Miłość sensem życia cz. 6

Miłość sensem życia cz. 6Emma stała oszołomiona i patrzyła na nich z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że Chrystian przyjął jakąkolwiek nałożnicę? Nie była w stanie tego pojąć, przecież byli idealnym małżeństwem od siedmiu lat! Jak mógł ją tak zranić? Kobieta nie chciała nawet myśleć co teraz robią razem... Całują się, rozmawiają o sztuce, śmieją się z kogoś... Wszystko by ją zniszczyło. Świadomość, że jej ukochany jest kilka sekund z inną dziewczyną, po prostu ją zabijała.  
-Jaka Edyta?- spytała całkiem poważnie.  
   Jej okrutnie zmęczone oczy, wprowadzały strażników w zakłopotanie i lekki smutek. Wszyscy w stolicy wiedzieli, że królewicz ma tylko jedną kobietę. Śmiertelnie poważna mina żony księcia, ani na chwilę się nie poddawała. Usta powstrzymywały się, by nie krzyczeć, oczy nie chciały ukazać łez, a uszy, szczerze... nie chciały słyszeć już niczego. Więc, dlaczego pyta? Może chce zabić te kobietę...? W końcu matka Oskara ustąpiła, widząc, że ochroniarze najstarszego syna króla, mają zamknięte usta pieczęcią tajemnicy.  
-Nie mówcie...- stwierdziła stojąc dumnie jak paw- Sama ją znajdę- poprawiła rękawy sukni i wytarła mokre od łez policzki- Znajdę te Edytę i... pożałuje, że się urodziła!- westchnęła ciężko i odeszła do siebie.
   W komnacie księcia panowała kompletnie inna atmosfera. W powietrzu unosił się zapach moich perfum, świec, naszych ciał, ale nie tylko. Dało się czuć aromat miłości i szczęścia. Czułam to nie tylko wokół mnie, ale również w sercu.  
   Leżałam przytulona do królewicza, który delikatnie okrył mnie cienką, satynowa pościelą. Uśmiechnął się promiennie i ucałował mnie w czoło, czule głaszcząc mnie po głowie. Pierwszy raz od wczoraj czułam się bezpieczna. Nie musiałam nigdzie uciekać, tłumaczyć się, drżeć o własne życie. Położył mi silną, ciepłą dłoń na policzku. Znowu przeszył mnie ten sam przyjemny dreszcz. Nigdy wcześniej tego nie czułam. Położyłam dłoń na jego ramieniu i spojrzałam mu w oczy z miłością.
-I co zrobiłaś?- na jego twarzy pojawił się uśmiech.
-Nie rozumiem...- wzruszyłam ramionami.
-Nie bój się- przyciągnął mnie do siebie, a ja wtuliłam się  w jego gorące ciało.
-Czego mam się bać?
-Niczego.  
-Więc o co pytałeś, książę?
-Nigdy dotąd nie zakochałem się w innej- spojrzał mi w oczy.
-Żałujesz tego?- zmartwiłam się.
-Nie, mój pierwiosnku. Nie żałuję, bo...
-Bo co?- przerwałam mu zaciekawiona.
-Kocham cię- wyznał i pocałował mnie w usta.
-Naprawdę?- uśmiechnęłam się szeroko i położyłam głowę na jego nagim torsie.
-A ty mnie nie kochasz?
-Kocham od zawsze.
-Jak to?!- zaśmiał się w głos.
-Przyszłam na ten świat dla ciebie- wyszeptałam mu do ucha- I dla ciebie stąd odejdę, panie.
-Nie jestem królem- pogłaskał mnie po nosie.
-Jeszcze nie- podniosłam brew- Ale kiedyś nim zostaniesz- stwierdziłam, po czym ułożyłam się wygodnie na jego ciele.
-Skąd to wiesz?- spojrzał mi w oczy i uśmiechnął się mimowolnie. Hi! Chciał mnie zastraszyć, tak?
-Bo jesteś najstarszym synem króla. Po za tym... jesteś władcą mojego serca. Już nigdy nie będę taka jak kiedyś.
-A jaka będziesz?
-Taką jaką ty mnie zapragniesz- musnęłam wargami jego usta. Po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że Emma może się o mnie dowiedzieć. Momentalnie ogarnął mnie strach. Przygryzłam
górną wargę z przerażenia i spojrzałam Chrystianowi z lękiem w oczy.
-Co się stało?- spytał, ujmując moja twarz swymi dłońmi.
-Co ze mną będzie dalej? Jeśli twoja żona... się dowie, karze mnie natychmiast... stracić. Już nie będziesz mógł spędzać ze mną dni, ani nocy...
-Nie bój się- usiadł i przysunął mnie do siebie- Nikt cię nie skrzywdzi, moja zielonooka pani. Rozkazałem już Dawidowi uzupełnić twoje karty od początku.
-Co to da?- z moich oczu lały się łzy.
-Zmienię ci imię.
   Spojrzałam na niego zaskoczona. Otwarłam usta ze zdziwienia i nie wiedziałam co mam rzec. Jak to zmieni mi imię? To tak można?
-To zgodne z zasadami, po prostu tak trzeba- odparł, widząc moją minę i czule otarł mi łzy- Już nie płacz, ukochana. Obronię cię nawet przed samym sobą.
-Jak będę się nazywać?- spytałam spokojniejsza.
   Królewicz ułożył mnie delikatnie na poduchach, jakbym była figurką z porcelany. Uniósł się na łokciu i leżał blisko mnie. Po raz pierwszy ktoś tak czule na mnie patrzył. Nie widziałam tego nigdy nawet w oczach matki.  W jego spojrzeniu , nie było zakłamania, goryczy, ani bólu niespełnienia. Czy to ja sprawiłam, że tak wygląda?  
   Chrystian przyglądał mi się uważnie. Z uśmiechem na twarzy patrzył mi w oczy.
-Duygu- odparł spokojnie.
-Du... Co?- podniosłam brwi i zaśmiałam się głośno.
-Ciii...- przyłożył mi palec do ust i uśmiechnął się szeroko- Obudzisz wszystkich w zamku.
-Jak się nazywam?- wyszeptałam bardzo cicho.
-Nie musisz mówić tak cicho, bo cię nie słyszę.
-Mam krzyczeć?- usiadłam przed nim i spojrzałam mu głęboko w oczy.
-Dlaczego miałabyś to robić? Ktoś cię goni?- popchnął mnie na łóżko i pocałował w szyję.
-Nie...- westchnęłam- Nikt mnie nie goni. Pytam jak się nazywam.
-D-U-Y-G-U- powtórzył powoli i wyraźnie.
-Duygu...?- rzekłam niepewnie.
-Tak- pogładził mnie po włosach.
-A dlaczego tak?
-Bo jesteś bardzo wrażliwa. To imię oznacza kobietę, która jest uczuciowa.
-Więc jestem twoim uczuciem?- usiadłam i pocałowałam go delikatnie w czubek nosa.
-Owszem. Od teraz masz się przedstawiać w ten sposób. Zapomnij o Edycie.
-Jak rozkażesz, wasza miłość- uśmiechnęłam się i popchnęłam go na poduszki.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Syn księcia Chrystiana już spał, gdy nagle głośno otwarły się drzwi. Podniósł się zaspany i spojrzał niepewnie w ich stronę. Weszła jego matka. Nie wyglądała dobrze. Dłonie trzęsły się jej ze stresu, a oczy były więźniami łez. Żona królewicza Odwróciła się tyłem do dziecka i wytarła twarz mokrą i już zmęczoną od wody.
-Mamusiu!- zawołał pięciolatek i podszedł do rodzicielki- Co się stało? Kto ci sprawił przykrość? Natychmiast się z nim rozprawię!
-Nie krzycz!- Emma podniosła głos- Idź spać, jest noc!
-Ale...- zaczął, lecz matka zbulwersowana, przerwała mu:
-Ale już! Masz się mnie słuchać, rozumiesz?! Do łóżka!
   Chłopiec posłusznie wrócił do posłania. Przez całą noc słyszał tylko lament matki, jej modlitwy wznoszące się do Boga. Rudowłosa kobieta z każdą kolejna minuta, czuła, jakby ktoś jeszcze głębiej i zachłanniej wsadzał jej nóż w serce. Krwawiło. Patrzyło bezsilnie jak rozpacza jego pani. Serce miało dość smutku. Miało wrażenie, że już nic nie ukoi jej bólu. Pozostaje tylko jedno wyjście- zemsta...

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Chrystian i ja leżeliśmy w łóżku, okryci jedynie ciemną pościelą. Nasze serca biły szybko i mocno, niczym sztorm na morzu. Drżeliśmy, mimo tego, że było nam gorąco. To wszystko przez uczucie, którym darzyłam tego mężczyznę. Nie zwracałam uwagi, że jestem od niego dużo młodsza i mniej ważniejsza, rozmawialiśmy tak, jakbyśmy znali się dobre czterdzieści lat. A przecież... znamy się tylko tę noc. A może... aż? Czas tutaj, w jego komnacie wlókł się
nieubłaganie, a to komplement. Nie chciałam, by ta noc się kończyła. W duszy kazałam słońcu nie budzić się do życia."Jeszcze te kilka sekund, proszę... Nie mścij się na mnie, nawet jeśli masz za co". Dobrze wiedziałam, że dzień miał prawo mnie nie słuchać. Do tej pory żyłam tylko po to, by wstać rano, a im bliżej nocy, odliczałam sekundy do godziny, o której kładłam się spać. Miałam cicha nadzieje, że teraz będzie inaczej...
-Książę...- wyszeptałam, głaszcząc go po ramieniu- Nie chcę, by ta noc dobiegła końca...- wyznałam, patrząc mu w oczy.
-Nie wypuszczę cię tak prędko, Duygu- odgarnął mi włosy z twarzy. Patrzył na mnie, jakbym była niespotykanym okazem kwiatu, ósmym kolorem tęczy, największym cudem świata. A przecież jestem tylko niewolnicą... W tej chwili wpadła mi do głowy pewna myśl.
-Wasza wysokość- podzióbałam Chrystiana palcem w ramię.
-Słucham, wasza wysokość- uśmiechnął się szeroko, patrząc mi w oczy.
-Jest jakiś sposób, abym... była wolna?
-Jest- pokiwał głową- Tylko król może o tym zadecydować. A dlaczego pytasz?
-Nie chce być niewolnicą- spojrzałam mu smutno w oczy.
-Wiem, że to nie miłe. A po co ci być wyzwoloną?
-Chcę wziąć z tobą ślub- wypaliłam radośnie.
-Hej, poczekaj, moja panno!- zaśmiał się i pogroził palcem- Na razie nie mam powodów.
   Po tych słowach od razu zmieniła mi się mina. Nic z tego nie zrozumiałam. To ile trwała ta miłość? Dwie godziny?! Chyba sobie ze mnie kpi.
-Jak to?- wydusiłam. Patrzyliśmy sobie w oczy- Już nic do mnie nie czujesz?
-Nie o to chodzi- zaśmiał się ze mnie- Zasady mówią, że jeśli chcemy zostać małżeństwem, musimy mieć dzieci.
-My?- wytrzeszczyłam na niego oczy.
-A kto, krasnoludki?- zaczął mnie łaskotać.
-Przestań, proszę!- chciałam się przed nim bronić. Mimowolnie śmiałam się w niebo głosy.
-Nie wiedziałem, że masz łaskotki- stwierdził, patrząc na mnie z uśmiechem na twarzy.
-To wcale nie było śmieszne!- stwierdziłam zawstydzona i przykryłam się pościelą.
-Jak to nie? W takim razie, dlaczego się śmiałaś?- przysunął się do mnie blisko i złapał w pasie.
-Nieważne- stwierdziłam z uśmiechem, patrząc w jego magnetyczne, brązowe tęczówki- A... Ile będziemy mieli dzieci?- zmieniłam temat.
-Skąd mam wiedzieć? Tyle ile ja będę chciał- puścił mi oczko.
-A syna, czy córkę?
-Najlepiej, żebyśmy mieli syna. Tak mówią zasady.
-Dlaczego tak mówią zasady?- zmarszczyłam brwi.
-Książę to następca tronu.
-A jeśli urodzę córkę?- spojrzałam na niego pytająco.
-No, niestety...- pokręcił bezradnie głową- Marny twój los- spojrzał mi w oczy- Wyrok może być tylko jeden. Karzę cię umieścić w worku i wrzucić na dno morza.
   Miałam wrażenie, że serce mi stanęło. Za jakie grzechy? "Jeśli tak ma się skończyć nasza miłość, to ja dziękuję! Co za sprawiedliwość?! Przecież to kobiety rodzą dzieci. Jak tak dalej pójdzie, to wszyscy wyginiemy!"- pomyślałam i głośno przełknęłam ślinę. Moje rozmyślania przerwał głośny śmiech następcy tronu.
-Co w tym śmiesznego?
-Nabrałaś się?- ucałował mnie w czoło.
-Więc... to były żarty?!- oburzyłam się.
-Moja pięknooka, sumienie nie pozwala mi wyrwać jeden włos z twej głowy. Twoje usta wypowiadają magiczne słowa. Czyżbyś była wróżką? Moja pani o zniewalającym spojrzeniu... Niewolnik twego serca zakochał się w twych oczach. Szczęście w nieszczęściu, że pójdę tam gdzie spojrzą, nawet w ogień. Pójdę w płomienie piekielne i spalę się dla zielonych oczu mojej nie niewolnicy...- wyrecytował powoli i przytulił mnie mocno...

*********************
Tadam! Koniec części szóstej. Jako, iż dzisiaj mamy ważne wydarzenie w moim opowiadaniu, pragnę Was uspokoić. Nazwa mojego nicku do "Duygu", dokładnie tak została nazwana Edyta. Ale, spokojnie! Nie oznacza to tego, że po zakończeniu tej powieści nie będę już niczego pisała. Chciałam dać Wam w tej powieści cząstkę siebie, ale nadal będę tworzyła opowiadania i je tu dodawała. No i jak? Zaskoczyła Was nasza Duygu? Pozdrawiam cieplutko!  :)

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2161 słów i 11619 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Ale ma poczucie humoru ten książę :)

  • Duygu

    @AuRoRa Ano ma!  :smiech2:

  • AlexAthame

    Bardzo subtelne. Masz wyczucie. Q class

  • Duygu

    @AlexAthame Dziękuję  :)

  • AlexAthame

    @Duygu  :danss:

  • Margerita

    widzę że żonka zazdrosna łapeczka w górę  :danss:

  • Duygu

    @Margerita Ajajaj, zazdrosna i to jak!  :P  Dziękuję za łapkę w górę. Właśnie wrzuciłam kolejną część, zachęcam do czytania  :D

  • Fanka

    :bravo:

  • Duygu

    @Fanka Hah, cóż za radosną buźka, aż sama się śmieje. Dziękuję za te szalone brawa :jupi:

  • Fanka

    @Duygu Opowiadanie swietne wiec i brawa sie naleza  :P

  • Duygu

    @Fanka Och, jej dziękuję. Moje serducho się raduje  <3   :yahoo:

  • Fanka

    @Duygu Bardzo sie ciesze :kiss: