jak duch zmarłą osobę. Wyglądął, jakby uleciało z niego życie.
-Co się znów stało?
-Gdybym wcześniej wiedział, nie dopuściłbym do tego!- służący był zły sam na siebie. Spojrzał po mnie i Aleksandrze, nie wiedząc jak wyjaśnić to, o czym się dowiedział.
-O czym takim?- wstrzymałam oddech. To nie brzmiało dobrze…
-Pani, nie wiem, jak to możliwe. Król o wszystkim wie i to jest najgorsze…
-Czyli?- zniecierpliwiłam się. Patrzyłam mu głęboko w oczy, oczekując odpowiedź.
-Dowiedziałem się, że...

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2153 słów i 11830 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    biedny Christian

  • Duygu

    @Margerita Szkoda go :sad: Cieszę się, że czytasz :)

  • AlexAthame

    No znowu skończyć w takim momencie. Och. Pięknie, kochanie. Krok po kroczku, prawie niepostrzegalnie, jak w życiu. Super :bravo:  <3

  • Duygu

    @AlexAthame Lubię tak kończyć  :D Dziękuję ci bardzo  :yahoo:  Staram się.  :)

  • Somebody

    Burzowe chmury zasnuwają  niebo wokół Duygu... Hihih, będzie się działo. Oj będzie <3

  • Duygu

    @Somebody A jest tych chmur, ci powiem, jest!  :faint:  Autorka postara się spełnić oczekiwania czytelników  <3

  • Somebody

    @Duygu Lojalnie uprzedzam, że moje oczekiwania są ogromne.... A apetyt na akcję rośnie w miarę czytania twojego opowiadania  :jem:  :kiss:

  • Duygu

    @Somebody Miło mi.  <3

  • Fanka

    Oj czyżby kłopoty znowu pojawiły się u Duygu? Oby nie...
    Piękna cześć  :bravo:

  • Duygu

    @Fanka A, widzisz, jak to jest: jedno się skończy, to drugie się zacznie  :smh:  Oby nie, już za dużo złego.  :ninja:  Dziękuję, kochana  :kiss:   :jupi:

  • Fanka

    @Duygu Oj oby bo i fajnie by było żeby im słońce zaświeciło  <3  
    A intrygi były, są i niestety będą  :faint:

  • Duygu

    @Fanka Zawsze i wszędzie o każdym momencie, intrygi wróg knuł będzie  :D   :lmao:

  • Fanka

    @Duygu  :lmao:  
    Hahahahah już będę znała nową przyśpiewkę  :lmao: