Miłość sensem życia cz. 21

Miłość sensem życia cz. 21Chrystian szedł przed siebie, nie zważając na nic. Musiał to powiedzieć bratu prosto w twarz, choćby miał umrzeć! Nie miał zamiaru tolerować jego beznadziejnych wybryków. Nieprzemyślane sytuacje najbardziej denerwowały dwudziestotrzylatka... Gdyby Hasan przemyślał swoją decyzję, zapewne by z niej zrezygnował. Nigdy nie miał odwagi, by kogoś zabić. Każdej nocy widział przed sobą Śmierć. Miał jej serdecznie dosyć! Czy siedemnastolatek wyciągnie z tego lekcje na przyszłość? Jakie będą konsekwencje jego postępowania? Najstarsze dziecko króla, nie miało czasu na to, by się nad tym zastanawiać. Brunet stanął przed drzwiami i nie czekając na pozwolenie od brata, wszedł do środka.  
   Zastał brata, siedzącego na łożu, palącego cygaro, ze stoickim spokojem... Wyglądał, jakby nie miał z tym nic wspólnego. Chrystian dobrze wiedział, że pozory mylą. Odezwał się, jako pierwszy:
-Udajesz, że mnie nie widzisz, czy boisz się spojrzeć mi w oczy, tchórzu i zdrajco?!
   Hasan uniósł brwi, po czym drwiącym wzrokiem spojrzał na rozzłoszczoną twarz brata:
-Cóż za piękne słowa z ust najstarszego, najwspanialszego i najcudowniejszego księcia świata...
-Nie zaczynaj!- podniósł głos, patrząc na niego z góry.
-To ty zacząłeś, nie ja- blondyn patrzył mu hardo w oczy, czekając na jego reakcję z zaciekawieniem.
-Przestać, na Boga!- krzyknął zirytowany Chrystian, podchodząc do brata szybkim krokiem- Prowokujesz mnie specjalnie! Znam twoje plany! Nie myśl, że kiedykolwiek się powieszę, potnę sobie żyły, albo przedawkuję leki! Nie interesuj się moimi sprawami i bliskimi mi osobami, pojmujesz to, czy nie?!!!
   Hasan nerwowo przełknął ślinę, słysząc szybki oddech brata oraz widząc jego gniewne spojrzenie. Największą niepewność, jednak wywołały u niego słowa, które padły z ust brata i dudniły mu w uszach. Siedemnastolatek kilkakrotnie zamrugał oczami, chcąc powrócić do rzeczywistości i spytał cicho:
-Sądzisz, że tego chcę...?
-Przestań!- Chrystian podniósł palec- Nie okłamuj mnie tak, jak moja żona! Jesteś księciem i musisz przyznać się do błędu!
-Nie jesteś moim ojcem!- warknął i podszedł blisko do brata. Obaj oddychali szybko i niebezpiecznie patrzyli sobie w oczy...- Nie porównuj mnie do swojej żony! I nie mów co mam robić!
-Będę...- rzekł przez zaciśnięte zęby- Lepiej mnie słuchaj... Nie powtórzę po raz kolejny. Trzymaj się z dala od mojej nałożnicy i moich dzieci. Jeśli podniesiesz na nią rękę, to... przysięgam, ze twoje sny się spełnią!- powiedział powoli i odwrócił się na pięcie, by odejść, lecz Hasan zawołał:
-Grozisz mi? Jak mam się bronić, skoro mi nie pozwalasz?!
-Co dało by ci zabicie mojego niewinnego dziecka?!- warknął zdenerwowany Chrystian, nie patrząc na brata. Miał wzrok utkwiony w drzwiach.
-Boję się, rozumiesz...?- załkał blondyn, czując jak jego oczy stają się więźniami łez- Nie potrafię tak żyć, Chrystianie! Ojciec umiera... wolę się sam zabić...
-Co ty mówisz?- spytał już łagodniejszym tonem brunet, odwracając się do brata. Spojrzał mu surowo w oczy i zbliżył się do niego. Położył dłonie na jego ramionach- Jeśli tak ma wyglądać moja władza, o ile zostanę władcą... Niech zginę, jak najprędzej! Ale nie mam zamiaru tego tolerować, Hasanie!
-Nie rób mi krzywdy...- wydusił przez łzy, schylając głowę. Chrystian westchnął ciężko- Przepraszam... Całe moje życie tak wygląda, już nie wiem co robić...
-Kto ci w tym pomógł?- Chrystian spojrzał bratu z nieufnością w oczy.
-Fryderyk i jego człowiek... sam ich do tego namówiłem- odparł słabym głosem.
-Lepiej usprawiedliwiaj siebie, a nie ich!- dwudziestotrzylatek zmarszczył brwi, po czym szybko opuścił komnatę Hasana.

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Książę Oskar siedział przy władcy, patrząc na niego ze smutkiem w oczach. Dawno zapomniał o tym, jak dziadek na niego nakrzyczał. Teraz... pragnął tylko, by wyzdrowiał. Chciał znów zobaczyć jego niebieskie oczy, uśmiech na jego twarzy. Wyobraził sobie, jak wspaniale byłoby ponownie usiąść na jego kolanach i słuchać opowiadań o krwawych wojnach. Z oczu pięciolatka powoli popłynęły dwie, gorzkie łzy. Ucałował zimną dłoń Edwarda, po czym spojrzał na niego z nadzieją, iż ten się obudzi. Nie dawał znaku życia... Pięciolatek nawet nie widział, jak oddycha.
   Do komnaty władcy wszedł główny medyk. Podszedł do księcia, ukłonił się i szepnął:
-Wasza miłość... Czas na lekcje.
-Nie ma Duygu, nie ma lekcji!- oburzył się chłopiec, roniąc łzy.
-Król wyzdrowieje, nie martw się, książę- rzekł starzec, kładąc silną dłoń na ramieniu syna Chrystiana.
-Dlaczego, więc nie budzi się od kilku dni?- Oskar przeniósł zatroskany wzrok na lekarza.
-Król jest słaby, gorzej się poczuł i musi...
-Oskarze...- wydusił ledwo słyszalnie Edward, patrząc na wnuka. Medyk i książę spojrzeli na jego królewską mość z zaskoczeniem. Po chwili ich twarze rozpromienił uśmiech.
-Panie!- zawołał radośnie pięciolatek, po czym ucałował dłoń dziadka.
-Dzięki Ci, Boże- westchnął z ulgą medyk.
-Jak się czujesz?- spytał chłopiec, patrząc królowi w oczy. Edward jedynie pokiwał głową, na znak, że już lepiej.
-Straż!- krzyknął lekarz. Do sali wszedł ochroniarz władcy- Przekażcie książętom i księżniczce, że król się wybudził!

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Aleksandra przechadzała się nerwowo po zamku. Zaglądał nerwowo w każdy kąt, szukając osoby, z którą chciała porozmawiać. Wbiegła pospiesznie do kuchni i zdyszana spytała kucharza, stojącego tyłem do niej:
-Gdzie Pan Dawid?
-Wielki Boże!- zawołał przestraszony Wiktor, odwracając się do dziewczyny- Nie strasz mnie, bo na zawał padnę!
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie! Chcę spytać co z Duygu.
-A co może być- wzruszył obojętnie ramionami otyły mężczyzna- Cały dzień tylko je i kryje się przed księżniczką...
-Życie ci nie miłe?- szepnęła blondynka, wywracając oczyma- Nie mów o niej na głos! Jest wściekła, jak osa, lepiej na nią uważaj! Gdzie ten Dawid?!
-Gdzieś go poniosło!- zaśmiał się w niebo głosy.
-Właśnie, że nie!- usłyszeli za sobą męski głos. Do kuchni przyszedł eunuch.
-Oooooo... Witam, witam!- zawołał z uśmiechem Wiktor- Co dla ciebie, wasza królewska mość?- zadrwił z kastrata.
-Zajmij się swoim obwisłym brzuchem- warknął rudowłosy, marszcząc nos i pociągnął Aleksandrę za rękę, prowadząc ją w kąt korytarza.
-W końcu, nie mogłam cię nigdzie znale...- zaczęła, ale Dawid jej przerwał:
-Książę Chrystian dowiedział się prawdy.  
-Och... Nareszcie!- zawołała radośnie piętnastolatka.
-A co cię tak cieszy?- podniósł brew do góry- Sądzisz, że królewicz rozkaże zabić brata?- haremowy sługa wybuchł nieopanowanym śmiechem- Nic z tych rzeczy, Aleks.
-A Fryderyk?
-Nie wspominaj przy mnie jego imienia!- prawie krzyknął zdenerwowany- Już ja się z nim rozprawię!
-Co masz zamiar zrobić?- zaciekawiła się blondynka.
-Nic konkretnego- wzruszył ramionami, przenosząc rozmarzony wzrok na boczną ścianę.
-Coś knujesz, Panie Dawidzie?
-Sam kopie sobie grób- eunuch wzruszył ramionami, patrząc dziewczynie w oczy.
-Kto go do niego wrzuci i zakopie?
-Duygu zrobi za nas całą robotę...- puścił jej oczko- Kiedy tylko urodzi księciu dziecko, stanie się silniejsza, niż ten patafian! Wyznam jej wtedy całą prawdę...

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Siedziałam na swoim łóżku i piłam sok pomarańczowy. Niedawno ocknęłam się. Bolała mnie głowa, wymiotowałam kilka razy w ciągu zaledwie pół godziny. To męczące, ale przynajmniej pozbyłam się tego świństwa, które wypiłam. Chrystian przydzielił mi służącą, która sprawdzała jedzenie i picie, które miałam spożyć. Nie chcieliśmy więcej takich sytuacji, a w szczególności ja. Czułam się tak słaba, jak piórko w czasie ogromnej zawieruchy- bezbronna. Pragnęłam jedynie, by dziecko urodziło się zdrowe.  
-Smakuje ci, czy dolać ciepłej wody?- spytała moja służąca. Była wysoka, miała kręcone rude włosy i zadarty nos.  
-Pyszne...- szepnęłam, patrząc przed siebie tępym wzrokiem.
   Nagle, z hukiem otwarły się drzwi do lecznicy. Do pomieszczenia spokojnym, majestatycznym krokiem, weszła Emma. Spojrzałam w jej stronę, nie kryjąc zdziwienia jej wizytą. Służąca ukłoniła się. Księżniczka stanęła przed nami wyprostowana.  
-Zostaw na samych- rozkazała żona księcia, patrząc na dziewczynę. Spojrzała na mnie niepewnie. Podniosłam brwi, na znak, by wyszła, co też zrobiła. Emma spojrzała za nią, po czym przeniosła swój wzrok na mnie. Powoli wstałam z łóżka i stanęłam naprzeciw niej.
-Coś się stało?- spytałam zaciekawiona.
-Nie- uśmiechnęła się fałszywie- Chciałam zobaczyć, jak się czujesz.
   Jednocześnie otwarłam usta ze zdziwienia i uniosłam wysoko brwi. Pokiwałam głową, po czym... zaśmiałam się drwiąco:
-Tak mi przykro... nie ma dla ciebie miejsca w tym zamku.
-Coś ty powiedziała?!- zdenerwowała się rudowłosa kobieta.
-Spójrzmy prawdzie w oczy... Nie masz już nikogo prócz syna, a jeśli i on się dowie o twoich występkach... będzie się ciebie wstydził. Pamiętaj, że prawda zawsze wychodzi na jaw, pani...- uśmiechnęłam się dumnie.
-Uważaj jak do mnie mówisz!- warknęła, zbliżając się do mnie szybko.
-A ty uważaj, jak ze mną postępujesz. Wystarczy jedno moje słowo i królewicz wyśle cię z powrotem do Fantylii... bez księcia Oskara- dodałam z wrednym uśmieszkiem- To on daje ci siłę.
-Tak... Masz rację- rzekła dumnie- Niezależnie od tego, czy urodzisz syna, czy córkę, Oskar będzie najważniejszy.
-Chrystian nie jest taki, jak król.
-Śmiesz mówić o moim mężu po imieniu?
-A ty jesteś święta, księżniczko? Rozmawiasz z nim tak, jak należy? Po tym co mi mówił, wydaje mi się, że nie...  
-Nieważne. Bóg i tak pośle cię do piekła- warknęła matka Oskara, patrząc na mnie z wyższością.
-Niech każdy zajmie się sobą, bo jeszcze wpadnie do głębokiej dziury. A poza tym... czy ja kazałam zabić niewinne dziecko, pobiłam kogoś?
-Nie mam z tym nic wspólnego!- krzyknęła.
-Nie wysilaj się- spojrzałam na nią, jak na głupią- Ja swoje wiem!

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 1838 słów i 10408 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Tym razem księżniczka nie kłamała, bo faktycznie to nie był jej pomysł.

  • Duygu

    @AuRoRa Tym razem, owszem  :D  Dobrze powiedziane.

  • Margerita

    łapeczka w górę Christian widzę zdobył się na dowagę żeby pójść do brata  :bravo:

  • Duygu

    @Margerita Tak, rozmowa była konieczna. Hasan nie rozumie wszystkiego... Jejjjj! Dziękuję za łapkę!  :danss:

  • Somebody

    Widzę, że Duygu robi się coraz odważniejsza :bravo:

  • Duygu

    @Somebody Tak  :)  Musi jakoś przetrwać w tym zamku... Pozdrawiam ciepło!  <3