Miłość sensem życia cz. 56

Miłość sensem życia cz. 56Dziewiętnastolatka spojrzała na brata, niepewnie unosząc głowę. Nieśmiało popatrzyła w jego ciemne tęczówki. Od razu spuściła wzrok w podłogę, gdyż jego oczy, tonące we łzach, były dla niej wtedy, niczym oślepiające światło. Nie mogła w nie patrzeć. Bała się, mając przed oczyma prawdę. Od wielkiego blasku można stracić wzrok, a ona ujrzała swe grzechy. Tym te światła różniły się od siebie: nie wiedziała, czy lepiej nie widzieć do końca życia, czy może dogłębnie poznać bolesną prawdę…? Dziewczyna skrzywdziła Chrystiana i Szymona. Jak się przyznać do zabójstwa? Leokadia słynęła z zaciekłości, nigdy nie przyznawała się do winy, zawsze szła z uniesioną głową, dumna z siebie, ze swoich postanowień… Rodzice widzieli w niej człowieka, chętnego do pomocy. Sprawiała wrażenie dobrze wychowanej. Nawet, gdy miała zły dzień, w stosunku do ojca i matki zachowywała się dobrze, oddawała im szacunek, rozmawiała. A teraz… czy miała powód do dumy? Czy Edward pochwaliłby jej zachowanie? Odpowiedź jest oczywista: nie. Jej matka, również nie byłaby zadowolona. Nie wychowała córki na mordercę i nie myślała, że Leokadia kiedykolwiek zabije człowieka…  
-Dlaczego nic nie mówisz?- spytał książę, nie usłyszawszy odpowiedzi.
   Księżniczka wsłuchiwała się w ciszę. Dzięki temu dotarł do niej głos sumienia, który krzyczał: „Zaplączesz się we własnych kłamstwach. Prawda zawsze wychodzi na jaw, będziesz potępiona. Zrobiłaś źle, dobrze o tym wiesz, a nie przyznajesz się… Jesteś zła!...”. Dziewczyna nerwowo przełknęła ślinę. Z jednej strony chciała powiedzieć, że to ona, ale… jak? Tu nie chodziło o zepsucie zabawki. Była dorosła. Była żoną. Była matką. Była odpowiedzialna za rodzinę. Nie miała nic innego do roboty, jak tylko poświęcić mężowi trochę czasu, wyjaśnić coś po kłótni, do których tak naprawdę, nie powinno dojść… Ona jednak tego nie zrobiła... i już nie zrobi. Nigdy. Nie ma szans. Przekreśliła to grubą kreską. Zniszczyła małżeństwo. Ruina, jakby przeszło tornado- miała to przed oczyma. Jeden wielki chaos. Zabiła… Sumienie nadal nie dawało jej spokoju. Przypomniała sobie, że krzyknęła za lekarzami. Jednak wiedziała, że nie może mieć do nich pretensji… Trucizna była śmiertelna.  
-Leokadio!- królewicz nie wytrzymał napięcia panującego w pomieszczeniu. Jego siostra dusiła się wspomnieniami, sprzed kilku godzin. Chrystian widział w jej oczach zakłopotanie. Nie nabrał się, rzadko kiedy się, też mylił. Wszystko widniało w jej piwnych tęczówkach. Oczy królewny wylewały teatralne łzy rozpaczy. Dobra z niej aktorka, ale nie wierzyła w samą siebie, grając kolejną, doskonale sobie znaną postać- to było jej wnętrze. Ona sama. Kłamca. Oszukiwała samą siebie.  
-Dlaczego tak myślisz…?- wydusiła po kilku minutach milczenia. Książę spojrzał na nią, oczekując, że jego siostra powie coś jeszcze.
-Widzę to w twych oczach, po twoim zachowaniu…- otarł łzy z policzków. Postanowił jakoś wytrzymać z człowiekiem, który zabił jego przyjaciela, w jednym pomieszczeniu. To trzeba było wyjaśnić- Dało się to zauważyć też w zachowaniu Aleksandra…- w jego głowie słowa medyka ponownie rozeszły się echem:  „Pan Aleksander… umarł…”.
-To znaczy…?
-Chodził smutny, płakał mi na ramieniu.
-Co to ma do jego śmierci?
-Zabijałaś go każdego dnia. Trułaś, jak przed tymi dwoma najgorszymi godzinami mego życia…! Nawet matka nie była mi tak droga. Może, dlatego, że niezbyt ją pamiętam…  
   Po tych słowach przypomniał sobie rozmowę z Hasanem:
„-Wszystkich mi zabieracie! Ten okrutny los odebrał mi matkę i sprawił, że nikt prócz Natalii nie patrzy na mnie z miłością! Mam dosyć! Lepiej od razu mnie zabij!”. Po jego policzku ponownie spłynęła łza.
-Nie zabiłam go…- jęknęła dziewczyna, patrząc bratu z bezsilnością w oczy.  
-Wierzę…- szepnął z kpiącym uśmiechem na twarzy- Ojciec też ci uwierzy. Szymon również.
   Leokadia zmarszczyła brwi. Pokręciła przecząco głową, twierdząc w myślach, że jej syn nigdy nie będzie pytał o ojca. Miała plan, który wejdzie w życie, gdy tylko malec dorośnie: powie mu, że taki już los człowieka, każdy kiedyś umrze, a na jego ojca przyszedł czas, gdy był malutki… Nie zdawał sobie sprawy z tego, że coraz bardziej wplątuje się w sidła kłamstw…  
-Myślisz, że wystarczy mu twoja nienawiść i bezradność?- Chrystian spojrzał siostrze hardo w oczy. Księżniczka nie wytrzymała! Zerwała się z kanapy, jak poparzona i podeszła do następcy tronu, najbliżej jak to było możliwe. Czuła niepewność. W powietrzu unosił się coraz intensywniejszy zapach lęku. Po tym, co usłyszała nie mogła się jednak powstrzymać:
-Nie masz prawa tak do mnie mówić! To ja jestem jego matką, nie ty! Nie jesteś, też jego ojcem. Nie wtrącaj się!
-Nie jesteś godna nazywać się matką księcia, skoro za niego zapłaciłaś i oddałaś obcej kobiecie. Nie dopuszczalne jest to robić z kimkolwiek, jakiegokolwiek pochodzenia i warstwy społecznej!- warknął zbulwersowany dwudziestoczterolatek, przez zaciśnięte zęby- To ty otrułaś Aleksandra! Masz czelność kłamać! Idź do ojca i powiedz to, co mi przed chwilą! Nie wierzę w to, że nic by nie podejrzewał. Bóg zna prawdę. Nie myśl, że go oszukasz!...
-Mam dość...- jęknęła, bezradnie chowając twarz w dłoniach- Mam dość skakania do gardeł, krzyków i braku szacunku...
-Jak potraktowałaś własnego męża, skoro już o tym mówimy?- Chrystian powstrzymywał się od śmiechu, wyrażającego kpinę.
-Nawet nie znasz prawdy... On tamtej nocy...- ucięła, przypominając sobie tę niemiłą dla niej, sytuację- Nie miałam na to wpływu. Byłam bezbronna i bezsilna... On... był moim mężem, a zachował się jak... zwykły chłop!- usiadła na dywanie i zaczęła szlochać. Chrystian nie wiedział, co o tym myśleć. Nie do końca ją znał. Zawsze mogła coś wymyślić i udawać, że to miało miejsce w prawdziwym życiu.
-O czym ty mówisz?- spytał ostrożnie.
-Nigdy wcześniej mnie nie dotknął w ten sposób...- zakryła twarz gęstymi lokami- Od razu zaszłam w ciążę... Cały czas żyliście w kłamstwie... Kazałam zabić wszystkie medyczki, które znały prawdę. Każdy udawał, że jestem bezpłodna... Czułam się z tym dobrze. Z kłamstwem...- dziewiętnastolatka przejrzała na oczy. Spojrzała na brata- Ty masz lepiej. Ja jestem tylko kobietą. Atrakcyjne jest to, że moim ojcem jest król. Każdy mężczyzna o mnie marzy dla władzy, dla potęgi... Nie dla miłości. A to była tylko potrzeba człowieka, ale... nie zgodziłam się na to!...
-Czy ja dobrze rozu...
-Jesteś najstarszym synem króla- przerwała mu wypowiedź- Możesz mieć sto kobiet, z każdą troje dzieci i nie musisz się tłumaczyć. Nagle wszyscy zaczęli widzieć cud w narodzinach Szymona, a taka nie jest prawda...  
-Wszystko zganiasz na zmarłego, bo nie może zaprzeczyć...- Chrystian nadal z niej drwił- Kiedy się nauczysz na błędach?  
-Nie kłamię...
-Może i tak było- tym razem on jej przerwał- Co nie zmienia faktu, że cię kochał i niejedna księżniczka marzy o takim mężu, jak Aleksander... Zabrałaś go sobie, Szymonowi i mnie.  
   W komnacie ponownie zapadła grobowa cisza. Dziewiętnastolatka nie wiedziała co powiedzieć. Starała się wytłumaczyć to okrężną drogą, spokojniej i wolniej. Nie było jednak czasu na kombinowanie. Otarła łzy i rzuciła na królewicza krótkie spojrzenie. Nie widziała w nim brata. Przyczyną tego było jej zachowanie. To ona doprowadziła go do rozpaczy.
-Masz wyrzuty sumienia, bym mógł nazwać cię człowiekiem?...- spytał na poważnie Chrystian, czując jak coraz mocniej przytula go smutek.  
-Mam...- odparła szczerze. Wzruszyła ramionami, jakby chciała dać mu do zrozumienia, że nie cofnie czasu i ta rozmowa nie ma sensu. Królewicz, widząc ten gest, prychnął z pogardą:
-Nieważne, że go nie ma... W końcu, każdy kiedyś umrze...  Naprawdę tak myślisz? Wzruszasz ramionami, jakby to było nic…! Jesteś bardzo zabłąkana, Leokadio. Bardzo. Sama nie wiesz, co czujesz.  
-Mam wyrzuty sumienia i nie mam, Chrystianie... Czuję się z tym źle, ale i... nie mam sobie tego za złe. W końcu, chciałam... spokoju…
-Czyli to ty go zabiłaś. Wiedziałem.
   Królewna nie zaprzeczyła.  
-Nigdy go nie kochałam- westchnęła ciężko.
-Jesteś potworem- stwierdził z przerażeniem następca tronu- ale nie będę miał do ciebie pretensji i nie będę bratobójcą... Wiesz, dlaczego?
   Dziewczyna jedynie wzruszyła ramionami.
-Bo szanuję jego wolę, słowo i to, że już nigdy... się do mnie nie odezwie- westchnął z bólem w sercu, po czym z opuszczoną głową wyszedł z pokoju.

*#*#*#*#*#*#*#*#*#*

   Chrystian powoli wszedł do swojej komnaty.  
   Każdy sługa, widząc jego smutne spojrzenie i zgarbioną sylwetkę, czuł ból w sercu. Gdzie schowała się duma królewicza? Nie widać tego majestatycznego kroku, dumnie uniesionej głowy, groźnego spojrzenia, na które każdy padał na kolana… Gdzieniegdzie słychać było jego powstrzymywany szloch, dało się zauważyć, jak chciał zapanować nad emocjami, lecz było to trudne.  
   Zamknął drzwi. Nawet nie zaskrzypiały, jakby dla szacunku, ku zmarłemu urzędnikowi. Książę westchnął cicho. Nie miał świadomości, że płakał nieustannie przez ostatnie dwie godziny. Koszmarne ponad sto dwadzieścia minut! Przyzwyczaił się do słonej wody na policzkach. Czuł, jakby ktoś zadawał mu kolejne razy batem. Nieuchronny ból przeszywał jego ciało i duszę. Zamknął oczy, by na chwilę nie widzieć tego okrutnego świata. Wolał ciemność, niż ten zamek.
-Przykro mi…- dwudziestoczterolatek usłyszał za sobą znajomy głos. Odwrócił się niechętnie, gdyż nie miał ochoty na rozmowę z tą osobą.  
-Czego chcesz?- spytał zachrypniętym głosem.
-Porozmawiać. To chyba najlepszy moment.- rzekł z satysfakcją Hasan.  
-Będziesz się nade mną znęcał? Sprawia ci to przyjemność?- wpatrywał się w niego zmęczonymi oczyma. I pomyśleć, że jego brat żył tak cały czas: z oczu lały się łzy, chciał umrzeć. Chrystian gasł jak świeczka na porywistym wietrze: walczył z huraganem, ale nie dał rady. Znów głośno zaszlochał.
-Kpiłeś ze mnie, gdy ja płakałem- osiemnastolatek pokiwał głową, z uśmiechem na twarzy.
-Nigdy nie żartowałem z uczuć, szczególnie, jeśli chodzi o ciebie!- warknął najstarszy syn Edwarda- Nie drwiłem z twych łez i chęci odejścia stąd na zawsze!… Jesteśmy w tym podobni: obaj jesteśmy wrażliwi…
-Przejrzałeś na oczy. Musiałeś zostać sprowadzony na ziemię w tak okrutny sposób? Żal mi cię.  
-Wiem, co chcesz powiedzieć. Ale różnica jest ogromna: Aleksander umarł, a Fryderyk, mimo że chodzi o kulach, to jednak jest tu, z tobą, żyje… A Aleksandrowi nikt życia już nie zwróci…  
-Z Fryderykiem mogło być różnie. Nie było z nim dobrze, wiesz o tym. W każdej chwili mógł umrzeć. Nie miałeś wyrzutów sumienia, gdy lali go w plecy. Napawałeś się jego krzykiem. Przyznaj…
-Nie jestem mordercą, jak Leokadia.- odparł odważnie, patrząc bratu hardo w oczy. Szare tęczówki Hasana zalśniły niezrozumieniem, na co Chrystian, jedynie prychnął pod nosem.
-Śmiesz ją oskarżać o… morderstwo…?- młodzieniec nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał.  
-Sama się do tego przyznała. Idź do niej, wysłuchaj jej- powiedział bez wahania, brunet.
-Niby dlaczego miałaby to zrobić?
-Wszystko mi wyjaśniła. Wcale nie było tak pięknie, jak nam się wydawało. Nie miała jednak powodu, by tak postąpić… Nie będę się za nią tłumaczył. Zapewne już jutro zaczną szukać mordercy i co wtedy?
-Nie zabiłaby ojca swojego dziecka!
-Nie zwracała uwagi na Szymona, tylko na siebie.- Chrystian podszedł do brata- Otruła męża, bo nie chciała na niego patrzeć. Uważa, że wyrządził jej wielką krzywdę. Nie zgadzam się z nią.  
-Ona nigdy go nie kochała.  
-Gdybyś nie kochał Natalii, zabiłbyś ją, dlatego, że jest gotowa oddać za ciebie życie, mimo wszystko?- spojrzał Hasanowi głęboko oczy. W komnacie zapadła cisza. Blondyn patrzył na niego z niedowierzaniem. Nie odrywał wzroku od jego bladej twarzy, wyrażającej zmęczenie tym teatrem i śmiercią przyjaciela.  
-Nie zabiłbym jej… Nie wyobrażam sobie, że mógłbym ją skrzywdzić- odparł siedemnastolatek po chwili milczenia.
-A Leokadia tak właśnie zrobiła- zabiła, bo bardzo ją kochał, a ona jego nie. Nieodwzajemniona miłość bardzo boli, Hasanie.  
-Wiem to, dzięki tobie. Ojciec nie zwraca na mnie takiej uwagi, jak na ciebie. Może to i lepiej… Nie będę musiał się wstydzić, gdy ojciec dowie się, że jego najstarszy syn posłał pod topór kata własną siostrę- skierował się do wyjścia z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
-Po prostu spełniam życzenie mojego zmarłego przyjaciela. Powiedział: „Nie poddasz się szatanowi. Nie będziesz bratobójcą i nie zamordujesz swych dzieci… Nie zranisz matki twej córki…”. Nie wyślę siostry na śmierć. Gdybym to zrobił, nie miałbym serca. Nie rozumiesz co to znaczy stracić przyjaciela.
-Matka była moją przyjaciółką…  
-Wyjdź! Nie mam ochoty z tobą rozmawiać!- krzyknął dwudziestoczterolatek- Chcesz tylko kłótni, pretekstu do wojny! Ja też straciłem matkę! Wycierpiałem więcej, niż ty! A teraz… opuść moją komnatę! Natychmiast!  
   Hasan burknął coś pod nosem i wyszedł z pokoju z uniesioną głową. Kiedy zamknęły się za nim drzwi, brunet od razu upadł na podłogę i zaczął wylewać łzy. Aleksander był jego jedynym przyjacielem. Następca tronu miał oparcie w nim, Duygu, ojcu i dzieciach. Ta trójka, która mu pozostała, była zbyt mała, gdy widział ile osób chce pozbawić go życia. Czuł się bezsilny, lecz dziękował Bogu, że ma przynajmniej ich… Dawali mu tyle ciepła i wspierali w trudnych chwilach. Kochali…
    Książę stracił cząstkę serca, gdy zmarł Aleksander. Czuł, jak odchodzi razem z nim. Wspólnie tracili siłę do walki, czego urzędnik nienawidził. Wiedział, że trzeba przetrwać najgorsze, a wkrótce zaświeci gorące, wyczekiwane przez nieszczęśników, słońce. Tego uczył Chrystiana. Książę przypomniał sobie jego mądre słowa, co spowodowało u niego jeszcze głośniejszy lament.  
   Nie usłyszał, gdy otworzyły się drzwi i weszłam powoli do jego komnaty. Ten widok na zawsze pozostanie w mojej pamięci: mój ukochany siedział na podłodze i płakał, chowając twarz w dłoniach. Cały się trząsł. Natychmiast podbiegłam do niego i chwyciłam za dłonie. Moim oczom ukazała się obca twarz… Nie poznałam go. Nigdy nie był tak zrozpaczony, nie widziałam tylu łez wylanych w ponad dwie godziny. Przytuliłam go mocno i milczałam. Czasem cisza jest lepszym lekarstwem, niż wiersze i motywacja do działania, prosto z serca. Rozumieliśmy się bez słów, co potwierdził uścisk Chrystiana. Wtulił się we mnie i próbował pohamować płacz. Czule pocałowałam go w czoło. Królewicz spojrzał na mnie i wydusił przez łzy:
-Tak bardzo mi go brakuje…

Duygu

opublikowała opowiadanie w kategorii przygoda i miłosne, użyła 2716 słów i 15378 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę jestem ciekawa jak Leokadia się wytłumaczy z tego, że zabiła człowieka

  • Duygu

    @Margerita Cieszę się, że Cię zaciekawiłam :) Dziękuję :D

  • AuRoRa

    Okropny to ból, że silnego mężczyznę doprowadzą do łez. Ciekawe czy Leokadia zrozumie co zrobiła.  :armscrossed: biedny Chrystian.

  • Duygu

    @AuRoRa Szkoda go, racja  :sad:  Leokadia jest dziwnym człowiekiem...  :woot:  Zobaczymy  ;)

  • Somebody

    Jak nostalgicznie się zrobiło. Bardzo ładnie. No i Duygu zyska większy wpływ na Chrystiana, skoro Leokadia i Hasan go zawiedli.

  • Duygu

    @Somebody Troszkę przygnębiająco, tak chciałam napisać. Dziękuję  <3  To na pewno, więc o tyle dobrze, bo jej też nie jest teraz łatwo  :)  Pozdrawiam!  :kiss:

  • Fanka

    Razem z Christanem płakałam... Jejciu jak Ty pięknie opisałaś jego cierpienie  :bravo:  
    Chylę czoło  :bravo:

  • Duygu

    @Fanka Dziękuję za słowa uznania, kochana  <3  Nie było to łatwe. Mistrzem nie jestem, ale dziękuję  ;)   :kiss:

  • Fanka

    @Duygu Oj dla mnie w tym momencie jesteś mistrzem <3
    Wierzę że nie było łatwo,ale patrząc na efekt to wyszło wyśmienicie!  :jem:

  • Duygu

    @Fanka  :yahoo:  Miło czytać takie piękne komentarze  <3

  • Fanka

    @Duygu  :kiss: