Miłość sensem życia cz. 13

Miłość sensem życia cz. 13...księcia Chrystiana! Patrzyli sobie w oczy: Fryderyk z zakłopotaniem, a królewicz z odwagą i stanowczością. Widząc, kto zaszczycił nas swoją obecnością, podniosłam się z klęczek i ukłoniłam nisko. Moje serce biło już wolniej, było spokojniejsze, jakby miało oczy i widziało, że przyszedł mój ukochany, władca właśnie tego serca.
-Puść dziewczynę- rozkazał stanowczym tonem następca tronu, nie odrywając wzroku od szambelana.
-Wasza... wysokość, pozwoli...- zaczął z wolna blondyn, patrząc w podłogę.
-Puszczaj, na Boga!- warknął, marszcząc czoło. Sługa wykonał rozkaz i głęboko wciągnął powietrze- A teraz...- wyprostował się- Pozwól ze mną- Chrystian odwrócił się i poszedł w tylko sobie znanym kierunku. Powoli w ślad za nim, podążył Fryderyk i jego strażnicy.
-Duygu!- zawołała Ola i wtuliła się we mnie.
-Już dobrze, poszedł... Uspokój się- pogłaskałam ją po kręconych, krótkich włosach.
-Pewnie na mnie doniesie... I co ja wtedy zrobię?- załkała, patrząc mi błagalnie w oczy.
-Książę nie pozwoli cię skrzywdzić- uśmiechnęłam się lekko- Ja też im nie pozwolę, by cię zabili. Jesteś moją przyjaciółką. Pomogłaś mi, więc ja pomogę tobie!- rzekłam i zacisnęłam wargi. Tak bardzo było mi szkoda tej niewolnicy. Cała się trzęsła, nie spała po nocach. Dawno wybaczyłam jej to, że jeszcze w wieczór urodzin Chrystiana naśmiewała się ze mnie. Przepraszała mnie za to już wiele razy. Czuła się z tym źle. I na pewno nie czuje się dobrze ze świadomością tego, iż zabiła człowieka... Czy na pewno niewinnego? Aleksandra miała dobre serce. Jedno  nieodpowiednie słowo skierowane do jej osoby, powodowało u niej łzy, dlatego przeprosiłam ją, za to co dziś rano powiedziała Wanessa. Nie chciałam, by choć przez chwilę myślała, ze traktuję ją, jak rzecz. Krótkowłosa blondynka nie umiała patrzeć na cierpienie innych, co z resztą mi wyznała, podczas wczorajszej rozmowy.  
-Było ci trudno ją zabić...prawda?- spytałam nieśmiało.
-Tak- chlipnęła i otarła łzy- Ale... Nie szkoda mi jej. Teraz martwię się o ciebie i mnie.
-O mnie się nie martw- złapałam ją za roztrzęsioną, zimną dłoń- Ty jesteś pod moją opieką, a nie ja pod twoją.  
-Co mam mówić, jeśli mnie zawołają?
-Prawdę. Ona i tak wyjdzie na jaw.
-Duygu... Skąd ta pewność, że mnie nie zabiją?
-Znam księcia lepiej, niż jego czterdziestoletnia służąca- mimowolnie zaśmiałam się cicho, czym wywołałam uśmiech na twarzy Aleksandry- Stanę murem i nie pozwolę, byś cierpiała!
-Dziękuję ci... za wszystko- przytuliła mnie mocno.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Chrystian usiadł wygodnie na swoim łożu, wywyższając się przy Fryderyku, który stał przed nim z kwaśną miną. Nigdy nie lubił z nim rozmawiać. Królewicz zawsze coś mu zarzucał. Szambelan miał takiego pecha, że często podpadał dwudziestotrzylatkowi, przez co był często surowo karany. Blondyn patrzył na następcę tronu i rozpamiętując przeszłość, poczuł jak serce bije mu mocniej i krew dobija szybciej, niż zazwyczaj...
-Pamiętasz, jak kilka lat temu kazałeś stracić mojego służącego?- spytał syn króla, patrząc za okno. Trzymał w dłoni puchar ze świeżym, mocnym winem o wyrazistym, dość nieznośnym zapachu.
-Doskonale pamiętam- przytaknął szambelan.
-A pamiętasz, co potem cię za to spotkało?- spytał, patrząc na nie go z zaciekawieniem.
-Tak...- przełknął głośno ślinę.
-No co takiego?- uśmiechnął się zachęcająco.
-Kazałeś...- ścisnął powieki i schylił głowę- Mnie schłostać.
-O, właśnie!- pokiwał głową- Dlaczego?
-Ponieważ...- zaczął, patrząc brunetowi w oczy z niemałym strachem- Źle go traktowałem, książę...
-Brawo!- odstawił puchar z zawartością płynu i zaklaskał w dłonie, drwiąc sobie ze sługi- A co zrobiłeś przed chwilą?- ściągnął brwi i przyjrzał mu się dokładnie.
-Sytuacja tego wymagała, wasza miłość...
-Upominałem cię tydzień temu, gdy w ten sposób traktowałeś mo... nauczycielkę mojego syna!- Chrystian w porę ugryzł się w język.
-Wybacz, ale ta dziewka zabiła Wanessę.
-Wanessa była jej równa stanowiskiem. Nie była nikim więcej- upomniał sługę, podnosząc dłoń do góry.
-To prawda, królewiczu, jednakże jak mówią zasady, jeśli ktoś zabije, tak samo musi zapłacić. Śmiercią z ręki kata...
-Skoro jesteś taki mądry- dwudziesto trzylatek wstał z łoża i powoli podszedł do blondyna- To zapewne wiesz, że trzeba wykonywać rozkazy księcia.
-Tak, ale książę również musi przestrzegać zasad, wasza wysokość- uśmiechnął się szambelan. Następca tronu spojrzał na niego z wyższością i szepnął:
-A ty nie masz prawa mi rozkazywać.
-Wasza wysokość...- zaczął, ale Chrystian mu przerwał:
-I musisz wypełniać moje rozkazy!- podniósł palec do góry i powiedział powoli- Aleksandra pozostanie przy życiu. Jej karą będzie odebranie majątku. Tyle co mam ci do powiedzenia. Możesz odejść!
-Jak rozkażesz, książę...- Fryderyk skłonił się i opuścił komnatę syna władcy.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Następnego dnia rano, przyszedł do mnie Dawid. Nie mogliśmy zbyt często rozmawiać, dlatego nie wiedziałam o wszystkim od razu. Inne niewolnice śmiały się z kogoś od dwóch dni, a ja rzadko kiedy opuszczałam komnatę.
-I jak zareagowała Aleks?- spytałam zaniepokojona- Wczoraj była roztrzęsiona, strasznie zbladła, był zimna. Mam nadzieję, że już z nią lepiej.
-Spokojnie- uśmiechnął się- dziewczyna cieszy się, że żyje. Finansowo ją wspomożemy, nie umrze z głodu.
-To dobrze- pokiwałam głową.
-A co z tobą? Jesteś blada, jak ściana.
-To przez pogodę. Jest dziś zimno- odparłam- Boli mnie głowa.
-Książę powinien o tym wiedzieć, Duygu.
-Daj spokój!- jęknęłam, masując skroń palcami- Przejdzie mi, a królewicz ma inne sprawy na głowie.
-Pogoda pogoda, ale to też przez nerwy- podniósł brwi- Uspokój się wreszcie. Wanessa nie żyje, Aleksandra jest bezpieczna.
-Ale Emmy się nie pozbędziemy. To nie jest zwykła służąca, których w tym zamku setki, tylko żona księcia. Urodziła syna. A ja wobec niej jestem jak kropla wody w oceanie.
   Eunuch tylko westchnął ciężko. Miałam rację. Fakt faktem, że wiadomość o śmierci Rosjanki i to, że moja przyjaciółka nie zostanie stracona, trochę mnie uspokoiło, ale... Emma żyje. I będzie żyła, póki Bóg nie zabierze jej z tego świata. Ja nic na to nie poradzę...
   Nagle otwarły się drzwi i wszedł Chrystian. Dawid i ja ukłoniliśmy się nisko.
-Książę...- powiedział kastrat. Królewicz spojrzał na mnie z uśmiechem. Nie mogłam się mu oprzeć. Był czarujący. Również się uśmiechnęłam.
-Zostaw nas samych, Dawidzie- następca tronu zwrócił się do haremowego sługi.
-Jak rozkażesz, wasza wysokość...- ognistowłosy uśmiechnął się szeroko i opuścił pokój z ukłonem. Gdy tylko zniknął za drzwiami, wpadłam ukochanemu w ramiona:
-Chrystianie...
-Moja Duygu- przytulił mnie mocno. Biło od niego niesamowite ciepło. Miałam wrażenie, że za chwilę zasnę. Czułam się bezpieczna w jego silnych ramionach.
-Dłużej bym nie wytrzymała- spojrzałam mu w oczy. On tylko uśmiechnął się i pogładził mnie po policzku- Nie rób tego więcej.
-Czego?
-Nie zostawiaj mnie samej.
-Nie jesteś sama, mój pierwiosnku- ucałował mnie delikatnie w czoło- Pamiętaj, że jestem w twoim sercu,a ty w moim.
-Pamiętam- szepnęłam i pocałowaliśmy się w usta.
-Przyjdź do mnie wieczorem- powiedział i uśmiechnął się szeroko- Chcę być z tobą tej nocy. Bardzo mi cię brakowało.
-Dobrze, książę- schyliłam głowę i przytuliłam go mocno.  

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

-Nie wierć się!- Emma skarciła syna, zapinając guziki jego pomarańczowej koszuli.
-Ile jeszcze?- marudził Oskar.
-Już- westchnęła- Nie poszedłbyś na lekcje w nocnym ubiorze- potargała go po gęstej, ciemnej czuprynie.
-Mamo...- zaczął z wolan i niepewnie chłopiec- Dlaczego wczoraj wieczorem znowu płakałaś?
-Nieważne...- zmarszczyła brwi, spuszczając wzrok w podłogę- Każdy czasem musi popłakać.
-Ale ty płaczesz już tydzień. Każdego dnia płaczesz. Dlaczego?- spojrzał matce w oczy.
-Mój mały bohaterze- rudowłosa dziewczyna mocno przytuliła pięciolatka.
   W tej chwili otworzyły się drzwi i weszłam do sali księżniczki oraz księcia.
-Pani... Pozwolono mi wejść- schyliłam głowę- Mogę już zabrać naszego rycerza?
-Możesz, Duygu- uśmiechnęła się do mnie serdecznie. Wypuściła syna z uścisku.
-Tęskniłem za tobą!- Oskar krzyknął z żalem w głosie- Dlaczego wczoraj nie było lekcji?
-Tak jest ustalony twój plan dnia, wasza wysokość- uśmiechnęłam się i pogłaskałam go po głowie.
-Od teraz, kiedy cię zawołam, masz do mnie przyjść!- zbuntował się chłopiec i mocno objął moje nogi.
-Idźcie już!- zaśmiała się Emma.
-Księżniczko...- ukłoniłam się, po czym razem z Oskarem wyszliśmy z komnaty.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Chrystian patrzył w lustro, gdzie widniało jego odbicie. Widział swoje zmęczone, lecz  zakochane oczy. Potargane, ale lśniące włosy. Podrapał się po nieelegancko ułożonej, jednakże gęstej brodzie. Nieidealny ideał. To jego drugie imię. Niby był szykowny, ale zawsze coś mu nie pasowało. Tego, że był zadbany i przystojny, nie można było mu odmówić. W tamtym momencie, gdy poprawiał swój szaro- fioletowy kaftan, przypomniał sobie, że nie ma ideałów. Nikt z nas nie jest do końca dobry, ani zły.  
   Spojrzał na biurko, gdzie leżał zwinięty list od jego żony. Zwinięty... odrzucony na bok. Niepotrzebny. Bezwartościowy. Chrystian przeczytał go jednym tchem, ale myślami był przy Duygu. Nie potrafił wybaczyć żonie, tego co powiedziała. Drżał o życie ukochanej. W głosie Emmy nie było kłamstwa, była gotowa zabić tę dziewczynę, dlatego Chrystian zagroził wszystkim w tym zamku, śmiercią. Ostrzegł nawet matkę swego syna, co nie oznaczało, że już jej nie kochał... Człowiek w gniew i żalu potrafi odebrać wypowiedź rozmówcy, nie prawidłowo. Tak zrobiła Emma.
   Chrystian wziął list i podarł go na kawałeczki, jakby nie chciał, by ktokolwiek dowiedział się o jego treści. Skrawki papieru spoczęły na biurku, porozsypywane na nim, niczym bursztyny na piasku, przez morskie fale. Papieru, jednak nikt nie zbierał. Nie był tak lśniący i urzekający, jak te złote kamyczki. Nie teraz, może przed chwilą był...

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Kiedy zbliżał się wieczór, przyszła do mnie moja przyjaciółka. Rzeczywiście wyglądała lepiej niż wczoraj. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech, policzki były zarumienione, nie blade jak w dniu wczorajszym. Roztrzepane włosy to już przeszłość, teraz lśniły i swobodnie opadały jej przed ramiona.
-Martwiłam się o ciebie- rzekłam słabym głosem.
-Nie potrzebnie- uśmiechnęła się jeszcze bardziej- Ale ty... Nie wyglądasz dobrze.
-Spokojnie, to przejściowe- odparłam i złapałam się za głowę. Przeszył mnie ten sam straszliwy ból, co przed chwilą.
-Co ci jest?- przeraziła się- Przyniosę lekarstwa.
-Nie...- spojrzałam na nią maślanym wzrokiem. Zakręciło mi się w głowie.
-Nie potrzebnie się denerwujesz, Duygu. Wszystko będzie dobrze.
   Rzuciłam na nią beznamiętne spojrzenie. Obraz rozmazał mi się przed oczyma, nagle ujrzałam ciemność i... upadłam nieprzytomna na ziemię. Usłyszałam jeszcze tylko, jak Aleksandra woła mnie po imieniu...
   Pół godziny później otwarłam oczy. Leżałam w swoim łóżku. Obok niego stali Ola i Dawid.
-Obudziła się!- zawołała blondynka i złapała mnie za dłoń.
-Dzięki Bogu!- uśmiechnął się rudowłosy- Nie strasz nas, dziewczyno! Opanuj nerwy, bo mdlejesz z tego wszystkiego.
-Łatwo ci mówić- wydusiłam i powoli usiadłam, opierając się na poduchach.
-Trzeba koniecznie zawiadomić księcia!- stwierdziła Aleksandra, patrząc na Dawida, który pokiwał głową.
-Nie ma mowy!- odparłam stanowczo- Chrystian nie może się o niczym dowiedzieć!
-Królewicz, moja panno, królewicz...- kastrat pokręcił głową z niezadowoleniem i przewrócił oczyma.
-Dlaczego?- zdziwiła się brązowooka dziewczyna.
-Kazał mi dziś przyjść.
-Ohoho!- zawołał Dawid, po czym założył ręce na biodra- a co będzie, jeśli zemdlejesz i tam? U następcy tronu? Jeszcze nie daj Bóg dostanie zawału!
-Nie pleć, na miłość boską, nie pleć!- skarciła go moja przyjaciółka.
-I tak pójdę- uparłam się i wzruszyłam ramionami. Jak powiedziałam tak też zrobię, taka już jestem.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   W haremie była Zuzanna, która rozdawała dziewczętom wypłatę. Rozdając niewolnicom sakiewki ze złotem, usłyszała rozmowę:
-Królewicz chce widzieć się dziś wieczorem z nałożnicą- rzekł cicho pewien strażnik.
-Przygotujemy ją- szepnął Dawid i rozkazał mu odejść.  
   Gdy tylko Zuzanna skończyła  rozdawać wypłatę, natychmiast pobiegła do księżniczki.
Zastała ją siedzącą na łożu w milczeniu. Blondynka ukłoniła się i rzekła:
-Pani moja... Koniec naszych kłopotów!
-O czym ty mówisz?- zdziwiła się Emma i wstała z łoża.
-Wiem, że książę chce się dziś z nią widzieć.
-Naprawdę?- uśmiechnęła się rudowłosa- dziękuję ci, Wieli Boże!- uniosła dłonie do góry.
-Pewnie ją teraz przygotowują.
-Chodź ze mną!- rozkazała matka księcia i czym prędzej wybiegła z komnaty...

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Siedziałam w łaźni, wylewając na siebie coraz większe ilości wody. nie mogłam się doczekać, kiedy znów zobaczę mojego ukochanego. Mógł milczeć. Chciałam jedynie znów zobaczyć jego twarz. Dawała mi szczęście. Miłość była sensem mojego życia. Chrystian był tym uczuciem. To jego pokochałam całą sobą. Moje oczy uwielbiały jego oczy, usta kochały jego wargi, a uszy pragnęły słyszeć wiersze z jego ust... Nałożyłam na biały materiał, trochę szarego mydła i zmoczyłam jej w gorącej wodzie. Dokładnie umyłam swoje włosy i ciało. Musiałam się spieszyć. Tak wyglądało moje ostatnie siedem dni w tym zamku- jeden wielki pęd i ani chwili odpoczynku, zastanowienia, pocieszenia.  
   Nieświadoma tego co się dzieje wstałam z podłogi i zaczęłam się wycierać. W tamtej chwili do łaźni przyszła Emma... Zmarszczyła brwi, nie widząc dokładnie o kogo chodzi. Drugim powodem jej zdziwienia było to, że ta dziewczyna nie była blondynką o krótkich włosach i wcale nie była otyła... Zastanawiała się, czy to na pewno chodziło o mnie. Niestety, tak. Jej służące obchodziły wszystkie łaźnie, nikogo w nich nie było. W haremie nikt nikogo nie popędzał, w pokoju krawieckim, również nikogo nie ubierano. Także... to koniec...
-Kim jesteś?!- usłyszałam za sobą podniesiony, kobiecy głos. Odwróciłam się i... zamarłam. Otwarłam usta ze zdziwienia i ukłoniłam się. Emma patrzyła na mnie z niedowierzaniem. Złość w niej kipiała! Nie mogłyśmy się ruszyć, ani nic powiedzieć... Widziałam w jej oczach prawdę. Dowiedziała się o mnie... W duszy zaczęłam odmawiać modlitwę, ta sytuacja mnie przerastała. Miałam gęsią skórkę na całym ciele, mimo ze w pomieszczeniu, w którym się znajdowałyśmy, było parno, gorąco. Ugięły się pode mną nogi. Czułam, że robi mi się nie dobrze, znów rozbolała mnie głowa. Co ja teraz zrobię? Nie mam dokąd uciec... Jezu...
-Pani...- szepnęłam.
-Duygu...?- wydusiła żona księcia, zmrużając oczy, jakby obraz przed jej oczyma, stał się niewyraźny...

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2831 słów i 15702 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Emma się zdenerwuje , łapka

  • Duygu

    @AuRoRa Będzie się działo...  :eek:  Dziękuję  :jupi:

  • Margerita

    łapeczka w górę co Edytę tak wystraszyło

  • Duygu

    @Margerita Emma bardzo jej zagrażała  :mad:  Dzięki za łapkę i przepraszam, że tak późno odpisałam, ale zaczęła się szkoła, więc więcej obowiązków  :rolleyes: Całuski!  :kiss: