Miłość sensem życia cz. 38

Miłość sensem życia cz. 38Kiedy nadeszło popołudnie poszłam do Chrystiana. Stęskniłam się za nim. Każda sekunda bez niego była nudna, minuta wlekła się tak, że czułam, jakby mijała godzina. Nie wytrzymałam dłużej. Poprawiłam fryzurę i wyszłam, zostawiając córeczkę pod opieką Aleksandry.  
-Chrystianie!- zawołałam, gdy tylko go zobaczyłam. Jak zawsze siedział na łóżku i coś czytał. Spojrzał na mnie z miłością i zaśmiał się:
-Też za tobą tęskniłem. Usiądź.
Podbiegłam i spoczęłam obok niego. Chwyciłam jego silną dłoń. Ujął moją twarz i ucałował w czoło. Uśmiechnęłam się, czując jego miłość do mojej osoby.  
-Chcę spędzić z tobą resztę dnia i być z tobą do jutra- wtuliłam się w królewicza.
-Jak sobie życzysz, pani...- zajrzał mi w oczy- Wybacz, że nie świętowałem twego wyzwolenia...- zaczął, lecz przyłożyłam mu palec do ust i szepnęłam:
-Nie przepraszaj. Oboje wiemy jak było... To trudny czas, ale pamiętaj, że zawsze jestem z tobą. Jak Anioł Stróż: obok ciebie, za tobą, przed tobą...
-Wiem, mój pierwiosnku- objął mnie mocniej.
-Co z twoim bratem?- spytałam zaciekawiona.
-Martwi się o Leokadię.
-Dlaczego?- spojrzałam na niego, udając zaskoczoną.
-To długa historia... Mój ojciec wydał mą siostrę za Aleksandra, mimo że nie chciała. Kiedyś, kilka dni po ślubie, chciała skoczyć z tarasu. Na szczęście strażnik ją uratował. Nigdy nie mogła mieć dzieci. Teraz, gdy zaszła w ciążę jest załamana. Rozpacza...- wyznała z bólem w sercu, syn Edwarda.
-Oby pokochała to maleństwo...- westchnęłam cicho, patrząc ukradkiem na ukochanego. Przeniósł na mnie swój ciepły wzrok, po czym wyznał:
-Jesteś taka dobra. Nie skrzywdziłabyś nawet mrówki. Oby nasza córka odziedziczyła to po tobie, moja ukochana, zielonooka pani.
-Kocham cię- położyłam dłonie na jego ramionach i pocałowałam go w usta.

*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Władca szybkim krokiem zmierzał do komnaty swej najstarszej córki. Jego serce uradowało się na wiadomość, że Leokadia nosi pod sercem dziecko. Niestety, Edward jako jeden z niewielu myślał całkiem poważnie, że nowe życie, jest owocem miłości małżeństwa, które sam pobłogosławił.  
   Pamiętał ten dzień, jakby to było wczoraj. Jego ukochana Victoria nie dożyła tego pięknego dnia, jakim był ślub córki. Księżniczka zmarła kilka miesięcy wcześniej. Monarcha długo przeżywał jej stratę, ale ostatecznie wydał rozkaz na huczne wesele, godne jego dziecka. Zawsze kochał Leokadię całym sercem. Miała dokładnie takie same włosy, jak matka. Spojrzenie, które przeszywało każdy zakątek, mroziło krew w żyłach, a jednak było piękne i kojące. Przynajmniej dla niego. Osiemnastolatka zawsze zgrywała idealną i lojalną wobec ojca. Prawda była zupełnie inna...  
   Tamtego letniego dnia padał deszcz, na niebie nawet na sekundę nie zaświeciło słońce. Córka Edwarda i Victorii stwierdziła, że Bóg to wszystko widział i na Jego znak, płakało całe niebo. Ona zawsze musiała coś wymyślić... Cała matka. Leokadia założyła długą, grubą suknię w kolorze Morza Śródziemnego. Ojciec założył jej na głowę welon ciągnący się za nią po podłodze i życzył spokojnego, dobrego małżeństwa. Brązowooka dziewczyna, jedynie cicho prychnęła z pogardą pod nosem. Odeszła, jak zawsze, z uniesioną głową, choć wiedziała, że przegrała, na samym starcie życia dorosłego...
   Czterdziestosześciolatek przekroczył próg sali osiemnastolatki. Zastał ją siedzącą skulona na łożu. Dziewczyna patrzyła przed siebie tępym wzrokiem. Po chwili ocknęła się i przeniosła wzrok na ojca. Przyrzekła sobie, że od dnia zaślubin, ten człowiek będzie dla niej do końca życia, władcą. Nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Pragnęła zatrzeć ślady jakiegokolwiek pokrewieństwa. Uważała, że ojczym był potworem...
-Leokadio- panujący mężczyzna odezwał się jako pierwszy. Miał nadzieję, że rozpoczął dialog z córką. Po chwili, jednak dotarło do niego, że raczej nie ma na co liczyć, gdyż Leokadia odwróciła od niego głowę i zaczęła czesać włosy w kolorze orzecha laskowego- Możemy porozmawiać?
   Osiemnastolatka wywróciła oczyma. Miała tak wielka ochotę spytać:" mamy o czym?". Powstrzymała się. Dzięki Bogu, ugryzła się w język. Nie chciała komentować zachowania ojca.
-Odpowiedz, mówię do ciebie- król nieco podwyższył ton głosu. Ona nie reagowała. Władca podszedł i usiadł obok niej. Leokadia była jednym, wielkim kłębkiem nerwów. Zacisnęła pięści i powstrzymywała się od płaczu- Córko... Moja złotowłosa...
-Nie pytaj...!- żona Aleksandra przerwała mu wyznania płynące prosto z serca. Miała tego dość. Serdecznie dość. Wiedziała, że nie była już małą dziewczynką.
-Dlaczego się tak zachowujesz?- spytał zaskoczony władca.  
-Powiedziałam...- ucięła w odpowiednim momencie, Leokadia. Powiedziałaby za dużo. Rozmawiała z królem i o tym nie należało zapominać...
-Powiedz...- szepnął monarcha, zaglądając dziecku w oczy. Ona spojrzała na niego, ukazując zmęczoną, bladą twarz. Edward wytrzeszczył na nią swe jasnoniebieskie oczy.  
-Nic nie mów...- wyjąkała, widząc że ojczym chciał skomentować jej wygląd- Najlepiej już wyjdź, panie...
-Chcę wiedzieć kto doprowadził cię do takiego stanu- władca nie dawał za wygraną.
-Nikt...- skłamała, odwracając wzrok od Edwarda- To przez złe samopoczucie... już mi lepiej... Uwierz mi. Nie martw się... Możesz iść... już będzie dobrze...- mówiła chaotycznie osiemnastolatka, nerwowo gestykulując- Wyjdź, wasza wysokość!- wrzasnęła- Chcę być sama!
   Monarcha zdumiał się. Nigdy nie widział córki w takim stanie.  
-Przerażasz mnie...- wyznał czterdziestosześciolatek, ujmując twarz córki w swe dłonie- Powiedz mi wszystko, jestem twym ojcem. Nie rób sobie ze mnie wroga...!
-Powiedziałam i to nie raz!- nie wytrzymała, Leokadia- Kilka miesięcy przed ślubem, kilka tygodni przed ślubem, kilka dni przed ślubem, w dzień ślubu, po ślubie i...- krzyczała, patrząc co sekundę w inne miejsce w komnacie.
   Edward nic z tego nie rozumiał. Nie skojarzył faktów. Może to i lepiej?
-O czym ty mówisz?- spytał przerażony władca, marszcząc czoło.
-Nigdy nie chciałam tego ślubu! Nienawidzę męża! Chcę rozwodu! Nie chcę tego dziecka!- nie zastanawiała się nad konsekwencjami swych słów. Nie obchodziło jej to. W końcu mu to powiedziała!
-Słu... Słucham...?- spytał oszołomiony Edward. Nie dowierzał. Nie chciał wierzyć w to co powiedziała jego córka- Jak to... Jak to nie chcesz dziecka?
-Wasza król...- ucięła, bo on jej przerwał:
-To błogosławieństwo. Staraliście się z Aleksandrem kilka lat...
-Przed chwilą powiedziałam, że go nie kocham!- warknęła przez zaciśnięte zęby, nastolatka.  
-Jest twym mężem. Kocha cię, obserwuje, poświęca ci czas, pilnuje, troszczy się... Na pewno cieszył się na wiadomość o dziecku.
   Leokadia nie mogła zaprzeczyć słowom rodzica. Tak, jej mąż się cieszył. Ona, jednak nie. Parsknęła śmiechem, analizując słowa ojca: " Kocha cię, obserwuje, poświęca ci czas, pilnuje, troszczy się..." Zacisnęła wargi, po czym wydusiła:
-Gdyby mnie kochał, nie kochałby innych kobiet.
-Nie wygaduj głupstw, córko!- upomniał ją król. Wstał i wyszedł, nawet się z nią nie żegnając.  
   Królewna wstała i przebrała się w skromną, beżową suknię. Rozczesała włosy i umyła twarz. Spojrzała w odbicie w lustrze. Przeraziła się. Trzęsącymi się z emocji dłońmi, otarła mokre policzki. Natarła nadgarstki i szyję pachnącymi delikatnie, olejkami i powoli opuściła komnatę.
   Po kilku minutach dotarła do komnaty Hasana. Weszła do środka. Siedemnastolatek zamknął księgę na widok siostry i zawołał szczęśliwy:
-Witaj, wiedź! Usiądź, nie przemęczaj się.
-Bez przesady- westchnęła Leokadia, uśmiechając się blado do następcy tronu- Musisz mi pomóc. Duygu jest u Chrystiana?
-Takkkk... Nie wpuścił mnie, chciał być z nią sam na sam- rzekł drwiąc sobie nieco z brata.  
-Och, tak... Ona jest taka wspaniała i uczciwa...- powiedziała z ironią osiemnastolatka.
-W czym mam ci pomóc?
-Musimy sprowadzić tu Emmę...- szepnęła królewna- Masz jakiś pomysł?
-Oczywiście, że tak. Trzeba tylko odpowiednio podać potrawę...
-Nie rozumiem.
-Chrystian musi ci uwierzyć na słowo- blondyn rozwinął swoją myśl.
-W co ma uwierzyć?
-Nie ma prostszego sposobu...


***********************

Witajcie, kochani! Przepraszam za długą nieobecność, ale warunki pogodowe sprawiały, że prąd raz był, raz nie było i wybaczcie  za tak krótką część. Postaram się dodać jutro kolejną. Całuski! :)  :*

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 1576 słów i 8862 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    a to coś nowego Leokadia w ciąży z innym podobało mi się i łapeczka do ciebie macha :hi:

  • Duygu

    @Margerita Cieszę się, że udało mi się zaskoczyć  :yahoo:  Dziękuję  <3

  • AuRoRa

    Leokadia z Hasanem coś kombinują, szykuje się kolejna afera.

  • Duygu

    @AuRoRa Cały czas intrygują... :ninja:   ;)

  • AlexAthame

    Chyba rozumiesz dlaczego prąd był a raz nie. Gdybyś uśmierciła Hasana, to byś do tej pory przy świeczce siedziała. Dobra część. Król rządzi państwem, ale ciężko mu własną rodziną. :rotfl:

  • Duygu

    @AlexAthame Haha, cóż za zwiła historia z tym prądem  :rotfl: Dziękuję  :danss: Tak już z Edwardem jest...

  • Fanka

    Nie przepraszaj Kochana ! Kolejna świetna część ;) Oj mam nadzieję,że ani Hassan nie namiesza ani nikt ;)  :kiss:

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję  :jupi: Zobaczymy, jak to będzie. Hasan jest nieprzewidywalny.  ;)

  • Somebody

    Nie ma czego wybaczać, bo warto było czekać. Brawo, kochana :bravo:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję, słońce  :danss:   <3