Miłość sensem życia cz. 31

Miłość sensem życia cz. 31Nadszedł ranek. Do wszystkich budynków w stolicy wpadło oślepiające, wiosenne światło słońca. Leokadia leżała w łóżku, wtulona w męża. Płakała całą noc, nigdy tego nie chciała. Nie kochała go, nie łączyła ich żadna miłość, namiętność, zaufanie... Chciała, by to co stało się poprzedniej nocy, zostało między nimi, w tym pomieszczeniu.
   Otwarła spuchnięte, zmęczone płaczem oczy. Od razu zauważyła Aleksandra. Spał spokojnie, jakby nie miał wyrzutów sumienia. A przecież zrobił to bez jej pozwolenia... Księżniczka chciała zapaść się pod ziemię. Wspomnienia wróciły. Westchnęła głośno, chcąc wyrzucić z siebie ból. Była zmęczona, nie miała czym płakać. Brak sił ją gnębił, była totalnie wykończona nocną kłótnią, która i tak nic nie zdziałała...  
   Usłyszała, jak mężczyzna, leżący obok niej, przekręca się na drugi bok. Tak bardzo chciała, by już się nie ruszał. Miała ochotę zabić go gołymi rękoma, potem mogła umrzeć najgorszą śmiercią świata.
-Pani...- usłyszała zaspany głos małżonka. Nie patrzyła na niego. Odwróciła się na bok, plecami do tego człowieka- Jak ci się spało?- spytał urzędnik, po czym pocałował jej nagie ramię. Leokadię ponownie przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
-Nie dotykaj mnie...- wydusiła, czując jak do jej oczu napływają łzy.  
-Kocham cię- szepnął jej do ucha- Zawsze cię kochałem.
-Nie kłam! Jak ci nie wstyd?!- warknęła córka władcy, zerkając na męża kątem oka.
-Czego mam się wstydzić?- spytał całkiem poważnie, przysuwając się do niej.
-Tego jak... mnie potraktowałeś...!- z trudem przeszło jej to przez gardło- I tego, że kłamiesz w żywe oczy! Nic nas nie łączy... Nigdy nie łączyło.
-Jesteśmy małżeństwem- Aleksander ściągnął brwi- Miłość jest nam nakazana.
-To co zdarzyło się tej nocy to nie miłość, lecz...- w porę się powstrzymała. Okryła się pościelą, usiadła na łożu i spojrzała w jego stronę- Pójdę z tym do ojca!
-Idź- zaśmiał się w głos- Nie pamiętasz, że kazał nas leczyć? Zabiłaś wszystkie medyczki, byleby nie wygadały, że jesteś dziewicą- drwił z niej.
-Jeszcze słowo, a wyjdziesz stąd na zawsze!- warknęła przez zęby Leokadia- Jakim prawem się tak do mnie odnosisz, barbarzyńco?!
-Uważaj...- pogroził palcem, patrząc jej ostrzegawczo w oczy. Przysunął się do żony i szarpnął gwałtownie za włosy- Jeszcze ja ci pogrożę i zobaczymy jak to będzie.  

*#*#*#*#*#*#*#*

   Siedziałam z Chrystianem przy stole w jego komnacie. Jedliśmy śniadanie. Dawno tego nie robiliśmy tylko we dwoje. Tęskniłam za jego wierszami. Czułam, że nadal kocha mnie tak samo, jak przedtem- mocno, bezwarunkowo. Wyznawał mi to codziennie, swoim ciepłym spojrzeniem, szeptem, pocałunkiem. Nie wyobrażałam sobie istnieć bez niego. Życie nie miałoby sensu. On był moją miłością. Moim sensem życia.
-Jak czuję się moja jedyna, najpiękniejsza córka?- spytał królewicz, patrząc na mnie z uśmiechem.
-Dobrze- włożyłam mu do ust kawałek jabłka- Śpi spokojnie.
-Cieszę się, że daje ci pospać- zaśmiał się.
-Chrystianie...- zaczęłam niepewnie.
-Tak?
-Czy... Księżniczka Leokadia ma męża?- podniosłam brew.
-Tak. To jeden z urzędników państwowych. Bardzo mądry, odważny mąż. Wiele razy uratował mi życie. Wspiera mnie w trudnych chwilach, podejmujemy razem wszystkie decyzje- odparł normalnym tonem, nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo taki człowiek, był mi potrzebny.
-A...- złapałam ukochanego za ramię- Jak ma na imię?
-Aleksander- spojrzał na mnie i pogłaskał po czubku nosa- Wezwałem go, za chwilę tu będzie.
   Uśmiechnęłam się zadowolona. Miałam okazję go poznać, a to dobrze. Może zaczniemy współpracę...? Skoro Chrystian był przekonany, że owy mąż stanu jest mu wierny, dlaczego by nie spróbować?
   Otwarły się drzwi. Moim oczom ukazał się otyły mężczyzna, odziany w długie, ciemne szaty. Ukłonił się z wyraźną trudnością, ale na tyle ile pozwalało mu na to jego masywne ciało. Zarzuciłam na głowę jasnoniebieski materiał, który miałam na plecach.
-Królewiczu... Pani...- powiedział trzydziesto czterolatek- Wzywałeś mnie, mój panie...
-Wejdź, Aleksandrze- rzekł przyjaźnie, ale stanowczo mój ukochany. Urzędnik podszedł bliżej nas- Jak minęła podróż?
-Dzięki Bogu dotarłem bez przeszkód.  
-Doskonale... Chyba nie znasz jeszcze księżniczki Duygu?- spytał patrząc raz na mnie, raz na mężczyznę.
-Nie miałem okazji, wasza miłość- Aleksander schylił głowę- To dla mnie zaszczyt. Oby Jezus dał wszej córce długie, spokojne życie.
-Amen- powiedziałam z lekkim uśmiechem- Jak czuję się twoja żona?- spytałam niby bez żadnego celu.
-Dobrze, pani...- skłamał urzędnik, patrząc w podłogę. Widziałam i czułam, że jest coś nie tak. Zacisnęłam wargi i pokiwałam głową.
-Cieszę się, że tak mądra i dobra kobieta trafiła w ręce tak silnego i zasłużonego dla kraju, mężczyzny- uśmiechnęłam się, patrząc na sługę.
-Zawstydzasz mnie, wasza wysokość.
-Zasłużyłeś sobie na te słowa- ciągnęłam swój monolog, byleby tylko mu się jakoś przypodobać- Uratowałeś księciu Chrystianowi życie- spojrzałam na królewicza, który kiwnął głową z uśmiechem.
-Zaszła taka konieczność, pani. Żmije napadały na jego wysokość, jak ludzie idą po świeży towar na targ. Był jedynym następcą tronu, nikt nie tracił czasu...- wyznał z bólem w sercu, Aleksander.
-Dzięki Bogu mamy jeszcze księcia Hasana i Oskara- zadrwiłam z kpiącym uśmiechem na twarzy.  
-Oby Bóg dał im długie życie.
-Oby...- skłamałam. Nie chciałam, by jeszcze ktokolwiek stanął mi na drodze!

*#*#*#*#*#*#*#*

   Otylia siedziała w swojej komnacie i rozczesywała włosy. Miała na sobie lekką suknię z niebieskiego materiału. Uśmiechała się do lustra, które stało przed nią. Obok znajdowało się ogromne łoże, na którym leżały jasne, kremowe poduchy.  
   Królewna czuła się dobrze ze świadomością, że ostrzegła Duygu. Kochała dobrych, kulturalnych ludzi, a za taka uważała tę dziewczynę. Blondynka stwierdziła, że dobrze byłoby żyć w zgodzie z Aleksandrem, dlatego powiedziała o tym matce Antoniny. Nie chciała, by byli wrogami. Lepiej jest żyć z ludźmi bez wyrażania pretensji.  
   Otwarły się drzwi i weszłam powoli do komnaty Otylii. Ukłoniłam się, a ona przywitała mnie z uśmiechem na twarzy:
-Podejdź, Duygu.
   Stanęłam przed nią i rzekłam:
-Poznałam Pana Aleksandra. Rzeczywiście jest bardzo mądrym mężczyzną. Może mi się przydać.
-Możesz na niego liczyć- chwyciła moje dłonie- Przy okazji pozbędziemy się mojej siostry. Ja pomogę tobie, ty pomożesz mnie.
-Oczywiście, że tak, pani. Nie wiem jak mogę ci się odwdzięczyć.
-Nie byłabym sobą, gdybym cię o tym nie poinformowała- szepnęła szczerze.
-Jesteś dla mnie taka dobra, a znamy się dopiero od wczoraj.
-Można tak powiedzieć.
   Spojrzałam na nią pytająco:
-Jak to?
-Chrystian dużo pisał o tobie w listach. Same dobre rzeczy.
Trochę zawstydziły mnie jej słowa. Ta dziewczyna była naprawdę miła.
-Muszę wiedzieć, czy Aleksander kontaktuje się z Emmą- zaczęłam pełna obaw- Mają dobre relacje?
   Otylia zaśmiała się głośno:
-Nienawidzą się, jak kot z psem. Tylko dlatego, że kiedyś Pan Fryderyk wiernie jej służył, a on nienawidzi wszystkich.  
-Rozumiem- odetchnęłam z ulgą.
-Słyszałam, że Pan Dawid chętnie ci pomaga. To dobrze, poprowadzi cię dobrą drogą. Mam do niego zaufanie, możesz być spokojna.
-Tak, jest mi wierny. Również mu ufam. Pomaga mi też Aleksandra. Zajmuje się moją córką.
-To ważne, by mieć kogoś zaufanego w tym zamku- westchnęła królewna- Dobrze byłoby, gdybyś już dzisiaj porozmawiała z Panem Aleksandrem. Poproś go o wsparcie, pomoże ci.
-On również chce pozbyć się żony- dokończyłam jej myśl, na co ona jedynie się uśmiechnęła na znak, że mam rację.

*#*#*#*#*#*#*#*

   Dawid chodził niespokojnie po haremie. Księżniczka Leokadia pragnęła się z nim spotkać. O czym chce z nim porozmawiać? To budziło w mężczyźnie niemały niepokój. Nie lubił z nią rozmawiać. Lekko mówiąc... nie przepadał za nią. Zawsze, odkąd pamiętał, przeganiała go z kąta do kąta, musiał jej służyć w dzień i noc.  
   Zobaczył, jak zmierza w jego stronę ze strażami u boku. Widział, że nie czułe się dobrze: miała podpuchnięte oczy, bladą twarz i cała się trzęsła.
-Dawidzie...- wydusiła księżniczka, próbując się uspokoić- Chcę byś coś dla nas zrobił. Dla naszej dynastii.
-Słucham, pani- odezwał się niechętnie, eunuch, schylając głowę.
-Znajdź dla Hasana jakąś nałożnicę. Ma zwrócić mu w głowie. Już czas, by mój brat założył rodzinę. Powierzam to w twe ręce.
-To dla mnie zaszczyt, wasza wysokość- uśmiechnął się cwaniacko, sługa. Miał w głowie niecny plan, który wystarczyło jedynie zrealizować...

*#*#*#*#*#*#*#*

   Wróciłam do siebie. Weszłam cicho, bo d razu zauważyłam, jak Antosia śpi na rękach u Aleksandry. Maleńka była moim aniołkiem. Spała smacznie, zjadła, troszkę popłakała i tak w kółko. Kochałam ją całym sercem. Służąca włożyła niemowlę do kołyski i przykryła ciepłym materiałem.
-Pani...- ukłoniła się i podeszła do mnie.
-Witaj- uśmiechnęłam się promiennie- Mam nadzieję, że cię nie wymęczyła. Musiałam porozmawiać z księżniczką Otylią.
-Nie szkodzi, uwielbiam spędzać czas z księżniczką Antosią- odparła całkiem poważnie, blondynka- Co powiedziała królewna?
-Za chwilę idę pomówić z...- urwałam, bo otwarły się drzwi i do komnaty wszedł Dawid. Podszedł i schylił się nisko:
-Pani... Mam wspaniałą wiadomość.
-Mów- uśmiechnęłam się, widząc jego szczęśliwe oczy, pragnące triumfu.
-Księżniczka Leokadia kazała mi wybrać nałożnicę dla księcia Hasana.
   Rozwarłam usta ze zdziwienia. Los ponownie się do mnie uśmiechnął. Nie dowierzałam w to co powiedział mężczyzna, ale ufałam mu.
-Wspaniale...!- prawie zawołałam z radości- Nie musiałam się wysilać. Jeszcze trochę poczekamy pod pretekstem, że musi to być jakaś niezwykła dziewka... Dawidzie- spojrzałam na haremowego sługę- nie zdradź się. Niech jej wysokość myśli, że się niemal nie znamy- zadrwiłam z córki Edwarda i Victorii.
-Tak jest, pani- uśmiechnął się triumfalnie, kastrat.

*#*#*#*#*#*#*#*
    
   Kiedy nadszedł wieczór, poszłam do małej pracowni Pana Aleksandra. Nie było tam nic prócz dużego, ciemnego biurka i czerwonego dywanu, który pokrywał całą podłogę.
-Aleksandrze...- zaczęłam z wolna ze stoickim spokojem- Chcę, byś mi pomógł. Dynastia jest w niebezpieczeństwie. Każdy walczy o swoje, chcę to zakończyć.
-W jaki sposób?- spytał z zaciekawieniem, mężczyzna.
-Chcę na początku wiedzieć, czy chcesz ze mną pracować. Obiecuję, że jeśli zrobisz co każę, zostaniesz najwyższym urzędnikiem państwowym. I... Pozbędziemy się twojej żony. Razem możemy to osiągnąć, ona również nie jest mi potrzebna. Mamy coś wspólnego.
-Kusząca oferta...- przyznał mąż Leokadii- Jednakże jesteś niewolnicą, więc... szanse są małe.
-Niedługo się to zmieni, nie mam zamiaru dłużej czekać- westchnęłam.
-Wiem, pani. Jestem gotów oddać za ciebie życie.
-Mam gwarancję, że służysz księciu Chrystianowi i mojej córce?
-Niech mnie Bóg zabierze teraz z tego świata, jeśli nie, pani- odparł odważnie.
-Doskonale- uniosłam głowę dumnie do góry- Więc... Masz już jakieś plany?
-Proponuję na razie, jak na początek pozbyć się księcia Hasana.
-Tak od razu?- nie kryłam zdziwienia.
-On zagraża nam najbardziej, rośnie w siłę. Poza tym... Pan Fryderyk bez niego zostanie na lodzie, za nim książę Oskar, którego chronił cały czas. A księżniczka Emma wyjechała daleko stąd...
-Co nie oznacza, że nie wróci- przerwałam mu.
-Oczywiście, że tak, wasza miłość- zgodził się ze mną, uśmiechając się lekko.
-Jak masz zamia zabić księcia?
-Ja? Sam to zrobi, my jedynie mu w tym pomożemy. Pamiętaj, jednak wasza wysokość, że księżniczka Otylia nie może o niczym wiedzieć.
-Wiem o tym. Jeśli to pomoże...- zaczęłam z wolna, patrząc na Aleksandra z zaciekawieniem- Twoja zona kazała przygotować księciu Hasanowi nałożnicę.
-Doskonała wiadomość, należy wykorzystać ofertę wroga- stwierdził z zadowoleniem urzędnik państwowy- Wyślemy do księcia moją zaufaną sługę.  
-A twoja żona jej nie zna?- chciałam się upewnić.
-Królewna nie chce mnie znać. Rzadko kiedy rozmawiamy.  
-Dobrze... Więc, wyślemy ją jeszcze tej nocy- uśmiechnęłam się dumna z naszego planu.

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2345 słów i 12863 znaków.

5 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Cały czas wyczuwalne jest napięcie , walka o wpływy, miłość. Duygu ma nowy plan , ciekawe co z tego wyjdzie

  • Duygu

    @AuRoRa Każdy intryguje na wszystkie sposoby  :lol2:

  • Margerita

    łapeczka w górę Leokadia trochę mi jej żal ale tak to jest ja się wychodzi za mąż dla pieniędzy bez miłości albo jest się zmuszonym przez rodziców  :bravo:

  • Duygu

    @Margerita Dziękuję bardzo :danss: Niestety taki los ją spotkał... :whip:

  • AlexAthame

    Bardzo miło się czyta. Akcja trzyma w napięciu. Szepnij Duygu, że kto mieczem wojuje od miecza ginie. To tak na wypadek jakby się tłumaczyła, że nie wiedziała.  Pozdrawiam Cię  :) A Alexander, mój imiennik, mówił żonie, że ją kocha. Zobaczymy czy ją kocha, czy tylko mówi, że kocha. Mówić jest łatwo. :bravo:

  • Duygu

    @AlexAthame Dziękuję, staram się jak mogę  :D Mądre zdanie. Ha, widzisz jak się złożyło  :) Pozdrawiam!

  • AlexAthame

    @Duygu I ja ci dziekuję :)

  • Fanka

    Kochana kłaniam się nisko ! Z każdą kolejną częścią jestem pod coraz większym wrażeniem !  :bravo: Świetnie pokazujesz emocje w każdej części i nigdy nie jest nudno :kiss: Czekam teraz na kolejną część ;)

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję Ci kochana z całego serca  <3  Staram się być w tym coraz lepsza  ;) Pozdrawiam!

  • Fanka

    @Duygu Od samego początku zachwyciłaś  <3 I z każdym rozdziałem jest genialnie !

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję Ci  :jupi:

  • Fanka

    @Duygu  :kiss:

  • Somebody

    Piękne. W żadnym momencie nie odczułam najmniejszego znudzenia. To prawdziwa sztuka, ciągnąć historię przez tyle części i w każdej potęgować emocje oraz tajemniczość.  :kiss:  :bravo:

  • Duygu

    @Somebody Och, aż mi ciepło w serduszku  :beek:  Dziękuję, kochana za motywujące i piękne słowa  :jupi:  Pozdrawiam ciepło!  :kiss: