Miłość sensem życia cz. 85

Natalia zastała króla, siedzącego na łożu i wpatrującego się przed siebie słabym wzrokiem. Mężczyzna był nieobecny. Jego ciało znajdowało się w tym pomieszczeniu, lecz myśli krążyły gdzie indziej. W tamtej chwili nieważna była teraźniejszość, ale- przeszłość. To największy wróg Edwarda. Wspomnienia dopadały go znienacka i trzymały w silnych szponach, nie pozwalając na jakiekolwiek ruchy i próbę ucieczki. Za każdym razem, gdy usłyszał o czyjejś śmierci, przypominał sobie Victorię i Rozalię. Zwiędnięte róże, pozbawione wspaniałych, czerwono krwistych płatków. Pozostały tylko ciernie… Bezlitośnie ranią jego serce. Do dzisiaj. I aż do końca jego dni…
-Jak myślisz, co postanowiłem…?- Edward powoli usiadł wygodniej, opierając się o poduchy. Jęknął z bólu, czując jak wszystkie mięśnie rozciągają się i w ten sposób nie dają mu odpocząć od cierpienia, przyprawiając go o kolejne tortury. Ścisnął dłonie w pięści, powstrzymując się od krzyku.- Wszystko wiem. Kazałaś zabić jakąś niewinną dziewczynę.
    Księżniczka spojrzała na niego szeroko otwartymi oczyma, mocno zdziwiona jego słowami. „Bez winy? Ona? Więc, kto jest winny? Hasan?”- zdenerwowała się w myślach, gdy stwierdziła, że nikt nie popiera jej postępku. Każdy tylko powtarzał, że czeka ją za to surowa kara, że warstwa społeczna nie jest ważna, jeśli zabiłeś człowieka, to ciężki grzech, coś nie do wybaczenia. Niektórzy bez wahania mówili jej prosto w twarz, że Hasan nie wybaczy jej tego morderstwa do końca życia i do ostatniego tchnienia będzie cierpiała z braku miłości.
-Panie… Nie śmiem wpływać na twe decyzje. Rób, co uważasz za słuszne- szepnęła ledwo słyszalnie blondynka, patrząc nieśmiało na władcę, który powoli przeczesywał swoją gęstą, siwą brodę.  
-Ostatnio za dużo już śmierci…- westchnął ciężko, czując ukłucie w sercu.- Radość przeplata się ze łzami. Zauważyłaś to, prawda?
-Tak…- jęknęła niepewnie, nie wiedząc, co to ma wspólnego z jej karą. Miała kalkulować? Kombinować? Powiązywać fakty? Jak, kiedy stała tam, trzęsąc się, jak osika, mimo tego, że nie miała wyrzutów sumienia? W tym stanie nie sposób wyczytać z jego twarzy jakiejkolwiek podpowiedzi. Trudno jest skoncentrować się na usłyszanych słowach.  
-Nie rozkażę cię zabić. Kilka lat temu moja córka, Otylia, wyszła za mąż… Miała jedno życzenie. Wiesz, jakie?
    Natalia pokręciła przecząco głową, patrząc zaszklonymi oczyma w podłogę. Czy nie śmierć jest jej pisana? Tak bardzo kocha Hasana! Nie chciała, aby widział, jak wyprowadzają ją na baty, jak pozbawiają ją majątku… Wstyd. Hańba. Krzyk ludzi, zgodny z bezlitosnym wyrokiem. Czerń. Łzy. Cierpienie… Wszystko miała przed oczyma. I ten felerny dzień, gdy Róża stanęła im na drodze do prawdziwego szczęścia i rozkwitu ich miłości... Fatum. To zdarzenie spadło na nich, jak grom z jasnego nieba. Zwykła służąca rozkochała w sobie jej ukochanego… Te przeklęte talerze! Rozbite, jak jej dusza i umysł- chaos, totalny bałagan nie do ogarnięcia. Rozbicie emocjonalne… Kochała go, ale nienawidziła zarazem.
-Moja córka chciała, abym nie karał ludzi w ten okrutny sposób. Jeśli mogę, muszę dawać łagodniejsze kary- wyjaśnił Edward, nie usłyszawszy odpowiedzi z ust Natalii.- Zostaniesz wygnana. Za zabójstwo i splamienie honoru. To uczyniła również moja córka… Przyniosłyście nam wstyd.  
    Natalia głośno przełknęła ślinę, czując, jak robi jej się gorąco. Nie chciała rozstawać się z ukochanym.
-A co z Basią?- załamał jej się głos. Łzy odłączyły się od swych przyjaciółek, które pozostały w jej pięknych, błękitnych oczach i spłynęły po jej policzkach, pozostawiając po sobie mokry ślad. Na pamiątkę…
-Zostaje tutaj. Wrócisz, gdy ci pozwolę. Barbara ma ojca, nie jest już taka mała. Poradzi sobie i nie zapomni o tobie- odparł król beznamiętnym tonem. Był zmęczony ostatnimi wydarzeniami. Oskar nadal źle się czuł. Władca modlił się za niego dniami i nocami. Miał nadzieję, że młodzieniec szybko odzyska siły.  
    Edward niedbale machnął ręką w stronę Natalii, opierając głowę o poduszki. Miał ochotę zasnąć i się nie obudzić… Całe ciało było więźniem bólu. Nie mógł wykonać najmniejszego ruchu. Wojna była odczuwalna właśnie w ten sposób. Co z tego, że wygrali, skoro zdrowie nie dopisywało?…
    Natalia wyszła z ukłonem, po kryjomu ocierając łzy. Pragnęła znaleźć maskę, pod którą, mogłaby ukryć zapłakaną twarz, by nikt jej nie rozpoznał. Idąc, nie chciała słyszeć: wstyd! Hańba! Wystarczyło jej to, że król tak stwierdził. Miała nadzieję, że opuści ten pałac w spokoju i ciszy, bez zbędnych pożegnań i podziękowań.
    Zobaczyłam, jak Natalia idzie w moja stronę ze zwieszoną głową. Nerwowo bawiła się palcami i pociągała nosem. Cicho chlipała i roniła łzy, powstrzymując się od tej dziecinnej czynności, jaką jest płacz. To małe dzieci płaczą najczęściej. Czy nie dość już wycierpiała? Niegdyś była na każde skinięcie Aleksandra, cierpiała, gdy Hasan miał myśli samobójcze, zdradził ją, a teraz zostaje wygnana…
-Pani…- schyliła głowę, patrząc na mnie zmęczonymi oczyma.- Miałaś rację. By wytrwać w miłości, trzeba mieć dużo siły i wiary. To codzienna walka. Każdy może stanąć nam na drodze, nawet, my sami…
-Co zrobiłaś?- spytałam, wnioskując, że popełniła jakiś błąd, o którym nie wiedziałam.
-Książę Hasan… zakochał się w innej kobiecie…- chlipnęła, czując, jak łzy ściskają jej gardło.- Ja… kazałam ją zabić… Nie byłam w stanie żyć z myślą, że on… i ona… To boli. Nawet nie wiesz, jak bardzo. I nie życzę ci tego. Największym wrogom tego nie życzę.  
-Natalio…- podeszłam do niej i położyłam dłoń na jej ramieniu, uśmiechając się ciepło, chcąc dodać jej otuchy.- Książę bardzo cię kocha. Widząc, ile wycierpiałaś, nie będzie kochał już żadnej kobiety. Żadnej. Zostanie z tobą. Do końca życia będziecie razem. Stworzyliście piękną rodzinę. Wybacz, że mówiłam, że nie pozwalam ci…
-Pani, nie mam czego wybaczać- spojrzała na mnie z bladym uśmiechem na twarzy.- Całe życie byłam marionetką. Ty pozwoliłaś mi go kochać. To pierwsza osoba od tak wielu lat, gdy jestem sama. Dziękuję.
    Jej słowa mocno mnie zaskoczyły. Uśmiechnęłam się najpiękniej jak potrafiłam, by ją rozweselić. Widziałam jednak, że jeszcze o czymś mi nie powiedziała. Coś gryzło jej sumienie. Coś nie dawało spokoju…
-Powiedz, co cię trapi, Natalio- poprosiłam, widząc w jej oczach ból.
-Król zdecydował, że… zostanę wygnana. Jutro wyjeżdżam. Proszę… Wiem, że musisz zając się swoimi dziećmi i Szymonem, ale…
-Zajmę się Barbarą- przytuliłam ją mocno.- Nie martw się. Niczego jej nie zabraknie.
-Dziękuję za wszystko- szepnęła i obdarowała mnie ciepłym spojrzeniem, już spokojniejszym niż przed chwilą. Kiedy coś nas boli, nie należy tego w sobie dusić.  
    Blondynka odwróciła się na pięcie i zniknęła w długim korytarzu, idąc do swojej komnaty. Czas się pakować. Jutro musi opuścić to miejsce. Pałac, który kojarzył jej się raczej z więzieniem niż z wolnością. Ogarnęła ją melancholia. Czarne chmury pokryły jej niebo i złe myśli kłębiły się w jej głowie. Co zrobi sama? Przecież zwariuje sama pośród czterech ścian! Bez miłości i najbliższych jej osób… Po co żyć? Dla kogo? Nawet nie wiedziała ile potrwa ta rozłąka. Ach, gdyby znała odpowiedź na to pytanie! Odliczałaby dni, tęskniąc okropnie, lecz pocieszałaby się tym, że jest ku temu spotkaniu coraz bliżej. Rok, cztery miesiące, dwa tygodnie, trzy dni i już… Ale ta niepewność ją zabijała. Zaczęła myśleć o hasanie. Co bez niej zrobi? Znów się zakocha? Przypomniała sobie słowa Duygu: „Książę bardzo cię kocha. Widząc, ile wycierpiałaś, nie będzie kochał już żadnej kobiety.” Miała nadzieję, że te słowa staną się prawdą, ze oboje będą czekać z utęsknieniem, pisać od czasu do czasu.
    Z głębokich rozmyśleń wyrwał ją krzyk jakiejś służącej. Natalia prawie już doszła do swojej komnaty, ale widząc zmęczoną biegiem dziewczynę, zatrzymała się.  
-Co się stało?- spytała słabym głosem.
-Pani, książę chce się z tobą widzieć!...- zawołała zdyszana dziewka.- Dowiedział się o decyzji króla…- ucięła, bo księżniczka pobiegła do komnaty ukochanego, dziękując Bogu za to spotkanie, z szerokim uśmiechem na twarzy. Teraz miała ochotę płakać z radości.
    Jej nastrój zmienił się, gdy zobaczyła Hasana… na tarasie… z nożem w ręku… Stanęła, jak słup soli na środku pokoju i spojrzała po twarzach dwóch strażników, patrzących w oszołomieniu na następcę tronu. Nie wiedzieli, co robić. Bezradni, kazali zawołać Natalię, jak najszybciej. Tylko ona mogła pomóc… Czy zranione serce zabije dla miłości?...
-Wyjdźcie. Nie pomagacie mi…- Natalia szepnęła do ochroniarzy i służącej, patrząc spokojnymi oczyma na Hasana. Był przerażony, jak sarna, widząc watahę wilków. Służba powoli opuściła komnatę, nie robiąc zbędnego hałasu.  
    Księżniczka podeszła do ukochanego. Pod osłoną nocy ledwo dojrzała jego zmęczoną twarz i oczy pełne łez. Dłonie trzęsły mu się, jak galareta. Książę trzymał nóż tak mocno, jak rękę najlepszego przyjaciela w trudnej dla niego chwili. Łkał głośno, patrząc w niebo. Guziki jego białej koszuli leżały porozrzucane w szaleństwie i złych emocjach, na zimnej podłodze. Bose stopy dotykały posadzki, ledwo co utrzymując ciało królewicza. Nie miał sił… Psychicznie nie dawał już rady. Nie miał odwagi spojrzeć jej w oczy i powiedzieć cokolwiek. Każde słowo wzbudzałoby wątpliwość. „Przepraszam”, czy naprawdę ma za co przepraszać? Błagać o wybaczenie? „Kocham cię”, czy Natalia mu wierzy?  
-Ukochany… Hasanie…- blondynka podeszła jeszcze bliżej księcia. Cały czas patrzyła mu w oczy ze stoickim spokojem.  
-Przyszłaś… czy mi się śni?- wyszeptał niepewnie Hasan, przyglądając się jej dokładnie.- To ty?
-Tak. Przyszłam do ciebie, bo cię kocham- rzekła równie cicho, powoli ujmując jego dłonie w swoje ręce. Odebrała nóż z jego delikatnej dłoni i wyrzuciła do ogrodu, nie zwracając uwagi na to, że ktoś może być w pobliżu. Mógł umrzeć. Ważny był Hasan, który cierpiał z powodu jej straty…
-Kochasz mnie? Mówiłaś, żebym cię zabił… Nie wierzyłaś mi, gdy powiedziałem, że nadal cię kocham- spojrzał jej głęboko w oczy.
-Wybacz mi. Wpadłam w szał. Żałuję tego, książę. Kocham cię i nie potrafię bez ciebie żyć. Jesteś sensem mojego istnienia. Bez ciebie więdnę, jak kwiat bez wody, gubię się w tłumie i płaczę po nocach. Wybaczyłam ci. A ty mnie wybaczyłeś?- zadrżał jej głos. Dusiła w sobie łzy.
-Już dawno, ukochana…- przytulił ją mocno i zapłakał głośno, wtulając się w nią, jak w matkę. Potrzebował Natalii jak nigdy. Kochał jej czuły dotyk, ciepło jej ciała i spokój, jaki dawała ludziom. Uspokajała go i czyniła go szczęśliwym.
-Nigdy więcej tego nie rób, Hasanie… Obiecałeś mi.
-Ale ty jutro wyjeżdżasz… Co bez ciebie zrobię?
-Wrócę, gdy król mi pozwoli- spojrzała mu w oczy.- Musisz zająć się naszą córką. Ona tu zostaje. Władca powiedział, że jesteś wspaniałym ojcem. Nie możesz jej zostawić.
-Natalio… - chwycił jej dłonie, wzdychając ciężko.- Już nie będę… Wybacz mi. Jestem słaby… Ale moja miłość do ciebie jest silna. Nic jej nie zabije. Tak bardzo cię kocham.
-Wiem. Tej miłości nic i nikt nie zniszczy. Zawsze będziemy razem, książę.  
-Zostań ze mną w tę noc.  
-To nie jest nasza ostatnia noc…- szepnęła księżniczka, po czym połączyła ich usta w namiętnym pocałunku.

322 czyt.
100%51
Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygodowe i miłosne, użyła 2242 słów i 12139 znaków

Komentarze (1)

 
  • Somebody

    Somebody 13 czerwca

    Szkoda, że Natalię wygnano. Oby zdołała szybko powrócić. Część super jak zawsze.