Miłość sensem życia cz. 76

Miłość sensem życia cz. 76Emma czuła, się jak załoga na tonącym statku. Szamotała się, krzyczała z rozpaczy, próbowała uciec na samą górę i odpłynąć, by mieć szanse na przetrwanie… Płakała, czując, że to koniec jej wędrówki, jej rejsu, jej… życia, które uchodziło z niej szybko, jak powietrze z przedziurawionego balonu. Gdy dziecko widzi, że ten kolorowy przedmiot, wywołujący uśmiech na jego twarzy, traci swój odpowiedni kształt, smuci się i szuka źródła ujścia powietrza. Oskar robił to samo, wpatrując się w matkę zaszklonymi oczyma. Nie wiedział, dlaczego księżniczka tak bardzo rozpacza. Wodospad łez, trzęsące się dłonie, jej nierówny i szybki oddech, który mógł niejednego człowieka przyprawić o zawał serca, gdyż wyglądało to, jakby się dusiła, nie były odpowiedzią na jego pytania.  
-Mamusiu…- książę ścisnął mocniej dłoń rudowłosej kobiety.- co się stało?
-Synku…!- Emma przytuliła dziecko do swej piersi, jakby chciała, by usłyszał bicie jej serca. Widząc zwątpienie w jego oczach, miała wrażenie, że ten widok był zbyt drastyczny dla jej syna…
    Jak burza przez głowę przeleciała jej scena idących katów, odzianych na czarno, trzymających grube sznury w silnych dłoniach, które wygrają z każdym, nawet najsilniejszym mężczyzną… Wyobraźnia zrobiła swoje, dokładając do ognia: Emma zaczęła słyszeć szydercze śmiechy złych duchów i swoich rywali. Przymknęła powieki, by to wszystko uleciało w niepamięć, ale w tej czerni ujrzała… oczy… Oczy, które lśniły żądzą krwi, niepohamowanego cierpienia i utraty tchu, niechęci do życia… Emma miała ochotę krzyknąć, ale powstrzymała się w ostatniej chwili, czując ciepła dłoń Oskara na swoim mokrym od łez, policzku.  
-Mamo, nie płacz. Kocham swojego brata. Nic mu się nie stanie. Obronię go! Nie zawaham się ani chwili!- rzekł chłopiec, nie zdając sobie sprawy, że tym samym zadał swojej matce jeszcze większy ból.
-Oskarze… on ci zagra…- ucięła żona Chrystiana, bo zauważyła, że w ich stronę idzie król. Poza nim przyszli: Hasan, Otylia i Natalia. Matka Oskara, widząc ich, prychnęła z niedowierzaniem pod nosem. Nadal uważała się za ważniejszą od rywalki.- Panie…- ukłoniła się. Władca wszedł do środka z przybyłymi gości, jednak Otylia została przed drzwiami. Patrzyła na Emmę, nie mogąc powstrzymać się od triumfalnego śmiechu:
-Nadal uważasz, że nie przegrałaś? Faktycznie jesteś niezwyciężona?  
-Żadna niewolnica nie będzie mnie stawiać po kątach, ani…- zaczęła Emma, ściskając dłonie w pięści.  
-Przypomnij sobie, kim ty byłaś- przerwała jej z kpiną w głosie.- Czy aby nie niewolnicą?... Przyjechałaś tu jako księżniczka?  
-Pani…
-To dzięki mojemu bratu jesteś tym, kim jesteś!- szarpnęła ją za ramię.- Nigdy więcej nie wywyższaj się w mojej obecności! I uważaj na słowa, bo Duygu osiągnie jeszcze więcej niż ty! Jeśli nie, nie nazywam się Otylia!  
-Pomagasz tej żmii…
-Jak śmiesz?!- spoliczkowała ją, nie mogąc słuchać, jak nazywa jej przyjaciółkę.- To, że urodziłaś syna i jesteś żoną mojego brata, to wiele, ale da się osiągnąć więcej. Biedny Oskar… współczuję mu takiej matki. Wykorzystujesz go, by osiągnąć władzę.
-Wasza…
-Już dawno uśmierciłaś mojego ojca, ty bezczelna dziewko!- warknęła przez zaciśnięte zęby, blondynka.- Nie skrzywdzisz Duygu i jej dzieci. Nie dopuszczę do tego. Tylko spróbuj ich tknąć, a pożałujesz! Mam cię na oku!...- puściła jej rękę i weszła do komnaty z dumnie uniesioną głową, zostawiając Emmę i Oskara przed drzwiami.
-Na co czekacie?- zwrócił się do nich władca, widząc, że stoją, jak słup soli.- Wejdźcie!  
    Kobieta weszła z dzieckiem do pomieszczenia na trzęsących się nogach. W jej oczach ponownie pojawiły się łzy, gdy zobaczyła uśmiech na twarzy Chrystiana. Trzymał niemowlę w ramionach i czuł ogromną dumę. Szczęście i niesamowite ciepło przepełniało jego serce.  
-Daj mi go, Chrystianie- Edward uśmiechnął się do syna, klepiąc go przyjacielsko po ramieniu. Następca tronu podał ojcu malutkiego księcia, który powoli się uspokajał. Król przez chwilę kołysał go, po czym pomodlili się.- Jakubie, niech Jezus Chrystus będzie z tobą.- uczynił Znak Krzyża na czole niemowlęcia.
-Amen- odparli zebrani. Uśmiechnęłam się, widząc radość na twarzach większości rodziny. Nawet Hasan nie stał naburmuszony. Satysfakcjonowała mnie mina Emmy, która nie przypominała tej sprzed trzech lat, gdy urodziłam Antosię.  
    Nie miałam jednak siły na nic więcej. Mogłam jedynie uśmiechnąć się i patrzeć na nich bez słowa. Myślałam, że zemdleję w tym łóżku z wycieńczenia.  
-Jak się czujesz, Duygu?- Otylia usiadła przy mnie i chwyciła moją dłoń.
-Dobrze, pani…- szepnęłam ledwo słyszalnie.- Jestem szczęśliwa.
-To bardzo dobrze…- kątem oka spojrzała na Emmę, która zacisnęła drżące usta, by nie krzyczeć z wściekłości.- Masz powód do radości. Urodziłaś zdrowego księcia.  
    Uśmiechnęłam się do niej. Szczęśliwa, że to wszystko dobrze się potoczyło.  
-Nie przeszkadzajmy im- Edward skinął głową do swojej rodziny. Podał mi Jakuba i skinął do mnie głową z zadowoleniem.- Chrystianie, pozwól na chwilę.
    Królewicz spojrzał na ojca, chcąc dać mu do zrozumienia, że chce z nami trochę pobyć. Władca szepnął, patrząc na niego ze szczęściem w oczach:
-Na chwilę.
    Następca tronu wyszedł wraz z siostrą, bratem, synem i Natalią. Emma stała cały czas w tym samym miejscu, jakby słowa monarchy do niej nie dotarły. Wyglądała, jak jakaś zmora… Ale nie było mi jej szkoda. Nie zwracałam na nią uwagi. Przytuliłam Jakuba do siebie, dokładniej go okryłam i zaczęłam kołysać, w pełni spokojna. To, że moja rywalka stała kilka metrów przede mną, nie spowodowało u mnie paniki.  
    Po dłuższej chwili rudowłosa kobieta, jakby się ocknęła. Westchnęła ciężko, odwracając się powoli ku wyjściu.
-Gdzie idziesz? Nie chcesz zostać? Nie powinszujesz mi?- spytałam z drwiącym uśmiechem na twarzy, zatrzymując Emmę w półkroku. Odwróciła się do mnie i spojrzała zmęczonymi od płaczu, oczyma.  
-To wola Boga. Nie czuj się zwycięzcą całego świata. Są silniejsi od ciebie- odparła nieprzekonująco, sama nie wierząc w to, co powiedziała.  
-Ty jesteś silniejsza?
-Nie kpij ze mnie. Nie wymigasz się. Odpowiedzialność wszystkich nas dogoni…!
-Nie wątpię w to… Idziesz już?- zmieniłam temat, by jej dopiec.- Pamiętam, że gdy urodziłam Antosię, nie musiałam cię prosić o to, byś została… Coś się zmieniło, że nagle nas opuszczasz?
-Nie mam zamiaru tu z tobą siedzieć!- wybiegała z płaczem z komnaty.
    Niewzruszona jej zachowaniem, nadal tuliłam do siebie syna, czując jak moje serce bije mocniej. Dziękowałam Bogu za to, że urodziłam chłopca. Chrystian był tak bardzo szczęśliwy. Widziałam to w jego oczach. Uśmiechał się do mnie szeroko, a ja wiedziałam, że nie chcę już niczego więcej, jak tylko jego roześmianej twarzy. Starczy bólu i rozpaczy!
    Otwarły się drzwi i wszedł mój ukochany. Podbiegł do nas i usiadł obok mnie, nie spuszczając ze mnie wzroku. Ucałował moją zimną, roztrzęsioną dłoń. Położył dłoń na moim policzku, wpatrując się we mnie z troską.
-Moja ukochana… Mój pierwiosnku… Moja zielonooka pani…- ponownie ucałował moją dłoń.- Jak się czujesz?- spytał łagodnie. Widziałam, że martwił się o mnie i zaczęłam się zastanawiać: „jak ja wyglądam? Aż tak strasznie?”.  
-Dobrze, wasza miłość. Dałam ci syna. Niczego więcej nie pragnę- szepnęłam, patrząc mu głęboko w oczy.
-Mamy syna…- pogłaskał Jakuba po główce pokrytej ciemnymi, jak noc, włosami.- Jest śliczny- ucałował mnie w czoło z czułością.
-Podobny do ciebie- zaśmiałam się szczęśliwa. Nagle do komnaty weszła Antosia. Jej twarz rozpromieniał szeroki uśmiech. Podbiegła do nas czym prędzej i wpadła Chrystianowi w ramiona.
-Moja najpiękniejsza z księżniczek na całym świecie!- królewicz ucałował ją w policzek.- Masz brata. Cieszysz się?
-Tak!- Antonina zaklaskała w dłonie i usiadła obok mnie. Zaciekawiona zaglądała do maluszka, który spał smacznie w moich ramionach.
-To jest Jakub- odgarnęłam jej włosy z twarzy.- Twój młodszy braciszek. Będziesz się nim opiekować?
-Tak, mamo! Będę ci pomagać!- przytuliła mnie mocno, śmiejąc się wesoło.

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 1585 słów i 8600 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    Biedny Oskar szkoda mi malca

  • Duygu

    @Margerita To prawda, nie miał w życiu lekko  :sad:  <3

  • Fanka

    Piękna i spokojna cześć  :przytul:

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję  :dancing:   :przytul:

  • AlexAthame

    Bardzo ładnie.  :P

  • Duygu

    @AlexAthame Dziękuję  :P   :)

  • Somebody

    Na razie wszystko dobrze się układa. Ciekawe tylko,  jak długo? Udana część :kiss:  <3

  • Duygu

    @Somebody Jest chwila spokoju. Oby jak najdłużej trwała.  ;)  Dziękuję, słońce  <3   :kiss: