Miłość sensem życia cz. 60

Miłość sensem życia cz. 60*Tydzień później…*
-Błagam, zlituj się! Szymon jest jeszcze taki malutki, muszę… muszę przy nim być! Jestem jego matką!- dziewiętnastolatka wylewała łzy, stojąc w ciemnym pomieszczeniu.  
-Czy jesteś świadoma tego, że zabiłaś własnego męża?- spytał sędzia, wyraźnie zdenerwowany tym, co się działo od blisko godziny.
-Nie kocham go! Był okrutnym człowiekiem, kłamcą, bezczelnym potworem bez uczuć!- wrzasnęła Leokadia nieludzkim głosem.
-Powinnaś o tym pomyśleć wcześniej, pani. O księciu Szymonie, o jego przyszłości, wychowaniu, dzieciństwie… O sobie, również- odezwał się starzec, siedzący obok młodego sędziego, który co jakiś czas szturchał nastolatka, spisującego słowa królewny. Młodzieniec widocznie był zażenowany zachowaniem jasnowłosej kobiety. Każdy tu obecny był w szoku, że królewska córka mówi w ten sposób o Aleksandrze. Nie mogli uwierzyć w to, że miała jego krew na swych dłoniach…  
-Uwierz, że myślałam, sędzio. Dałam mu zobaczyć nasze dziecko…
-Myślisz, że byłaś w ten sposób łaskawa?- zadrwił sędzia, przeczesując gęste, brązowe włosy. Jego jasne oczy zalśniły blaskiem drwiny, która przepełniała trzech mężczyzn. Leokadia czuła się poniżona, ale nie dała tego po sobie poznać. Jedynym potwierdzeniem jej żalu do ojca, były łzy. Nie wybaczy mu tego do końca życia! „Mogłam się zabić w tym lochu… Mogłam się zabić…”- powtarzała w myślach, czując narastającą nostalgię. Jak zawsze największy żal miała do kogoś, nie do siebie… tym razem, winny był Edward.
-Myślę, że postąpiłam słusznie, sędzio…- sama się zdziwiła, że te słowa wypowiedziała z tak stoickim spokojem i bez zawahania.
-Nie wiesz, że to grzech?- szatyn nadal z niej drwił.
-Grzechem jest, też kłamstwo- uśmiechnęła się przez łzy. Dreptała w miejscu, czując zimną, drewnianą podłogę, raniącą w stopy. Pozbawiono jej godnego królewskiej córki, ubioru i szacunku. Nikt nie zwracał się do niej: „Wasza miłość”, „księżniczko”, „Miłościwa pani”. Leokadia miała wrażenie, że robią jej na złość specjalnie, że doskonale znali jej czuły punkt. Zmarszczyła nos, widząc drwiące uśmiechy na ich twarzach. Bawili się jej emocjami, uczuciami, o których to wydarzenie dowiodło… Sąd. Mężczyźni odzywali się do niej z wyraźną ironią w głosie, a ona udawała, że tego nie słyszy.  
-Masz rację… Ale dlaczego sądzisz, że dobrze zrobiłaś, zabijając go?- sędzia nie dawał za wygraną.
-Sprawiał mi tylko kłopot. Nie kochałam go. To małżeństwo z przymusu zniszczyło mi życie!- krzyknęła, zdzierając sobie gardło. Walczyła o swoje, ale… tak naprawdę coraz bardziej się pogrążała. Była osądzana.  
-Twój ojciec żyje zasadą, że za śmierć trzeba zapłacić śmiercią.
    Leokadia spojrzała na trójkę mężczyzn z przerażeniem. Czuła, jak serce podchodzi jej do gardła. Pokręciła przecząco głową, chcąc wyrazić swój sprzeciw i zarazem niedowierzanie temu, co usłyszała.  
-Pamiętam o tym…- skłamała księżniczka, patrząc sędziemu z bezsilnością w oczy- Ale każdy popełnia błędy mniejsze i większe.
-I za każdy człowiek płaci, prawda?- drwiący uśmiech nie schodził z twarzy szatyna. Ponownie przeczesał włosy, zniecierpliwiony siedzeniem w tym pomieszczeniu i słuchaniem bredni.  
-Tak…- z ust Leokadii padła krótka, cichutka odpowiedź. Nerwowo przełknęła ślinę, patrząc na nich wyczekująco. Ta chwila dłużyła się i dłużyła… Mężczyźni szeptali coś między sobą, przeglądając grube, stare księgi.  
-Ustaliliśmy, że…- zaczął po kilku minutach milczenia, sędzia- zostanie ci odebrany cały majątek i umrzesz śmiercią głodową. Twój syn po twej śmierci zostanie bez niczego.
    Królewna zadrżała na te słowa. Zrobiła się blada na twarzy i zaczęła jeszcze głośniej płakać. Widząc, że sędzia leje lak na papier z fatwą, podbiegła do stołu, przy którym siedzieli i krzyknęła przeraźliwym głosem:
-Nie zabijajcie mnie! Jestem niewinna! Jestem potrzebna Szymonowi! Nie zabijajcie mnie!
-Straż!- zawołał sędzia, całkowicie ignorując rozpaczliwe błaganie księżniczki. Ochroniarze weszli do środka, a mężczyźni wstali z miejsc i skierowali się do wyjścia.
-Posłuchaj mnie!- wrzasnęła. Wpadła w szał. Zaczęła łapać szatyna za dłonie, szarpać koszulę, by go zatrzymać, by odwołać wyrok- Posłuchaj… Zlituj się nade mną!  
-Wyrok zapadł. Zabrać!- zwrócił się do strażników, którzy od razu podnieśli dziewczynę brutalnie z klęczek i wyprowadzili z Sali.
-Ja nie chcę!- krzyknęła, próbując im się wyrwać- Wy nic nie rozumiecie! Jestem niewinna! Puszczaj! Puść mnie!
    Matka Szymona w oddali zobaczyła Otylię, idącą w ich kierunku. „To ostatnia szansa!”- przeleciało jej przez głowę. Nie wiele myśląc, wyrwała się z uścisku mężczyzn i pobiegła do siostry.  
-Otylio!- zawołała, wpadając jej w ramiona. Blondynka rozwarła usta, czując jak Leokadia trzęsie się z przerażenia. Zmierzyła ochroniarzy i sędziego gniewnym wzrokiem- Pomóż mi! Chcą mnie zabić! Co z Szymonem?... Powiedz im coś, błagam cię! Wszystko ci oddam…- ucięła, bo uświadomiła sobie, że zgodnie z wyrokiem, wszystko jej zabiorą- Nic ci nie dam…- wybuchła płaczem- Jestem do niczego!
-Uspokój się, Leokadio- westchnęła ciężko siedemnastolatka, odrywając ją od siebie. Spojrzała jej z miłością w oczy- Sędzio!- zawołała, widząc, że zamierza odejść- Daj mi te rozkaz.
    Orzechowo włosa dziewczyna spojrzała na siostrę zaskoczona. Nigdy nie okazywała jej miłości, nie dawała ciepła, a ona i tak jej pomaga…
-Nie mogę, pani- rzekł stanowczo szatyn- Idę do króla i tylko on jak pierwszy…
-Powiedziałam: daj!- Otylia podniosła głos. Wszyscy spojrzeli na zakłopotanego sędziego. Podszedł do niej niepewnym krokiem- Skrybo, ty również- skinęła głową do młodzieńca.
-Tak jest… pa… pani…- wyjąkał chłopak, zbliżając się do królewskiej córki.
-Oddajcie mi te listy. Sama pójdę z tym do ojca- zdecydowała siedemnastolatka.
-Ależ, księżniczko…- zaczął z wolna sędzia.
-Milcz!- zdenerwowała się Leokadia- Kultury cię nie nauczyli? Jak śmiesz!
-Pani…
-Wynoście się stąd, ale już!
    Leokadia patrzyła na siostrę z niedowierzaniem. Mogła jej pozazdrościć dostojności, dumy i odwagi, której aż tak wiele nie miała. Młodzieniec, sędzia i starzec schylili głowy i odeszli.
-Pójdziesz z nim- szepnęła blondynka, wskazując  potajemnie straże.
-Ale…- jęknęła matka Szymona, czując napływające do oczu łzy.
-Uratuję cię. Pomówię z ojcem.- zapewniła ją z uśmiechem na twarzy.
-Otylio…
-Nie przedłużajmy tego.- mówiąc to, skinęła do ochroniarzy, którzy chwycili Leokadię za ręce i poszli do lochu.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

    Chodziłam niespokojnie po swojej komnacie, bawiąc się nerwowo palcami. Chciałam już wiedzieć, co zdecydował sąd. Byłam żądna zemsty. Z drugiej strony, żal mi było Szymona… Kto się nim zajmie, jeśli zostanie sam? Westchnęłam ciężko, czując, że głowa boli mnie coraz bardziej. Od świtu nie spałam z nerwów i niepewności. Usiadłam na łóżku, by się nie przewrócić, gdy otwarły się drzwi.
-Pani…- uśmiechnął się Dawid. Schylił głowę i patrzył na mnie z promiennym uśmiechem na twarzy.
-Coś wiadomo?- spytałam zaciekawiona, masując skronie.
-Tak. Księżniczka została skazana na śmierć głodową i odbiorą jej kosztowności.
    Wzdrygnęłam się, słysząc słowa przyjaciela. Spojrzałam na niego niepewnie, nie wierząc w ani jedno jego słowo. On potwierdził to, co powiedział kiwaniem głowy.
-Z jednej strony… to dobrze- uśmiechnęłam się zadowolona- ale z drugiej… co z Szymonem?
    Rudowłosy mężczyzna westchnął ciężko i wzruszył ramionami ze zrezygnowaniem.  
-No, właśnie…- jęknęłam zmartwiona- Aleksander nie chce, by wychowała go jakaś niania. To znaczy… nie chciałby….- poprawiłam się, czując ukłucie w sercu- Wszyscy wiemy jak zdenerwował się na Weronikę.
-To prawda, pani, ale nic nie poradzimy…
- „Obiecaj mi, że jeśli umrę, zaopiekujesz się mym synem... Leokadia go nie chce...”, tak powiedział Aleksander…  
-Pani… A jeśli księżniczka Otylia zdoła przekonać władcę?- zmartwił się Dawid.
-Jak to?!- prawie krzyknęłam, przenosząc na niego swój wzrok- Ona… poszła do króla?
-Tak, wasza wysokość. Też się zdziwiłem.
-Ha, dobra siostra…!- zadrwiłam z blondynki- A pamiętam, jak mówiła, że ona pomoże mi pozbyć się Emmy, a ja pomogę jej pozbyć się Leokadii… Zrobiłam to. U króla. Szkoda, że jej nie było…
-Wasza miłość… Może chodźmy do nich?
    Spojrzałam na niego z uśmiechem na twarzy. To był szalony pomysł, ale nie miałam wyjścia!... Jeśli chce ocalić własną skórę i życie ukochanego, uratować naszą córkę… Muszę tam iść.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Ojcze, to jakiś absurd!- Otylia robiła co mogła, by uratować siostrę z rąk śmierci- Jak możesz?
-Już powiedziałem: ta decyzja zapadła pół godziny temu, podbito pieczątkę, zgodziłem się na to, więc zamilcz!- wrzasnął Edward, patrząc córce hardo w oczy.
-To krew z twojej krwi… Twoje dziecko…- blondynka zmarszczyła czoło, nie wierząc, w to, co powiedział jej ojciec.- Co powiedziałaby matka?
-Wyjdź…- rozkazał władca, przypomniawszy sobie rozmowę sprzed tygodnia ze zmarłą żoną.
- Ale…
-Panie…- weszłam szybko do komnaty i ukłoniłam się- Wybaczcie, ale to ważne… Potrzebuję pomówić z księżniczką. Czy można?- spytałam grzecznie, patrząc na jego wysokość.  
-Otylia i tak miała wychodzić.- monarcha wzruszył ramionami. Skinęłam głową i wyszłam wraz z królewną z komnaty. Kiedy drzwi sali się zamknęły, odetchnęłam z ulgą.  
    Spojrzałam blondynce głęboko w oczy:
-Pani, co ty robisz? Sama mi powiedziałaś, że…
-Wiem, że to trudne do zrozumienia…- rzekła beznamiętnie Otylia.- ale… ty nie trzymałaś jej w ramionach. Nie czułaś, jak się trzęsła z przerażenia… Nie wiesz, w jakim jest stanie.
-Wyobrażam sobie, ale miałyśmy sobie pomagać. Chcesz, by umarła.  
-Nie w taki sposób- rzekła twardo.
-Powiedziałam wszystko, co wiem tydzień temu u twego ojca… Masz mi to za złe?- spytałam zlękniona.
-Nie.- uśmiechnęła się szczerze- W końcu i tak ktoś wyjawiłby prawdę.  
-Jesteś zmartwiona…- stwierdziłam przygnębiona.
-Twoje siostry też na pewno były smutne, gdy dowiedziały się, że już nie wrócisz…
    Nic nie odpowiedziałam. Miała rację. Zawsze.
-Co z Szymonem?- zmieniłam temat rozmowy.
-Nie wiem. To nasz największy problem. Ojciec nie odwołał rozkazu… Zawiodłam Leokadię.  
-Ona wie, że tak musi być- pokręciłam przecząco głową, nie zgadzając się z jej wysokością- Zna władcę lepiej, niż ktokolwiek inny.
-Tak, ale ona zawsze ma nadzieję, że będzie dla niej lepiej. To okropna cecha człowieka.  
-Aleksander poprosił, bym zajęła się jego synem…- westchnęłam ciężko- ale… nikt nie zastąpi mu matki i ojca. Ma dopiero ledwo ponad tydzień i już stracił najbliższych…- zaczęłam ronić łzy- On jest niewinny…
-Nie płacz.- Otylia przytuliła mnie mocno- Pomożemy mu. To trudne, ale pomożemy mu, Duygu.
-Jak? Aleksander już dawno leży w ciemnym, zimnym grobie, niewinny, zamordowany z zimną krwią, jakimś świństwem! Za tydzień umrze jego matka, a on… zostanie sam… Śmierć Leokadii w najbliższym czasie jest niepotrzebna… Nie sądziłam, że król poprosi sędzię o pomoc i, że zgodzi się na jej śmierć. Pocieszałam w ten sposób Chrystiana. Nie mogłam mówić czegoś, w co nie wierzę, pani…- nadal płakałam.
-Nie mów tak! Zabraniam ci, to nie twoja wina.- pocieszała mnie królewna. Przytuliła mnie jeszcze mocniej.
-Tylko sprawiłam wam wszystkim problem… Każdy chce mnie się stąd pozbyć… Może wyjadę i nie wrócę?
-Duygu…- spojrzała mi w oczy.- A co zrobi bez ciebie Antosia?- uśmiechnęła się szeroko, by dodać mi otuchy.
-Nie mam nikogo, prócz ciebie, Dawida i  Aleks, by ochronić, tych, których kocham najbardziej… Dłużej tego nie wytrzymam. Każdy umiera w nędzy i bólu… Straty po obu stronach są takie same.
-Zapomniałaś, kto zaczął tę wojnę i gadasz głupoty. To Emma chciała cię zabić, gdy byłaś brzemienna. To ona zaczęła. To ona sprowadziła tu Leokadię, a ja przyjechałam, by ci pomóc. Znam siostrę, znam Emmę i nie pozwolę was skrzywdzić, Duygu.
     Jej słowa trochę mnie uspokoiły. Odetchnęłam głęboko, by się uspokoić i szepnęłam słabym głosem:
-Dziękuję ci, księżniczko…

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2344 słów i 12839 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    Łapka w górę biedny Szymon nigdy nie pozna ojca

  • Duygu

    @Margerita Dziękuję za przeczytanie :) Niestety... :sad:

  • AuRoRa

    Sprawiedliwość w rękach króla. Jeśli on nie przerwał kary, to raczej nikt nie pomoże. Szymon ma kiepski start, ale ma pomóc. Oby wszystko się ułożyło.  :)

  • Duygu

    @AuRoRa To prawda, władca to władca.  ;)  Biedny Szymon. Na szczęście są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie  :przytul:

  • Somebody

    A więc wymierzono sprawiedliwość. Doskonale. O Szymona się nie martwię. Skoro Aleksander poprosił Duygu o pomoc, ta zostanie udzielona. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam z pięknej, słonecznej Hiszpanii  :kiss:  <3

  • Duygu

    @Somebody Zobaczymy, wyrok zapadł :)  Duygu z pewnością udzieli maluszkowi pomocy. Postaram się wstawić w weekend. Och, dziękuję, kochana i życzę udanego pobytu w Hiszpanii  :jupi:   <3

  • AlexAthame

    Wiesz , nie wiem co powiedzieć. Czekam co dalej.Szymon jest niewinny.Ale jak stracby matkę , co  nim by było?

  • Duygu

    @AlexAthame W sumie, to dobrze, Alex. Dodam za kilka dni  ;)  Biedny Szymon...  :sad:  Byłoby smutno... Ach, zobaczymy.  <3

  • Fanka

    Ahhh ta nasza kochana Duygu  :glaszcze:  
    Naprawdę to wszystko już o wiele za daleko zaszło... Szkoda mi Leokadii ale cóż to co zrobiła jest okrutne... A i tak najbardziej poszkodowanym w tym wszystkim jest niewinny niczemu Szymon...
    Może Duygu się nim zaopiekuję albo Otylia? ;)

  • Duygu

    @Fanka Ty też jesteś kochana  <3  Plątanina niesamowita! Taka prawda, szkoda, ale źle postąpiła. Szymon, masz rację, biedaczek <3  Mają dobre serca, zobaczymy. Na pewno nie zostawią go samego  :kiss:

  • Fanka

    @Duygu Dziekuje za miłe słowa <3
    Mogę ja zaadaptować Szymona w razie jakis komplikacji ;)

  • Duygu

    @Fanka Uśmiechnęłam się do ekranu.  :)  Masz dobre serducho  <3

  • Fanka

    @Duygu Ja również :)  
    Dziękuję <3
    I Ty też <3