Miłość sensem życia cz. 1

Miłość sensem życia cz. 1Czym jest miłość? Co jest sensem życia? Czy właśnie to uczucie trzyma nas tu na dole? Zawsze się nad tym zastanawiałam...
  "Ach... Czy to słyszę? Pewnie mi się śni"- pomyślałam i gwałtownie otworzyłam oczy. Leżałam w swoim łóżku, pod ciepłą skórą jakiegoś sporego niedźwiedzia. Spojrzałam za siebie, gdyż chciałam zobaczyć, czy to o czym myślę, prawdą... Tam było okno na otaczającą mnie rzeczywistość.
-No, nie!- zawołałam-Znowu?  
To nie sen. Deszcz padał czwarty dzień z rzędu.
-Przecież jest wiosna!- krzyknęłam i położyłam się na miękkiej, starej podusze.  
-Edyto! Ojczym cię woła- nagle do mojego pokoju wbiegła Julia.
-Jak ty wyglądasz?!- spytałam poprawiając ciemne, brązowe włosy, siostrze.
-Nie ma kto mnie uczesać, bo Hania wyszła z domu...- spojrzała swoimi zielonymi oczyma w moją stronę.
-tyle razy ci mówiłam, żebyś nie mówiła o mamie w ten sposób! To nie twoja koleżanka z okolicy.  
-Edyto!- usłyszałam głos taty.
-Już idę, idę!- odparłam i wyprowadziłam siostrę siłą z pokoju. Co za uparciuch!  
  Wzięłam małe, porysowane lusterko i zaczęłam czesać długie, ciemne jak kasztan włosy. Zawsze lubiłam swoje oczy w kolorze starego bluszczu. Były ciemne i tajemnicze. Każdy powtarzał, że są niesamowite. Umyłam twarz zimną wodą, ubrałam się w szarą, nowo-uszytą sukienkę i pobiegłam do ojca. Zastałam go jedzącego chleb z ciepłym mlekiem. Przeczesał czarne włosy, gdyż opadały mu na wysokie czoło.
-Witaj, smacznego- z grzeczności ucałowałam silną dłoń rodzica.
-Dzień dobry- uśmiechnął się Oswald- Wołałem cię, bo matka kazała ci pójść nad rzekę. Pierze ubrania. Pomóż jej.
-Oczywiście-skinęłam głową- Tylko pomogę ubrać się Julii i Nadii.
-Cieszę się, że jesteś taką dobrą siostrą- pogładził mnie po policzku.

***************

  W Królestwie Wartonów panował król Edward. Władca zasiadł na tronie jako szesnastolatek, gdyż jego ojciec zmarł na dżumę. Młody książę był doskonale przygotowany do rządzenia państwem, ponieważ ojciec często wysyłał go do prowincji. Edward był ulubieńcem taty, bo był najstarszym z rodzeństwa. Jego matką była królowa Victoria. Niestety zmarła po tym jak urodziła córkę- Leokadię.
  Czterdziestosześcioletni monarcha dochował się dwóch synów: Chrystiana i Hasana oraz córek: Leokadii, a także Otylii. Król był praktycznie łysy, jednakże miał bujną, długą, siwą brodę. Jego błękitne oczy budziły zachwyt wśród kobiet. Z racji tego, że miał problemy z kręgosłupem, niezbyt często gdzieś wychodził. Podupadł na zdrowiu, gdy pewnego razu spadł z konia, wracając z polowania. Straże widząc, iż stan władcy jest lekko mówiąc nieciekawy, posłali po medyka z okolicy. Lekarz ze smutkiem w oczach rzekł, że Edward nigdy do końca się nie wyleczy. Od tamtej pory jego wysokość nie spłodził już żadnego dziecka.
  Król siedział na wielkim łożu, które pokrywała błękitna pościel. Naprzeciw niego znajdowały się drzwi do wyjścia na taras. W komnacie było również duże, ciemne biurko, przy którym władca wypełniał ważne dokumenty. Nie mogło zabraknąć tronu. Był on szeroki w kolorze krwi, a oparcie zostało wykonane z jasnego drewna.
  Do ciężkich drzwi pokoju Edwarda, zapukały straże.
-Wejść!- zawołał monarcha, patrząc w stronę drzwi. Z jego rozkazu, do komnaty wszedł wysoki, dobrze zbudowany blondyn.
-Panie, przyszedł książę Chrystian. Mówi, że to ważne... - powiedział z ukłonem ochroniarz króla.
-Niech wejdzie- Edward skinął do niego głową.
  Do sali, w której siedział mężczyzna rządzący państwem, wszedł dwudziestodwuletni szczupły brunet o brązowych, magnetycznych oczach. Ubrany był w zieloną koszulę i czarne spodnie.
-Wasza miłość...- skłonił się przed ojcem i ucałował jego dłoń, na której lśniły wypolerowane, złote pierścienie.
-Witaj, synu- uśmiechnął się błękitnooki władca.
-Chciałem przekazać, że Emma i Oskar już wyjechali z Fantylii, by się z nami spotkać.
-Musieli się za tobą stęsknić. W końcu to twoja żona i syn.
-Ja również czekam na nich z utęsknieniem- odwzajemnił uśmiech.
-Gdzie Hasan?-król zmienił temat rozmowy.
-W swojej konacie. Za chwilę wyjdziemy razem do ogrodu. Będę zaszczycony, jeśli nam potowarzyszysz.
-Bardzo bym chciał, książę, ale niezbyt dobrze się czuję. Ciesz się życiem póki możesz.  
-Bolą cię plecy, prawda?
-Synu...-zaczął władca ze łzami w oczach, lecz królewicz mu przerwał:
-Rozmawiałem z medykami. Jest z tobą źle, ojcze. Dlaczego nie chcesz brać leków?
-Nie jesteś już dzieckiem, więc wiesz, że na każdego z nas przyjdzie pora...
-Nie!- przerwał mu- Nie możesz umrzeć.
-Nikt nie jest nieśmiertelny, mój wspaniały książę- monarcha spojrzał swemu najstarszemu dziecku w oczy.

***************

  Szłam nad rzekę, gdzie kobiety w różnym wieku robiły pranie. Ojciec kazał mi pomóc matce, więc nie będę się sprzeciwiała. Mimo deszczu, przez który wszędzie było błoto, podążyłam w tamtą stronę. Gdy dotarłam na miejsce, gdzie rosło wiele jarzębin i znajdowało się owe zbiorowisko wodne, głęboko wciągnęłam powietrze. Rozejrzałam się po okolicy i zauważyłam swoją rodzicielkę. Poznałam ją po długich, jasnych, brązowych włosach. Podbiegłam do matuli i powiedziałam:
-Miłej pracy!  
-Przyda się, córciu, przyda!- zaśmiała się patrząc na mnie swymi jasnymi oczyma.  
-Ojczym kazał ci pomóc...
-Upierz jeszcze tę narzutę- wskazała na szary materiał- Pójdę do chaty wywiesić pranie- ucałowała mnie w czoło i odeszła szybko z upranymi ubraniami , gdyż deszcz padał już coraz bardziej.
-Dobrze...- westchnęłam i zaczęłam robić to, co poleciła mi Hanna.
   Po kilku minutach skończyłam. Musiałam szybko wracać do domu. Miałam serdecznie dosyć błota i... wody! Zaśmiałam się w duchu sama do siebie, ze dziś chyba już nie będę nic piła, bo jestem cała mokra! Złożyłam narzutę tak, by lepiej było mi ja nieść, po czym ruszyłam w stronę domu.
   Idąc po kamiennej ścieżce, zauważyłam jakiegoś człowieka, który stał za dębem. Wiedziałam jedno- nigdy dotąd go nie widziałam. Zmrużyłam oczy z podejrzenia, że chce zrobić coś złego. Nie wiedzieć czemu bardzo się bałam. Serce biło mi mocno i szybko, niczym szybujący po niebie jastrząb, szukający swej ofiary. Zaczęłam się trząść. Nie panowałam nad tym...
-Spokojnie. Nic ci nie zrobi...- szepnęłam cicho sama do siebie, patrząc w stronę drzewa, gdzie chował się nieznajomy człowiek. Niewiele myśląc rzuciłam się do ucieczki. Przez tę głupią narzutę nie mogłam biec szybciej, niż zmęczony trzygodzinną jazdą, koń. Usłyszałam za sobą trzask. Czy to na pewno ja złamałam tę gałąź, a może... on? Myśli nie dawały mi spokoju. Biegłam przed siebie. Pędząc ile sił w nogach zapomniałam, że muszę iść do domu i ominęłam drogę do chaty.
-Boże, ratuj mnie!- wysapałam i odwróciłam się. To co przed sobą zobaczyłam... To już po mnie!...

*#*#*#*#*#*#*#*#*#
Witajcie, kochani!  
Oto pierwsza część mojej historii. Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu i zostaniecie z Edytką na dłużej :D Jeśli macie jakieś uwagi, bądź też spodobał się Wam ten rozdział, bardzo proszę o pozostawienie opinii w komentarzach. Cieszę się, że ponad 60 osób przeczytało prolog :)  :)  Bardzo za to dziękuję i pozdrawiam!
PS:Kolejna część już niedługo, może nawet jutro. :)
                                                                                                                                           ~Duygu

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 1383 słów i 7631 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Lekko i przyjemnie się czyta, czuć klimat tamtych czasów , łapka

  • Duygu

    @AuRoRa Dziękuję, staram się, by przenieść czytelnika w czasie  ;)

  • Margerita

    oczywiście łapka w górę

  • Duygu

    @Margerita Przeglądam komentarze i... Tak jakoś uciekł mi Twój  :lol2:  Lepiej odpisać później niż wcale  :lmao:  Dziękuję  <3

  • Darkness25

    Teraz tylko czekać z niecierpliwością na kolejną część :  D

  • Duygu

    @Darkness25 Przed chwilką wstawiłam  :) Jeśli się zdecydujesz przeczytać, pozostaje mi tylko życzyć miłego czytania :hi:  Dziękuję za komentarz  :)

  • Somebody

    Na razie nie mam zdania, ale przeczytam kolejną część. Zobaczymy, co tam wyczarujesz ;)

  • Duygu

    @Somebody Dzięki, że czytasz moje opowiadanko :D Oj, będzie się działo, obiecuję! Wyczaruję COŚ  hihi  :)