Miłość sensem życia cz. 16

Miłość sensem życia cz. 16Nadszedł wieczór. Za oknem panowała ciemność, jakby cały świat posypano vantablack'iem. Hasan siedział i wpatrywał się w bezgwiezdną noc. Czuł, że chce zasnąć i się nie obudzić. Wolał umrzeć we śnie, niż z ręki brata. Nie chciał,  by ktoś go udusił, poderżną gardło, bądź powiesił... Takie i gorsze wizje swojej śmierci, widział we snach. Kaci odziani na czarno, cicho otwierali drzwi i skradali się do jego łóżka, gdzie spał... Potem zaczęli go dusić, a blondyn nie mógł się bronić. Zamilkł i nie potrafił wydusić, ani słowa. Po takich snach, siedemnastolatek budził się zlany potem, oddychając ciężko. Rozglądał się na boki, myśląc że ktoś chowa się po kątach i przyszedł z fatwą od króla.
   Zamyślenia królewicza przerwał trzask otwierających się dwustronnych drzwi. Hasan spojrzał w ich stronę i z zadowoleniem stwierdził, że zgodnie z jego rozkazem, przyszła osoba, którą chciał widzieć. Natychmiast...
-Wasza wysokość...- ukłonił się Fryderyk.
-Witaj, zbliż się- powiedział słabym głosem. Sługa podszedł nieśmiało i spojrzał w oczy księciu. Widział w nich rozkojarzenie i okrutne zmęczenie- Wiesz już co się stało?
-Bardzo mi przykro, mój książę- odparł szczerze- Wierzę, że przetrwasz trudne chwile.
-Jeśli tylko mi pomożesz- ponownie przeniósł wzrok za okno i zaczął zastanawiać się, czy to co chce zrealizować, ma szanse wejść w życie...
-Co masz na myśli?
   Hasan zamknął oczy, jakby chciał zobaczyć plan, który miał w głowie, jednak... to zadanie było zbyt ryzykowne i trudne do wykonania. Nie chciał mieć na rękach krwi dynastii Wartonów. Był synem najpotężniejszego władcy świata, nie mógł pozwolić sobie na zdradę. Hańba była czymś, czego żaden członek rodziny, nie mógł przełknąć, bo tak wychowywano każde dziecko z dynastii. Królewicz miał zatem pełne prawo do wahania się, ale też do... strachu. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie chciał to zrobić...
-Musisz pozbyć się mojego brata...- rzekł z wolna, po czym przeniósł swój wzrok na szambelana. Fryderyk znał to stalowe spojrzenie. Zdanie, które wypowiedział następca tronu, odbijało mu się w głowie, niczym echo. Brzmiało, jak wrzask porwanego dziecka, które potrzebuje natychmiastowej pomocy. Najpewniej, porywacz będzie chciał je zabić... Czy tak było z Chrystianem?
-Jak... Jak to...Książę?- spytał drżącym z emocji głosem- Nie... Nie mogę...
-Raz na zawsze!- nie wiadomo skąd Hasan znalazł siłę, by krzyknąć- Nie chcę go tu wiedzieć! Od swojego pierwszego oddechu na tym szarym świecie, żyję w strachu! Przeżyłem piekło, a wszystko przez Chrystiana!  
-Rozumiem twe obawy, lecz...- uciął Fryderyk i spojrzał na księcia niepewnie- Powinniśmy się z tym wstrzymać.
-Śmiesz mi rozkazywać?!- młodzieniec zerwał się z łoża.
-Ależ skąd... Tylko doradzam. To wszystkim wyjdzie na dobre.
-Ojciec umiera!- zawołał zrozpaczony, czując jak do oczu napływają mu łzy- Nie mam szans na przeżycie, jeśli król... umrze- zdołał wydusić przez łzy.  
-Rozumiem- pokiwał głową szambelan- Poczekajmy. Miejmy nadzieję, że władca poczuje się lepiej.
-Dlaczego nie chcesz pojąć, że kiedy tylko się to stanie- Hasan podszedł do niego powoli- To Chrystian wyśle katów w pierwszej kolejności do mnie,hm? Czy to takie trudne, na Boga?!
-Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Chodzi mi o to, że nie chcemy w jeden dzień pochować dwóch osób.
-Jeżeli rzeczywiście tego chcesz- Hasan spojrzał Fryderykowi z paniką w oczach- to zrobisz co każę, bo inaczej życie stracę ja i moje dwie siostry! Pojąłeś?!
-Wasza miłość pozwoli, że przypomnę iż niezależnie czy królem zostanie królewicz, mrówka, czy też słoń, każdy musi przestrzegać zasad, Jeśli Bóg da zasiąść ci na tronie po śmierci twego ojca, również będziesz musiał wysłać katów do rodzeństwa.
   Hasan zmarszczył brwi i głośno przełknął ślinę. Jego pra pra pra dziad Cezary był bezwzględnym władcą. Kim trzeba być, by ustalić tak bezwzględne zasady, wobec swego rodzeństwa i dzieci? Każdy król, leżąc na łożu śmierci, miał obowiązek wydać fatwę na swe potomstwo, po za swym najstarszym dzieckiem. Siedemnastolatek nie mógł tego pojąć. Czy ojcowska miłość przemija wraz z życiem?
-Boję się, Fryderyku...- szepnął królewicz i otarł łzy, które w coraz większej ilości, spływały po jego zimnych policzkach.
-Na pewno jest jakieś inne wyjście, by pozbyć się księcia. Nie mam na to pomysłu, za to wiem, jak go osłabić...- szambelan uśmiechnął się tajemniczo.
-Jak?
-Jako, że rozmawiam z jego żoną, mam świadomość tego, co go boli. Uderzymy w najczulszy punkt!

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Jadłam sałatkę z owoców, gdy nagle otwarły się drzwi. Wszedł mój ukochany. Przełknęłam pokarm i chciałam wstać, ale on  lekko chwycił mnie za ramię, bym siedziała. Odstawiłam miskę z kolacją na półkę i przytuliłam księcia mocno. Położył silne dłonie na moich plecach, po czym westchnął ciężko. Czułam, że nie jest mu lekko. Cały się trząsł i miał podpuchnięte oczy. To nic...I tak były piękne. Pogłaskał mnie po głowie. Spojrzeliśmy sonie w oczy.  
-Moja ukochana, zielonooka pani...- brunet uśmiechnął się promiennie- wybacz, ze nie przyszedłem wcześniej- powiedział cicho i ucałował moja dłoń.
-Nie masz za co mnie przepraszać- odparłam, po czym położyłam mu dłoń na policzku- Wiem, że jest ci ciężko.
-Kto ci powiedział?
-Pan Dawid.
-Oczywiście...- pokiwał głową z niezadowoleniem w głosie- Nie powinien cię martwić.
-Spokojnie- uśmiechnęłam się lekko- Nie mam mu tego za złe. Cały tydzień dowiadywała się o czymś za późno.
-Nie powinnaś się teraz denerwować- pogłaskał mnie po nosie, po czym przyłożył dłoń do mojego brzucha- Nasze dziecko również- podsumował z lśnieniem w oczach, co było oznaką jego szczęścia. Ucałował mnie delikatnie w czoło i przytulił.  
-Jak je nazwiemy?- spytałam, zamykając oczy.
-Nie wiem. O tym zdecyduje... mój ojciec- ostatnie dwa słowa wypowiedział niepewnie, gdyż do narodzin dziecka było jeszcze daleko, a Edward czuł się coraz gorzej- A jak byś chciała?
-Antonii, Ezechiel, Horacy, Jan, Konstantyn, Oktawian...- zaczęłam wyliczać, gdy Chrystian przerwał mi ze śmiechem:
-A jeśli to będzie księżniczka? Brałaś to pod uwagę?
   Spojrzałam na niego zaskoczona i odparłam szczerze:
-Nie...
-Skąd wiesz, że to będzie mężczyzna?- podniósł brwi.
-Po prostu... To twoje dziecko, więc to będzie królewicz.
-Będę miał tylko synów?- zaśmiał się.
-"Tylko"?!- prychnęłam- Chyba..."aż". I tylko ja będę ich matką- wyszeptałam, po czym mocno pocałowałam go w usta.  

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   W haremie panowała dziwna atmosfera. Niektóre dziewczęta płakały, po tym jak dowiedziały się o stanie króla, a reszta śmiała się, zajadając truskawki i brzoskwinie. Żadna z nich nie pracowała, gdyż o tej porze wszystkie powinny już spać. Jednakże nie miał kto ich pilnować, gdyż Pan Dawid pojechał na targ odebrać zamówienia od księżniczki Emmy. Nie oszczędzała pieniędzy, przez co miała długi i to całkiem duże. Teraz przejmowała się tylko Duygu i jej dzieckiem. Chciała olśnić męża swym wyglądem, pokazać, że nadal jest piękna i jego nałożnica tego nie zmieniła. Niestety w oczy rzucało się jej zmęczone spojrzenie, sine usta i mokre policzki, poza tym, schudła, gdyż jadła niewiele.  
-Co teraz z nami będzie? Władca nie dożyje rana. Niech ci język kołkiem stanie, nie pleć, bo wykraczesz! Taka jest prawda- przekrzykiwały się między sobą. Ich kłótnie przerwało wołanie Aleksandry:
-Cisza! Zamilczcie wreszcie, bo wszyscy ogłuchniemy!
-Co tam macie?- spytało kilka niewolnic jednocześnie, widząc że dwaj strażnicy przynieśli sporą skrzynię. Otwarli ja powoli i oczom wszystkim w sali głównej, ukazało się złoto.
-Z jakiej to okazji?!- zapiszczała radośnie otyła, rudowłosa czternastolatka.
-Książę Chrystian kazał rozdać złoto wszystkim w stolicy, gdyż niedługo na świat przyjdzie jego drugie dziecko.  
-Dlaczego księżniczka nam się nie pochwaliła?- zdziwiła się jedna z dziewcząt.
-Właśnie! Książę Oskar ma już pięć lat, najwyższa pora na drugiego księcia!- poparła koleżankę inna służąca.
-Oby urodziła księcia- pokiwała głową wysoka szatynka o pokaźnym biuście.
-To nie księżniczka Emma jest brzemienna- krótkowłosa uciszyła gwary- Niedługo księciu Chrystianowi dziecko urodzi Duygu.
   Dziewczęta otwarły usta ze zdziwienia i zaczęły szeptać między sobą.
-W końcu jakaś nowa kobieta!- odezwała się jedna z niewolnic, stojąca przed skrzynią pełną złota.
-Oby jej się poszczęściło- rzekła dziewczyna o niskim głosie.
-Amen- uśmiechnęła się Ola- Ustawcie się, a ja rozdam wam...- ucięła, bo ktoś szarpnął ją za ramię. Powoli odwróciła się i zobaczyła Emmę. Wszystkie dziewczęta ukłoniły się przed nią. Rudowłosa dziewczyna, widząc bogactwo w wielkim kufrze, spytała:
-Skąd tu to złoto?
-Pani...- zaczęła nieśmiało Aleksandra- Ja... Kazano mi... To złoto...- jąkała się.
-Mów!- rozkazała wściekła, ściągając brwi- Na pewno nie z tego powodu, że król leży na łożu śmierci! Jakim prawem cieszycie się, gdy władca cierpi?!
-Wybacz, pani... Zaszło nieporozumienie- zaczęła się tłumaczyć blondynka- To nie z tego powodu.Tak kazał książę Chrystian, gdyż jego faworyta jest brzemienna...
-Dość!- krzyknęła Emma, podnosząc dłoń i spojrzała Oli ze złością w oczach- Milcz, dziewko! Nie chcę o niej słyszeć!  
-Wybacz, księżniczko.
-Zabierzcie to!- żona królewicza zwróciła się do strażników, stojących przy skrzyni. Spojrzeli po sobie niepewnie- Jesteście głusi, czy co?!- warknęła zirytowana- Zabierajcie stąd to złoto!- odwróciła się i spojrzała na niewolnice- Żadna nic nie dostanie!- powiedziała i odeszła szybkim krokiem. Mężczyźni posłusznie wykonali rozkaz jej wysokości. Widząc to, Aleksandra uśmiechnęła się pod nosem.
-Sam kopiesz sobie grób...- szepnęła krótkowłosa, patrząc w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała matka Oskara.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Chrystian czuwał przy ojcu w tę zimną, ciemna, bezlitosną noc. Było już bardzo późno. Siedział na krześle obok łoża, na którym leżał Edward i mocno trzymał władcę za jego silną dłoń.  
-Obudzisz się, tato...- załkał pełen nadziei- Wierzę w to. Zostaniesz...- pociągnął nosem- Zostaniesz z nami. Prawda? Powiedz, że tak, błagam...- przytulił się do jego dłoni. Ucałował ją z szacunkiem i miłością. Wiedział, że Edward czuje jego obecność, wsparcie. Po chwili poczuł, jak ojciec... poruszył palcami. Chrystian spojrzał na jego bladą twarz i otwarł usta z niedowierzania- Panie...?
   Monarcha powoli otwarł oczy i odetchnął ciężko.
-Straż! Król się obudził!- zawołał królewicz. Do komnaty natychmiast weszli medycy.
-Ch...Chrystian...- szepnął czterdziesto sześciolatek- Synu...
-Jestem, ojcze- brunet uśmiechnął się i otarł łzy. Mocniej ścisnął dłoń rodziciela- Jak się czujesz?
-Źle...- odparł słabym głosem Edward, patrząc swemu najstarszemu dziecku w oczy- Nie martw się... o mnie...
-Wierzę, że to przetrwasz. Musisz!
-Nie muszę... I nie... nie przeżyję, książę...- wyjąkał, czując nasilający się ból kręgosłupa.
-Nie mów tak. Dożyjesz i nadasz imię memu dziecku.
-Jak... jak to?- uśmiechnął się blado król.
-Moja faworyta jest w ciąży.
-Cie... Ciesze się, synu...- Edward ścisnął lekko dłoń Chrystiana. Na tyle pozwalały mu siły. Na niewiele...- Skoro już się urodzi... i jeśli... jeśli będzie to następca... nazwij go: Tymoteusz. Ku pamięci... twego zmarłego wuja. Był odważnym... wojownikiem...Kocham cię, synu. Was wszystkich... kocham...- szepnął i zamknął oczy. Królewicz czuł, jak ojczym rozluźnia uścisk na jego dłoni. Chrystian czuł, jak w oczach pojawiają się kolejne łzy żalu i rozpaczy. Patrzył na ojca błagalnym wzrokiem, po czym zaczął ronić łzy. Płynęły po jego twarzy, niczym rzeka w czasie niepogody: gwałtownie i bezlitośnie. Medycy szybko stanęli wokół łoża i zaczęli ratować władcę. Ich celem było wyrwanie go ze szpon śmierci...

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2229 słów i 12528 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AuRoRa

    Biedny król, a wokół tyle intryg, łapka

  • Duygu

    @AuRoRa Prawda, nie czuł się dobrze i na dodatek tyle zła się wtedy działo. Dziękuję  :rotfl:

  • AuRoRa

    @Duygu zapomniałam zapytać, co to jest vantablack?

  • Duygu

    @AuRoRa To taki piasek, który ma podobno najbardziej czarny kolor, jaki tylko istnieje. Jest bardzo drogi  :)

  • Margerita

    łapka w górę widzę ktoś chce kogoś zabić

  • Duygu

    @Margerita Ach, tak niestety ... Każdy chce kogoś zabić  :cool:  Dzięki bardzo!  :yahoo:

  • Somebody

    Widzę, że jednak udało ci się znaleźć czas. To bardzo dobrze, bo mogłam z największą przyjemnością poczytać przed snem  :kiss:

  • Duygu

    @Somebody Dziękuję za te miłe słowa. Jak tylko będę mogła, dodam coś.  :) Pozdrawiam ciepło  :kiss: